„Od czterech lat nie byliśmy nigdzie na wakacjach. W tym roku mamy pieniądze, aby wyjechać, ale zanosi się na to, że ta cholerna pandemia zatrzyma nas w domu… Zrób coś abyśmy gdzieś pojechali. Mnie i dzieciom należy się odpoczynek”
Maryla już od dłuższego czasu wierciła dziurę w brzuchu Staśka w sprawie wakacji. Teraz gdy wpadło im niespodziewanie prawie osiemset tysięcy złotych spadku po zmarłej w Kanadzie krewnej, wydawałoby się, że jej marzenie o wyjeździe na południe Europy jest bardzo, bardzo realne.
Niestety, przypętała się ta cholerna zaraza. Niemal w całej Europie w atrakcyjnych miejscowościach turystycznych pozamykano hotele. Biura podróży nie mają nic do zaoferowania. Nikt nie potrafi powiedzieć, kiedy będzie można gdzieś wyjechać.
Stasiek, mąż Maryli, w biurze o niczym innym nie rozmawia z kolegami, tylko o zbliżającym się sezonie urlopowym. Część kolegów pojedzie do rodzin na wieś. Część cieszy się, że będzie mogła zostać w domu i odpocząć. Ale jest też dwóch takich którzy jednak wybierają się za granicę
„Mnie tam hotele są niepotrzebne. Zaczepiam cepkę i w drogę, gdzie oczy poniosą. Żona chce w tym roku do Grecji, więc…”
„Przepraszam, Jasiu” – przerwał Stasiek Jankowi – „Co to jest cepka?”
„Przyczepa kempingowa. My to tak zdrobniale nazywamy” – wyjaśnił Janek – „Od pięciu lat tak jeździmy na urlop z dzieciakami. Najmłodszy nie miał roku, jak byliśmy pierwszy raz na objazdówce po Polsce. Całe dwa miesiące”
„W tym roku do Grecji nie pojedziesz” – zauważył ktoś – „Granice są pozamykane”
„To pojeździmy po Polsce. Byle pogoda była.” – odpowiedział i zwrócił się do Zbyszka – „Ty wiesz, jak to jest Zbysiu. Prawda”
„Prawda, prawda” – włączył się do rozmowy Zbyszek – „My planujemy wyjazd do Hiszpani. Na razie, już w piątek zostawiam żonkę w domu i jadę z Franię na ryby. Będzie używanie.”
„Zaraz, zaraz” – zareagował Stasiek – „Ty Jasiu masz troje małych dzieci i jeździsz z nimi przyczepą. Tak?”
„Co w tym dziwnego? Poza tym nie takie małe. Sześć, osiem a najstarsza ma prawie dziesięć lat”
Stasiek słuchał z zaciekawieniem. Pewna myśl, jeszcze niezbyt sprecyzowana zaczęła chodzić mu po głowie. Na moment przestał przysłuchiwać się kolegom. Po chwili doszło do jego uszu
„Jak ta twoja Frania się spisuje. Daje jeszcze radę?” – pytał Janek
„Daje. Dbam o nią… Wiesz, nie żałuję na nią pieniędzy, więc ciągnie tak, że nie narzekam” – odpowiedział Zbyszek
„Ile lat już ma?”
„Jest pełnoletnia. Osiemnaście skończyła…Chyba niedługo wymienię ją na młodszy model, zanim zajeżdżę ją na śmierć…”
„Ha! Ha! Ha!…osiemnastka za stara dla ciebie! Co na to żona?” – zareagował Stasiek – „Wie, że jeździsz z nią na ryby?”
„Ty, Stasiu tylko o dupach myślisz…”
„Ja o dupach?” – przerwał mu Stasiek – „To ty zmieniłeś temat na wyjazdy z młodą dupą na ryby”
„Ha! Ha! Ha!” – zaśmiał się Janek – „Zbychu nie zmienił tematu. Frania to jego kamper”
„No właśnie. Mam kampera osiemnastoletniego firmy Frankia i o tym rozmawiałem z Jankiem a nie o dupach” – odpowiedział Zbychu
„Przepraszam, źle zrozumiałem… Wiecie, tak mi przyszło do głowy, że też mógłbym spróbować wyjechać na urlop z przyczepą, ale nic nie wiem o tym jak się za to zabrać”
Janek i Zbyszek usiedli przy biurku Staśka i przez ponad godzinę wprowadzali go w tajniki karawaningu. Dopiero wejście szefa przerwało ich wykład. W każdym razie Stasiek zdążył się dowiedzieć, że aby holować przyczepę kampingową wystarczy mieć prawko kategorii B, pod warunkiem, że cały zestaw nie przekroczy DMC, czyli Dopuszczalnej Masy Całkowitej trzech i pół tony.
Szybko sprawdzili w dowodzie rejestracyjnym auta Staśka, że jego Ford Focus może holować przyczepę o DMC tysiąc trzysta kilogramów.
„To wystarczająco dużo. W tej wadze na rynku jest dużo przyczep z miejscem do spania dla czterech osób” – przekonywał Janek
Niestety, samochód Staśka nie posiada haka do holowania. Kupno haka i montaż w warsztacie a potem dokonanie przeglądu technicznego i dopuszczenie do jego użytkowania, oraz zmiany w dowodzie rejestracyjnym zabiorą sporo czasu.
„Daj sobie spokój z przyczepą. To nie tylko sprawa haka” – przekonywał Zbyszek – „Jeśli nie masz doświadczenia z jazdą z przyczepą to zabierze ci to sporo czasu zanim je zdobędziesz”
„Nie strasz go. Nie jest tak źle” – próbował tłumaczyć Janek
„Nawet jak się szybko przyzwyczaisz, to musisz wiedzieć, że z przyczepą nie wszędzie wjedziesz. W małych miasteczkach na południu Europy nie zmieścisz się” – przekonywał Zbyszek
„No i co z tego. Zostawia się przyczepę na kempingu i jedzie się samochodem zwiedzać” – wyjaśniał Janek
„No, właśnie. Z przyczepą trzeba szukać kempingu. Ja z kamperem staję na noc, gdzie chcę i mam z głowy. Poza tym nie musisz starać się o hak. Kupisz kampera i od razu możesz go używać”
„Nie wiem co o tym myśleć. Zarówno przyczepa jak i kamper wydają mi się ciekawym rozwiązaniem. Musiałbym obejrzeć je z bliska. Nigdy nie byłem w przyczepie ani w kamperze”
Stasiek był w rozterce.
„Możemy pojechać zaraz po pracy do Koluszek. Trzymam tam przyczepę u szwagra w stodole…” – zapraszał Janek
„Po co będziesz jechać do Koluszek. Mój kamper stoi na działce przed domem. Za piętnaście minut będziemy na Smulsku”
Stasiek zdecydował się pojechać najpierw obejrzeć kampera Zbyszka. Zadzwonił do domu i powiedział Maryli, że przyjedzie później. Musi zostać w biurze i wykonać pilne zlecenie.
Wrócił do domu około dwudziestej drugiej. Już od progu oznajmił
„Wakacje uratowane!”
„Co?…Jak?…W jaki sposób?”
Zaskoczona Maryla zamiast opieprzyć męża za późny powrót do domu, tak jak zwykle to robi, zamieniła się w wielki znak zapytania.
„Filip!” – zwrócił się Stasiu do syna – „Uruchamiaj komputer!”
„Nie widzisz, że dzieciaki już powinny spać?” – zareagowała Maryla
„Nic im nie będzie, jak położą się pół godziny później”
Filip, ich czternastoletni syn już ustawił na stole w dużym pokoju laptopa. Czekał teraz aż minie cała procedura uruchamiania
„Siadaj, matka i przyglądaj się jakiego mam pomysła na wakacje…Gdzie Oliwka?”
„W łóżku…”
„Filip, zawołaj siostrę. Ona też musi wiedzieć co tatuś dla was ma”
Kilka minut później Maryla i dzieci obserwowali z zaciekawieniem jak ojciec wypisuje na Google słowo „Kampery”.
Przez ponad pół godziny oglądali najróżniejsze modele, nawet takie siedmioipółtonowe. Stasiek wyjaśnił im, że te duże, to oczywiście, pokazuje jako ciekawostkę. Oni muszą się skupić tylko na tych ważących do trzech i pół tony
„Prawo jazdy mnie ogranicza. Na kategorię B mogę prowadzić tylko te do trzech i pół tony” – wyjaśnił
Potem jeszcze obejrzeli kilka filmików na You Tube pokazujących jak ludzie podróżują kamperami. Jak wyglądają kempingi i jak można nocować „na dziko”.
Wyłączył komputer po dwudziestej czwartej.
„Dobra. Na dzisiaj wystarczy. Nie wypowiadajcie się teraz co o tym sądzicie. Prześpimy się z tym i jutro, jak wrócę z pracy będziemy dyskutować o tym czy to jest coś dla nas”
Dzieciaki wróciły do łóżek. Stasiek zauważył już na początku prezentacji kamperów, że Maryla nie jest zachwycona jego pomysłem. Cały czas gasiła jego entuzjazm uwagami dotyczącymi ceny kamperów. Stasiek zdawał sobie sprawę, że to jest najsłabszy punkt jego pomysłu.
Potem, już w łóżku próbował ją jeszcze przekonywać
„Zrozum, kochanie, że to jest wydatek jednorazowy. Podziel go na, powiedzmy, dwadzieścia lat. Tyle nam taki kamper będzie służył. Zaoszczędzimy na hotelach, czy innych ośrodkach turystycznych…”
„Co?! Przez dwadzieścia lat mam spędzać wakacje w budzie na kółkach?!…Wybij to sobie z głowy!”
„Nie no, oczywiście, od czasu do czasu możemy pojechać na wczasy z jakiegoś biura podróży. Nie wykluczam tego. Ale sama przyznaj. Gdzie możemy pojechać w tym roku? No gdzie?…Wszystko pozamykane”
Maryla przez chwilę nic nie mówiła. Nie mogła zaprzeczyć temu, że te wakacje przez pandemię mogą być stracone. Nie umknęło to oczywiście uwadze Staśka, że Maryla nie potrafi odpowiedzieć, gdzie mogliby wyjechać w tym roku.
Skorzystał z okazji, że zamilkła i szybko dodał
„Turystów indywidualnych puszczają przez granice. Tylko hotele są zamknięte. Kamperem można przenocować gdzieś w lesie lub nad jeziorem czy nad…”
„Dobra! Zamknij się już” – przerwała mu – „Pora spać. Jutro pogadamy”
Następnego dnia, jeszcze w pracy Stasiek szlifował w myślach argumenty mające przekonać Marylę do kupna kampera. Miał już jeden taki wytypowany. Nie nowy, ale też nie stary. Trzyletni z pojedynczymi łóżkami w tyle pojazdu i opuszczanym podwójnym łóżkiem z przodu nad stołem i kanapami. Cena dwieście trzydzieści cztery tysiące dziewięćset dziewięćdziesiąt złotych brutto wydaje się być rozsądną.
Właściwie to chciałby kupić nowego, ale ceny takiego o jakim myślał zaczynały się od niemal czterystu tysięcy złotych. Do tego należałoby dołożyć jeszcze z pięćdziesiąt tysięcy na doposażenie w sprzęty umilające kamperowanie, takie jak markiza, antena telewizyjna nawigacja GPS, kamera cofania i bagażnik na cztery rowery.
Wiedział, że taka propozycja z jego strony nie spodoba się Maryli i że szansa, aby ją zaaprobowała jest równa zeru. Dlatego ułożył sobie taki plan, że zacznie od tego nowego, a potem po spodziewanym proteście ze strony żony wykaże zrozumienie i zaproponuje coś tańszego. Zaproponuje tego używanego właśnie za niecałe dwieście trzydzieści pięć tysięcy, ale mającego już markizę, GPS, kamerę cofania i bagażnik na rowery. Był przekonany, że w ten sposób przekona Marylę, iż kupno tego kampera to dobry interes.
Po przyjściu do domu od razu zorientował się, że rozmowa będzie trudna. Maryla miała bardzo zdecydowaną minę i zaciśnięte usta. W czasie ich piętnastoletniego małżeństwa poznał Marylę na tyle, iż wiedział, że ta jej mina nie wróży niczego dobrego. Nie mylił się
„Słuchaj kochanie” – zaczął słodko – „W pracy przemyślałem jakiego kampera powinniśmy kupić…”
„Nie teraz Staszku” – przerwała mu – „Najpierw zjemy obiad a potem powiem ci co ja mam za propozycję”
„Oho! Kuźwa, nie jest dobrze” – pomyślał
Jedli w milczeniu. Tylko dzieciaki omawiały przy stole jakieś sprawy związane ze zdalnym nauczaniem. Po obiedzie chciał pomóc Maryli posprzątać ze stołu. Ofuknęła go
„Co żeś taki usłużny dzisiaj?…Siadaj i czekaj. Zaraz przyjdę”
„Nie jest dobrze, kuźwa” – pomyślał znowu
Dzieciaki poszły do swojego pokoju. On wiercił się na krześle. Wydawało mu się, że Maryla nadzwyczaj długo przebywa w kuchni
„Co ona tam, do cholery, robi tak długo” – denerwował się
W końcu doczekał się jej przyjścia. Usiadła przy stole naprzeciwko niego. Położyła przed sobą kartkę papieru i ołówek. Poprawiła okulary
„Otóż Staszku, przesiedziałam niemal całe przedpołudnie przed komputerem i muszę przyznać, że w jednej sprawie masz rację. Nie ma szans na wyjazd w tym roku do jakiegoś kurortu na wczasy typu all inclusive. Wygląda na to, że wyjazd kamperem jest jakimś rozwiązaniem…”
„Yes!!! Nie jest tak źle jak myślałem” – ucieszył się w myślach
„Mam jednak nadzieję,” – kontynuowała Maryla – „Że do przyszłego roku ta cholerna zaraza zniknie i wszystko wróci do normy…”
„Z pewnością, kochanie” – przerwał jej – „Też mam taką nadzieję”
„Nie przerywaj mi. Jeszcze nie skończyłam…”
„Przepraszam, kochanie. Słucham”
„Dlatego uważam, że kupno kampera na jedne wakacje to nie jest dobry pomysł…”
„O kuźwa! Jednak jest źle” – pomyślał
„Zadecydowałam” – powiedziała to słowo stanowczo – „Że wynajmiemy kampera. W Internecie jest dużo firm wynajmujących nowe, dobrze wyposażone kampery. Ceny za dobę są bardzo wysokie, dochodzące do nawet tysiąca złotych w sezonie urlopowym, ale wynajęcie na trzy tygodnie, to dla nas i tak jest dużo taniej w porównaniu do kupna i męczenia się z nim przez wiele lat”
„Dlaczego zaraz męczenia się? Inni mają i się nie męczą. Wprost przeciwnie. Chwalą sobie wypoczynek w kamperze…”
„To nie dla mnie. W wakacje chcę poczuć się panią. Chcę, żeby mnie obsługiwano, podawano kolorowe drinki z parasoleczkami. Nie chcę stać przy garach w ciasnej budzie gdzieś na dziko za krzakami…”
„Kochanie! Będę cię obsługiwał. Dostaniesz drinki z parasoleczkami i wisienkami. Będę gotował…”
„Ty będziesz gotował?! Przecież ty nawet wodę na herbatę przypalisz” – przerwała mu głosem pełnym ironii
„Od dzisiaj zabieram się za naukę gotowania” – zadeklarował
„Nie rozśmieszaj mnie Staszku. Ty i gotowanie…Ale wracając do naszego wyjazdu. Zadecydowałam. W tym roku wyjedziemy wynajętym kamperem do Hiszpanii. Twoim zadaniem jest wyszukanie odpowiedniej firmy i wynajęcie kampera na trzy tygodnie. Urlopy mamy w lipcu. Teraz jest wtorek dwudziesty trzeci czerwca. W sobotę dzieciaki zaczynają wakacje. Masz praktycznie tylko tydzień, aby coś znaleźć…To tyle co mam do powiedzenia…”
„Ale kochanie” – wszedł jej w słowo – „To będzie dużo kosztować i…”
„Mniej niż kupno” – przerwała mu – „Koniec dyskusji. Bierz się za szukanie odpowiedniego kampera. W tym roku na pewno nie tylko my chcemy wynająć”
Stasiek wie, że nie ma sensu protestować. Zrezygnowany, usiadł przed telewizorem. Zaczął oglądać jakiś serial, ale szybko się zorientował, że myślami jest gdzie indziej i nie wie o co chodzi w tym serialu
„Może to nie taki głupi pomysł z tym wynajmem” – pomyślał – „Zawsze jest nadzieja, że się cholerze spodoba kamperowanie”
Myślał chwilę. Jakoś nie mógł sobie wyobrazić zachwyconej Maryli w kamperze
„Nie! To jest myślenie życzeniowe. Ona nie lubi aktywnie wypoczywać. Woli usadzić dupę w leżaku i czekać, kuźwa, aż jej ktoś poda drinka z parasoleczką” – pomyślał wściekły
Miał dzisiaj ze sobą swój służbowy laptop. Wziął go, aby nadgonić trochę zaległości. Wyciągnął go teraz, z tym, że nie po to, aby pracować. Zabrał się za wyszukiwanie firm wynajmujących kampery.
W notatniku zaczął zapisywać adresy, numery telefonów i adresy mailowe do tych firm. Niestety nie znalazł żadnej takiej w Łodzi lub w bliskiej okolicy. Najbliższa jest w Kutnie, kilka w Poznaniu.
Spojrzał na zegarek. Dochodziła szósta. Zadzwonił do kilku. Wszędzie usłyszał nagrany głos informujący o godzinach pracy oraz zachętę do wysłania mejlem pytań o wynajem. Obejrzał jeszcze jakie kampery są dostępne, jakie są ceny i warunki wynajmu.
Dowiedział się, że wszystkie firmy wymagają kaucji przy wynajmie od czterech do nawet ośmiu tysięcy złotych. Że niektóre firmy w cenie wynajmu ograniczają ilość przejechanych kilometrów, a wszystkie kilometry ponad limit są osobno wyceniane. Że osoba wynajmująca która będzie kierowcą kampera musi mieć co najmniej dwadzieścia sześć lat i posiadać Prawo Jazdy od co najmniej trzech lat. Spełniał te warunki. Stwierdził jednak, że są idiotyczne
„OK. rozumiem te trzy lata doświadczenia z za kierownicy” – pomyślał – „Ale w czym kierowca dwudziestosześcioletni jest lepszy od tego dwudziestopięcioletniego?”
Zdecydował się wysłać zapytania do kilku firm. Wszystkie jednakowo brzmiące. Wyraził w nich chęć wynajęcia kampera dla dwojga dorosłych osób i dwojga nastolatków. Określił w jakim terminie chce wynająć, to znaczy od soboty czwartego lipca do niedzieli dwudziestego szóstego lipca. Nadmienił, że zamierza wyjechać kamperem do Hiszpanii. Podał swoje dane kontaktowe.
Następnego dnia w biurze co jakiś czas zaglądał do skrzynki pocztowej oczekując na odpowiedzi. Do południa nie doczekał się ani jednej. Zniecierpliwiony zaczął do nich telefonować. Do końca dnia pracy nie zajmował się niczym innym tylko telefonowaniem. Starał się robić to dyskretnie, ale i tak nie uszło to uwadze kolegów. Nawet szef, który ma swój gabinet kilka pokoi w głębi korytarza dowiedział się o tych telefonach. Przyszedł do niego przed trzecią. Spojrzał na ekran komputera
„Nie widzę postępu, panie Staszku. Ten rysunek wygląda tak jak wczoraj” – zauważył
„Musiałem nanieść kilka zmian. Pomyliłem się w obliczeniach” – tłumaczył się
„To pewno przez te telefony nie może się pan skupić na pracy. Mam nadzieję, że zdąży pan z tym przed urlopem”
„Tak. Oczywiście”
Gdy tylko szef wyszedł z pokoju podeszli do niego koledzy
„No i co? Masz już coś?” – zapytał Jasiu
„Nic konkretnego. U wszystkich do których dzwoniłem niemal wszystko jest już zarezerwowane na lipiec. Zostały tylko te najdroższe”
„No to, pozostało ci tylko kupić jakiegoś. Na Allegro i na Otomoto jest jeszcze w czym wybierać…” – doradził Zbychu
„Wiem, ale stara się uparła, żeby wynająć. Nie chce cholera słyszeć o kupnie…”
„No to masz przechlapane”
„Co teraz zrobisz?”
„Ci z Poznania i z Krakowa obiecali zadzwonić. Mówią, że czasem klienci rezygnują z rezerwacji…Czekam do jutra. Dzisiaj już nic nie załatwię”
W drodze do domu przyszedł mu do głowy jeszcze jeden pomysł jak przekonać Marylkę do kupna kampera. Już nie trzyletniego, ale zdecydowanie starszego i bardzo taniego. Skoro tak jest ostrożna z wydawaniem pieniędzy, to być może da się przekonać do tego co ma jej do powiedzenia.
Zaraz jak tylko usiedli przy stole do posiłku z przykrością wyjaśnił jej jak małe szanse są na wynajęcie kampera w lipcu. Pokazał notes, w którym odnotowywał, gdzie dzwonił i jakie odpowiedzi dostawał. Maryla słuchała i nic nie mówiła
„Koledzy mówią, że kupno używanego kilkunastoletniego kampera jest bardziej opłacalne niż wynajem…”
„Ty znowu swoje” – przerwała mu zirytowana
„Wysłuchaj mnie do końca. Przeliczmy to na papierze co się bardziej opłaca”
Wyciągnął długopis i zaczął liczyć.
„Trzy tygodnie, to jest dwadzieścia pięć dni…”
„Dwadzieścia jeden!” – poprawiła go
„Liczę dwadzieścia pięć. Musimy odebrać go jakieś dwa dni przed wyjazdem. Zapoznać się z obsługiwaniem a po powrocie też trzeba mieć czas na posprzątanie i umycie auta… A więc liczę dwadzieścia pięć dni, po ostrożnie licząc w sezonie letnim, siedemset złotych za dzień to mamy już siedemnaście i pół tysiąca. Do tego opłata serwisowa trzysta pięćdziesiąt, no i kaucja siedem tysięcy…”
„Kaucja jest zwrotna” – zauważyła
„Teoretycznie tak. Ci co już wynajmowali, mówią, że najczęściej przy zdawaniu kampera pracownicy firm zawsze coś znajdą, a to plamy na tapicerce, a to nie dokładnie posprzątane, lub jakieś drobne uszkodzenia, duperele typu porysowany blat stołu czy brakujące sztućce w kuchni. Najczęściej nie dostajesz całej kaucji z powrotem. Tak, że trzeba liczyć się z tym, iż wynajem będzie nas kosztował jakieś dwadzieścia tysięcy…”
„Nie dwadzieścia, tylko około osiemnastu. Ja też umiem liczyć”
„Ok. Osiemnaście. Dołóż kilka tysięcy i możesz kupić kamperka dwudziestoletniego. Po wakacjach, najlepiej przed następnym sezonem sprzedaż go za te same pieniądze, a może nawet z zyskiem… Co ty na to?” – zapytał
„Nie dość, że nie będziemy mieć wakacji jak sobie wymarzyłam, w hotelu, to jeszcze śmiesz mi proponować trzy tygodnie w jakiejś starej, przegnitej dwudziestoletniej budzie…”
„Dlaczego zaraz przegnitej” – zaprotestował
„Stare budy są prawie zawsze przegnite. Też dużo rozmawiałam o kamperach w pracy i czytałam w Internecie. Wynajmujemy nowego i koniec dyskusji. Zabierz się za to solidnie. Czasu jest bardzo mało”
„Ach. Mam to w dupie. Nigdzie nie pojedziemy” – bąknął pod nosem
„Co tam marudzisz?!”
„Nic takiego kochanie! Zły jestem, że nic nie mogę znaleźć”
W czwartek od rana odeszła go ochota na wyszukiwanie ofert. Skupił się całkowicie na pracy.
„Przyjdą jakieś odpowiedzi na moje zapytania, to dobrze. Nie przyjdą, to mam to gdzieś. Nie odpowiadają jej moje propozycje” – zadecydował – „To niech sama coś wymyśli. Już palcem nie kiwnę w tej sprawie.”
Udało mu się nadrobić wszystkie zaległości w pracy. Pokazał rezultat szefowi. Został pochwalony
„Chociaż tu mnie doceniają” – pomyślał
„Nic nie załatwiłem, kochanie”
Powiedział od progu zaraz po wejściu do domu
„Wiedziałam, że ty tego nie załatwisz i dlatego sama się za to wzięłam…”
„Tak? No i udało ci się?”
„Oczywiście. Dlaczego miałoby się nie udać? Jak się chce, to wszystko można załatwić”
Po posiłku usiadł jak zwykle przed telewizorem. Nie dane mu było obejrzeć wiadomości sportowych
„Staszku! – usłyszał – „Chodź do mnie do kuchni!”
„Już lecę, kochanie!”
Siedziała przy stoliku kuchennym pod oknem. Usiadł posłusznie obok.
„Dowiedziałam się, że nie wszystkie wypożyczalnie ogłaszają się w Internecie. Są nowe, często bardzo małe, które dopiero rozpoczynają działalność. Koleżanka z rachuby w naszej firmie, taka Krysia Bednarz, mieszka niedaleko Brzezin. Jej niedaleki sąsiad ma dwa nowe kampery które zaczął wynajmować. Dała mi telefon do niego. Już z nim rozmawiałam. Jeden z jego kamperów jest jeszcze wolny. Powiedziałam mu, że jutro po pracy przyjedziemy go obejrzeć”
„Świetnie! Zwolnię się wcześnie z pracy wyjedziemy po pierwszej”
Maryla nie musi się wcześniej zwalniać z pracy. Pracuje na pół etatu i w domu jest zawsze po dwunastej.
Gdy przyjechał do domu w piątek po pracy Maryla już czekała, dzieciaki też. W samochodzie podała mu adres wypożyczalni. Po czterdziestu minutach byli na miejscu.
Gdyby nie to, że już z daleka zauważyli kampera stojącego w typowo rolniczym obejściu, to mieliby kłopot ze znalezieniem tej wypożyczalni. Nie było tam żadnego szyldu, który by informował o takiej działalności. Po wyjściu z samochodu podbiegły do nich dwa duże psy. Marylka szybko znalazła się z powrotem w samochodzie i głosem pełnym paniki zażądała
„Zrób coś z nimi, Staszku!”
Podczas gdy psy podeszły do dzieci i zaczęły się do nich przymilać, Stasiek usiłował przekonać ją, że nie ma co się tych psów obawiać
„Popatrz Marylko, jakie łagodne , miłe psiaki” – powiedział z uśmiechem
Wiedział, że się boi psów. Sprawiało mu to przyjemność jak widział przerażenie w jej oczach.
„Niech się pani nie boi. One nic pani nie zrobią. Państwo w jakiej sprawie?”
Z uśmiechem odezwał się mężczyzna, który właśnie wyszedł z budynku
„Nie boję się, tylko jestem uczulona na sierść psów. Proszę je zabrać”
„Reksio! Burek! Do mnie!”
Odprowadził psy do specjalnego wybiegu i zamknął za nimi furtkę. Dzieciaki zostały przy psach. Mężczyzna wrócił do Staśka i Maryli, która odważyła się wyjść z auta
„Państwo w jakiej sprawie?” – powtórzył
„Szukamy wypożyczalni kamperów” – odpowiedział Stasiek
„Tu niema żadnej wypożyczalni…”
„Jak to?!” – włączyła się Maryla – „Przecież wczoraj rozmawiałam z panem przez telefon. Podał pan ten adres”
„Nie przypominam sobie…”
„No, panie do cholery!…Nie strugaj pan wariata!” – przerwała mu – „Krysia Bednarz, pana sąsiadka poleciła mi pana”
„A! to co innego. Tak, teraz sobie przypominam, że rozmawialiśmy. Florczak Jan jestem” – przedstawił się – „Wiecie państwo. Jeszcze nie zdążyłem zarejestrować firmy i tak sobie wypożyczam te kampery, trochę po cichu. Muszę być ostrożny. Nigdy nie wiadomo co za ludzie przychodzą, ale jak z polecenia pani Krysi to co innego”
Po wymianie uprzejmości podeszli do kampera
„To jest prawie nowy kamper, trzy letni” – od razu przeszedł do prezentacji kampera – „Na liczniku ma przejechane troszkę ponad trzydzieści pięć tysięcy kilometrów” – zachwalał Florczak
„Co to za model?” – zapytała Maryla
„Nie widzisz? Pisze na nim, że Hobby” – pospieszył z odpowiedzią Stasiek,
„Tak. Hobby z alkową” – kontynuował Florczak – „Sześć miejsc do jazdy i do spania. Dwa na górze nad szoferką w alkowie, dwa pojedyncze w tyle, jedno nad drugim, no i po opuszczeniu na dół stołu mamy jeszcze dwa”
„Ne potrzebujemy dla sześciu osób” – przerwał mu Stasiek
„Tylko ten mi pozostał na lipiec”
„Nie szkodzi, że dla sześciu osób” – stwierdziła stanowczo Maryla – „Te miejsca przydadzą się”
„Co masz na myśli, kochanie?” – zapytał zaniepokojony Stasiek
„Potem ci powiem” – odpowiedziała
W głowie Staśka zapaliła się czerwona lampka.
„Co ona knuje?” – zastanawiał się – „Nie. To nie możliwe… Chyba nie myśli o mamusi. Nigdy się na to nie zgodzę. Nie chcę tej starej Szantrapy w kamperze”
Musiał przerwać zastanawianie się nad tym co knuje Maryla. Florczak właśnie zwrócił się z czymś do niego
„Przepraszam. O co pan pytał?…Zamyśliłem się”
„Pytałem czy to będzie państwa pierwsza wyprawa kamperem?” – chciał wiedzieć Florczak
„Tak. Pierwsza. Nigdy nie miałem do czynienia z kamperami” – odpowiedział Stasiek
„My, proszę pana preferujemy wyjazdy do hoteli lub pensjonatów all inclusive” – włączyła się Maryla – „Niestety, w tym roku z powodu pandemii hotele i kurorty są zamknięte. Mąż wpadł na ten pomysł z kamperem. Nie wiem czy dobrze robię godząc się na to”
„Zapewniam panią, że będzie pani zadowolona. Kampery są w modzie. Po prostu wypada się pokazać na wakacjach w kamperze” – wyjaśniał gospodarz
Podczas gdy Florczak pokazywał im wnętrze kampera dołączył do nich syn. Córka została przy psach
„Tato! Ten kamper ma wodogłowie!”
„To jest alkowa, chłopcze” – poważnie wyjaśnił Florczak
„Nie przerywaj synku. Słuchaj co pan mówi. Będziesz pomagał ojcu. Wiesz, że on wszystko zapomni” – upomniała Filipa matka
„Nie zapomnę. Ja już to wszystko poznałem” – odpowiedział Stasiek z dużą dozą pewności
„Tak. Niby gdzie to poznałeś?”
„W Internecie i u Zbyszka w jego Frankii”
„To bardzo dobrze, że jest pan już zapoznany z obsługą kamperów” – wtrącił się Florczak – „Jednak uważam, że nie zaszkodzi jak panu pewne sprawy wyjaśnię”
Stasiek starał się skupić nad tym co objaśniał Florczak na temat opróżniania toalety, jak otwiera się okna w suficie, jak włącza się ogrzewanie kampera i wody, jak zmienia się butle z gazem i całą masę innych szczegółów, jednak myślami był gdzie indziej.
Oczami wyobraźni widział się za kierownicą kampera a obok siebie siedzącą teściową. No bo przecież Maryla ustąpi mamusi miejsce pasażera obok kierowcy. Wizja ta nie dawała mu spokoju.
„Może jestem kuźwa, przewrażliwiony” – myślał – „Może jednak Maryla nie ma zamiaru brać na urlop mamusi. Nie potrzebnie się tym zamartwiam”
Na chwilę czuł się uspokojony. Starał się wsłuchać w to co mówił Florczak, ale mu to w dalszym ciągu nie wychodziło
„Nie będzie tak źle. Maryla, mimo wszystko jest dosyć rozsądna i dobrze wie, że nawet ona na tak małej powierzchni w kamperze długo z mamusią nie wytrzyma” – uspakajał się – „Po za tym wie, że stara Szantrapa przynosi nam pecha. W ubiegłym roku pojechaliśmy razem na grzyby i Marylka wpadła do leśnej sadzawki…” – uśmiechnął się na to wspomnienie – „A jeszcze wcześniej jak byliśmy u brata teściowej na wsi pod Wieluniem, zażądała aby pojechać z nią na odpust do Wielunia. Koła z auta mi ukradli na parkingu…Nie. Marylka na pewno nie zamierza zabrać mamusi”
Ta pozytywna myśl sprawiła, że na jego twarzy pojawił się uśmiech. Ale tylko na chwilę
„Z drugiej strony, co miała na myśli mówiąc, że te dodatkowe miejsce do spania przyda się…Chyba jednak myśli zabrać na wakacie tą starą Szantrapę”
Uśmiech z twarzy Staśka znowu zniknął
„Proszę usiąść za kierownicą” – usłyszał Florczaka – „Objaśnię jak używać nawigację GPS. Nasze kampery wyposażone są w najnowszą stację multimedialną z radiem, kamerą cofania i nawigacją GPS. Ten kamper ma wysokość trzy metry i dwadzieścia centymetrów”
Florczak przerwał Zauważył, że Stasiek go nie słucha
„Słyszy pan?…Ten kamper ma wysokość trzy metry i dwadzieścia centymetrów. To bardzo ważne aby o tym pamiętać. W nawigacji zaprogramowane są te dane, więc gdy poda pan jakiś adres to nawigacja wskaże drogę dojazdu do celu z ominięciem na przykład niskich mostów pod które kamper się nie zmieści. Rozumie pan?”
„Tak oczywiście. Bez nawigacji też dam radę. Umiem czytać znaki drogowe” – odpowiedział nieco urażony
„No, to świetnie! Czy w takim razie państwo się decydują?”
„Wie pan, chyba nie. Jest dla nas za duży…”
Stasiek nie zdążył dokończyć. Maryla przerwała mu gwałtownie
„Co ty za bzdury wygadujesz?! Gdzie za duży?!…Jest w sam raz. Bierzemy go.”
„Ale kochanie, po co nam te dodatkowe miejsca do spania?”
Stasiek desperacko próbował wybronić się od miejsc na których, nie daj Boże, mogłaby spać teściowa
„Bierzemy go i niema o czym gadać!” – zadecydowała Maryla
„Świetnie! To w takim razie zapraszam do domu. Spiszemy umowę”
Usiedli przy stole w dużej kuchni. Florczak poprosił żonę o zrobienie kawy. Potem wyszedł z kuchni i wrócił po chwili z zeszytem formatu A4 i długopisem. Przepraszającym głosem wyjaśnił, że nie ma jeszcze gotowych formularzy umowy, ale za wzór służy mu umowa pewnej dużej firmy z Poznania.
„Mam nadzieję, że nie ma pan nic przeciwko temu, aby umowę spisać w takiej formie?” – zwrócił się do Staśka
„Niech pan rozmawia z żoną. To ona go bierze” – zrezygnowanym głosem odpowiedział Stasiek
„Tak. Nie interesuje mnie co pan napisze w umowie…” – stanowczo odrzekła Maryla
„Marylko, nie mów tak. To bardzo ważne co będzie w umowie” – przerwał jej Stasiek
„Nie wtrącaj się teraz!” – ofuknęła go Maryla po czym zwróciła się do Florczaka – „Tak naprawdę interesuje mnie tylko, ile to będzie kosztowało”
„Świetnie! Pani wie jakie są teraz ceny za wynajem w lipcu?”
„Wiem”
„U mnie zapłaci pani tylko siedemset osiemdziesiąt złotych za dobę…”
„Pan oszalał! Koniec rozmowy! Staszku!…wychodzimy”
Staśkowi nie musiała tego powtarzać. Już otwierał drzwi
„Zaraz! Chwileczkę. Dogadamy się. Proszę, niech pani siada z powrotem. Myślę, że mogę trochę zejść z ceny…”
„Trochę mnie nie interesuje. Mogę dać czterysta złotych i ani grosza więcej”
Po godzinie doszli do porozumienia. Florczak przystał na cenę pięćset dwadzieścia złotych za dobę. W ceną wynajmu weszło dodatkowe wyposażenie w postaci telewizora, stolika i pięciu fotelików turystycznych, naczynia kuchenne, sztućce i talerze. Maryla musiała zrezygnować z grilla gazowego i pościeli do kampera.
Florczak w umowie napisał że kamper pożycza nieodpłatnie swojej krewnej Maryli Malinowskiej.
„Myślę, że jak za takie pieniądze, to niema pani nic przeciwko temu, że się trochę mijamy z prawdą w tej umowie. Prawda?”
„Panie! Nie urodziłam się wczoraj…Daj żyć ludziom, to ludzie dadzą żyć tobie. To moja dewiza”
„Świetnie! Cieszę się, że się rozumiemy. Kto będzie kierować kamperem”
„Mąż i ja”
Po wpisaniu danych z Dowodu Osobistego i złożeniu podpisów umowa zastała zawarta. Florczak Jan udostępnia bezpłatnie Maryli Malinowskiej pojazd kampingowy marki Hobby zabudowany na Fiacie Ducato o numerze rejestracyjnym takim to i takim, od piątku trzeciego lipca do poniedziałku dwudziestego siódmego lipca. Razem dwadzieścia pięć dni.
Na osobnej kartce Florczak wypisał rachunek obejmujący dwadzieścia pięć dni po pięćset dwadzieścia złotych czyli do zapłacenia trzynaście tysięcy złotych. Płatne gotówką. Wspaniałomyślnie nie pobrał kaucji ani opłaty serwisowej.
Malinowscy mieli ze sobą tylko kilkaset złotych gotówką. Stanowczo za mało na wpłacenie zaliczki. Florczak zaproponował im aby podjechali do Brzezin i tam w bankomacie pobrali gotówkę.
„Staszku, masz tu moją kartę. Wyciągnij z mojego konta dwa tysiące i drugie dwa z twojego. Ja tu zostanę i porozglądam się po kamperze. Muszę wiedzieć co przyszykować na drogę.
Tylko pospiesz się”
„Już jadę, kochanie”
Wrócił po czterdziestu minutach. Zaliczka w wysokości czterech tysięcy zadowoliła Florczaka. Wypisał pokwitowanie przyjęcia zaliczki. Pozostałe dziewięć tysięcy Malinowscy zobowiązali się wpłacić gotówką w dniu odbioru kampera, to jest przed południem w piątek trzeciego lipca.
W drodze powrotnej do Łodzi w samochodzie wybuchł pierwszy konflikt związany z wyjazdem kamperem na wakacje. Siedzące na tylnej kanapie dzieci sprzeczały się o to które z nich będzie spało na górze piętrowego łóżka w tyle pojazdu.
Ponieważ dyskusja między nimi stawała się bardzo głośna Maryla zażądała od Staśka aby coś z tym zrobił. Stasiek znalazł rozwiązanie, które przynajmniej na razie zadowoliło dzieciaki
„Będziecie zmieniać się co noc. Jednej nocy na górze będzie spać Oliwka, a następnej nocy Filip”
W samochodzie zrobiło się spokojniej
„My, kochanie” – Stasiek zwrócił się do żony – „Będziemy oczywiście spać w alkowie nad szoferką…Chyba dasz radę tam wejść po drabince? A może zamierzasz spać na tym dodatkowym miejscu na dole zrobionym z kanap i stolika? Tak podkreśliłaś w rozmowie z Florczakiem, że to miejsce się nam przyda. Czy miałaś na myśli spanie tam?”
„Po pierwsze. Nie myśl sobie, że jestem taką niezdarą i nie wejdę do alkowy. Po drugie, na dole będzie spać mamusia…”
Mimo, iż Stasiek spodziewał się takiej odpowiedzi, to jednak miał cichą nadzieję, że jednak odpowiedź będzie inna.
„Uważaj jak jedziesz! Pozabijasz nas!” – krzyknęła Maryla łapiąc za kierownicę.
Samochód gwałtownie wrócił na prawy pas unikając czołowego zderzenia z jadącą z przeciwka ciężarówką.
Przez najbliższe kilka minut Stasiek zbierał zasłużone joby od żony. Gdy przestała, aby złapać oddech mógł odpowiedzieć
„Przepraszam kochanie. Zaszokowałaś mnie tą mamusią. Zgubiłem się na chwilę”
„A co w tym jest szokującego, że zabieramy mamusię. Też jej się coś od życia należy. Od śmierci ojca nigdzie nie była. Po tym napadzie w ubiegłym miesiącu jeszcze nie doszła do siebie…A po za tym…”
„Złapali już tego rabusia?” – przerwał Maryli
W duchu uśmiechnął się na wspomnienie napadu na teściową. Całą rentę jej zabrał. Dobrze jej tak, starej Szantrapie. Może nauczy się nie wyciągać z bankomatu całej renty.
„A gdzie tam złapali. Mamusia dwa razy w tygodniu chodzi na Policję składać zeznania”
„Miała szczęście, że jej nie zabił” – powiedział
„No właśnie. Pojedzie z nami to może trochę zapomni o tym nieszczęściu co ją spotkało…Po za tym zajmie się dziećmi. Będziemy mogli trochę się odprężyć, odpocząć”
„Już ja się kuźwa odprężę” – bąknął pod nosem
„Co tam mruczysz?”
„Nic takiego kochanie. Pamiętaj, że mamusia przynosi nam pecha. No i myślę, że taka podróż może być zabójcza dla jej serca”
„Przestań gadać o tym pechu i nie martw się o jej serce. Mamusia jest odporna na trudy. Z ojcem dała sobie radę, to podróż kamperem do Hiszpani jej nie zabije”
„Fakt” – pomyślał – „Stara Szantrapa jest nie do zdarcia. Teścia wpędziła do grobu, napad przeżyła, to teraz za mnie się weźmie. Córka jej pomoże”
Przez resztę drogi do domu Stasiek się nie odzywał. Czuł, że ogarnia go jakieś zobojętnienie. Starał się nie słyszeć tego co mówiła do niego Maryla. Od czasu do czasu docierało do niego jej pełne irytacji pytanie
„Słyszysz co do ciebie mówię?!”
„Ależ tak, kochanie. Słyszę”
„No i co o tym sądzisz?”
„Masz całkowitą rację, kochanie” – odpowiadał nie wiedząc o co chodzi.
W ten sposób dojechali do domu. Stasiek wykręcił się od kolacji bólem głowy. Stwierdził że musi położyć się wcześniej spać.
Potem, gdy już był w łóżku i gdy przyszła Maryla udawał, że śpi.
„Śpisz już?” – zapytała
„Śpię, bo co?”
„Mam wrażenie, że się nie cieszysz tym, że udało nam się wynająć tego kampera…”
„Cieszę się”
„Nie cieszysz się. Widzę to. A przecież dla ciebie zgodziłam się na to. Widziałam jak bardzo chcesz go mieć…Przytul się do mnie”
„Głowa mnie bardzo boli, kochanie”
W piętek trzeciego lipca po południu pojechał z Marylą odebrać kampera. Wzięli ze sobą mamusię. To on na to nalegał. Liczył na to, że w drodze powrotnej teściowa będzie chciała jechać w kamperze. Skorzysta z tego, że Maryla będzie prowadzić ich Focusa i nie będzie mu przeszkadzać w zniechęcaniu mamusi do wyprawy wakacyjnej.
Tak jak przypuszczał teściowa usadowiła się na miejscu pasażera obok kierowcy. Zmartwiło go, że wyglądała na zadowoloną. Wyjeżdżając z podwórka od Florczaka umyślnie wjechał w dziurę na drodze
„Cholera!…W takim aucie to bardzo odczuwa się wszystkie nierówności na drodze. Te wstrząsy nie są dobre dla mamusi kręgosłupa” – zauważył
„Nie martw się o mój kręgosłup. Patrz na drogę i omijaj dziury” – odpowiedziała ze złośliwym uśmiechem
„Nie jest dobrze” – pomyślał
Jechali jakiś czas w milczeniu.
„Mamusia widziała te poduszki na kanapach na których będzie mamusia spać? Bardzo cienkie są. Nie ma pod nimi sprężyn. Twardo będzie się mamusi na tym spało…”
„Harcerką byłam. Przez lata wyjeżdżałam na obozy harcerskie. Spaliśmy w namiotach na gołej ziemi. Dopiero w późniejszych latach dostaliśmy materace dmuchane. Przyzwyczajona jestem do spania na twardym”
„No, tak. Ale wypocząć to mamusia nie wypocznie. Ciasno nam będzie, a do tego dzieciaki są rozpuszczone…”
„Przy mnie są spokojne” – przerwała mu
Stasiek zrozumiał, że nic nie zdziała. Resztę drogi do domu nie odzywał się.
Zaparkował kampera na ogrodzonym terenie Wspólnoty Mieszkaniowej, na miejscu dla gości. Maryla już wcześniej załatwiła pozwolenie. Stasiek wysiadł z kampera przygnębiony i zrezygnowany. Za to teściowa była z jazdy bardzo zadowolona. Stwierdziła, że bardzo jej się kamper podoba i że nie może się doczekać kiedy wyjadą.
Maryla zaparkowała Focusa obok. Zaprosiła mamusię na kolację.
„Dziękuję córuś, ale muszę przejrzeć rzeczy do zabrania na wyjazd. Poproś Staszka aby odwiózł mnie do domu”
Stasiek bez słowa wsiadł do Focusa. Czekał w nim kilkanaście minut. Maryla jeszcze raz pokazywała matce wnętrze kampera, a potem jeszcze przez chwilę rozmawiały na zewnątrz.
W końcu teściowa usadowiła się obok niego. Jej widoczne zadowolenie bardzo źle na niego oddziaływało. Jazdę z Radogoszcza Wschód na Dąbrowę do mieszkania teściowej pokonał w iście rekordowym czasie. Pozwoliło mu to rozładować zły humor.
Do domu wrócił w bardzo radosnym nastroju. Zaskoczył tym Marylę.
„Co się stało?” – zapytała zaniepokojona
„Mamusia z nami nie pojedzie do Hiszpani…”
„Pojedzie! Tak zadecydowałam i nie ma dyskusji!” – przerwała mu ostro
„Nie pojedzie…Nie ma paszportu” – odpowiedział wesoło
Maryla zamilkła zaskoczona. O tym nie pomyślała. Ich cztery paszporty i trochę gotówki w euro ma już zapakowane w saszetce. Dotarło do niej, że nie wie czy mamusia kiedykolwiek miała paszport. Nagle sobie uświadomiła, że paszport matce jest nie potrzebny
„W Unii Europejskiej wystarczy Dowód Osobisty” – odpowiedziała z ulgą
„Zgadza się. Ale trzeba go mieć. Matka nie ma Dowodu Osobistego. Skradziono jej razem z pieniędzmi. O nowy jeszcze nie wystąpiła” – odparł
Z satysfakcją zauważył panikę w oczach żony. Maryla pobiegła po telefon. Potem zamknęła się w sypialni. Zawsze zamykała za sobą drzwi gdy rozmawiała z matką.
Stasiek słyszał jej podniesiony głos. Robiła wyrzuty matce, że nie wystąpiła jeszcze o nowy Dowód Osobisty
„Wypada to uczcić” – pomyślał Stasiek z zadowoleniem
Z lodówki wyciągnął puszkę piwa. Wrócił do pokoju. Rozsiadł się zadowolony w fotelu przed telewizorem. Pierwszy łyk zimnego piwa wprawił go w błogi nastrój. Niestety, nie dane mu było cieszyć się tym nastrojem
„Wyciągaj laptopa!” – usłyszał nad sobą – „Musimy złożyć wniosek o Dowód Osobisty dla mamusi! Może da się szybko załatwić”
„Sama musi to zrobić w Urzędzie Dzielnicowym…”
„Nieprawda. Można złożyć wniosek przez Internet…Zostaw to piwsko i zabieraj się za ten wniosek”
Przez następną godzinę wczytywali się w rządowe strony internetowe traktujące o paszportach i dowodach osobistych. Stasiek należy do tych osób które nie posiadają twarzy pokerzysty. Jak bardzo by się nie starał, zawsze widać po nim jego odczucia. Tak było i tym razem. Im dłużej zapoznawali się z warunkami składania wniosku o wyrobienie Dowodu Osobistego, tym bardziej triumfujący był wyraz jego twarzy.
W pewnym momencie przeczytali o tym ile czasu trwa wyrobienie dokumentu
„No i dupa blada jak u anioła!” – wykrzyknął radośnie – „Piszą, że wyrobienie Dowodu trwa do trzydziesty dni. A my wyjeżdżamy jutro, albo najwyżej po jutrze”
„Nie ciesz się za bardzo. Mamusia z nami pojedzie. Coś wymyślę” – odpowiedziała wyraźnie wkurzona Maryla
„Gówno wymyślisz”
To ostatnie zdanie ze zrozumiałych względów Stasiek nie wypowiedział głośno.
W sobotę Stasiek obudził się w doskonałym humorze. Nie można było tego powiedzieć o Maryli. Pół nocy nie przespała główkując nad zaistniałą sytuacją. Było dla niej oczywiste, że mamusia tym razem nie pojedzie z nimi do Hiszpani. Gotowa była się z tym pogodzić. Powiedziała już o tym matce wtedy gdy robiła jej wyrzuty z powodu zaniedbania sprawy z wyrobieniem nowego Dowodu. Jednak triumfująca postawa Staśka nie pozwoliła jej się z takim rozwiązaniem sprawy zgodzić.
Miała już alternatywne rozwiązanie sprawy wyjazdu na wakacje z mamusią. Rozwiązanie bolesne dla niej, ale była przekonana, że bardziej bolesne, wręcz miażdżące dla Staśka.
„Zobaczymy czyje będzie na wierzchu” – pomyślała złowrogo
To aby zawsze jej „było na wierzchu” stało się ambicją Maryli piętnaście lat temu, niemal następnego dnia po ich ślubie. Tak nauczyła ją matka. W ten sposób postępowała z ojcem. Bardzo szybko go złamała. Ojciec zobojętniał, robił wszystko co mu kazała. Zamknął się w sobie i całkowicie oddał się swojemu hobby, którym było zbieranie motyli i owadów.
Hobby było nieprzekraczalną dla matki granicą. Potulny jak baranek, zrobił kiedyś żonie potworną awanturę, za to, że odważyła się wyrzucić jakieś, jej zdaniem wstrętne robaki które przyniósł do spreparowania.
Pierwszy i jedyny raz pobił ją. Wyrzucił z domu na korytarz rzucając za nią talerzami i sprzętem kuchennym. Maryla była wtedy dziesięcioletnim dzieckiem. Bardzo przeżyła to wydarzenie. Udało jej się wybłagać ojca aby wpuścił matkę do mieszkania. Zgodził się po godzinie. Otworzył drzwi na korytarz. Matka stała za nimi płacząca w otoczeniu przerażonych sąsiadów
„Jeśli kiedykolwiek ruszysz moje rzeczy, to przysięgam przy wszystkich – Zabiję jak psa!”
Po tym wydarzeniu dosyć szybko wszystko wróciło do poprzedniego stanu. Ojciec Maryli ponownie stał się pantoflarzem, posłusznie robiącym wszystko co nakazywała mu żona. Ona z kolei, nigdy więcej nie ośmieliła się zbliżyć do jego kolekcji i biurka w kąciku pokoju na którym preparował swoje motyle.
Dopiero, dwa lata temu, po jego śmierci, poprosiła córkę aby zawiozła ją z motylami ojca za miasto. Tam, mimo protestów Maryli, z ogromną satysfakcją spaliła całą kolekcję zmarłego męża
„Spaliłaś dużo pieniędzy. Kilka tysięcy złotych można by było za to dostać” – zauważyła Maryla ze smutkiem
„W dupie mam te pieniądze. Bardzo długo czekałam aby móc zrobić to co właśnie zrobiłam”
Na stosunek Maryli do Staśka ogromny wpływ miała matka. To ona ją wychowywała. Ojciec w zasadzie nigdy się do wychowywania córki nie wtrącał.
Maryla wyrosła na przystojną dziewczynę, mającą duże powodzenie wśród chłopców. Jednak, swoją dominującą, nie znoszącą sprzeciwu postawą, bardzo szybko zniechęcała tych którzy się do niej zbliżyli.
Staśka poznała na zabawie imieninowej u koleżanki. Spodobał jej się. Nigdy jej w niczym nie zaprzeczał, nawet gdy wiedziała, że nie ma racji. Dosyć szybko się pobrali. Zamieszkali w mieszkaniu rodziców Maryli, ale mieszkali tam tylko kilka miesięcy. Stasiek dobrze zarabiał. Wynajął prywatnie mieszkanie od znajomego, który wyjechał z żoną na placówkę dyplomatyczną do Bułgarii.
Rok później, kiedy urodził im się syn, wzięli kredyt i kupili mieszkanie.
Maryla doskonale zdaje sobie sprawę z podobieństwa jej małżeństwa do małżeństwa jej rodziców. Nie jest z tego zadowolona. Uległość która kiedyś tak bardzo jej się w nim podobała teraz ją drażni. Tak naprawdę chciałaby, aby Stasiek był bardziej stanowczy i nie podobny do jej ojca. Ale gdy on czasami próbuje upierać się przy swoim zdaniu irytuje tym ją i stare nawyki, wyniesione z domu rodzicielskiego biorą górę. Wtedy jej „musi być na wierzchu”.
W sobotę przy śniadaniu Maryla oznajmiła, że nie pojadą do Hiszpani
„Jak to, kochanie?” – zapytał zaskoczony Stasiek – „Przecież wszystko uzgodniliśmy”
„Ponieważ mamusia nie może wyjechać za granicę, musimy się poświęcić dla nie i spędzić z nią wakacje w kraju”
„A nie mówiłem, że przyniesie nam pecha. Hiszpania właśnie poszła się pier…”
Nie pozwoliła mu dokończyć
„Uważaj na słowa!” – przerwała mu
Stasiek od razu zrozumiał, że nie ma sensu dyskutować. Wspomniał jeszcze o tym, że dzieciaki będą zawiedzione
„Dzieci zostaw mi. Jak wstaną przekonam ich do mojej decyzji”
Nie wątpił w to. Wiedział doskonale, że syn i córka są pod dużym wpływem matki. Nie potrafią jej się przeciwstawić i w zasadzie zawsze dają się przekonać jej argumentom.
Około południa zaczęli się pakować do kampera. Zapełnili wszystkie możliwe szafki. Część musieli popakować do dwóch dużych waliz i umieścić je w schowku pod piętrowym łóżkiem.
Dostęp do schowka jest od zewnątrz kampera zarówno z lewej jak i z prawej strony. Były w nim już mebelki turystyczne otrzymane od Florczaka, kabel elektryczny do podłączenia kampera do prądu na kampingu, kilkanaście metrów zielonego węża służącego do napełniania wody, koło zapasowe i skrzyneczka z narzędziami.
Stasiek z synem bardzo się napracowali aby umieścić tam walizy, ale jakoś im się to udało. Maryla z córką zniosły pościel i zabrały się za ścielenie łózka piętrowego oraz posłania w alkowie.
Potem Stasiek zawiesił z tyłu kampera trzy rowery, swój i dzieciaków. Maryla nie chciała brać roweru. Chce odpocząć a nie ganiać się z nimi po leśnych ścieżkach na rowerze. Po za tym mamusia nie ma roweru, więc Maryla postanowiła , że jak oni będą się gdzieś wypuszczać tymi rowerami, to ona zostanie przy kamperze i będzie towarzyszyć mamusi.
„Staszku. Pojedź teraz po mamusię. Ja zajmę się znoszeniem rzeczy do lodówki. Zanim wyjedziesz, uruchom ją” – zażądała Maryla
Tylko dzięki pomocy syna udało się lodówkę uruchomić. Okazało się, że tylko on zapamiętał to co o obsłudze kampera mówił Florczak.
Około drugiej Stasiek pojechał po teściową. Czekała już spakowana. Gdy zobaczył jej bagaże to w pierwszej chwili chciał zaprotestować, ale się powstrzymał.
„Zgłupiała stara Szantrapa! Trzy walizy!…” – pomyślał i po chwili zreflektował się – „Właściwie, to mam to w dupie. Tu już nie moja sprawa. Chce Maryla brać mamusię, to niech się ona martwi pakowaniem”
Bez słowa zniósł to wszystko do samochodu. W drodze do domu musiał wysłuchać jak teściowej jest przykro, że nie pojadą przez nią do Hiszpani.
Na miejscu podjechał do zaparkowanego kampera. Była w nim Maryla i dzieci. Wyładował walizy teściowej i postawił przy wejściu
„Co to jest?!” – zapytała przerażona Maryla
„Bagaż mamusi” – odpowiedział
„Córuś, jak mi powiedziałaś, że pojeździmy po kraju, to z wielu rzeczy zrezygnowałam” – włączyła się do rozmowy mamusia – „Spakowałam tylko to co niezbędne”
No i zaczęło się. Stasiek wrócił do samochodu i udawał, że coś szuka w bagażniku, a w rzeczywistości z ogromnym zadowoleniem przysłuchiwał się „rozmowie” Maryli z matką.
Nie zwracał uwagi na treść rozmowy. Nie było w niej nic co by go zaciekawiło. Cieszył go ton rozmowy i zdenerwowanie obu pań
„Co tam grzebiesz w tym aucie?!” – usłyszał w pewnym momencie – „Zanieś walizki mamusi na górę”
„Już się robi, kochanie!”
Jedną z walizek wzięła Maryla i razem z matką podążyła za Staśkiem do mieszkania. Postawił walizki w przedpokoju i ruszył do drzwi
„Gdzie znowu idziesz?”
„Przyszykować kampera do drogi. Wiesz, trzeba wody nalać, toaletę przyszykować do używania…”
„Dobra, leć już. Chciałabym wyjechać przed wieczorem”
Po zejściu na dół Stasiek odszukał ujęcie wody na ścianie budynku. Podjechał bliżej kamperem. Razem z Filipem odszukali w skrzynce z narzędziami odpowiednią przejściówkę która pozwoliła podłączyć węża do kranu z wodą.
Napełnianie stuczterdziestolitrowego zbiornika zajęło im kilkanaście minut. Stasiek bał się całkowicie odkręcić kran z wodą, aby nie przelać zbiornika i nie zalać kampera.
Co prawda Filip tłumaczył mu, że nie ma takiego niebezpieczeństwa, bo pamięta jak Florczak tłumaczył, że jest w zbiorniku zawór przelewowy i nadmiar wody wyleci pod samochód, ale Stasiek wolał być ostrożny.
„Tatuś, po co nam tyle wody na drogę?” – zapytał syn – „Sto czterdzieści kilo to bardzo dużo. Mamy już dużo bagażu. Florczak mówił, że możemy załadować najwyżej czterysta kilo”
„Po pierwsze synu, nie sto czterdzieści kilo, tylko sto czterdzieści litrów, po drugie…”
„A to nie to samo?” – przerwał mu Filip
„Może to samo” – odpowiedział Stasiek po chwili zastanowienia – „Nie ważne. Do czterystu kilo dużo brakuję…”
„Jak brakuje, jak nie brakuje. Nas nie liczysz? Ty ważysz ze sto kilo, mamusia…”
„Cicho!…Bo usłyszy i oberwiesz za swoje. My nie jesteśmy bagażem”
„W Internecie pisze, że pasażerów też się liczy jako bagaż”
„Będziemy się tym później martwić. Teraz pomóż mi z toaletą. Gdzie umieścić te kostki usuwające smród?”
Filip ponownie pomógł ojcu. Gdy toaleta była gotowa zapytał
„Tatuś. Gdzie my właściwie pojedziemy?”
„Nie wiem. Zapytaj matki…O! właśnie nadchodzi…”
Maryla niosła jedną z waliz wniesionych poprzednio do mieszkania. Drugą, znacznie mniejszą taskała teściowa. Towarzyszyła im Oliwka niosąc babki przepastną torebkę.
„Staszku. Trzeba gdzieś umieścić rzeczy mamusi”
„Nie mamy już miejsca”
„Nie pleć głupot. Miejsce musi się znaleźć. Wejdę jeszcze po pościel dla mamusi, zamknę mieszkanie, dam klucz Kwiatkowskiej z pierwszego piętra. Będzie podlewać kwiatki i odjeżdżamy”
Wspólnie z dziećmi udało się Staśkowi rozmieścić rzeczy z mniejszej torby. Zaproponował aby nie rozpakowywać walizki. W czasie jazdy będzie leżała na dolnym łóżku w tyle pojazdu, a na noc wstawi się ją do łazienki.
Po kilku minutach przyszła Maryla. Kołdrę dla teściowej i poduszki umieściła w alkowie. Zauważyła nierozpakowaną walizkę. Upierała się aby ją rozpakować, ale bardzo szybko dała za wygraną
„Mamusiu, gdzie jedziemy na wakacje?” – zapytał Filip
„Nie powiem wam. To niespodzianka”
„Muszę wiedzieć dokąd mam jechać…powiedz mi to na ucho” – zaproponował Stasiek
„Już jest po piątej. Dzisiaj dużo nie ujedziemy. Przenocujemy nad Pilicą w Sulejowie. To trochę więcej niż sześćdziesiąt kilometrów…”
„Głodna jestem mamusiu”
Oliwka przypomniała, że od śniadania nic jeszcze nie jedli
„Musicie wytrzymać do przyjazdu na miejsce. Teraz zjedzcie sobie po batonie czekoladowym…”
„Wasze szczęście, że macie babkę, która o was pomyślała” – wtrąciła teściowa – „Mam kilka kanapek i herbatą”
Ze swojej przepastnej torby wyjęła pudełko z kanapkami i termos.
Stasiek usadowił się za kierownicą. Maryla usiadła obok niego. Przy stoliku za plecami kierowcy, przodem do kierunku jazdy usiadła teściowa. Obok niej Filip. Dla Oliwki zostało miejsce naprzeciw babki, tyłem do kierunku jazdy
„Nie chce jechać tyłem!” – płaczliwym głosem stwierdziła Oliwka
„Filip, zamień się z siostrą” – nakazała matka
„Nie mogę jechać tyłem, bo się porzygam”
„Mamusiu, usiądź tam, bo nigdy stąd nie ruszymy” – poprosiła Maryla matkę
„Ja?…W życiu!… Tam jest dla mnie za ciasno! Niech twój mąż tam usiądzie”
„On przecież prowadzi, mamusiu”
„A co mnie to obchodzi?!…Nie chcę jechać tyłem!”
„Jezus! Maria! Ja oszaleję!…Mamusia siada na moim miejscu!”
Chwilę trwało zanim Maryla usadowiła się za plecami Staśka tyłem do jazdy. Potem Stasiek pomagał teściowej zapiąć pas bezpieczeństwa, który najwyraźniej był za krótki. Filip pomógł mu dociągnąć go. Pas wrzynał się w szyję teściowej
„Uduszą mnie!” – jęknęła teściowa
„Niech mamusia nie narzeka. Pasy muszą być zapięte” – odpowiedział Stasiek i jeszcze mocniej napiął pas.
Stasiek doskonale wiedział, że pas można poluzować tak aby objął osobę znacznie grubszą niż teściowa. Nie chciał tego zrobić. Sprawiało mu przyjemność gdy bezkarnie mógł ją choć przez chwilę poddusić. Zauważył, że Filip pojął o co mu chodzi, nawet się do ojca uśmiechnął znacząco gdy przypinali babkę
„Kochany chłopak. Moja krew” – pomyślał
Po chwili ruszyli. Wyjechali z podwórka na ulicę. Po minucie skręcili w Zgierską.
Nagły rumot sprawił, że Stasiek gwałtownie przyhamował
„Co się stało!” – wykrzyknął
„Szuflada ze sztućcami wypadła” – odpowiedział Filip
„Mówiłem, żeby sprawdzić, czy wszystko jest dobrze zamknięte”
„Wszystko pozamykałam” – odpowiedziała Maryla
„Jakbyś pozamykała, to nic by nie wypadło”
Ponieważ nie mogli się tam zatrzymać, jechali jakiś czas z dzwoniącymi sztućcami na podłodze. Marylę bardzo to irytowało
„Zatrzymaj się. Trzeba z tym zrobić porządek” – zażądała
„Teraz nie mogę”
Jechali tak jeszcze chwilę. Sztućce poprzesuwały się we wszystkie możliwe kierunki
„Szału dostanę!…Zatrzymaj się natychmiast!”
Stasiek zatrzymał się tuż przed skrzyżowaniem nie zważając na linię ciągłą po lewej stronie. Maryla i Oliwka zaczęły zbierać sztućce do leżącej na podłodze szuflady. Potem usiłowały umieścić ją na swoim miejscu, ale bez powodzenia. W końcu Maryla zdenerwowana, z całej siły wepchnęła szufladę opierając się swoim dobrze ukształtowanym biodrem. Charakterystyczny dźwięk łamania rozległ się po całym kamperze. To nie kość biodrowa Maryli została złamana, tylko prowadnica w szafce na której zwykle przesuwa się szuflada. Efekt był taki, że szuflada została wepchnięta na swoje miejsce, ale była przechylona po lewej stronie w dół.
Stasiek wstał od kierownicy i próbował to poprawić, ale szuflada tkwiła w szafce jak zamurowana
„Teraz nie wyleci” – powiedział ze śmiechem
Maryla chciała zareagować, ale nie zdążyła. Do drzwi kampera ktoś się energicznie dobijał. Stasiek otworzył drzwi
„Kto jest kierowcą tego pojazdu?” – groźnie zapytał stojący za drzwiami policjant.
Po kilkunastu minutach odjeżdżali stamtąd z wypisanym mandatem na sumę trzystu złotych.
„Co za pech, ciekawe dlaczego nas to spotyka” – znacząco powiedział Stasiek – „Ledwo wyjechaliśmy i już szuflada zepsuta oraz mandat do zapłacenia…Mówiłem, że tam się nie mogę zatrzymać…” – powiedział Stasiek
„Zamilcz i nie denerwuj mnie!” – odparła Maryla
Do wyjazdu z miasta jechali w milczeniu. Dopiero na wysokości Tuszyna teściowa poprosiła o zatrzymanie się, ponieważ musi wejść do lasu natychmiast.
„Zaraz będzie stacja benzynowa. Zatrzymamy się i mamusia pójdzie do toalety” – oznajmił Stasiek
„Muszę natychmiast”
W głosie teściowej słychać było lekką panikę
„Po co do lasu, mamusiu. Mamy toaletę. Można z niej korzystać. Staszku. Zatrzymaj się i pomóż mamusi odpiąć pasy”
Maryla odprowadziła matkę do łazienki. Tłumaczyła chwilę jak należy używać toaletę w kamperze
„Córuś. Wiem jak korzystać z toalety. Nie pouczaj mnie”
Po kilku minutach usłyszeli teściową
„Jak tu się spuszcza wodę?!”
„Mamusia naciśnie ten niebieski guzik obok sedesu!”
„Naciskam ale nic nie leci!”
„Mocniej trzeba!”
„Nic nie pomaga!”
W pewnym momencie Filip się zerwał z kanapy
„Przypomniałem sobie! Pompkę wody trzeba włączyć!”
Na panelu przy drzwiach przycisnął przycisk symbolizujący kran z wodą
„Teraz babciu naciśnij guzik!”
Słychać było szum wody. Po chwili teściowa jeszcze raz nacisnęła guzik. Potem jeszcze dwa razy
„Woda leci, ale to nie spływa!. Sedes już się przelewa!”
Teściowa była spanikowana
„Stara Szantrapa nie otworzyła zaworu pod sedesem” – pomyślał Stasiek
„Pod sedesem jest taka czarna wajcha. Mamusia przesunie ją na bok i wszystko spłynie do kasety” – wyjaśnił.
Pół godziny trwało czyszczenie toalety. Czerwona lampka sygnalizująca pełną kasetę pod sedesem od razu się zapaliła
„Po cholerę spuściłyście tyle wody! Daleko nie zajedziemy, jeśli po każdym sraniu…”
„Używaj innego języka!” – Maryla przerwała mężowi
„…Jeżeli po każdym użyciu trzeba będzie opróżniać kasetę. Tam się mieści osiemnaście litrów tylko” – wyjaśnił Stasiek zdenerwowany
„Przecież musiałam posprzątać po mamusi”
„Co za pech” – zauważył Stasiek z nie dającą się ukryć satysfakcją
Tym razem Maryla nic nie odpowiedziała.
Na najbliższej stacji benzynowej Stasiek opróżnił kasetę do stojącej obok toi toii. Pomagał mu Filip. Gdy już kaseta była umyta Filip zaproponował
„Tatuś, wrzuć do kasety dwie kostki tego czegoś przeciwko smrodowi. Ta jedna co była w środku nie dała rady”
Do Sulejowa zajechali przed ósmą. Maryla dobrze znała te strony. Zaraz za miastem nakazała skręcić w lewo i po kilku kilometrach jazdy polną drogą dojechali do pięknie położonej łąki nad samym brzegiem Pilicy.
„Tu przenocujemy” – oznajmiła
Wszyscy wyszli z kampera. Dzieciaki pobiegły nad rzekę. Stasiek dopiero teraz poczuł zmęczenie. Z trudem wyciągnął z bagażnika trzy rozkładane fotele
„Siadajcie. Odpoczniemy trochę” – zaproponował
„Wy możecie sobie posiedzieć. Ja muszę zrobić coś do jedzenia”
„Dla mnie jest za chłodno, aby siedzieć na zewnątrz. Pomogę ci córuś w kuchni”
Teściowa znikła w kamperze. Stasiek opuścił nieco oparcie fotela, przymknął oczy i wyciągnął się zadowolony
„Staszku! Gazu nie ma!” – usłyszał
Zerwał się i po chwili był przy kuchence. Powtarzał czynności włączania palników tak jak zapamiętał z objaśnień Florczaka. Niestety, Iskra piezoelektrycznej zapalniczki przeskakiwała ale gaz się w palniku nie pojawiał
„Co jest do cholery? Przecież butlę z gazem odkręciłem aby uruchomić lodówkę. Nic nie rozumiem” – mamrotał
Po chwili wyszedł na zewnątrz
„Filip! Chodź tu szybko!”
Gdy tylko syn zjawił się przy kamperze Stasiek zapytał
„Pamiętasz co mówił Florczak o kuchence. Jak się ją uruchamia?”
„Trzeba przekręcić kurek. Jest na dole pod szufladami obok tego z gazem do lodówki i do ogrzewania”
„Jak już tu jesteś, to pomóż mi włączyć ogrzewanie i bojler z wodą” – poprosił Stasiek
Podczas gdy Maryla zabrała się za podgrzewanie gulaszu zabranego z domu i gotowania wody na herbatę Stasiek z uwagą przyglądał się jak Filip na panelu sterowania urządzeniami kampera włączał podgrzewanie wody w bojlerze oraz ogrzewanie kampera.
„Tu jest termostat. Wystarczy jak ustawię temperaturę ogrzewania na dwadzieścia stopni?” – zapytał Filip
„Na noc wystarczy osiemnaście” – odpowiedziała matka
„Oj! To ja zmarznę…” – zauważyła teściowa
„Ustaw Filipku na dwadzieścia” – poprosiła matka
Stasiek zaproponował zjedzenie posiłku na zewnątrz. Jednak teściowa stanowczo zaprotestowała. Uważała, że jest już za chłodno, no i pokazały się pod wieczór komary.
Chłodno nie było, ale z tymi komarami miała rację. Gulasz zjedli wewnątrz tłocząc się przy stoliku. Po posiłku Maryla zabrała się za zmywanie naczyń, a Stasiek za wysunięcie masztu z anteną telewizyjną i wyszukiwanie dostępnych kanałów. W końcu udało mu się złapać kilka niekodowanych programów. Dzieciaki ucieszyły się mogąc obejrzeć jakąś głupawą komedię.
Około dziesiątej teściowa zaczęła wspominać coś o tym, że ona o tej porze ma zwyczaj kłaść się spać.
„Teraz musi mamusia zmienić ten zwyczaj” – zauważył Stasiek – „Jesteśmy na wakacjach i lubimy sobie posiedzieć przed telewizorem do późna”
„Marylko, spać mi się chce” – teściowa zwróciła się do córki
Maryla odebrała pilota Filipowi i bez słowa wyłączyła telewizor
„Myć się i do łózka” – zarządziła
Pierwszy do łazienki udał się Filip. Nie zabawił tam długo. Zaraz po nim weszła tam jego siostra. Gdy wyszła z łazienki Filip był już w piżamie i właśnie wchodził na górne łóżko. Od razu wywiązała się awantura o to kto pierwszy ma na nim spać. Matka próbowała ich pogodzić, ale jej to nie wychodziło
„Staszku, zrób coś z nimi!”
Stasiek zaproponował losowanie. Orzeł i reszka. Wygrała Oliwka. Stasiek zabrał z dolnego łóżka walizę z rzeczami teściowej, tak że Filip mógł się w nim położyć. Potem odseparował łóżko piętrowe od reszty kampera plisowaną zasłoną.
Chwilę zastanawiał się co zrobić z walizą. nie mógł jej wstawić do łazienki tak jak wcześniej planował. Przypomniał sobie, że wyjął foteliki z bagażnika. Zdecydował umieścić w uwolnionym miejscu walizę.
Nawet nie trwało długo przestawianie innych rzeczy. Waliza teściowej zniknęła za drzwiami bagażnika. W międzyczasie do łazienki udała się teściowa. Słychać było jak narzeka na ciasnotę.
Gdy Stasiek uporał się z walizą i wrócił do środka, opuścił stolik do poziomu kanap. Położył na nim poduszki oparć i powstało w ten sposób miejsce do spania o szerokości prawie stu dziesięciu centymetrów i długości stu osiemdziesięciu.
Maryla przykryła je prześcieradłem, położyła poduszkę i kołdrę. Teściowa właśnie wyszła z łazienki. Stwierdziła że w tej ciasnocie to ona nie umie się przebrać w koszulę nocną.
„Mamusia się przebierze tutaj” – zaproponowała Maryla
„Niech on stąd wyjdzie” – zażądała teściowa
Stasiek wyszedł na zewnątrz. Odetchnął głęboko i napawał się świeżym wieczornym powietrzem. Usiadł w jednym z rozstawionych fotelików. Mimo natrętnych komarów usnął bardzo szybko
„Staszku! Czemu nie przychodzisz? Zamierzasz spać na zewnątrz całą noc?”
Głos żony postawił go na nogi
„Już idę, kochanie…”
Po wyjściu do środka od razu poszedł do łazienki. Po wyjściu z niej z ciekawości sprawdził na panelu sterowania ile wody pozostał w zbiorniku. Wyświetliła mu się cyfra dwadzieścia pięć procent
„Nie jest dobrze” – pomyślał – „W tym tempie to trzeba będzie napełniać zbiornik dwa razy dziennie”
Wyłączył oświetlenie i w półmroku wdrapał się do alkowy. Marylka leżała w głębi, tak jak się umówili. On zaraz przy drabince, tak jak chciał. W ten sposób nie musi przechodzić nad żoną gdyby potrzebował wstać w nocy do toalety.
Pierwsza obudziła się teściowa. Zaraz po szóstej
„Czemu się mamusia tłucze? Szósta dopiero” – zareagował Stasiek
„Spać nie mogę. Wszystko mnie boli, duszno jest mi. Zrobię sobie herbaty”
Zaczęła krzątać się przy kuchence. Stasiek odwrócił się na drugi bok i próbował zasnąć. W pewnym momencie coś trzasnęło
„O, matko!…Co się stało?!” – krzyknęła wybudzona Maryla
Stasiek spojrzał przez ramię w stronę teściowej
„Twoja mamusia okno otworzyła”
„Co za tandeta! Ledwo dotknęłam i coś pękło” – powiedziała teściowa przepraszającym głosem
Stasiek zszedł na dół obejrzeć okno.
„Zanim się je otworzy do góry, trzeba było odblokować wszystkie cztery zaczepy. Co za pech! Okno pękło w rogu. Ten kawałek zaraz się urwie…” – stwierdził obejrzawszy okno
„Co za tandeta” – powtórzyła teściowa
„Zrób coś z tym” – zażądała Maryla
Dalszego spania już nie było. Maryla zeszła na dół. Sprzątnęli posłanie teściowej. Stasiek podniósł stolik. Maryla zabrała się za przyszykowywanie śniadania. Stasiek przypomniał sobie, że widział w bagażniku srebrną taśmę klejącą. Po chwili znalazł ją i zaczął sklejać okno.
„Ledwo dotknęłam to okno…”
„No i teraz mamusia będzie musiała za nie zapłacić” – stwierdził Stasiek
„Nie strasz mamusi. Może Florczak nie zauważy…”
„Jak nie zauważy?!…Ty byś nie zauważyła?!”
„No to zapłacimy za nie. Stać nas na to” – stwierdziła Maryla.
Usiedli do śniadania. Ponieważ dzieci jeszcze spały siedziało im się dosyć wygodnie.
„Gdzie pojedziemy dzisiaj?” – zapytał Stasiek
„Do Lublina” – odparła Maryla – „To stąd jest jakieś dwieście parę kilometrów. Po drodze zatrzymamy się w Puławach”
„Mówiłaś, córuś, że odwiedzimy Częstochowę” – włączyła się teściowa
„Częstochowę odwiedzimy w drodze powrotnej”
„Szkoda że nie teraz. Można by się tam pomodlić w intencji udanych wakacji” – z żalem stwierdziła teściowa
„Równie dobrze mamusia może się pomodlić tutaj” – zauważył Stasiek – „Częstochowa nam nie po drodze”
„Boisz się Częstochowy, bezbożniku, jak diabeł święconej wody”
„He! He! He!…Myślę, że Częstochowa powinna się bać mamusi. Jeszcze jakieś okno mamusia wyłamie na Jasnej Górze”
„Przestań!” – zażądała Maryla – „Właśnie, że pojedziemy do Częstochowy!…Mamusia ma rację. Trzeba się pomodlić. Poprosić Boga o zabranie tej cholernej zarazy”
„Jeśli myślisz o tej prawdziwej zarazie, starej Szantrapie, to chętnie pojadę do Częstochowy” – pomyślał w duchu, a na głos dodał – „Przecież Częstochowa nie leży w drodze do Lublina”
„Wiem o tym” – odpowiedziała – „Wrócimy się w stronę Piotrkowa i stamtąd prosto do Częstochowy… Myślę, że to nawet będzie ciekawsze dla dzieci. Z Częstochowy pojedziemy do Wrocławia A potem do Opola i przez Katowice do Krakowa”
Stasiek już się nie odzywał. Wiedział, że to nie ma sensu, a poza tym było mu naprawdę obojętne dokąd pojadą. Gdy kończyli jeść śniadanie, obudziły się dzieci.
Zaczęła się przepychanka o pierwszeństwo skorzystania z toalety. Tym razem Oliwka była pierwsza. Maryla zabrała się za robienie kanapek dla dzieci. Stasiek przeglądał mapę samochodową, a teściowa szukała coś w swojej przepastnej torbie.
Po wyjściu Oliwki z Łazienki wszedł tam Filip. Po chwili dobiegł do nich jego głos
„Wody nie ma!”
Maryla również zauważyła brak wody w kuchni. Filip wyszedł z łazienki i zwrócił się do ojca
„Toaleta jest pełna. Trzeba opróżnić kasetę”
Stasiek zaklął siarczyście
„Do jasnej cholery!…ile razy mam powtarzać, abyś nie używał takich słów przy dzieciach” – upomniała go ostro Maryla
Zanim wyruszyli w drogę Stasiek spuścił szarą wodę prosto na łąkę na której stali
„Tak nie można, tatusiu” – zaprotestował Filip
„Wiem, co robię. To tylko brudna woda po myciu i zmywaniu naczyń” – odpowiedział Stasiek
Miał ochotę wypróżnić kasetę toalety bezpośrednio do Pilicy, ale zgorszony wzrok syna powstrzymał go od tego.
Przed Piotrkowem Trybunalskim na stacji benzynowej napełnili zbiornik wodą i opróżnili kasetę w toalecie.
Około jedenastej zatrzymali się przed strzeżonym parkingiem w pobliżu klasztoru na Jasnej Górze
„Panie! Tu nie kemping” – poinformował ich starszy gość pilnujący parkingu
„My tylko pomodlimy się i jedziemy dalej” – odpowiedział Stasiek
Zapłacił za cztery godziny i ustawił kampera na wskazanym miejscu w końcu parkingu.
Przed drugą byli z powrotem na parkingu. Zjedli kupione w mcdonalds hamburgery i przed trzecią gotowi byli do dalszej drogi.
Maryla zadecydowała, że w drodze do Wrocławia zatrzymają się na nocleg w Krzepicach. Nikt nie zaprotestował.
Zanim ruszyli Stasiek wyszedł wyrzucić opakowania po hamburgerach. Wracając do kampera coś go w jego wyglądzie zaniepokoiło. Nie potrafił jednak stwierdzić co. Obszedł go w koło koncentrując się na sprawdzeniu czy w oponach jest powietrze. Koła były w porządku.
Uspokojony nieco wszedł do środka. Wszyscy byli już na swoich miejscach. Stasiek zasiadł za kierownicą i włączył motor. Ruszył i momentalnie się zatrzymał. Dotarło do niego, co w wyglądzie kampera go zaniepokoiło
„Kurwa!…ukradli nam rowery!”
Nie zważając na to co mówiła Maryla o wulgarnym języku, wyszedł na zewnątrz przekonać się czy, się nie myli.
Nie mylił się. Rowery znikły. Podbiegł do budki parkingowego
„Rowery mi ukradli, a przecież to jest płatny parking strzeżony! Nie dopilnował pan! Zaraz dzwonię po policję”
„A, dzwoń pan! To jest parking strzeżony dla samochodów, a nie dla rowerów”
Chwilę potem do Staśka dołączyła żona i teściowa. Wywiązała się solidna pyskówka. Stasiek zadzwonił po policję. Policjanci przyjechali po czterdziestu pięciu minutach.
Następne czterdzieści minut zabrało ustalanie stanu faktycznego. Maryla, bo to ona przejęła rolę rozmówczyni z policjantami twierdziła że na parkingu strzeżonym i płatnym okradziono ich samochód z bagażu
„O! Przepraszam” – zaprotestował parkingowy – „Nic z bagażnika wam nie zginęło. Panowie sprawdzą” – zwrócił się do policjantów – „Nie ma śladów włamania ani do samochodu , ani do bagażnika”
„Rowery były na bagażniku rowerowym, na zewnątrz” – wtrącił Stasiek
Policjanci przyjęli zgłoszenie kradzieży rowerów i poradzili aby niezwłocznie zawiadomić ubezpieczyciela kampera, po czym odjechali.
Parkingowy oddalił się do swojej budki a Stasiek z żoną i teściową wrócili do kampera. Zaczęli szukać w dokumentach kampera informacji w jakiej firmie ubezpieczeniowej kamper jest ubezpieczony. Ponieważ takiej informacji nie znaleźli Maryla postanowiła zadzwonić do Florczaka
„Po co pani to wiedzieć, gdzie kamper jest ubezpieczony?”
„Rowery nam ukradli z bagażnika na rowery”
„A, to niech pani zgłosi kradzież do firmy w której ma pani ubezpieczone mieszkanie. Tam na pewno jest ubezpieczony bagaż podróżny”
„Ale, do cholery, zostały skradzione z pańskiego kampera!” – Maryla była już solidnie wściekła – „Zadzwonię na Policję i dowiem się gdzie kamper jest ubezpieczony!”
„Spokojnie, droga pani. Po co mieszać w to Policję. Wie pani, możemy mieć kłopoty, ja i pani. Po co to nam…”
„Ja już mam kłopoty i gówno mnie to obchodzi, czy pan będzie miał kłopoty!”
„Spokojnie. Po co te nerwy. Jak państwo wrócą z wakacji to dogadamy się. Zwrócę wam część za ta rowery, ale niech pani unika Policji. Oni zawsze wszystko skomplikują”
Stasiek nie brał udziału w rozmowie ale wszystko słyszał i odniósł takie wrażenie że całe to wypożyczenie kampera od Florczaka to chyba jest śmierdząca sprawa.
Gdy tylko Maryla zakończyła rozmowę z Florczakiem wymianą „uprzejmości” powiedział
„Wiesz kochanie, odnoszę takie wrażenie, że ten kamper nie jest ubezpieczony. Dzisiaj jest już późno, ale jutro zadzwonimy tam gdzie mamy ubezpieczone mieszkanie i zgłosimy kradzież rowerów”
Wyjechali z parkingu w Częstochowie po szóstej. Stasiek skierował się na drogę 43 w stronę Krzepic.
Po niespełna godzinie zatrzymali się na polnym parkingu między zamkiem w Krzepicach a rzeką Liswartą. Stasiek zabrał dzieci na przechadzkę po okolicy, a Maryla z teściową zabrały się za kolację. Po przechadzce zasiedli do stołu.
Stasiek był w wyjątkowo dobrym humorze. Nie można było tego powiedzieć o Maryli. Przy stole Stasiek pozwolił sobie na drobną uszczypliwość pod adresem teściowej
„No i widzi mamusia. Modlitwy w Częstochowie nie pomogły. Jak na razie to ta podróż nie jest zbyt udana. Pecha mamy przez mamusię”
„To nie pech, tylko nie modliłeś się szczerzę, bezbożniku! Pan Bóg cię za to pokara”
No i miała rację. W nocy Stasiek potrzebował pójść do toalety. Tak niezgrabnie stąpnął na drabinkę schodząc z alkowy, że spadł z hukiem na podłogę między posłaniem teściowej a aneksem kuchennym.
Spadając uderzył głową w drzwiczki lodówki odrywając uchwyt drzwiczek. Drabinka odepchnięta przez niego w czasie upadku spadła na śpiącą teściową uderzając ją w głowę
„Jezus!” – jęknął Stasiek.
Jego jęk został zagłuszony krzykiem teściowej
„Zabić mnie chciał, bandyta bezbożny!”
„Co się stało, do cholery?! Spać nie można!” – zareagowała obudzona Maryla.
Stasiek z trudem podniósł się z podłogi. Po omacku odszukał włącznik światła
„Aj! Coś mi się stało z ręką. Nie mogę nacisnąć przycisku…Aj! Chyba jakieś złamanie”
Włączył światło lewą ręką. Do Oczu Maryli dotarł obraz zalanej krwią twarzy Staśka i mamusia trzymająca się za głowę. Zauważyła też wiszące krzywo drzwiczki od lodówki.
Maryla chciała zejść z alkowy ale drabinka leżała w łóżku obok teściowej
„Podaj mi drabinkę!” – zwróciła się do męża
„Nie mogę. Krew mi bardzo leci z czoła”
„Podaj natychmiast!” – zażądała
Stasiek posłusznie nachylił się nad teściową aby sięgnąć drabinkę. Cieknąca krew obwicie skropiła twarz teściowej i pościel.
Jęcząc z bólu z trudem ustawił drabinkę tak aby Maryla mogła zejść na dół
„Ty nawet zejść z łóżka nie potrafisz…”
Zaczęła robić wyrzuty mężowi, ale musiała przerwać ponieważ mamusia histerycznym krzykiem oznajmiła właśnie, że ona nawet minuty dłużej nie pozostanie z nimi pod jednym dachem.
Podczas gdy Maryla starała się uspokoić matkę, krwawiący wciąż obwicie Stasiek szukał czegoś oby zatamować krwawienie
„Mamy jakąś apteczkę?” – zapytał
„Nie. Zapomniałam zabrać”
Całą scenę obserwowały obudzone i przerażone dzieciaki. Oliwka, która tym razem spała na dole, zerwała się z łóżka i weszła do toalety. Po chwili wyszła z niej z rolką papieru toaletowego. Razem z Filipem, który zdążył zejść z górnego łóżka, owinęli papierem głowę ojca kilkanaście razy. Opatrunek przesiąkł nieco krwią na czole, ale plama krwi przestała się powiększać
„Wyglądasz jak partyzant” – stwierdził Filip.
Oliwka sięgnęła po swój telefon i zrobiła kilka zdjęć.
Filip zaczął oglądać drzwiczki od lodówki. Udało mu się je zamknąć. Maryli udało się uspokoić matkę. Obiecała jej, że zaraz z rana odwiozą ją do brata matki, Janka, mieszkającego w Dzietrznikach, niedaleko Wielunia
„To przeze mnie te nieszczęścia” – płakała teściowa – „Pecha wam przynoszę…”
„No, właśnie. Od początku to mówię” – dodał Stasiek
„Nieprawda. Mamusia go nie słucha” – zaprzeczyła Maryla, ale tak jakoś bez przekonania
Dochodziła siódma rano kiedy udało im się doprowadzić wszystko do porządku. Maryla zmieniła Staśkowi „partyzancki” opatrunek z papieru toaletowego.
Rozbity łuk brwiowy i czoło obkleiła kilkoma okrągłymi plastrami do odcisków znalezionymi w torebce.
Potem przyszykowała śniadanie, zjedli szybko i postanowili wyruszyć do Dzietrzników, zostawić tam mamusię, która zdążyła już zadzwonić do brata i zapowiedziała swój przyjazd.
Ponieważ te kilka razy kiedy byli u brata teściowej zawsze dojeżdżali od strony Łodzi, Stasiek postanowił wyszukać dojazd do Dzietrzników w nawigacji GPS.
„Kręty ten dojazd jest. Na szczęście to tylko niecałe czterdzieści kilometrów” – stwierdził – „Ciekawe czy trafimy od razu do ich gospodarstwa?…Gotowi?…To ruszamy”
Chciał przekręcić kluczyk w stacyjce, ale mu się nie udało. Jęknął z bólu. Okazało się, że jednak coś jest z prawym nadgarstkiem nie w porządku. Najpierw myślał, że to tylko stłuczenie, ale teraz zauważył że ręka boli przy najmniejszym ruchu. Pojawiła się też wyraźna opuchlizna. Spróbował przekręcić kluczyk lewą ręką. Udało się. Położył ostrożnie prawą dłoń na kierownicy. Ruszył pomału, ale gdy po kilku metrach zaszła potrzeba wykonania skrętu, poczuł taki ból, że musiał się zatrzymać
„Nie dam rady z tą ręką. Musisz ty, kochanie poprowadzić”
Zamienili się miejscami. Usiadł na jej miejscu tyłem do kierunku jazdy. Maryla zgrabnie wyjechała na drogę i zgodnie ze wskazówkami wydawanymi przez głos miłej panienki z nawigacji GPS, skręciła wkrótce na drogę 43 w kierunku Wielunia.
Po czterdziestu minutach teściowa zauważyła
„Marylko tu zaraz trzeba skręcić w lewo”
„Chyba nie, mamusiu. Nawigacja chce abyśmy jechały dalej do Wielunia i stamtąd z powrotem po drugiej stronie torów…” – niepewnie odpowiedziała Maryla
„Co tam wie ta twoja nawigacja. Skręć zaraz wzdłuż rzeczki. Rzeczka przepływa pod mostkiem kolejowym. Obok jest wygodna droga. Zawsze szliśmy nią do kościoła, Furmanki i auta też przejeżdżają” – upierała się teściowa
„Ale mamusiu…”
„Skręcaj teraz, bo będzie za późno! Oni mieszkają tuż za mostkiem…Nie pamiętasz?”
„No dobrze, skoro się upierasz…” – odpowiedziała Maryla i skręciła w polną drogę, zarośniętą po obydwu stronach wysokimi krzewami
Po kilkudziesięciu metrach pojawiła się rzeczka i i droga równolegle do rzeczki łagodnie zakręcała w prawo pod mostek pod torami kolejowymi.
„Mamusiu, tu nie można…” zauważył Filip
„Nie przeszkadzaj mi teraz” – przerwała mu matka
W tym samym momencie przód stosunkowo wolno jadącego kampera został gwałtownie uniesiony do góry, po czym opadł. Towarzyszył temu ogromny hałas miażdżonej alkowy. Resztki zerwanego dachu posypały się na dzieci i Staśka. Jednocześnie obydwie boczne ściany wybrzuszyły się na zewnątrz i pękły ukazując potężne szczeliny idące od resztek alkowy do narożników bocznych okien.
Jedno z nich, to przy stoliku, wypadło na zewnątrz. Szafka wisząca nad aneksem kuchennym spadła na podłogę. Wszystkie artykuły spożywcze z szafki takie jak mąka, cukier i makarony wysypały się na podłogę. Oliwka zaczęła się histerycznie śmiać przez łzy
„Co się stało, Staszku?!” – w głosie Maryli więcej było pełno zdziwienia
„Pod niski most wjechałaś” – wściekle odpowiedział Stasiek
„Nie mogłeś mnie ostrzec…”
„Przecież tyłem siedzę, trzeba było słuchać nawigacji a nie starej Szantrapy!”
Maryla nie zareagowała. Wysiadła przez drzwi szoferki, Teściowa też. Stasiek z dziećmi chciał wyjść bocznymi drzwiami w tyle kampera, ale były zablokowane i nie dały się otworzyć. Przecisnęli się do przodu i wyszli przez drzwi w szoferce
„Chciałem powiedzieć, że znak drogowy był. Zakaz wjazdu dla pojazdów powyżej dwa osiemdziesiąt metra wysokości…” – odezwał się Filip
„To dlaczego nie powiedziałeś tego?!” – zapytała z pretensją Maryla
„Bo mi przerwałaś…”
„Co za tandeta…Żeby tak się rozsypać…” – zdziwiła się teściowa
„Ani słowa więcej, mamusiu” – nakazała jej Maryla
W koło kampera zebrała się grupka ludzi. Robili zdjęcia telefonami. Filip i Oliwka też zaczęli robić zdjęcia. Ktoś poradził aby wycofać pojazd, bo blokują drogę. Ktoś inny zauważył, że teraz właściwie to mogą przejechać pod mostem i zaparkować nieco dalej gdzie droga jest szersza.
„Ja już go więcej nie ruszę” – stwierdziła Maryla
„Nie dam rady” – dodał Stasiek – „Mam uszkodzony nadgarstek”
Jeden z kierowców aut stojących za nimi podjął się przestawienia kampera na drugą stronę mostku. Zanim to zrobił, powrzucali do środka kawałki alkowy które spadły przy uderzeniu na zewnątrz.
Przestawienie kampera odbyło się bezproblemowo, nie licząc tego, że w czasie przejazdu pod mostkiem zerwana została antena telewizyjna.
Tłumek gapiów powoli się rozszedł. Zablokowane samochody odjechały
„Gdzie jest mamusia?” – zaniepokoiła się Maryla
Rozglądali się chwilę za nią. Nigdzie jej nie było
„Daj sobie z nią spokój” – poradził Stasiek – „Złego diabli nie wezmą. Zastanówmy się co robić dalej”
„O! babcia idzie…” – zauważyła Oliwka
„Gdzie mamusia się podziewa? Mało mamy kłopotów?”
„Nie denerwuj się córuś. Po pomoc poszłam. Zaraz Janek przyjedzie traktorem…”
Po kilku minutach przyjechał Janek z synem. Zaoferował im odholowanie kampera do siebie do stodoły oraz nocleg dla wszystkich.
Podziękowali za nocleg. Z Wielunia do Łodzi jest niedaleko. Będą wdzięczni jak Janek odwiezie ich przed wieczorem do domu.
Okazało się, że traktor jest niepotrzebny. Uzgodnili, że te kilkaset metrów do gospodarstwa Janka kamper dojedzie o własnych siłach. Za kierownicą usiadł syn Janka i powoli odjechał do domu. Janek zostawił traktor przy drodze i na pieszo z całym towarzystwem ruszyli za kamperem
„Ile ten wasz kamper ma wysokości?” – zapytał Janek
„Teraz dwa osiemdziesiąt” – odparł wesoło Filip
„Że też tobie synuś, chce się żartować” – wyrzucił synowi Stasiek – „Kamper jest, a raczej był wysoki na trzy metry i dwadzieścia centymetrów”
„No tak. To wszystko wyjaśnia…Co wam przyszło do głowy aby tędy jechać?” – zapytał Janek
„Jechaliśmy od strony Częstochowy przez Krzepice…” – wyjaśniał Stasiek
„To trzeba było dojechać kawałek do Wielunia i stamtąd się wrócić. Dziesięć minut dłuższa droga…Tutaj to tylko osobówką można”
„Nie mówmy już o tym, bo cholery dostanę” – zadecydowała Maryla
Po kwadransie doszli do domu. Kamper stał już w stodole. Weszli do domu. Właśnie w radiu słychać było hejnał z Krakowa.
Stasiek chciał odpocząć chwilę i zadecydować co robić dalej
„Później odpocznę. Teraz porozmawiam z Florczakiem” – zadecydowała Maryla
Wyszukała numer telefonu do Florczaka i już po chwili miała połączenie. Włączyła telefon na głośne mówienie
„Panie Florczak. Żądam zwrotu pieniędzy. Musimy przerwać wakacje bo pana kamper jest popsuty i nie nadaje się do dalszej jazdy”
„Co się stało?” – usłyszeli zaniepokojonego Florczaka
„Nie zmieścił się pod mostkiem i ma uszkodzony dach…”
„Jezus! Maria!…To znaczy, że jest rozbity? Tak?”
„Można śmiało powiedzieć, że jest całkiem zniszczony” – wtrącił się Stasiek
„Zapłacicie mi za niego!”
„Ubezpieczenie pokryje szkody, nie my” – odparł Stasiek
Chwilę trwała cisza
„Czy policja jest już zawiadomiona?” – zaciekawił się Florczak
„Jeszcze nie. Ale na pana miejscu zaciekawiłbym się czy nie ma rannych w tym wypadku” – ciągnął Stasiek
Zaskoczona stanowczą postawą męża Maryla nie przeszkadzała mu
„Boże drogi! Czy ktoś jest ranny?” – zapytał Florczak
„Tak. Mam rozbitą głowę i złamaną rękę. Teściowa też została uderzona w głowę spadającą alkową. Dzieciaki są podrapane odłamkami plastyku… zaraz wezwiemy pogotowie i policję”
„Panie powstrzymaj się pan z tą policją!” – Florczak wyraźnie był przestraszony – „Sam się wszystkim zajmę. Zawiadomię ubezpieczyciela. Wy zapłacicie tylko część…”
„Umówmy się” – przerwał mu Stasiek – „Że już zapłaciliśmy. Odstępuję od żądania zwrotu wpłaconych trzynastu tysięcy”
„Mowy nie ma! Kamper jest wart trzysta tysięcy!”
„W takim razie kończymy rozmowę, wyślę panu kilka zdjęć i dzwonię na policję. Żegnam”
Zanim Stasiek przerwał rozmowę usłyszeli jeszcze
„Panie! Zaczekaj pan…”
„Staszku, może nie trzeba było przerywać rozmowy?” – głosem pełnym zwątpienia zapytała Maryla
„Wiem co robię” – odpowiedział krótko
Nie zważając na dzwoniący wściekle telefon Maryli, Stasiek spokojnie przeglądał zdjęcia w telefonach dzieci. Wybrał kilka i przesłał do Florczaka.
Chwilę później telefon Maryli przestał dzwonić. Florczak zadzwonił ponownie po pól godzinie. Tym razem Stasiek podjął rozmowę
„Dogadajmy się jakoś” – łagodnie zaczął Florczak – „Za uszkodzenie pojazdu odpowiada zawsze kierujący. Pan o tym wie. Jest pan przecież kierowcą”
„Wiem i nie uchylamy się od odpowiedzialności. Ubezpieczyciel z policją ustalą winnego, wymierzą mandat, Ubezpieczyciel pokryje koszty naprawy, oczywiście o ile kamper jest ubezpieczony w co ja teraz wątpię. Pan może domagać się od nas pieniędzy na drodze sądowej. Nie mam nic przeciwko temu…”
„Panie! Przestań pan! Dogadajmy się…” – przerwał mu ponownie Florczak
Taka wymiana zdań trwała jeszcze jakiś czas. Stasiek był nieustępliwy.
W końcu stanęło na tym, że Florczak podejmie decyzję co do tego czy będzie domagać się pieniędzy za naprawę kampera jak obejrzą go fachowcy z warsztatu
„Okej, w takim razie nie dzwonię na policję. Ale pamiętaj pan, że mam sporządzoną całą dokumentację fotograficzną, spisanych świadków i co najważniejsze, nagraną rozmowę z panem…”
„Świnia pan jesteś!” – wściekł się Florczak
„Może i świnia, ale nie oszust wynajmujący nielegalnie nieubezpieczone pojazdy” – zakończył rozmowę Stasiek
Potem przesłał Florczakowi adres Janka. Podkreślił, że kamper może tu zostać do jutra, no, może jakieś najwyżej trzy dni, a potem jak go Florczak nie odbierze to będzie musiał płacić za garażowanie.
Stasiek bardzo zaimponował Maryli stanowczym sposobem prowadzenia rozmowy z Florczakiem. Przysłuchiwała się jej w milczeniu patrząc z podziwem na męża
„Ale żeś mu powiedział” – powiedziała z podziwem
„Uratowałem ci skórę. Mam nadzieję, że będziesz o tym pamiętać”
I tu stało się coś co bardzo zaskoczyło Staśka. Maryla podeszła do niego i gorąco go ucałowała.
Akurat gdy skończyli rozmawiać z Florczakiem, Zosia, żona Janka poprosiła ich do stołu. Po obiedzie w czasie którego dowiedzieli się, że teściowa zostanie na kilka dni u brata, zabrali się za wyładowywanie rzeczy z kampera.
Poza dwoma pełnymi walizkami, przechowywanymi w bagażniku nie mieli żadnych toreb. Janek dał im kilka czarnych, plastykowych worków na śmieci. Tylko część ich bagaży zmieściło się do Passata Janka. Część rzeczy, w tym pościel i tych mniej potrzebnych zostawili u niego. Ma im przywieść za kilka dni, jak będzie odwoził teściową do Łodzi.
Pożegnali się z mamusią i Zosią. Wsiedli do Pasata. Gdy już ruszyli Maryla poprosiła Janka aby się zatrzymał
„Dam mamusi, klucze od mieszkania” – stwierdziła
„Po co?” – zapytał Stasiek
„Mamusi dwie walizki są u nas w domu. Niech sobie weźmie jak wróci do Łodzi”
Widząc pytające spojrzenie męża dodała
„Nie będzie nas w domu. Będziemy na wyjeździe”
„Co?!” – zdziwił się Stasiek
„W domu ci wszystko wyjaśnię”
Stasiek nie pytał o nic więcej w czasie jazdy. Maryla też nie poruszała więcej tego tematu.
Zaraz po przyjeździe do domu, wyładowaniu bagażu i pożegnaniu się z Jankiem, Stasiek nie wytrzymał
„Powiedz wreszcie co knujesz. O jakim wyjeździe wspomniałaś?”
„Usiądź wygodnie i słuchaj…”
„Siedzę wygodnie i zamieniam się w słuch”
„Otóż wiesz, Staszku, że łatwo się nie poddaję. Obiecaliśmy sobie, że dzięki pieniądzom ze spadku zrobimy sobie tym razem wspaniałe wakacje na bogato. Niestety ta cholerna zaraza pokrzyżowała nam plany…”
„Mówiłem, żeby jej nie brać” – przerwał jej
„Nie żartuj sobie i słuchaj dalej…A więc zaraza, mam na myśli pandemię, pokrzyżowała nam plany. Wpadłeś na pomysł z kamperem. Byłam sceptycznie nastawiona do tego pomysłu, ale się zgodziłam, tylko dlatego, żeby zrobić ci przyjemność…”
„I żeby zrobić mi przyjemność uparłaś się aby zabrać mamusię. Tak?”
„Przyznaję, to nie był dobry pomysł, ale nie wracajmy do tego. Twój pomysł spodobał mi się i myślę, że po tych drobnych niepowodzeniach jakie nas, początkujących kamperowiczów spotkały…”
„Drobnych?” – przerwał jej
„Nie przerywaj mi…Po tych niepowodzeniach jakie nas spotkały, nie powinnyśmy rezygnować z bardzo dobrego pomysłu. Mamy jeszcze czas aby uratować nasze wakacje. Nie mówiłam ci wcześniej ale wiem o jednym kamperze, który jest do kupienia…”
„Chcesz abyśmy kupili kampera?!” – szczerze się zdziwił – „A kto będzie podawał ci kolorowe drinki z parasoleczkami? Chcesz zrezygnować z luksusowych wczasów all inclusive? Przecież wiesz, że jak kupimy kampera to przez najbliższe lata będziemy urlopy spędzać na kempingach albo na dziko”
„Nie przesadzaj Staszku. Czasem wyjedziemy gdzieś do hotelu”
„Naprawdę chcesz abyśmy kupili kampera?!”
„Zdecydowanie tak. Zaraz dam ci namiary na tego o którym wiem, że jest do sprzedania za dwieście pięćdziesiąt tysięcy…”
„O nie! Nie. Jeśli mamy kupić, to ja zadecyduję jakiego wybrać. I wiesz co?…Będzie miał tylko cztery miejsca do spania!”
„Więcej nie potrzebujemy, Staszku”
„O!… I to co teraz powiedziałaś bardzo mi się podoba”
„No więc zabierz się za wyszukiwanie. Czasu jest bardzo mało”
„Już lecę do komputera!”
„Staszku, zostawiam ci wolną rękę co do wyboru. Mam tylko jedno maleńkie życzenie. Nie kupuj kampera z alkową”.
KONIEC