Zenon Cienias przysypia co i rusz za kierownicą swojego Volvo. Na szczęście auto nie jest w ruchu. Stoi zaparkowane przed szkołą jego syna w małym brytyjskim miasteczku Sudbury. Zenek czeka na swoją kobietę. Andżelika Kuta weszła do szkoły już ponad godzinę temu. Bardzo chciała, aby Zenek jej towarzyszył, ale on wolał poczekać na nią w aucie. Słuchał trochę muzyki z radia, ale muzyka szybko się skończyła. W to miejsce pojawił się jakiś gadany program. Nie interesował go. Przełączał na inne stacje, ale i tam nie znalazł nic co by go zainteresowało. Jakieś wiadomości polityczne. Próbował się w nie wsłuchać, ale nic z nich nie rozumiał
„Znowu jakieś polityczne pierdolenie” – mruknął pod nosem
Polityka go nie interesowała. Język niezrozumiały. Woli programy muzyczne. Nie jakieś tam opery czy koncerty, gdzie masa na czarno ubranych muzyków rzępoli coś na skrzypcach. Nie. On lubi śpiewane nowoczesne kawałki. Szybkie i głośne. Takie w których tekst jest prosty i nie trzeba się wysilać, aby go zrozumieć. Nic takiego nie mógł teraz złapać w radiu. Wyłączył je.
Mimo połowy października w aucie zrobiło się bardzo ciepło. Opuścił szyby w drzwiach. Przez chwilę obserwował przechodzącą obok po chodniku młodą parę. Dziewczyna przypominała mu młodą Andżelikę. Przymknął oczy. Nie mógł sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz nazwał ją Andżelika. Chyba nigdy tak do niej się nie zwracał. Od zawsze nazywał ją Andzia. Chyba, że musiał podać gdzieś jej imię i nazwisko, na przykład w różnych urzędach, czy przy kupnie biletów lotniczych. Wtedy podawał jej oficjalne imię i nazwisko – Andżelika Kuta. Ocknął się z zadumy. Spojrzał na zegarek
„Z czym ona się tam tak długo pieprzy?” – zastanawia się – „Ile czasu potrzeba, aby powiedzieć, że wyprowadzamy się na stałe do Polski i w związku z tym Brajan od jutra nie przyjdzie do szkoły”
Przez chwilę ma ochotę wysiąść z auta i pójść tam do tej szkoły i zobaczyć czemu ona się tam tak guzdrze. Szybko jednak rezygnuje z tego pomysłu. Od dziecka nie lubi szkół. Jakaś alergia chyba.
Znowu przymyka oczy. Po chwili w takim pół śnie znajduje się w Bydgoszczy. Jest maj. On i Andzia znajdują się nad zarośniętym dzikimi krzewami brzegu Wisły. Rozkłada na skrawku trawy przyniesiony z auta koc. Siada na nim i ściąga spodnie. Ona stoi nad nim i się przygląda
„Wiesz, czym to grozi?” – mówi do niego
„Nie bój się. Chodź do mnie” – odpowiada we śnie
„Słyszysz co do ciebie mówię?!”
Tym razem jej głos jest bardzo głośny i ostry. Zenek gwałtownie wybudzony ze snu spostrzega ją stojącą przy otwartym w drzwiach auta oknie
„Co?!… Czemu się tak drzesz Andziu?” – pyta wystraszony
„Wiesz czym to grozi?” – powtórzyła pytanie
Takie samo pytanie zadała mu wtedy nad Wisłą zanim położyła się obok niego na kocu.
Jeszcze nie całkiem wybudzony, chciał powiedzieć jak wtedy, żeby się nie bała, ale wydobył tylko z siebie
„Co? O co chodzi kochanie?”
„Wiesz czym grozi parkowanie w tym miejscu? Miałeś mnie tylko wypuścić i odjechać na parking dla rodziców” – wyjaśniła z pretensją w głosie – „Nie możemy sobie teraz pozwolić na płacenie mandatów. Każdy grosz jest nam potrzebny” Andzia weszła do auta. Zenek odpalił motor i ruszył
„Stój! Gdzie ci się spieszy?!”
Zahamował gwałtownie. Andzia była w trakcie zapinania pasów, ale jeszcze ich nie zapięła, więc z całej siły wyrżnęła głową w przednią szybę
„Ty nas kiedyś zabijesz, kretynie!” – krzyknęła płaczliwie
„Przecież, kurwa mać, kazałaś się zatrzymać…”
„Zapomniałeś o Brajanku. Zaraz powinien tu przyjść”
Jeszcze przez jakiś czas robiła uwagi na temat jego nieostrożnej jazdy oraz tego jakim niedobrym ojcem jest dla ich syna. Wypomniała mu, że już dwa razy zapomniał go zabrać ze szkoły. Otworzyła usta, aby powiedzieć coś jeszcze, ale w tym samym momencie gwałtownie szarpnięte tylne drzwi otworzyły się na całą szerokość. Do auta wpadł ich syn krzycząc coś po angielsku
„Mów po polsku!” – przerwali mu niemal jednocześnie
Brajan zaniemówił. Oni oczekiwali aż on znajdzie odpowiednie polskie słowa. „No…Co chciałeś powiedzieć?” – ponaglał go Zenek
„A, bo…A, bo” – wydukał Brajan – „Już nic” – zakończył zrezygnowany
„Śmiało synku” – zachęcała matka – „Umiesz powiedzieć po polsku…”
„A, bo…Ja nie chcę do Poland”
„Przecież podoba ci się w Polsce” – przekonywała Andzia – „Tyle razy tam byłeś na wakacjach i w czasie świąt”
„Tak, ale…”
„Co, ale?” – przerwał mu ojciec – „Źle ci było u dziadków albo u babci? Dom piękny, duży wybudujemy. Będziesz w nim miał duży pokój, ogród z basenem. Będziesz mógł sobie sprowadzać do domu kolegów, kąpać się z nimi w basenie…”
„Tu mam kolegów. Tam nie mam” – wtrącił Brajan
„Poznasz nowych jak pójdziesz do szkoły”
Nie odpowiedział. W milczeniu zapiął pasy i obrażony odwrócił głowę w stronę okna.
Zenek zastartował motor. Ruszyli. Andzia streściła mu po krótce rozmowę z rektorem i innymi nauczycielami. Nie sprzeciwiali się temu, że Brajan nie przyjdzie więcej do szkoły. Po prostu nie mieli prawa sprzeciwiać się. Gdy już załatwiła wszystkie formalności, odebrała pisemne opinie o synu oraz opis przerobionego przez niego w poprzednim roku szkolnym materiału z poszczególnych przedmiotów, życzyli jej i synowi powodzenia w nowym życiu w Polsce. Pożegnała się z wszystkimi i rektor odprowadził ją do drzwi. Powiedział jej wtedy
„Tak całkiem prywatnie to chcę powiedzieć, że robicie wielką krzywdę Brajanowi, przerywając mu naukę w naszej szkole…”
„W Polsce też są szkoły” – odpowiedziała i wyszła
„Dobrze mu powiedziałaś” – pochwalił ją Zenek – „Trzeba było powiedzieć, że w Polsce są lepsze szkoły niż w tej zasyfiałej Anglii”
Nic nie odpowiedziała. Przez chwilę jechali w milczeniu. Andzia odwróciła się i spojrzała na syna. Siedział w dalszym ciągu wpatrzony niewidzącym wzrokiem w okno.
„Wiesz” – zwróciła się cicho do Zenka – „Czasami wydaje mi się, że ze względu na niego powinniśmy tu zostać…”
Zenek chciał jej przerwać, ale go uprzedziła
„Poczekaj. Nie przerywaj…Nie wiem czy on się odnajdzie w Polsce. Przecież on tam nie ma kolegów, nikogo…”
„Co ty pieprzysz?! Jak to nie ma nikogo?!” – przerwał jej oburzony – „Ma rodzinę, krewnych, kuzynów”
„Nie ma nikogo w jego wieku. On ma osiem lat. Nikt w naszych rodzinach nie ma dzieci w jego wieku.”
„Zapomniałaś o kuzynach”
„Myślisz o synach twojego brata?…Zenuś, oni mają więcej niż dwadzieścia lat! Przypomnij sobie. Widzieliśmy ich ostatnio, jak żeś skakał przez okno…”
„No już dobrze” – przerwał jej – „Nie musisz mi tego przypominać”
Milczeli chwilę
„Jak ten czas leci” – zauważył Zenek melancholijnie
„Ciekawe jak dzisiaj wyglądają?” – zastanawiała się Andzia
„Kto niby?”
„No, chłopcy twojego brata. Zawsze, gdy jesteśmy w Polsce i oni mają przyjechać z Monachium to my uciekamy…Boisz się brata Zenuś”
„Przestań z tym boisz się brata! Nie boję się tylko zawsze mi coś wypada i muszę wracać do Anglii” – zdenerwował się – „Poza tym nie chcę się spotykać z tym zniemczonym skurwysynem i jego rodziną! A jak oni wyglądają widziałem na zdjęciach. Matka zawsze nam je podtyka pod nos, gdy tam jesteśmy”
Andzia nic nie odpowiedziała. Znowu odwróciła się w stronę syna. Siedział w tej samej pozycji co poprzednio, ciągle wpatrzony w okno
„Martwi mnie Brajanek. On tam nie ma kolegów, nikogo…”
„Przestań z tym nikogo” – przerwał jej ostro – „Pójdzie do szkoły, znajdą się koledzy w jego wieku. Zobaczysz, będzie dobrze”
„Obyś miał rację, Zenuś. Obyś miał rację”
Zatrzymali się przy ulubionej pizzerii. Muszą coś zjeść. W domu już nic niema. Wszystko popakowane. Jutro wcześnie rano Andzia i Brajan wylatują do Polski. Zjedzą śniadanie na lotnisku. Zenek musi zostać w Anglii jeszcze przez jakiś tydzień, może nieco dłużej. Mieszkanie sprzedane razem z meblami. Zenek ma dopełnić ostatnich formalności i przekazać klucze nowemu właścicielowi.
Trudno było mu się z nim dogadać. Khalid Khan mieszka w Anglii od kilku lat. Pochodzi z Bangladeszu i mówi tak samo słabo po angielsku jak Zenek. Kupujący chciał całą transakcję załatwić poprzez firmę pośrednictwa mieszkaniowego, ale Zenek przekonał go, że taniej załatwią to sami. Po co płacić pośrednikom.
Khalid Khan jest bardzo zajętym biznesmenem. Sprzedaje na targu w Sudbury warzywa i owoce, a ponieważ mieszka na przedmieściu Londynu, ucieszyło go, że Zenek zobowiązał się wszystkie formalności w urzędach i bankach załatwić sam. Khalid Khan bardzo się ucieszył, że nawet nie będzie musiał iść do banku z Zenkiem podpisać umowy kupna/sprzedaży i innych pierdół związanych z pożyczką mieszkaniową. Zenek ucieszył się jeszcze bardziej, że nie muszą iść do banku. Miał w tym pewien ukryty cel.
Opornie to szło, ale wszystko poszło po myśli Zenka. Andzia w ogóle nie była wciągnięta w sprzedaż mieszkania. Całkowicie polegała na Zenku. Przyjęła do wiadomości, że sprawa sprzedaży mieszkania jest już na finiszu. Załatwienie ostatnich formalności zajmie kilka dni, tydzień, może trochę dłużej
Tak więc Zenek przyjedzie do Polski samochodem z ich ostatnimi pakunkami. Wszystko inne zdołali przewieść w ostatnim roku w czasie kilku wizyt w Bydgoszczy.
Zasiedzieli się w tej pizzerii. Andzia jadła pizzę a Zenek z synem zamówili swoje ulubione kebaby. Brajan był markotny. Zamówionego kebaba jadł niechętnie i długo. Rodzice próbowali go rozruszać. Po raz kolejny mówili mu o tym, jaka wspaniała przyszłość czeka go w Polsce.
„Cieszysz się, że wyprowadzamy się do Polski. Prawda?” – po raz kolejny pytał Zenek
„Tak! Przecież mówiłem, że się cieszę” – odpowiadał opryskliwie Brajan
„To czemu jesteś taki markotny?”
„Wolałbym zostać tutaj”
Do domu wrócili dosyć późno. Andzi udało się dosyć wcześnie zagnać wszystkich do spania, argumentując, że jutro muszą wstać o piątej rano, aby zdążyć do Londynu na samolot.
Potem, gdy już ułożyła się do snu nie mogła zasnąć. Z pewnym niepokojem oczekiwała jutrzejszego dnia. Sama podróż jej nie niepokoiła. Nie pierwszy raz będzie przemierzać tą trasę. To już dla niej rutyna.
Od lat, od czasu ich pierwszej wizyty w Bydgoszczy po wyjeździe z Polski i po tym jak ich niespodziewanie obdarowano zarówno mieszkaniem jak i działką budowlaną, latają przynajmniej trzy, cztery razy do roku do Polski. Zamierzają wybudować tam dom i zamieszkać w nim na stałe. Właśnie wyprowadzają się z Wielkiej Brytanii.
Dopiero w styczniu, tego roku, powiadomili pracodawców o zamiarze wyjazdu na stałe do Polski. Zaczęli brać zaliczkowo po kilka dni należnego urlopu na częste, niemal comiesięczne wyjazdy do Polski. Pracodawcy szli im na rękę. Za to oni zawsze chętnie brali nadgodziny. No i zrezygnowali z wakacyjnego urlopu jako takiego.
Te częste ostatnie wyjazdy wykorzystywali na przewóz samochodem do Polski swojego dobytku. Zenek już dużo wcześniej zamienił ich małe Audi na duże, stare, ale w dobrym stanie Volvo 740. Jest to duże kombi, no i ma kierownicę po lewej stronie. Jej się nie podobało, Duże ciężkie i z napędem na tylne koła. Bała się je prowadzić.
„Teraz nim możemy dużo przewieść, a potem w Polsce będzie, jak znalazł do wożenia różnych rzeczy na budowę” – argumentował zakup tego auta.
Przekonał ją.
W czasie tych podróży przewieźli niemal cały swój dobytek. To znaczy te rzeczy, bez których tu w Anglii mogli żyć przez kilka miesięcy do wyjazdu na stałe. W zasadzie te przenosiny samochodem mogłyby się ograniczyć do dwóch wyjazdów, ale Zenek miał do przewiezienia masę różnych narzędzi i jakichś urządzeń o których ona nie miała zielonego pojęcia. W pracy dostawał je jako dodatkowe, nieopodatkowane premie. Tak jej przynajmniej mówił. Wierzyła mu. Przekonał ją, że za te wszystkie narzędzia uzyska w Polsce dobre pieniądze.
Jej zależało tylko na przewiezieniu drobnego sprzętu kuchennego, no i na tych pięciu dużych, płaskich telewizorach które Zenek nabył okazyjnie. Nówki, nawet nie rozpakowane. Nie wie, gdzie je kupił. Mówił, że od kumpla pracującego w jakiejś hurtowni pod Londynem.
Na początku obawiała się, że te telewizory i te jego narzędzia są kradzione i że mogą być z tego powodu kłopoty. Wymogła na nim, aby przysiągł, że to wszystko jest uczciwie nabyte. Przysiągł bez wahania. Wierzyła mu. Właściwie to chciała wierzyć. Miała co do tych premii pewne wątpliwości, ale tłumiła je w sobie dla świętego spokoju. Zenek potrafił ładnie mówić i zawsze udawało mu się przekonać ją do swoich racji. Tak więc wierzyła mu. Dlaczego miałaby nie wierzyć. Przez te wszystkie lata od kiedy są razem nigdy jej nie zawiódł.
Różnie bywało. Oczywiście okłamywał ją czasem, ale w niezbyt ważnych sprawach. Wszyscy tak robią. Ona też nie zawsze prawdę mu mówi. Czasem kupiła sobie coś droższego za pieniądze zaoszczędzone na życiu i zataiła przed nim, ile naprawdę wydała. No i założyła sobie konto w banku, o którym on nie wiedział. Odkładała na nim drobne sumy na czarną godzinę. Ma tam już ponad dwa tysiące funtów.
Andzia odwróciła się na drugi bok. Zdecydowała, że nie będzie rozmyślać nad tym co było ani nad tym co ich czeka. Trzeba szybko zasnąć, aby być jako tako wypoczętą przed jutrzejszym wstawaniem o piątej. Obejrzała się przez ramię na stojący na parapecie elektroniczny zegar. Czerwone cyfry wskazywały godzinę dwudziestą trzecią czterdzieści pięć.
„O matko!” – przeraziła się – „Spać! Spać! Spać!” – nakazała sobie
Nie pomogło. Sen nie nadchodził. Za to wracały wspomnienia i obrazy z przeszłości
„Ile to już lat jesteśmy razem?” – zastanowiła się
Zaczęła liczyć. Trwało to chwilę. W końcu doszła do tego, że są razem już dziewiętnaście lat. Pomyślała sobie, że dobrze by było na dwudziestą rocznicę ich znajomości pobrać się. Jednak szybko zdała sobie sprawę, że to nie jest realne. Zenek nie chce ślubu. Na początku nalegała, aby się pobrać. Niezbyt nachalnie. Nie chciała go wypłoszyć. On twierdził, że najpierw muszą sobie „uwić gniazdko”.
Z tym „gniazdkiem” to mu przyznawała rację. To było jeszcze w Polsce. Nie mieli żadnych szans na własne, choćby najmniejsze mieszkanie.
„Kiedy to było?” – zastanawiała się – „A, no tak! Dziewiętnaście lat temu. To był rok dwutysięczny drugi. Zrobiłam wtedy maturę…”
Tak. Pamięta to doskonale jak się poznali. Na dyskotece na wsi pod Bydgoszczą. Była tam u koleżanki ze szkoły. Razem, jeszcze z taką jedną poszły na tą dyskotekę. Tam poznała Zenka. Wyszedł właśnie z wojska. Ona miała rozpocząć studia, ale zrezygnowała. Chcieli być razem, ale nie mieli gdzie się podziać. Postanowili uciułać jakieś pieniądze na wymarzone gniazdko. Jakieś prace na czarno brała. Jemu z pracą nie wychodziło. Co z tego, że jest po szkole zawodowej cieślą budowlanym, skoro uczulenie na świeżo cięte drewno uniemożliwia mu pracę w zawodzie.
Ten ostatni gościu, który ją zatrudnił, Leon Wąsik, nawet dobrze jej płacił. Być może przyjąłby też Zenka, ale niestety, ten pożar spowodowany przez głupotę Zenka sprawił, że musieli uciekać z Polski. Dzisiaj wie, że w zasadzie uciekać nie musieli. No ale stało się.
Wyjazd do Niemiec… Od razu zaczęli pracować. Gienek, Zenka brat, był tam zasiedziały od lat i im pomógł. Potem przez głupotę Zenka musieli stamtąd wyjechać. Zenek pogryzł się z bratem. Donos paskudny na brata napisał do ich wspólnego pracodawcy, że niby Gienek przyprawia mu rogi. Niemiec wywalił brata z pracy i nasłał na niego ruskich z pobliskiej budowy. Pobili go okrutnie. Brat długo przebywał w szpitalu. Do tego żona Gienka uwierzyła, że ją zdradzał z żoną szefa. Zabrała dzieciaki i wyniosła się do mamusi do Łodzi.
Żal było Andzi wyjeżdżać z Niemiec. Przez te dwa lata tam, całkiem dobrze się czuła w pracy. Nawet nieźle sobie dawała radę z językiem. Inaczej było z Zenkiem. Nic sobie języka niemieckiego nie przyswoił. W pracy, gdyby nie brat, przy którego boku pracował nie dałby sobie rady.
Zenek przekonywał ją, że angielski jest lepszy od niemieckiego. Bardziej światowy. Tym argumentem, ale nie tylko tym, przekonał ją do wyjazdu do Anglii. Incydent z szefem i bratem tylko przyspieszył ich wyjazd.
Andzia dowiedziała się, że Zenek już od pewnego czasu miał kontakt z ziomalem z Bydgoszczy, mieszkającym od kilku lat w Sudbury w Anglii. Osiedlili się tam i o dziwo zaczęło im się powodzić materialnie.
Nie utrzymywali kontaktów z rodziną. Zenek się na rodzinę pogniewał i wymógł na Andzi, aby też nie kontaktowała się z matką. Zgodziła się, ale po jakimś czasie w tajemnicy przed nim nawiązała z nią korespondencję a potem stały kontakt telefoniczny. To dzięki temu dowiedziała się w kwietniu dwutysięcznego dwunastego o śmierci ojca. Zenek był przy jej rozmowie z matką. Poleciała na pogrzeb ojca. Zenek dojechał samochodem kilka dni później. No i zaczął się w ich życiu nowy rozdział. Andzia jeszcze chwilę wspominała pogrzeb ojca i w tedy naszedł ją długo oczekiwany sen.
Dzwony kościelne obudziły ją o piątej. Tyle razy mówiła mu, aby ustawił sobie inny dzwonek alarmu w telefonie, a on uparcie używa te dzwony kościelne, które ona tak bardzo nie lubi. Żeby je chociaż wyciszył. Wie, że ją budzi najmniejszy szmer w mieszkaniu, a mimo wszystko ustawił głośność na maxa.
Zerwała się z posłania całkiem wybudzona. Spojrzała na Zenka. Śpi w najlepsze. Zaczęła szarpać go za ramię.
„Obudź się!”
„Co?! Co się stało?” – odezwał się nieprzytomnym głosem
„Wyłącz ten cholerny telefon!”
Dotarło do niego o co jej chodzi. Chwilę szukał po omacku telefonu. Znalazł go pod leżącymi obok na podłodze spodniami
„Piąta dopiero. Możemy jeszcze pospać” – stwierdził wyłączając alarm
Kilka minut trwało przekonywanie go, że muszą wstawać. Dopiero gdy włączyła wszystkie światła w pokoju, niechętnie, mrużąc oczy podniósł się z łóżka i niemal po omacku udał się do łazienki.
Teraz zabrała się za budzenie syna. Też zabrało jej to kilka minut. Gdy się w końcu obudził, zerwał się gwałtownie i podbiegł do łazienki. Zaczął szarpać klamkę.
„Ojciec jest w łazience. Poczekaj chwilę” – upomniała Brajana
„Sikać mi się chce!” – odpowiedział nie przerywając szarpać klamkę
„Zenek! Nie śpij tam!” – krzyknęła w stronę łazienki – „Brajanek się zaraz posika!”
Minęło ponad pół godziny zanim opanowała sytuację. Dobrze, że byli wcześniej spakowani.
Wreszcie, gdy jeszcze raz przypomniała Zenkowi co ma zrobić, gdy zostanie na ten tydzień sam w domu zeszli do samochodu. Andzi duża waliza była już w samochodzie. Teraz wzięła tylko niedużą torbę, którą będzie mogła wnieść na pokład samolotu. Brajan miał niewielki plecak. Usadowili się w aucie. Zenek włączył motor. Andzia po raz ostatni spojrzała na drzwi do klatki schodowej prowadzącej do ich mieszkania. Ogarnęła ją jeszcze raz wątpliwość czy dobrze robią opuszczając na stałe Sudbury. Zenkowi zdawało się, że Andzia chciała coś powiedzieć
„O co chodzi? Nie cieszysz się, że już tu nie wrócisz?” – zapytał
„Jedź już” – odpowiedziała spoglądając na zegarek – „Po w pół do siódmej jest” „Spokojnie. Zdążymy” – odpowiedział
Dobrze wiedziała, że zdążą. Odpowiedziała tak tylko dlatego, że nie chciała powiedzieć, że żal jej opuszczać to miejsce, w którym tak dobrze się czuła. Miała jeszcze cichą nadzieję, że jeszcze kiedyś tu wróci, Ale o tej nadziei nigdy Zenkowi nie powiedziała.
Podróż przebiegła tak jak zawsze. To już była dla niej rutyna. Pierwszy raz leciała na tej trasie dziewięć lat temu. Leciała wtedy sama na pogrzeb ojca. Od tego czasu przemierzała tą trasę dwa lub nawet cztery razy w roku. Zwykle z Zenkiem i Brajanem, lub tylko z Brajanem.
Najpierw latali do Warszawy, ale ostatnimi laty latają do Gdańska. Tylko nieco ponad dwie godziny, no i połączenie kolejowe z Bydgoszczą jest bardzo wygodne.
Wczesnym popołudniem znalazła się z Brajanem w swoim mieszkaniu na bydgoskim Fordonie. Czekała tam na nich uprzedzona o ich przyjeździe matka Andzi. Mieszkanie było wysprzątane, lodówka zaopatrzona, obiad przyszykowany. Po przywitaniu z mamą usiedli od razu do stołu. Brajan skrzywił się zobaczywszy bybciny rosół. Stwierdził, że nie jest głodny. Poszedł do drugiego pokoju. Wyciągnął z szafki swoją konsolę do gier. Podłączył do stojącego tam telewizora i włączył swoją ulubioną grę w strzelanie do potworów z kosmosu. Przez niedomknięte drzwi do pokoju, w którym przy stole siedziała Andzia z mamą zaczęły się wdzierać głośne charakterystyczne dźwięki zażartych walk w kosmosie. Andzia właśnie zamierzała udać się do pokoju Brajana upomnieć go, aby wyciszył te hałasy.
Ledwo podniosła się z krzesła, gdy dźwięki nagle ucichły całkowicie. Zaniepokoiło ją to bardzo. Szybko znalazła się w jego pokoju. Siedział półleżąco na łóżku oparty o ścianę i patrzył tępo na wyłączony telewizor
„Co ci jest, synku?”
„Niiic!” – odpowiedział przeciągle
„Może źle się czujesz po podroży?”
„Nie. Nic mi nie jest!” – odburknął poirytowany
Doskonale wiedziała co mu jest. Mimo, że Zenek przekonał ją do powrotu do Polski i mimo jego zapewnień, że syn szybko się odnajdzie w polskim otoczeniu i że mu to wyjdzie na dobre, to w takich chwilach jak ta nawiedzał ją niepokój o Brajana. Gdzieś w głębi świadomości nie do końca była przekonana, że ten powrót jest dobry dla syna.
Szybko starała się zagłuszyć te wątpliwości. Przekonywała siebie, że przecież polska szkoła jest lepsza od angielskiej. Tak przynajmniej twierdzi Zenek i niemal wszyscy ich polscy znajomi tam w Anglii, którzy mają dzieci w wieku szkolnym. Co prawda tylko nieliczni z nich planują powrót do Polski, a ci którzy się na to zdecydowali, twierdzą, że zrobili to przede wszystkim dla dobra dziecka.
Żałuje trochę, że wie o tych przypadkach tylko ze słyszenia. Wolałaby osobiście porozmawiać z rodzicami, a zwłaszcza matkami dzieci, które przerwały naukę w szkole angielskiej i kontynuują ją w polskiej. No, ale trudno. Nie będzie się teraz tym zamartwiać.
Brajan i tak będzie miał ułatwiony start w szkole. Siostra Zenka, Jadwiga robi karierę w Kuratorium Oświaty w Bydgoszczy. Przekonała ich, że dla Brajana najlepiej będzie jak zacznie naukę w pierwszej klasie. Będzie tylko nieco starszy od pozostałych dzieci. Zapewniła ich, że w szkole w pobliżu ich mieszkania wszystko jest przygotowane na przyjęcie Brajana.
To już koniec października. Dziesięć dni temu Andzia i Brajan przyjechali do Polski. Jutro przyjedzie Zenek. Rozmawiała z nim wczoraj przez telefon. Chciała go poinformować, że martwi się o Brajanka. Poszedł do szkoły dwa dni po ich przyjeździe. Szwagierka wszystko przygotowała. Podręczniki i cały szkolny ekwipunek czekały na niego w szkole. Ale najważniejsze było przyjęcie go przez nauczycieli i kolegów w klasie. Wszystko było przygotowane i odbyło się bardzo ładnie. Andzia była oczywiście obecna w szkole w czasie pierwszego dnia. Bardzo jej się wszystko podobało. Rozmawiała z nauczycielami. Zapewnili ją, że dołożą wszystkich starań, aby Brajanek się szybko znalazł w nowym otoczeniu.
Andzia zaraz po powrocie do domu zadzwoniła do Zenka i z zachwytem złożyła mu obszerne sprawozdanie z pierwszego dnia ich syna w polskiej szkole. Zenek wysłuchał ją i stwierdził, że przecież mówił, iż wszystko będzie dobrze. Potem Andzia dzwoniła codziennie wieczorem do Zenka i mówiła mu jak idzie synowi. Mówiła, że wychowawczyni dzwoniła do niej dwa razy. Chwaliła Brajana za to, że szybko przyswaja język polski, ale jednocześnie narzekała na jego zachowanie. Zenek słuchał z niecierpliwością. Andzia zaczęła odnosić wrażenie, że nie za bardzo interesuje go co się dzieje w szkole Brajana.
„Słuchaj, ona mówi, że Brajanek źle się odnosi do uczniów i do niej też…”
„Nie przejmuj się tym co ona mówi” – przerwał jej Zenek – „Pamiętam z moich czasów w szkole, że belfry zawsze się czepiali”
„Ale ona…”
„Skończ już z tym. Przyjadę to zrobię tam porządek. Jadzia pomoże. Nie będą się czepiać Brajanka”
Andzia nic nie odpowiedziała, ale miała przeczucie, że lepiej, aby Zenek nie pojawił się w szkole.
Wczoraj zadzwoniła jak zawsze. Zenek właśnie jechał autem do przeprawy kanałem na stały ląd. Był czemuś zdenerwowany. Poznała to po jego głosie. Zaniepokoiło ją to. Odpowiedział, że jest zmęczony, bo ruch samochodowy jest akurat nadzwyczaj nasilony i musi bardzo uważać.
Chciała go poinformować, że martwi się o Brajanka. Dowiedziała się, że się pobił z dwoma kolegami. Przyszedł do domu posiniaczony i w podartej bluzie. Andzia chciała natychmiast dzwonić do szkoły, ale uprzedziła ją wychowawczyni. Opowiedziała o bójce. Podobno już drugiej na przestrzeni tych kilku dni od kiedy Brajan jest w szkole. Nie jest dobrze. Brajan podobno robi wszystko, aby nie być lubianym
„Co to znaczy, że robi wszystko, aby być nielubianym?” – zapytała nie tyle zdziwiona co oburzona
„To nie jest rozmowa na telefon” – odparła wychowawczyni – „Proszę przyjść do szkoły. Najlepiej jutro po piętnastej”
„Jutro nie mogę. Przyjeżdża z Anglii mój partner, ojciec Brajana. Przyjdę po jutrze” „Świetnie! W takim razie proszę abyście państwo przyszli oboje” – ucieszyła się wychowawczyni – „Będę czekać na państwa w pokoju nauczycielskim. Czy siedemnasta pasuje pani? O tej porze będziemy sami w szkole”
Andzia potwierdziła, i powiedziała, że przyjdą oboje. Dopiero chwilę po rozmowie przypomniała sobie o swoich obawach co do wizyty Zenka w szkole.
„Może nie będzie tak źle” – uspakajała się
To wszystko chciała przekazać w rozmowie telefonicznej Zenkowi, ale zrezygnowała z tego zamiaru, aby go nie denerwować. Jeszcze nie daj Boże spowoduje wypadek.
Zenek przyjechał następnego dnia wieczorem. Po serdecznym przywitaniu z Andzią i synem szybko rozładował samochód. Zanim usiedli do kolacji Zenek opowiedział jak załatwił przelew wszystkich oszczędności na ich konto w polskim banku. Zrobił to tak jak zawsze wcześniej robili przed przyjazdem do Polski. Czyli skorzystali z internetowego portalu Cinkciarz
„Zgadnij, ile złotówek mamy teraz na koncie?” – zapytał
„Nie wiem. Nie chcę zgadywać. Ile?” – zapytała niecierpliwie
„Sześćset trzydzieści jeden tysięcy i coś tam, coś tam” – odparł z dumą
Andzia wyglądała na zawiedzioną. Zdobyła się tylko na pytanie
„Są w tym pieniądze za mieszkanie?”
Zenek nie odpowiedział od razu. Zaczął powoli odpinać koszulę i spodnie. Gdy już to zrobił na jego biodrach Andzia zauważyła zapięty dosyć wypchany tekstylny pas z kieszeniami. Przypomniała sobie, że kupili go swego czasu, aby bezpiecznie wozić do Polski pieniądze, ale od czasu jak Zenek zapomniał go w restauracyjnej toalecie, przestali go używać.
Andzi błyskawicznie przypomniało się to zdarzenie. Ten jej nieodpowiedzialny chłop zdjął ten pas w toalecie, bo mu niewygodnie było siedzieć na sedesie. Na szczęście przypomniał sobie o tym, gdy wrócił do stołu. Pamięta, że zerwał się wtedy gwałtownie przewracając krzesło i stojącego za nim kelnera. Błyskawicznie pobiegł do toalety. Wrócił po chwili rozpromieniony. Znalazł pas z całą zawartością. Przeprosił kelnera i wręczył mu duży banknot. Zdziwionej Andzi wyjaśnił szeptem co mu się przetrawiło Odpowiedziała mu wtedy
„Ty głupolu, sam zgubisz się kiedyś i nie odnajdziesz”
Tak więc Andzia poznała pas. Zenek Zaczął wyciągać z niego paczki banknotów. Były to małe nominały brytyjskich funtów. Andzia wzięła do ręki pierwszą paczkę i zaczęła liczyć.
„Nie licz” – przerwał jej Zenek – „Tu jest prawie dwieście tysięcy. Dokładnie sto dziewięćdziesiąt dwa tysiące, pięćset pięćdziesiąt. Razem z tym co mamy na koncie w banku to będzie przy dzisiejszym kursie jakieś półtora miliona złotych”
Gdy to powiedział spojrzał zadowolony na Andzię oczekując uznania z jej strony, ale zawiódł się. Andzia była przerażona i zamiast słów uznania zapytała
„Skąd masz te pieniądze?”
„Za mieszkanie. Ten brudas Khalid zapłacił gotówką”
„A co z naszym kredytem mieszkaniowym? Z czego go spłaciłeś?”
„Nie spłaciłem. Udało mi się tak załatwić, że on spłaci”
„Zgodził się?” – zapytała zdziwiona
„Nie wiem. Nie pytałem go. Ha! Ha! Ha!” – odpowiedział śmiejąc się.
Andzia chwilę milczała. Coraz większe przerażenie zaczęło malować się na jej twarzy. Zrozumiała, że Zenek w jakiś sposób oszukał kupującego
„Zenuś! Coś ty narobił! Przecież to kryminał! Wsadzą cię…”
„Nie wsadzą. Tu nie będą szukać, a do Anglii już więcej nie pojadę”
„Głupi jesteś. Policja cię tu odnajdzie. Będzie nakaz ekstradycji…”
„Nie będzie szukać, bo on nie zgłosi tego na policję. To są jego pieniądze zarobione na czarno. Nie zgłosi, bo policja zaczęłaby się przyglądać jego interesom. Za dużo ma do stracenia”
Rozmawiali tak jeszcze z pół godziny. Uzgodnili, że na razie nie będą wymieniać tych pieniędzy na złotówki. Schowali je głęboko w szafie pod powłoczkami na kołdry i poduszki. Andzia nie do końca była przekonana czy dobrze robią zatrzymując te pieniądze. Niepokoiło ją też to, że tyle gotówki przechowują w domu. W końcu udało się Zenkowi uspokoić Andzię. Przynajmniej tak mu się wydawało.
Wreszcie usiedli do kolacji. Brajan oznajmił, że będzie jadł u siebie w pokoju. Nie protestowali. Brajan zawsze tak robił w Anglii, to dlaczego teraz miałoby być inaczej. Dzisiaj tym bardziej pasowało to Andzi. Chciała przy stole porozmawiać z Zenkiem o synu. Już przy pierwszych kęsach kolacji Zenek krzyknął w kierunku pokoju syna, z którego dochodziły odgłosy gry komputerowej
„Ścisz tą cholerną grę, bo pójdę tam i ci przypier…!”
„Daj spokój” – przerwała mu w pół słowa – „Niech sobie gra”
„Zmęczony jestem po podróży i chciałbym odpocząć w ciszy”
„Potem odpoczniesz. Teraz musimy porozmawiać o Brajanku. Są problemy w szkole”
„Jakie problemy?”
„Wychowawczyni dzwoniła. Chce się z nami widzieć. Brajan pobił się z dwoma kolegami w szkole. Wrócił do domu poturbowany. Podobno jest nielubiany…”
„Co?!…już ja zrobię tam porządek!”
„Nie będziesz robił tam porządku, tylko jutro pójdziemy razem do szkoły i dowiemy się o co chodzi. I pamiętaj. Masz zachowywać się przyzwoicie i nie wyskakiwać z jakimś robieniem porządku”
„W takim razie sama pójdziesz” – przerwał jej – „Wiesz, że ja…”
„Pójdziesz ze mną!” – przerwała mu gwałtownie – „Tu chodzi o naszego syna! Tym razem nie ustąpię! Idziemy razem i już!”
Zenka zaskoczyła stanowczość Andzi. Nie był do tego przyzwyczajony
„No, dobrze już, dobrze” – odparł ugodowym tonem.
Wizyta w szkole zakończyła się wielkim skandalem, chociaż zaczęła się bardzo przyjemnie. Zenek się przedstawił i ku zaskoczeniu Andzi dodał, że wrócił do Polski jako inwestor
„Wie pani, przywiozłem sporo pieniędzy i chcę je zainwestować w coś zyskownego. Wymaga to wielu godzin ciężkiej pracy dziennie, więc nie będę miał możliwości przychodzić do szkoły. Dzisiaj zrobiłem wyjątek. Mam nadzieję, że nie zabierze mi pani dużo czasu”
„Och, nie! Tylko pół godzinki” – zareagowała wychowawczyni
Na początku wychowawczyni poinformowała ich, że Brajan ma trudności z zaakceptowaniem regulaminu i zwyczajów panujących w szkole. Przez pierwsze dni tolerowano jego zachowanie w stosunku do nauczycieli i przede wszystkim uczniów. Brajan potrafi niespodziewanie wyjść z klasy w czasie lekcji. Na pytanie, dlaczego wychodzi, odpowiada aroganckim tonem
„Bo tak chcę”
Z początku wychowawczyni sądziła, że to jego słaba znajomość języka polskiego była powodem takich odpowiedzi. Jednak bardzo szybko przekonała się, że to nie prawda. Brajan bardzo dobrze rozumie co się do niego mówi. Ma w dalszym ciągu pewne trudności z formułowaniem zdań i prawidłową wymową. Natomiast zna i wymawia poprawnie wszystkie polskie wulgaryzmy. Zwraca się nimi do kolegów i koleżanek. Wychowawczyni wyjaśniała mu na osobności, że nie powinien używać takich słów
„Wiecie państwo co on mi odpowiedział?…Powiedział mi abym przestała pieprzyć głupoty…”
„No bo pieprzy pani głupoty!” – przerwał wychowawczyni wzburzony Zenek – „Mój syn jest dobrze wychowany, chodził przez rok do dobrej angielskiej szkoły i wie, jak się zwracać do nauczycieli…”
„Zenuś!…Przestań!” – przerwała mu Andzia – „Ja panią bardzo przepraszam. On jest zmęczony długą podróżą…”
„Zamknij się, kurwa mać, jak ja mówię!” – wszedł jej w słowo Zenek
Andzia zaczęła płakać. Zenek zaczął odgrażać się mówiąc, że on tu zrobi porządki. Do sądu poda szkołę i tych gnojków, którzy pobili jego syna. Że ma pieniądze na adwokatów którzy zniszczą szkołę i tych którzy dopuścili do pobicia syna.
Zaszokowana wychowawczyni chciała coś powiedzieć, ale nie mogła wydobyć z siebie ani słowa. Dopiero po chwili, gdy Zenek na chwilę stracił wątek zareagowała „Jak pan się zwraca do żony. Nie wstyd panu?”
Zenek podniósł się z krzesła i zbliżył się do biurka, za którym siedziała wychowawczyni
„Nie pani zasrany interes jak się zwracam! Poza tym to nie jest moja żona tylko matka mojego syna!”
„Proszę natychmiast stąd wyjść, Niech mnie pan nie zmusza do wezwania policji!”
„Wyjdę, gdy będę chciał!”
Andzia nagle przestała płakać. Zerwała się z krzesła i szarpiąc Zenka odciągała go w stronę drzwi
„Wynoś się stąd kretynie!” – krzyczała – „Ty głupolu!…Zachować się nie umiesz. Czułam, że tak będzie!”
Zenek jeszcze coś wykrzykiwał, ale Andzi udało się go wypchnąć za drzwi. Wróciła do nauczycielki
„Ja panią bardzo przepraszam. On jest bardzo wybuchowy. On, on…” – Andzia nie mogła znaleźć odpowiednich słów na usprawiedliwienie zachowania Zenka – „On miał trudne dzieciństwo…Potem wypadł z okna…On…”
„To państwa syn ma trudne dzieciństwo z takimi rodzicami” – przerwała wychowawczyni – „Jutro poproszę Kuratorium o przeniesienie Brajana do innej szkoły”
„Błagam panią, niech pani tego nie robi. Obiecuję, że Brajan się zmieni, a ten debil, jego ojciec więcej tutaj nie przyjdzie”
„Proszę pani, ja muszę o tym zajściu zawiadomić dyrekcję i Kuratorium…”
„Błagam panią. Niech pani tego nie robi…Niech pani da mi i Brajanowi szansę” Andzia zrezygnowana opadła na krzesło i zaczęła płakać. Wychowawczyni zaczęło być żal Andzi. Po chwili odparła
„Dobrze. Pod warunkiem, że ten pani…Ten partner więcej do szkoły nie przyjdzie, no i oczywiście zachowanie Brajana musi się radykalnie zmienić”
Zenek czekał na Andzię w samochodzie
„Dobrze jej powiedziałem, co nie?” – odezwał, gdy tylko weszła do auta
„Zamknij się debilu!”
„Co jest?!” – zapytał zdziwiony
„Przez twoją głupotę Brajanek będzie musiał zmienić szkołę”
„Tak? Dlaczego?”
„Bo teraz nie tylko przez dzieci nie będzie lubiany, ale przez nauczycieli też” „Gadanie! Porozmawiam z Jadźką i ona zrobi tu porządek”
„Ty już nie wtrącaj się w szkolne sprawy Brajana! Zabraniam Ci!… Ja się tym zajmę…”
„To jest mój syn i chcę mieć wpływ na jego wychowanie” – przerwał jej
„To właśnie twój wpływ sprawił, że używa brzydkich słów i tak się zwraca do nauczycielki. Od ciebie się nauczył. Słyszy jak się do mnie zwracasz. Od dzisiaj z tym już koniec!”
„Ale…”
„Żadne, ale! Od dziś nie chcę słyszeć przeklinania w domu i masz się do mnie zwracać z szacunkiem, Bo jak nie, to…”
„To co? Zażądasz rozwodu?” – zapytał drwiąco
„Nie” – odpowiedziała po chwili – „Wrócę z Brajanem do Anglii”
Zapanowała w aucie cisza. Zenek nie wiedział co odpowiedzieć więc przesadnie skupił się na włączeniu silnika i ostrożnym wycofaniu samochodu z parkingu. Po chwili, już na drodze do domu odezwał się
„Nie zrobisz tego”
„Lepiej żebyś się nie musiał przekonać, czy to zrobię, czy nie. Ja w przeciwieństwie do ciebie nie spaliłam za sobą mostów”
Tymi słowami dała Zenkowi dużo do myślenia.
Jeszcze w Anglii zauważył, że Andzia nie zapałała entuzjazmem, gdy podjął decyzję o powrocie do Polski. Owszem, stwierdziła, że to dobry pomysł. Mają tam przecież mieszkanie.
Do budowy domu na działce otrzymanej od rodziców Zenka nie była do końca przekonana. Mówiła, że z zaoszczędzonych w Anglii pieniędzy będą mogli żyć na wysokim finansowym poziomie. A gdyby jeszcze sprzedali działkę, to mogliby kupić większe mieszkanie, a to dwupokojowe od matki mogliby wynajmować. Pójdą oboje do pracy i naprawdę będzie im się dobrze żyło. Zenek jednak uparł się na budowę domu. Przekonał ją, że własny dom podnosi prestiż, a oni będą przecież milionerami. Poza tym przekonywał ją, że trudno będzie im znaleźć pracę, za którą dostaną godziwą zapłatę. Tylko w Anglii za minimalne krajowe wynagrodzenie mogli żyć godnie. W Polsce za minimalną pensję to czeka ich tylko wegetacja
„Dlaczego uważasz, że czeka nas tylko minimalna krajowa?” – zapytała raz – „Przez pierwsze kilka miesięcy, może nawet przez rok, możemy żyć oszczędnie z oszczędności i pójść na jakieś kursy, Dokształcić się. Ja chętnie pójdę na jakieś kursy pomaturalne. Myślałam kiedyś o księgowości, a ty mógłbyś zrobić zawodowe Prawo Jazdy. Jeździć na tirach tak jak twój kumpel Andrzej. Pamiętasz, jak mówił, ile zarabia? Jeździ po całej Europie…”
„O! Nie, nie, kochana! Nie po to tyrałem tyle lat w zasyfiałej Anglii, aby po powrocie do Polski zapierdalać na jakiejś posadce. A w ławce szkolnej już nigdy nie usiądę. W Polsce chcę żyć jak milioner. Chcę pokazać wszystkim, że stać mnie na dom i na to, aby już nigdy w życiu nie pracować”
„Tak się nie da, Zenuś. Po pierwsze te pieniądze na długo nam nie starczą. A po drugie budowa domu kosztuje. Musimy iść do pracy” – argumentowała – „Pieniędzy może nam zabraknąć szybciej niżbyś się spodziewał. I co wtedy? Znowu wyjazd za granicę i zaczynanie wszystkiego od początku?”
Zenkowi udało się w końcu przekonać Andzię do swoich racji. Zawsze mu się udawało. Nawet chętnie razem przeglądali w Internecie projekty domków jednorodzinnych jakie oferowały w Polsce firmy zajmujące się projektowaniem domów. Andzia już nigdy nie wracała do swojego pomysłu ze sprzedażą działki i kupnem większego mieszkania.
A co do jej nieudolnie ukrywanych wahań dotyczących wyjazdu na stałe do Polski to przekonał ją dobrem Brajana. Chłopak wchodzi w wiek szkolny. Chyba Andzia nie chce, aby chodził tu w Anglii do szkoły z tymi wszystkimi Pakistańczykami, Arabami i Ukraińcami? Oni tylko zaniżają poziom w szkole. Poza tym mogą mieć zły religijny wpływ na Brajanka. Może się kiedyś okazać, że zechce zostać muzułmaninem, albo innym innowiercą
„Wypluj te słowa Zenuś” – powiedziała wtedy wystraszona
„A, widzisz. Nie pomyślałaś o tym. W Polsce jest zupełnie inaczej. Pójdzie do polskiej szkoły będzie miał w niej religię. Wyrośnie na Polaka Katolika. Poza tym Jadzia pomoże wybrać dobrą szkołę”
Po tej rozmowie Andzia była całkowicie przekonana co do słuszności powrotu na stałe do Polski.
Powiedzieli o tym, że wyjeżdżają na stałe z Anglii synowi. Zenek malował przed nim wspaniałe perspektywy jakie go tam czekają. Będzie miał w ich domu duży pokój, w ogrodzie basen. Będzie mógł sobie sprowadzać kolegów do wspólnej zabawy w tym basenie. Brajanowi się to spodobało. Zapytał tylko raz
„Jakich kolegów?”
Ojciec go uspokoił zapewniając, że jak pójdzie do szkoły to koledzy się znajdą.
Brajanek poszedł do szkoły w Sudbury. Bardzo dobrze się w niej czuł. Miał dużo przyjaciół, zarówno wśród imigrantów jak i rodowitych Brytyjczyków.
Z czasem, w domu, przy wspólnych posiłkach, gdy tylko zaczęli mówić o wyjeździe z Anglii Brajan robił się markotny. Zauważyli to oboje. Zenek się tym nie przejmował. Regularnie pytał syna
„Cieszysz się, że będziesz mieszkać w Polsce?”
„Tak” – odpowiadał cicho
„Powiedz wyraźnie, że się cieszysz” – nalegał Zenek
„No przecież mówię, że się cieszę!” – odpowiadał zirytowany Brajan
Zwykle zaraz odchodził od stołu do swojego pokoju. Zawsze wtedy Andzia wypowiadała słowa, które bardzo go irytowały
„Nie wiem, czy dobrze robimy wyjeżdżając do Polski? Może ze względu na niego lepiej tu zostać?”
„Co ty pieprzysz, kobieto?!” – odpowiadał wtedy – „Jak już będziemy w Polsce to zapomni o powrocie do Anglii”
„Jak będę musiała dla dobra dziecka powrócić do Anglii, to to zrobię. Czy ci się to podoba, czy nie”
Machał wtedy ręką na to jej gadanie, ale teraz po wyjściu ze szkoły i po tej awanturze u wychowawczyni nagle dotarło do niego, że Andzia jednak może wrócić do Anglii z Brajanem.
„Tylko za co?” – zastanawiał się prowadząc samochód
Dojechali w ciszy do domu. Brajanek, jak zwykle zamknął się w swoim pokoju i zaczął grać na konsoli w nową grą przywiezioną przez ojca. Andzia zamknęła się w kuchni i zabrała się za przygotowywanie kolacji, Zenek zaczął chodzić po pokoju. Założył ręce za siebie i ze spuszczoną głową Robił trzy kroki w stronę telewizora. Odwracał się i robił następne trzy kroki w stronę zamkniętych drzwi do kuchni. Chodził tak już od kilku minut. Zawsze tak robił, gdy dręczyła go jakaś myśl lub gdy się zastanawiał nad czymś co go niepokoiło. Tym razem zastanawiał się czy Andzia ma możliwość powrotu do Anglii bez jego zgody.
„Tylko za co?”
To pytanie powtarzał w myśli. Z początku wydawało mu się, że zna odpowiedź. Andzia nie ma pieniędzy, aby tam wrócić i zaczynać wszystko od nowa. Ale pomalutku zaczęła go dręczyć myśl, że chyba się myli. Przypomniał sobie, że kiedyś, kilka lat temu zauważył, że dosyć szybko znikają ich wspólne pieniądze przeznaczone na życie. Nie wiedział jak wtedy zareagować. Nie chciał wprost zapytać na co wydaje tyle pieniędzy. Sytuacja była delikatna. On sam miał wtedy niespodziewane wydatki. Uderzył autem w latarnię. Naprawa auta u blacharza trochę kosztowała. Ale ponieważ zagadka znikających pieniędzy nie dawała mu spokoju więc o nie zapytał. Odpowiedziała, że ceny żywności idą ciągle w górę, usługi też
„Jakie usługi?” – zapytał – „A choćby fryzjer i kosmetyczka, że już o naprawach blacharskich nie wspomnę”
Nic wtedy nie odpowiedział.
Z czasem przestał o tym myśleć, ale teraz doszedł do wniosku, że Andzia robiła oszczędności, które przed nim skrywała.
„Przecież nie przypominam sobie, aby chodziła do fryzjera czy kosmetyczki” – zastanawiał się – „No dobrze. Może nawet ma jakieś pieniądze na wyjazd. Ale co potem? Gdzie zamieszka? Co z pracą?”
Zenek poczuł, że zaczyna boleć go głowa. Zbyt długie rozmyślanie na jeden temat zawsze go męczyło
„A, chuj! Co sobie będę dupę zawracać tym czy ona wyjedzie czy nie” – zdenerwował się w końcu – „Będę się martwić, jak przyjdzie na to czas”
Przerwał nagle chodzenie po pokoju i przypomniał sobie Brajana. Bez pukania wtargnął do jego pokoju
Brajan podskoczył na dźwięk gwałtownie otwaranych drzwi
„Przestraszyłeś mnie” – powiedział
„Co ty jesteś taki strachliwy?” – zapytał ojciec – „Chłopaków w szkole też się boisz? Matka mówi, że dałeś się komuś pobić. Prawda to?”
„Nieee, tylko…”
„Co tylko?!…Nie po to dajemy ci jeść, abyś pozwalał się obijać”
„Ale…”
„Dobra, dobra” – znów przerwał synowi – „Mam pomysł. Już ci żaden chuj nie podskoczy…”
„Zenek!!!” – usłyszał za sobą – „Co mówiłam?!…Jeszcze raz usłyszę takie słowa przy dziecku, to…”
„To co?” – Zenek zaśmiał się drwiąco – „Spotkamy się u adwokata. Tak?” – odpowiedział cytatem z serialu oglądanego w telewizji satelitarnej w Angliii
Andzia przez chwilę milczała
„Nie…Zabiorę Brajanka i wrócę do Sudbury”
Te słowa matki sprawiły, że zasmucona do tej pory twarz syna rozjaśniła się.
„A teraz do stołu. Kolacja gotowa” – zarządziła Andzia i wyszła z pokoju syna.
Zenek i Brajan podążyli za nią.
Następne dni, niemal do końca listopada, były w ich domu tak zwanymi cichymi dniami. Andzia zajęła się domem i Brajanem. Bardzo dokładnie przepytywała go z tego co było w szkole. Dzwoniła niemal co dziennie do nauczycielki. Dowiedziała się, że zachowanie Brajana poprawia się z dnia na dzień, ale nauczycielkę zaniepokoiły zauważone objawy nerwicy u Brajana
„Wie pani. Nie jestem psychologiem. Mogę się mylić, ale polecam pani iść z synem do poradni lekarskiej i poradzić się psychologa. Może dobrze by było, aby zalecił jakąś terapię”
Andzia podziękowała. Obiecała, że naradzi się z ojcem dziecka.
Z tą obiecaną naradą było trochę kłopotów.
Zenka całymi dniami nie było w domu. Zaraz po śniadaniu, które zjadali w milczeniu wychodził do kumpli. Przed każdym takim wyjściem wyciągał z szafy kilka banknotów. Robił to tak aby Andzia tego nie widziała. Gdy wracał wieczorem Andzia czuła od niego alkohol. Zenek nigdy nie upijał się w sposób widoczny, nie robił awantur i broń Boże nie bił Andzi. Po prostu lubił wypić. Najlepiej w towarzystwie osób, które słuchały jego opowieści o życiu na zachodzie i o tym jakie pieniądze przywiózł. Takimi osobami byli jego polscy koledzy z którymi szybko odnowił znajomości. Stawiał wszystkim drogie alkohole, chociaż większość z nich wolałaby zwykłą polską wódkę. Zenek wyjaśniał im, że jako milioner przyzwyczaił się do bardziej szlachetnych trunków. Koledzy wychodzili z założenia, że darowanemu koniowi… i tak dalej. Pili i doradzali mu w wielu sprawach dotyczących planowanej przez niego budowy domu i nie tylko w tym. Ponieważ Zenek użalał się na to, że mu w szkole biją syna, poradzili mu, aby wysłał syna na kursy samoobrony
„W mieście jest jeden taki gostek co prowadzi kursy judo dla dzieci i kobiet” – poinformował jeden z kumpli
Zenkowi pomysł się bardzo spodobał. Myślał już wcześniej o czymś takim, ale nie wiedział jak się za to zabrać.
Wrócił tego dnia wcześniej do domu i od drzwi oznajmił
„Brajanku! Od poniedziałku będziesz chodził na kursy judo! Już ci żaden…”
„No! No! No!” – przerwała mu gwałtownie Andzia – „Uważaj jakich słów używasz!”
„Okej, okej” – zreflektował się – „Już ci nikt nie podskoczy…Cieszysz się synuś?”
Zanim Brajan zdążył cokolwiek odpowiedzieć Andzia włączyła się wręczając Zenkowi kopertę
„Do ciebie. Przyszło z naszego banku w Anglii. To w związku ze skargą ich klienta Khalid Khana. Twierdzi, że z pomocą banku oszukałeś go na dużą sumę pieniędzy. Bank oczekuje twoich osobistych wyjaśnień. Jeśli nie złożysz zadawalających wyjaśnień, to zgłoszą sprawę do policji. Masz na to czas do piętnastego grudnia…Masz przeczytaj sam”
Zenek błyskawicznie wytrzeźwiał. Drżącymi rękoma wyciągnął pismo z koperty. Próbował czytać, ale zdenerwowanie i pierwsze objawy paniki nie pozwoliły mu się skupić
„Co robić, kurwa?!…Jak oni mnie odnaleźli? Co robić?” – powtórzył kilka razy płaczliwym głosem
„Wyskocz przez okno” – zadrwiła Andzia – „Kiedyś już tak zrobiłeś jak byłeś w kropce”
Nie zareagował na zaczepkę. Zaczął chodzić nerwowo po pokoju i powtarzać w kółko
„Co robić? Co robić kurwa mać?”
Nagle się zatrzymał. Wyciągnął telefon. Po chwili rozpoczął rozmowę
„Tato, Mam problem. Nie wiem co robić…Szukają mnie…”
Słuchał chwilę
„Jak to kto?…Policja!…Co robić, tato?!”
„Jeszcze go nie szukają!” – krzyknęła przysłuchująca się Andzia
Chwilę trwała cisza przerywana cichymi jękami Zenka do telefonu
„Co robić? Co robić?”
Zenek po chwili zamilkł. Znieruchomiały, z telefonem przy uchu uważnie słuchał ojca. Po chwili zwrócił się do Andzi
„Ojciec chce z tobą pogadać”
Podał jej telefon. Andzia słuchała chwilę
„Chodzi o te pieniądze co przywiózł. Chyba będą kłopoty…Nie. Jeszcze go nie szukają. Wie ojciec, panikuje jak wtedy przed naszym wyjazdem…Dobrze. Przyjdziemy jutro…Tak, na obiad…Przyjechali? Dobrze się składa. Przyjdziemy na pewno”
Po rozmowie zwróciła się do Zenka
„Uspokój się kretynie! Jutro spotkamy się z całą twoją rodziną. Będzie okazja, aby naradzić się jak dalej postępować z Brajankiem. Niech poradzą, czy iść z nim do psychologa, czy…”
„Co tam Brajanek” – przerwał Zenek – „Szukają mnie”
„Uspokój się! O tobie też będziemy radzić. Twój brat przyjechał z Niemiec. Może znowu gdzieś cię wywiezie” – powiedziała ze złośliwym uśmiechem.
„Jak on przyjechał, to sama pójdziesz”
„O! Nie, kochany!…Pójdziemy razem”
Zenek prawie nie spał w nocy. Co jakiś czas zrywał się z łóżka i podchodził do okna. Około trzeciej nad ranem obudził Andzię płaczliwym jękiem
„Co robić?!…Przyjechali po mnie. Stoją pod domem. Co robić?”
Andzia podeszła do okna. Chwilę przyglądała się temu co się dzieje przed domem
„Taksówka przywiozła sąsiadów, kretynie. Kładź się spać i daj mi spokój”
Następnego dnia Andzia jak zwykle wstała pierwsza. Zrobiła śniadanie, ale tym razem nie obudziła Brajana. Poczekała do ósmej i zadzwoniła do szkoły. Powiadomiła wychowawczynię, że ze względów rodzinnych Brajan zostanie dzisiaj w domu. Gdy tylko skończyła rozmowę usłyszała odgłosy gry komputerowej z pokoju syna. Ucieszyła się, że nie będzie musiała dzisiaj się męczyć, aby go obudzić.
W dużym pokoju na wersalce spał w najlepsze Zenek. Właśnie podchodziła do niego, aby go obudzić, kiedy do pokoju wszedł Brajan
„Obudzić ojca. Jak nie będzie chciał wstać, to powiedz mu, że przyjechali” – nakazała synowi
„Kto przyjechał?” – zapytał zaspany Brajan
„Już on będzie wiedział” – odpowiedziała i wyszła do kuchni
Brajan niechętnie poszedł wykonać polecenie matki. Andzia słyszała jak szarpał ojca i zarówno po polsku i angielsku przekonywał go, aby wstał. Po chwili dotarł do jej uszu okrzyk przerażania
„Jezus, Maria!…Kurwa mać!…Co robić?!…Brajanku podaj mi spodnie i buty!”
Andzia zdecydował się zareagować
„Uspokój się i nie wyrażaj się przy dziecku!”
„Przyjechali po mnie! Co robić?!”
„Uspokój się! Nikt nie przyjechał. To taki żarcik. Chodź na śniadanie. Późno jest. Musimy się przyszykować do wizyty u rodziców”
Normalnie, to Zenek zrobiłby Andzi awanturę, za taki żarcik, ale tym razem nic nie odpowiedział. Włożył podane przez syna spodnie i ruszył w stronę łazienki. Zatrzymał się jednak w pół kroku. Skierował się do okna. Przez dłuższą chwilę oglądał dokładnie widok za oknem, potem nieco uspokojony udał się do łazienki.
Do domu rodziców Zenka Przyjechali zaraz po dwunastej. Mimo, że to środek tygodnia przywitał ich zapach szykowanego uroczystego przyjęcia. Przywitali się. Pierwsze słowa Zenka po przywitaniu dotyczyły obecności brata. Dowiedział się, że Gienek z żoną udali się do miasta na zakupy. Wpadli do Polski tylko na kilka dni i zamierzają już jutro wyjechać z Bydgoszczy. Zatrzymają się jeszcze na kilka dni w Łodzi u rodziców Ani, żony Gienka.
„To my przyjdziemy jutro po południu” – zaproponował Zenek – „Nie będziemy wam dzisiaj przeszkadzać”
Mówiąc to ruszył do przedpokoju po kurtkę
„Gdzie?!” – zwrócił się do niego ostro ojciec – „Na górę za mną! Mamy dużo do pogadania”
Brajanek usiadł w fotelu, wyciągnął telefon i włączył jakąś grę.
Andzia poszła do kuchni za matką Zenka. Zaczęły rozmawiać o problemach Brajana w szkole. Długo sobie nie porozmawiały. Dzwonek obwieścił przybycie Jadzi i jej Gustawa. Po przywitaniu matka wycofała się do kuchni. Andzia w krótkich słowach powiedziała im, że Zenek z ojcem jest na górze.
„O! To znaczy, że coś poważnego braciszek wywinął” – zgadywała Jadzia
Andzia powiedziała jej o piśmie z banku i o tym, że Zenek wpadł w panikę. Potem skierowała rozmowę na problemy szkolne Brajana
„Wiem o tym” – powiedziała Jadzia – „Krystyna, nauczycielka Brajana jest moją dobrą przyjaciółką. Wszystko mi powiedziała. Oczywiście nieoficjalnie. Nie jest dobrze. Prosiła mnie abym was nakłoniła do pójścia z małym do przychodni psychologicznej…”
„Właśnie chciałam się z wami naradzić w tej sprawie” – weszła jej w słowo Andzia – „Ale jestem przekonana, że niema się nad czym zastanawiać, nie wiem tylko czy Zenek się na to zgodzi”
W tym momencie Zenek z ojcem zeszli na dół. Obaj byli wzburzeni. Wszyscy ucichli spodziewając się usłyszeć o czym rozmawiali.
„Widzisz matka” – zwrócił się ojciec do wychodzącej z kuchni żony – „Wygląda na to, że nasz syn oszukał niewinnego człowieka na duże pieniądze i teraz…”
„Nie oszukałem, tylko on mnie nie zrozumiał” – przerwał Zenek ojcu
„Nie zrozumiał cię. Tak?…To wracaj teraz do Anglii i wyjaśnij wszystko. Bank pisze, że masz na to dwa tygodnie”
„Nie wrócę tam, bo…”
„Bo co?!”
„Bo mnie zamkną”
„Za co cię, kurwa mają zamknąć, skoro go nie oszukałeś?!” – kipiał ze złości ojciec
„Musisz pojechać tam i rozliczyć się uczciwie z tym Khanem” – zdecydowała Andzia
„Nigdzie nie pojadę! Tu mnie nie znajdą” – upierał się Zenek
„Znajdą cię” – wtrącił Gustaw – „Bank cię znalazł, to i policja cię znajdzie”
„Ale gówno mi zrobią w Polsce”
„Wystąpią o ekstradycję” – zauważyła Jadzia
„No i co z tego? Wielka Brytania wystąpiła z Unii Europejskiej. Mogą sobie to wystąpienie o ekstradycję w dupę wsadzić!” – argumentował Zenek
„Nie masz racji Zenku. To nie jest tak” – twierdził Gustaw
Kłócili się w ten sposób jeszcze przez jakiś czas. Ojciec nalegał, aby Zenek pojechał wyjaśnić sprawę. Zenek upierał się, że nie pojedzie, bo go wsadzą a on nie chce gnić w pierdlu. Andzia zaczęła płakać a matka Zenka stanęła po jego stronie
„Niech nie jedzie. Wsadzą go i będzie gnić w więzieniu…Pomóżmy mu jakoś”
„Jak?” – zapytała Jadzia
Nie otrzymała odpowiedzi. Do domu powrócił z zakupów Gienek z żoną.
„No! Nareszcie będziemy mogli porozmawiać, braciszku” – zwrócił się do przestraszonego Zenka
„Zostaw go!” – wtrącił się ojciec – „Żeby mi tu nie było żadnych awantur! Twój brat debil narobił sobie nowych kłopotów”
Dłuższą chwilę trwało zanim Gienek i Ania zostali zapoznani z sytuacją.
„Usiądźmy i na spokojnie naradźmy się co robić” – zaproponował Gustaw
„Nareszcie coś rozsądnego powiedziane” – z ulgą stwierdziła matka – „Ale naradzimy się po obiedzie. Zaraz podam do stołu”
Nikt nie zaprotestował.
„Dziewczyny, pomóżcie mi nakryć stół…Aha i jeszcze jedno!” – matka dramatycznie zawiesiła głos – „Przy stole ani mru, mru o całej tej sprawie. Zrozumiano?!”
Wszyscy zgodnie pokiwali głowami.
Obiad jedzony był niemal w milczeniu. Czasem ktoś wspomniał coś o pogodzie. Gustaw spróbował dowiedzieć się od Gienka jak tam w niemieckiej lidze piłkarskiej, ale dużo się nie dowiedział, ponieważ Gienek absolutnie nie interesuje się piłką. Za to panie zachwycały się sałatką z selera i długo wypytywały panią domu o sposób jej przyrządzania.
Kilka razy pan domu zainicjował obowiązkowe
„Napijmy się!”
Panowie wypijali po pełnym kieliszku wyborowej, panie w zasadzie moczyły tylko usta.
Po obiedzie panowie przeszli do saloniku i rozsiedli się w kanapach. Panie zaś zajęły się sprzątanie stołu, a Brajan jak zwykle usiadł w kącie i zajął się swoim telefonem.
„No to możemy teraz poradzić Zenkowi jak ma się tłumaczyć w banku” – zainicjował dyskusję ojciec
Zenek od razu zaprotestował twierdząc stanowczo, że nie wyjedzie do Anglii. „Wyjedziesz oddać pieniądze! Nie wychowywałem cię na złodzieja!”
„To są moje pieniądze na dom i nie będę nikomu je oddawać!” – odparł buńczucznie Zenek
Podniesione głosy wywabiły z kuchni panie, akurat w chwili, gdy ojciec zerwał się z kanapy i zamierzył się na Zenka
„Co jest, do cholery?! Schlali się i za łby się biorą!!!” – krzyknęła matka – „Siadać wszyscy i słuchać co ja mam do powiedzenia!”
Stanowczy głos matki sprawił, że panowie usiedli na swoich miejscach. Przez moment zapanowała cisza. Słychać było tylko cichy chichot Gienka
„No i czego rżysz?” – zwróciła się do niego matka – „Trzeba pomyśleć jak twojego brata ratować”
„Już raz go ratowałem i jak się odwdzięczył? Drugi raz palcem nie kiwnę w obronie debila”
„Tylko nie debila…” – przerwał bratu Zenek
„Jesteś debilem Zenuś” – stwierdziła Andzia – „Taki numer wykręcić”
„Zaraz. Spokojnie. W ten sposób do niczego nie dojdziemy” – włączył się zdecydowanie Gustaw – „Musimy się zastanowić jakie Zenek ma alternatywy, skoro nie chce wyjechać”
„Dobrze mówi” – stwierdził ojciec – Napijmy się”
Ruszył w stronę barku
„Ani się waż!” – groźnie zwróciła się do niego żona
Zatrzymał się i chciał coś powiedzieć, ale Zenek go uprzedził
„Będę się ukrywać”
„Znajdą cię” – odezwało się kilka głosów
„Zmienię nazwisko”
„To jest myśl” – zauważyła Ania
„Zmiana nazwiska nie jest taka prosta i wymaga czasu” – wtrąciła Jadzia – „U nas w kuratorium jest taki jeden młody chłopak, który chciał zmienić swoje nazwisko na inne i nie chcieli mu zmienić”
„Jakie to nazwisko” – zainteresował się Zenek
„Kaufmann. Wiecie jak to u nas jest. Ludzie brali go za Żyda, chociaż on tłumaczył, że to niemieckie nazwisko. No, ale wszystko dobrze się skończyło…”
„Zmienili mu?” – zapytał z nadzieją Zenek
„I tak, i nie” – odparła Jadzia
„Co to znaczy?” – zaciekawiła się matka
„Pół roku temu ożenił się i przyjął nazwisko żony”
Przez moment wszyscy zaniemówili, ale już po chwili zaczęli mówić, jak Zenek powinien postąpić, aby zmienić swoje nazwisko na nazwisko Andzi.
„Wystarczy przecież ślub cywilny” – zauważył Gustaw – „Trzeba tylko zamówić czas w Urzędzie Stanu Cywilnego i to wszystko”
„To ja jutro zamówię ten czas” – stwierdził Zenek – „Na sobotę zamówię…”
„Zaraz, zaraz. Terminy na śluby są dosyć długie, zwłaszcza teraz przed zbliżającymi się Śwętami Bożego Narodzenia” – zauważył Gustaw
Zenek stwierdził, że jednak spróbuje zamówić czas na ślub.
Przez następne kilkanaście minut dyskutowano o praktycznych sprawach związanych ze ślubem.
Andzia nie brała udziału w tej dyskusji. Nikt nie pytał jej co ona o tym sądzi. Stała przy drzwiach milcząca. Targały nią mieszane uczucia. Przecież od bardzo dawna marzyła o ślubie, o białej sukni i uroczystości w kościele. No i o zmianie nazwiska. Zawsze sobie wyobrażała jak w rozmowach z koleżankami i przyjaciółkami będzie mogła pochwalić się nowym nazwiskiem, już nie Andżelika Kuta tylko Andżelika Cienias. Nazwisko Zenka może nie jest najpiękniejsze, ale zawsze lepsze od jej nazwiska. Pamięta jak w szkole złośliwcy nazywali ją Kutasińska i jak często w Polsce ludzie pod nosem się uśmiechali, gdy się przedstawiała. Tylko w Anglii nikt nie reagował złośliwie.
I teraz w niemal dwadzieścia lat po tym jak związała się z Zenkiem jej marzenia o zamążpójściu mogą się ziścić. Jednak w tej chwili nie była przekonana czy tego chcę. Ten ślub w niczym nie zmieni jej sytuacji, nawet nazwiska nie zmieni.
„Co o tym sądzisz?”
„Co? Co?”
Andzia aż podskoczyła. Pytanie Jadzi wyrwało ją z zamyślenia
„Co sądzisz o ślubie?” – Jadzia ponowiła pytanie
„Nie wiem. Zenek zawsze wymigiwał się od ślubu” – odparła z wahaniem
„Ale teraz zmieniłem zdanie” – włączył się Zenek – „Muszę szybko zmienić nazwisko…”
„Czyli nie z miłości…”
„O czym ty gadasz, kobito?!” – zirytowała się matka – „Po dwudziestu latach miłości ci się zachciewa. Chłopa musisz ratować. Ma nóż na gardle”
„Czyli ślub tylko dla nazwiska, tak?” – zapytała Andzia
„To jest jedyny ratunek dla mnie. Zrozum to kochanie” – przekonywał Zenek.
„Zmiana nazwiska ci nie pomoże. I tak cię znajdą” – stwierdziła Andzia
Zenek się żachnął. Chciał coś powiedzieć, ale uprzedził go Gustaw
„Zgadzam się z tym, że to niewiele ci da. We wszystkich dokumentach będzie twoje panieńskie nazwisko… Ha! Ha! Ha!” – zaśmiał się – „Jak głupio to brzmi, panieńskie nazwisko”
„Ha! Ha! Ha!” – zaśmiał się Gienek – „Za to nowe będzie bardzo do niego pasowało. Zenon Kutas. Ha! Ha! Ha! Bez s na końcu”
„Ha! Ha! Ha!” – podchwyciła Jadzia – „To było już w jakimś filmie. Tam jeden nazywał się Psikutas bez s na końcu”
„Zenek Kutas. Dobre to jest” – powtórzył Gienek
„Zamknij się debilu!” – krzyknęła matka tym razem w stronę Gienka. Wszyscy mniej lub więcej się chichotali. Nawet Andzię to rozbawiło.
„No, jak Zenuś?” – zapytała ze złośliwym uśmiechem – „Chcesz się nazywać Kutas? Jeśli tak, to pędź zamawiaj czas na ślub w urzędzie”
Wszyscy byli rozbawieni. Tylko Zenkowi zbierało się na płacz. Poczerwieniał na twarzy. Zacisnął pięści i po chwili wybuchnął z wściekłością
„Mam to wszystko głęboko w dupie!”
I zanim ktokolwiek zdążył zareagować pobiegł do przedpokoju, złapał kurtkę i wybiegł z domu. Gienek podbiegł do okna
„Pijany wsiadł do auta!” – zauważył – „Trzeba go zatrzymać!”
Mówiąc to wybiegł z domu, ale Zenek zdążył już odjechać
„To wszystko przez was. Jeszcze teraz jakieś nieszczęście się stanie” – narzekała matka
„Nic się nie stanie” – wtrącił Gienek – „Głupi ma zawsze szczęście”
Atmosfera zrobiła się ciężka. Wszystkim nagle ode chciało się żartować. Przez chwilę milczeli
„No i tak kurwa, skończyło się ratowanie Zenka” – spuentował sytuację ojciec
Jadzia podniosła się z kanapy i oznajmiła
„Na nas już czas. Chodź Gustawie pożegnamy się i idziemy”
„Ja też muszę iść” – stwierdziła Andzia – „Brajanku! Idziemy do domu”
Ale Brajanek nie odpowiadał
„Brajan! Słyszysz?! Idziemy już!”
Chwilę czekała na odzew
„Gdzie on się podział?”
Brajana nie było w pokoju. Andzia pamięta, że zaraz po odejściu od stołu udał się z panami do saloniku i podczas dyskusji nad metodami ratowania Zenka siedział w fotelu z wysokim oparciem i zajmował się telefonem. Fotel stał zwrócony w stronę telewizora i dla siedzących na kanapach przy kawowym stoliku Brajan był praktycznie niewidoczny, W czasie gorącej dyskusji nikt nie zwracał na niego uwagi. Teraz okazało się, że gdzieś się podział.
„Jest w toalecie!” – oznajmiła jego babcia
Andzia po chwili znalazła się pod drzwiami do toalety
„Jesteś tam Brajanku?” zapytała naciskając na klamkę
Drzwi były zamknięte. Brajan nie odpowiadał. Ponowiła pytanie bardziej zdenerwowanym głosem.
„Zaraz wyjdę” – usłyszała
Odetchnęła z ulgą. Po chwili ujrzała zapłakanego syna
„Co ci jest? Czemu płaczesz?”
„Nie płaczę, tylko…”
„Tylko co?”
„Wpadło mi coś do oka i siedzi”
„Pokaż”
Zaprowadziła go do kuchni i pod mocną lampą zaczęła zaglądać Brajanowi pod powieki. Nie był tym zachwycony. Próbował protestować. Po dłuższej chwili stwierdziła
„Nic nie widzę. Boli jeszcze?”
„Nie boli, pewno wyszło”
Andzia pomogła synowi przemyć oczy i wrócili do saloniku. Pożegnali się i wyszli do domu.
Na ulicy zatrzymała się na chwilę. Wyciągnęła telefon. Chciała wezwać taksówkę, ale szybko zrezygnowała z tego pomysłu. Pogoda była bardzo ładna. Stwierdziła, że spacer dobrze im zrobi.
Kiedy zbliżali się do domu już z daleka Andzia zauważyła dużą, ciężką sylwetkę ich volvo. Auto stało w szeregu innych aut przy chodniku przed ich klatką schodową. Odetchnęła z ulgą. Samochód stoi przed domem, a to oznacza, że Zenek szczęśliwie zajechał do domu. Przypomniała sobie słowa Gienka o tym, że głupi ma zawsze szczęście
„Coś w tym jest” – pomyślała
Po chwili była przy aucie i wtedy zauważyła, że cały przód volvo jest zniszczony. Blachy pogięte, reflektory rozbite, prawe koło dziwnie skręcone i coś cieknie z komory silnikowej. Około metr przed ich samochodem stało inne auto z bardzo rozbitym tyłem. Andzia zaszokowana patrzała na uszkodzenia
„Mamo!” – usłyszała Brajana – „Te dwa też są rozbite”
Odwróciła się w stronę syna. Brajan wskazał jej auta stojące na przedzie. Zorientowała się, że Zenek nie wyhamował i uderzył z dużą siłą w auto stojące przed domem, a ono z kolei uderzyło w to stojące przed nim, które z kolei uderzyło w jeszcze jedno. W ten sposób Zenek rozbił ich auto i trzy następne. Przez chwilę oglądała zniszczenia. Brajan coś do niej mówił, ale nie zwracała na to uwagę. Było w całej tej sytuacji coś co ją nie tyle zaniepokoiło, co zdziwiło. Nie było na ulicy ludzi. Była dopiero dziewiętnasta. Cztery rozbite samochody. Żadnych gapiów. Nie ma właścicieli aut, a przecież musieli usłyszeć dźwięk kolizji. Poznała dwa z rozbitych aut. To samochody sąsiadów z ich klatki schodowej.
„Tam stoi policja”
Brajan wskazał na samochód policyjny stojący po drugiej stronie ulicy.
„Chodźmy do domu”
Mówiąc to Andzia złapała syna za rękę i pociągnęła energicznie w stronę klatki schodowej.
Już na schodach usłyszeli podniesione głosy. Drzwi do ich mieszkania były otwarte. W środku było kilku mężczyzn. Wykrzykiwali coś jeden przez drugiego. Na chwilę zamilkli, gdy weszła do domu. W dużym pokoju dwaj policjanci przekonywali Zenka, aby dał się zbadać alkometrem
„Mówiłem, że nie chcę być badany” – upierał się Zenek – „Zapłaciłem tym panom za uszkodzone auta, więc jest po sprawie…”
„Pan pójdzie z nami dobrowolnie, czy mamy założyć kajdanki?” – zapytał policjant Andzia przysłuchiwała się bez słowa. Brajan objął ją w pasie i zaczął szlochać.
„Panowie! Wam też zapłacę!”
Zenek wyjął z kieszeni garść banknotów i próbował wcisnąć w rękę policjanta próbującego założyć mu kajdanki
„Próba przekupstwa” – stwierdził policjant – „Panowie będziecie świadkami”
Andzia zbliżyła się do Zenka
„Oddaj to!” – zażądała wyrywając mu banknoty z dłoni – „To nie twoje pieniądze, debilu”
Zanim policjanci zareagowali wsadziła rękę do kieszeni w Zenka spodniach i wyjęła resztę pieniędzy. Zaczęła je szybko liczyć. W tym czasie policjantom udało się założyć Zenkowi kajdanki. Trzej mężczyźni obserwowali w milczeniu ich zmagania. Andzia podeszła do szafy. Szybko stwierdziła, że nie ma w niej pieniędzy
„Gdzie jest reszta pieniędzy?!”
„Zapłaciłem panom za auta…” – odpowiedział Zenek
Chwilę się szarpał z policjantami, ale szybko im uległ. Wyciągnęli go na klatkę schodową.
„To my już pójdziemy” – odezwał się jeden z mężczyzn – „Do widzenia pani” Pospiesznie wyszli z mieszkania nie zamykając za sobą drzwi. Gdy Andzia doszła zamknąć je usłyszała dobiegające z dołu korytarza słowa
„Jebany milioner…”
Potem jeszcze coś niezbyt przychylnego o niej i jej rodzinie.
Zamknęła drzwi. Stała chwilę zamyślona. Nagle ruszyła zdecydowanie do pokoju syna. Brajan siedział wpatrzony nieruchomo w telefon
„Wyciągnij walizkę z szafy i spakuj swoje rzeczy”
Nie czekając na jego reakcję wyszła z pokoju, ale zaraz się wróciła
„Aha. Szkolnych książek nie pakuj” – dodała
„Jak to?” – zapytał zdziwiony
„Nie będą ci potrzebne. Wracamy do Anglii”
Potem zamknęła się w kuchni. Otworzyła swojego laptopa i zaczęła sprawdzać loty do Londynu. Po godzinie zdecydowała się na lot z Warszawy. Kupiła bilet dla siebie i syna. Odlot za trzy dni, w sobotę o trzynastej trzydzieści.
Zamknęła laptopa. Spojrzała na zegarek. W pół do dziesiątej. Mimo późnej pory zdecydowała się zadzwonić do matki.
„Mamuś, przyjdź do mnie teraz…Tak, wiem która godzina, ale musimy porozmawiać”
Matka wystraszyła się. Chciała się dowiedzieć co się stało.
„Jutro z rana wyjeżdżam z Brajanem z Bydgoszczy. Chcę się z tobą pożegnać i uzgodnić pewne sprawy…Nie. To nie jest na telefon”
Matka zgodziła się natychmiast przyjść.
Pół godziny później siedziały obie przy stole w kuchni. Andzia szybko wyjaśniła jej co zaszło i dlaczego podjęła decyzję o powrocie do Anglii.
„Czy musisz wyjeżdżać teraz przed świętami? Gdzie będziesz tam mieszkać? Przecież wszystko polikwidowaliście. Za co będziecie tam żyć?” – martwiła się matka
„Nie spaliłam za sobą mostów. Mój szef przyjmie mnie z powrotem z otwartymi ramionami. Byłam na tyle przezorna, że powiedziałam mu, iż z pewnością niedługo powrócę. A na początek zamieszkam u mojej przyjaciółki Sabiny. Ma duży dom. Przed wyjazdem jak się z nią żegnałam, powiedziała, że zawsze mogę się u nich na kilka dni zatrzymać. Potem wynajmę mieszkanie. W Sudbury jest dużo wolnych mieszkań. Nie będzie z tym problemu”
Wyjaśniła matce, że Zenek chyba zostanie wypuszczony jutro przed południem i że nie chce go spotkać, dlatego opuszcza z rana Bydgoszcz. Do odlotu zatrzyma się w Warszawie w hotelu
„Zaraz przeleję połowę pieniędzy ze wspólnego konta na swoje konto w angielskim banku. Resztę zostawię Zenkowi”
Matka chciała coś powiedzieć, ale Andzia ją uprzedziła
„Mamusiu, to mieszkanie przepisałaś na mnie. Zenek nie ma do niego prawa. Pozwolę mu w nim mieszkać do czasu, aż zmądrzeje i zdecyduje się połączyć ze mną w Anglii. Jeśli nie będzie chciał wracać, to zmuszę go, aby się stąd wyprowadził”
Potem się razem popłakały i wyściskały. Babka poszła pożegnać się do pokoju wnuczka. Wyszła z domu około pierwszej.
Po jej wyjściu Andzia sprawdziła co zapakował Brajan. Zaskoczona stwierdziła, że spakował wszystko co niezbędne. Chciała mu zrobić kolację, ale on stwierdził, że nie będzie jadł, więc zgnała go do łazienki i nakazała szybko iść do łóżka.
Potem zmieniła zdanie co do przelewania pieniędzy
„Jutro zrobię to w banku” – zdecydowała
Wyciągnęła z szafy dwie torby podróżne i zaczęła się pakować. O trzeciej nad ranem położyła się do łóżka.
Obudziła się o ósmej. Zrobiła śniadanie i zanim obudziła Brajana napisała krótki list do Zenka
„Kochany mój.
Piszę kochany, ponieważ w dalszym ciągu Cię kocham, ale zdecydowałam się powrócić do Sudbury przede wszystkim dla dobra naszego syna. Długo wierzyłam, że ułożymy sobie życie w Polsce tak jak mi to obiecałeś. Niestety, ostatnie kłopoty Brajana w szkole sprawiły, że utwierdziłam się w przekonaniu, iż przyjazd na stałe do Polski nie jest dobry dla Brajana. Twoje ostatnie wyczyny sprawiły, że ten przyjazd nie jest dobry dla mnie też. Wiem, że Ci się to nie spodoba, ale ja już zadecydowałam. Czekam na Ciebie w Sudbury. Zaczniemy wszystko od początku. Wzięłam połowę naszych pieniędzy z konta oraz tą gotówkę w funtach której nie zdążyłeś roztrwonić. Zwrócę pieniądze temu Khalidowi Khanowi i porozmawiam w banku. Może Cię nie będą ścigać. Brajan i ja czekamy na Ciebie. Gdybyś jednak zdecydował się zostać w Polsce, to życzę Ci abyś znalazł sobie żonę z ładniejszym nazwiskiem niż moje. Zbuduj jej Twój wymarzony dom i wyprowadź się z MOJEGO mieszkania.
Twoja Andzia”
List położyła na stole w pokoju. Obudziła syna. Zjedli śniadanie. Andzia raz jeszcze zadzwoniła do matki. Powiedziała, że chciałaby na kilka godzin zostawić u niej bagaże. Musi jeszcze załatwić kilka spraw na mieście i w szkole Brajana. Matka oczywiście się zgodziła. Andzia zamówiła taksówkę. Taksiarz podjechał pod dom piętnaście minut później. Zniosła z synem bagaże. Na dole stał ich rozbity samochód i samochody sąsiadów. Jacyś ludzie się przy nich kręcili. Fotografowali i robili jakieś szkice. Taksiarz wyszedł z auta i podziwiał zniszczenia. Wrócił do auta, gdy podeszła z bagażami
„Ale zdrowo przypieprzył. Musiał być tęgo napity” – skomentował widziane szkody. Nic nie odpowiedziała. Kazała się podwiesić do matki.
Brajan był niewyspany i chyba miał podwyższoną temperaturę. Postanowiły, że zostanie u babki. Wmusiły w niego szklankę mleka z miodem.
Jeszcze z mieszkania matki Andzia zadzwoniła do Brajana wychowawczyni. Powiadomiła ją o powrocie do Anglii. Poprosiła, aby wszystkie formalności z wypisaniem syna ze szkoły załatwiła z Jadzią. Potem udała się do miasta.
Przelanie stosunkowo dużej sumy pieniędzy do banku w Anglii zajęło trochę czasu, ale wszystko poszło bezproblemowo.
Z banku udała się do apteki. Kupiła lekarstwa dla Brajana. Pochodziła trochę bez celu po mieście. W końcu udała się na dworzec kolejowy. Sprawdziła odjazdy pociągów do Warszawy. Wybrała pociąg odjeżdżający o siedemnastej z minutami. Kupiła bilety i wróciła do matki. Zjedli obiad. Andzia zmierzyła Brajanowi temperaturę. Nie miał gorączki. Na wszelki wypadek zajrzała mu do gardła. Nie było zaczerwienione. Uspokojona zaczęła się żegnać z matką
„Pojadę z wami na dworzec” – zdecydowała matka
Zamówiły taksówkę. Na dworcu były pół godziny przed przybyciem pociągu z Gdańska do Warszawy. Matka jeszcze raz wyraziła swój żal, że Andzi nie będzie w Polsce w czasie świąt. Andzi też było z tego powodu smutno. Zaproponowała matce, aby przyjechała do niej do Anglii na święta. I tak rozmawiając szybko minął im czas oczekiwania na przyjazd pociągu.
A potem jak zwykle w takich sytuacjach. Ostatnie pocałunki. Odszukały swój wagon. Matka została na peronie. Oni otworzyli okno. Ostatnie słowa pożegnania i gdy pociąg ruszył machali przez chwilę do siebie rękoma.
Siedzieli sami w przedziale pierwszej klasy. Dopiero teraz Andzia odczuła ogromne znużenie. Brajan przez jakiś czas podziwiał widoki za oknem, ale szybko go to znudziło. Wyciągnął swój telefon i jak zwykle zajął się grą. Andzia przymknęła oczy i była bliska zaśnięcia, gdy nagle ostry dźwięk dzwonka telefonu sprawił, że natychmiast oprzytomniała. Nie był to jej telefon. To ojciec dzwonił do Brajana. „Gdzie jesteś?!” – usłyszała pytanie Zenka
„W pociągu” – odpowiedział Brajan
„W jakim pociągu, do cholery?!”
Andzia szeptem i gestami dała znać synowi, aby nie mówił dokąd jadą
„W pociągu do domu” – Brajan odpowiedział ojcu
„Co ty pieprzysz synu? Dawaj matkę”
„Mówiłam ci abyś się nie wyrażał do dziecka!” – krzyknęła w telefon odebrany Brajanowi
„Wracaj natychmiast do domu!”
„Właśnie to robimy. Tam jest nasz dom”
„Tak?!…A to pies cię jebał! Jedź, gdzie chcesz, Ale Brajan musi wrócić do mnie! To mój syn”
„No to zapytaj go, czy chce zostać z tobą w Polsce, czy wrócić do Anglii”
Oddała telefon synowi i w napięciu czekała na jego reakcję. Brajan nie mówił nic przez chwilę. Andzi wydawało się, że to wieczność. Już miała go upomnieć, aby powiedział coś ojcu, kiedy nagle Brajan się rozpłakał i przez łzy odezwał się do ojca
„Przyjedź do nas, tatuś…”
Nie doczekał się odpowiedzi. Ojciec przerwał połączenie. Brajan szlochał przez jakiś czas. Andzia pocieszał go mówiąc, że gdy ojciec się uspokoi to na pewno do nich przyjedzie.
Przez następne pół godziny jechali w milczeniu, a potem zadzwonił jej telefon. Ale to nie Zenek dzwonił tylko jego matka. Przez kilka minut bez słowa wysłuchiwała tyrady o tym jaka jest niedobra dla Zenka, ile w niej jest niewdzięczności za to wszystko co on dla niej zrobił i nie tylko on, ale cała rodzina. Przyjęli ją choć przyszła do nich z gołą dupą, a teraz taka podłość ich wszystkich spotyka z jej strony.
Andzia wysłuchiwała tego wszystkiego w milczeniu. W końcu matka Zenka się zmęczyła
„Masz natychmiast wracać!” – zażądała
„Nie wrócę” – odpowiedziała i przerwała połączenie.
Po chwili telefon znowu zadzwonił. Na wyświetlaczu pojawił się ten sam numer. Nie podjęła rozmowy. Wyłączyła telefon. Poprosiła syna, aby też wyłączył swój. Zrobił to bez słowa sprzeciwu. Resztę drogi spędzili przytuleni do siebie.
Na dworcu w Warszawie wzięli taksówkę. Tak właściwie to Andzia nie miała planu co do tego jak spędzić czas do odlotu. Nie znała Warszawy. Była w stolicy ze dwa razy z wycieczką w czasach szkolnych no i kilkanaście razy przejazdem z lotniska do dworca kolejowego
„To, dokąd jedziemy?” – zapytał taksiarz
Chwilę się zastanawiała
„Proszę nas zawieść do jakiegoś spokojnego hotelu blisko centrum”
„Hotel MDM…Może być?”
„Może być”
Andzia zgodziła się na propozycję kierowcy chociaż nie miała pojęcia co to za hotel i gdzie się znajduje. Po dwudziestu minutach byli w hotelu. Wzięła pokój na dwie noce. Wykupiła śniadania. Pokój bardzo jej się podobał. Przez okno rozpościerał się widok na plac Konstytucji. W recepcji dowiedziała się, że tuż obok, zaledwie dwieście metrów od hotelu jest przystanek metra. Będzie mogła szybko z Brajanem dostać się do centrum. Ale to dopiero jutro.
Teraz musi zadzwonić w kilka miejsc w Sudbury.
Najpierw zadzwoniła do swojej przyjaciółki Sabiny. Powiedziała jej, że powrót do Polski okazał się pomyłką. Sabina ucieszyła się, że Andzia wraca na stałe. Chciała dowiedzieć się, dlaczego Andzia uważa powrót do Polski za pomyłkę
„Dużo jest do opowiadania. Powiem ci jak się spotkamy. Teraz mogę ci tylko powiedzieć, że głównie to dla dobra Brajana. Nie znalazł się w tutejszej szkole” – wyjaśniła krótko
Tak jak przypuszczała będzie mogła się u niej zatrzymać. Sabina sama nie proszona przez Andzię zobowiązała się przyjechać po nią z mężem na lotnisko.
„Sabciu, nie trzeba. Przyjedziemy do Sudbury autobusem” – zaprotestowała Andzia – „Możesz najwyżej odebrać mnie na miejscu z dworca autobusowego. Nie będę musiała brać taksówki”
„Co ty mówisz. Przecież to będzie sobota. Roland nie będzie pracował. Laura też się ucieszy jak zobaczy Brajana, a ja będę miała okazję, aby połazić po sklepach w Londynie. Wyjedziemy wcześnie rano, a po zakupach odbierzemy was z lotniska”
Rozmowa z Sabiną trwała już niemal godzinę i trwałaby jeszcze dłużej, gdyby nie wtrącił się Brajan
„Głodny jestem”
Szybko zakończyła rozmowę z Sabiną. Uświadomiła sobie, że ostatni posiłek jedli u matki. Dochodziła dwudziesta pierwsza. Dzisiaj już nie będzie dzwonić do pracodawcy ani do szkoły w Sudbury. Najwyższa pora coś zjeść. Nie chcieli jeść w restauracji hotelowej. Wyszli na miasto. Bardzo szybko znaleźli restaurację McDonalda.
Andzia o tej porze dnia nie chciała dużo jeść. Kupiła sobie sałatkę z kurczaka za to Brajan zjadł dwa duże hamburgery z frytkami. Obawiała się, że nie będzie mógł po takim posiłku zasnąć, ale nie potrafiła odmówić dziecku. Za to po posiłku postanowiła zrobić dłuższy spacer po okolicy.
Do hotelu wrócili po dwudziestej trzeciej. Ani Brajan, ani ona nie mieli problemu z szybkim zaśnięciem.
Zaraz rano, po śniadaniu po powrocie do pokoju zadzwoniła do swojego pracodawcy w Sudbury. Ucieszył się, że wraca. Praca na nią czeka.
Potem zadzwoniła do szkoły. Dowiedziała się, że nie będzie żadnych problemów z tym, aby Brajan podjął na nowo naukę w tej samej klasie, którą niedawno opuścił. Rektor zapewnił ją, że Brajan otrzyma korepetycje i na pewno nadrobi stracone lekcje.
W czasie tej rozmowy telefon dał znać, że czeka ją kolejna rozmowa. To Zenek do niej dzwonił. Ucieszyła się mając nadzieję, że zmienił zdanie i zgodzi się na powrót do Anglii.
Jednak, gdy tylko się odezwała usłyszała jak bardzo Zenek się na niej zawiódł i jaka jest niewdzięczna za wszystko co dla niej zrobił. Chciała mu przerwać, ale nie pozwolił dojść jej do słowa. Co raz bardziej się rozkręcał. Posypały się groźby. Obiecał się z nią policzyć jak tylko się spotkają
„Do końca swojego życia, będziesz żałować tego co mi zrobiłaś!…”
Andzia przerwała połączenie i wyłączyła telefon. Siedziała przez chwilę milcząca. Zbierało jej się na płacz
„Mamo, co ci jest?” – usłyszała
„Ubieraj się. Pojedziemy obejrzeć Pałac Kultury”
Podczas gdy Brajan zaczął się szykować do wyjścia przeszła do łazienki. W lustrze zauważyła, że w kącikach oczu ma łzy. Otarła je i stanowczo postanowiła, że nie będzie płakać.
Po kilkunastu minutach wyszli z hotelu. Pojechali tramwajem, Marszałkowską aż do Świętokrzyskiej. Potem wrócili się spacerem na skos przez park i niebawem byli u podnóża Pałacu.
Oczywiście wjechali windą na taras widokowy. Brajan był zachwycony. Andzia marzła tam w wyraźnie odczuwalnym wietrze ostatnich listopadowych dni. Chciała jak najszybciej opuścić taras widokowy, ale nie mogła do tego przekonać syna. Dopiero obietnica kupna kebabu sprawiła, że zgodził się zjechać na dół.
Po zjedzeniu obiecanego kebebu udali się na zwiedzanie stolicy. Około szesnastej zjedli porządny obiad w restauracji na Starym Mieście i powrócili do hotelu. Na kolację wyszli tak jak poprzedniego dnia do McDonalda.
W sobotę obudziła się wcześnie, mimo, że nie musiała. Odlot mają dopiero o trzynastej trzydzieści. Po cichu, tak aby nie obudzić Brajana spakowała swoje i jego rzeczy. Dopiero wtedy go obudziła. O dziewiątej zeszli na śniadanie. Potem w recepcji poprosiła o zamówienie taksówki. Uregulowała rachunek i wymeldowała się z hotelu.
Na lotnisku byli dużo za wcześnie. Andzia przy odpowiednim stanowisku oddała swoje bagaże rejestracyjnę. Na pokład weźmie tylko bagaż podręczny i Brajana plecaczek. Czas na odprawę paszportową spędziła czytając kupione na lotnisku polskie czasopisma dla kobiet. Brajan, jak zwykle grał jakąś grę na telefonie. Aby uniknąć ewentualnych rozmów z ojcem, miał włączony w telefonie tryb lotniczy.
W końcu przez głośniki wezwano pasażerów odlatujących do Londynu do odprawy paszportowej. Odprawę przeszli bez problemowo. Lot również nie sprawił im niespodzianek.
W Londynie przywitała ich deszczowa pogoda. Szybko udało im się odebrać bagaże. Kontroli paszportowej i celnej praktycznie nie było. Po kilkunastu minutach Andzia znalazła się w objęciach Sabiny. Po wzajemnym wyściskaniu się wszystkich z wszystkimi Roland zajął się ułożeniem bagaży na wózku i przewiezieniem ich na parking. Musiały mu w tym pomóc. Roland jest dużo starszy od Sabiny i ma uszkodzony kręgosłup. Rusza się jeszcze bardzo dobrze, ale w zasadzie nie może nic dźwigać. Na ten wyjazd po Andzię, Roland wziął z firmy samochodowej w której jest szefem, małego bussa. Nie było więc problemu załadować bagaże. Wszyscy mieli wygodne miejsca.
Brajan i Laura usiedli na kanapie w tyle pojazdu. Od momentu ich spotkania Brajan bardzo się ożywił. Z ciągle ponurego i zamkniętego chłopca w mgnieniu oka stał się radosnym i bardzo rozgadanym chłopakiem. Cały czas opowiadał Laurze jak źle jest w polskiej szkole i jak bardzo chciał wrócić do Anglii. Laura słuchała go z zaciekawieniem od czasu do czasu zadając jakieś pytanie. Oczywiście Brajan mówił tylko po angielsku. Laura mająca polską matkę i ojca Walijczyka w zasadzie posługiwała się tylko angielskim. Rozumiała co się do niej mówi po polsku, ale nie mogła przebić tej niewidzialnej bariery i zacząć mówić w tym języku. W jej rodzinie, poza matką, nikt nie mówił po polsku. Cała rodzina matki mieszka w Wadowicach i jest bardzo z matką skłócona. Nie odwiedzają się od lat. Laura jest o rok starsza od Brajana i chodzi to tej samej szkoły co on.
Czas jazdy z lotniska do obszernego domu państwa Rolanda i Sabiny Colins upłynął im bardzo szybko. W domu czekały na nich przygotowane dwa nieduże pokoiki gościnne na piętrze pod mansardowym dachem. Podczas gdy Andzia przenosiła i rozpakowywała bagaże Sabina i Roland szykowali wczesną zimną kolację. Kolacja przeciągnęła się do późna. Podczas gdy dorośli zajęci byli sobą, dzieciaki szybko odeszły od stołu i usiedli przed telewizorem w pokoju obok.
Następnego dnia, w niedzielę wszyscy wstali bardzo późno. Śniadanie zjedli koło południa. Andzia bardzo chciała zobaczyć ich stary dom, w którym mieli na pierwszym piętrze mieszkanie. Miała nadzieję, że wszyscy wybiorą się z nią na spacer. Jednak mglista bardzo dżdżysta pogoda nikogo na wyjście z domu nie zachęciła. Odradzali jej ten spacer. Proponowali przejażdżkę autem po południu. Jednak ona nie chciała czekać do popołudnia i wybrała się na ten spacer sama. Po półgodzinie stała przed celem spaceru. Przeszła na drugą stronę ulicy. Stamtąd miała nadzieję popatrzeć w okna swojego dawnego mieszkania. Pierwsze co zauważyła, to brak firanek, Pamięta, że zostawili je dla nowego właściciela. Pomyślała, że jeszcze robią remont mieszkania, chociaż pamięta, że kupujący bardzo był zadowolony, w czasie oglądania mieszkania. Nawet ją pochwalił. Podobało mu się, że jest takie zadbane i czyste
„No, może żonie się nie podobało” – pomyślała
Nie było jej, gdy pokazywali mieszkanie.
Stała jeszcze chwilę i już miała wracać, gdy zauważyła ruch za oknem. Wydawało jej się, że widzi gestykulujących mężczyzn. Chyba trzech. Zaciekawiło ją to. Być może Khalid Khan jest w domu. Może dobrze byłoby poprosić go o rozmowę. Może wyjaśni jej co właściwie zarzuca Zenkowi. Tylko chwilę się nad tym zastanawiała. Ruszyła zdecydowanym krokiem do klatki schodowej. Po chwili stała pod drzwiami naciskała dzwonek. Intensywne głosy w niezrozumiałym dla niej języku dobiegające zza drzwi natychmiast ucichły. Nikt jednak nie podszedł wpuścić ją do środka. Jeszcze dwa razy dzwoniła i czekała na reakcję. Po chwili doszły ją spoza drzwi jakieś szepty. Zaczęła się niepokoić. W momencie, gdy się odwróciła, aby odejść drzwi się otworzyły. Stał w nich niewysoki młody mężczyzna z bardzo rzadkim zarostem. Pomyślała, że to Wietnamczyk. Widziała ten typ urody na targu tutaj w Sudbury. Wysiliła się na uśmiech i zaczęła wyjaśniać, że chciałaby się widzieć z właścicielem mieszkania. Szybko zorientowała się, że mężczyzna nie rozumie o co jej chodzi. Przywołał dwóch innych. Chwilę o czymś rozmawiali ze sobą. Ona w tym czasie ciekawie zaglądała do środka. Dużo nie zobaczyła. Jednak wystarczająco, aby stwierdzić, że mieszkanie jest od dawna nie posprzątane. Doszedł do niej ostry zapach egzotycznych przypraw połączony z charakterystycznym kwaśnym zapachem brudnej, przepoconej pościeli. Jeden z mężczyzn spróbował powiedzieć do niej coś po angielsku, ale ona nic nie zrozumiała. Zaczęła powtarzać wyraźnie nazwisko właściciela
„Khalid Khan…Khalid Khan…”
W końcu jeden z nich zareagował
„Aaaa! Tomorrow, tomorrow”
I zatrzasnął przed nią drzwi.
Zrezygnowana zbliżyła się do schodów. Wtedy otworzyły się drzwi mieszkania sąsiadów z naprzeciwka
„Widzę, że jesteś z powrotem”
Emma, sąsiadka zatrzymała ją szeptem. Przywitały się serdecznie. Emma zaprosiła ją do środka. Zaproponowała kawę. Potem, długo ze sobą rozmawiały.
Andzia dowiedziała się, że po wyjeździe Zenka nowy właściciel wcale się nie wprowadził, ale zaraz następnego dnia sprowadził kilku młodych mężczyzn. Niby było spokojnie, żadnych awantur czy libacji. Za to na schodach dzień i noc jest duży ruch. Nawet w środku nocy podjeżdżają jakieś samochody, wyładowują pakunki, przywożą i zabierają stąd ludzi
„Bardzo dużo ludzi przewinęło się przez wasze mieszkanie” – Emma zrobiła pauzę – „Miarka się przebrała tydzień temu. Wiesz, oni gotują tam jakieś duże ilości potraw. Nie mam nic przeciwko tym różnym daniom chińskim czy innym azjatyckim, ale co za dużo to nie zdrowo. Cały dom przesiąkł zapachami przypraw…Ale nie to chciałam powiedzieć…Jakiś tydzień temu, o trzeciej nad ranem obudził nas okropny hałas. Mój wyskoczył na korytarz. Okazało się, że od was wynosili duży kocioł jakiegoś gulaszu, czy czegoś podobnego i wywalili się z tym na schodach. Smród był nie do wytrzymania…”
„Każdemu może się to zdarzyć” – wtrąciła Andzia
„Tak. Oczywiście. Ja czy ty byśmy po sobie posprzątały, ale oni podnieśli się i wzięli dupy w troki i cały ten bajzel zostawili. Ich kumple stali w drzwiach mieszkania i rechotali. Nasz gospodarz rano dobijał się do nich. Otworzyli drzwi. Domagał się, aby posprzątali. I wiesz co? Zrzucili go ze schodów. Złamał nogę. Pogotowie zabrało go do szpitala. Przyjechała policja. Wyprowadziła od was pięciu typków…Dwa dni nikt tego nie sprzątał ze schodów. W końcu przyjechała ekipa sprzątaczy i zrobili porządek, ale zapach czuć do dzisiaj”
„Jutro tu przyjdę. Chcę rozmawiać z tym co od nas kupił to mieszkanie. Powiedzieli mi, że on będzie tu jutro” – przerwała jej Andzia
„Wątpię, aby przyszedł. On tylko przywozi tu ludzi i jakieś pakunki. Po tym jak spuścili po schodach gospodarza policja przyjeżdża tu niemal co dzień. Szukają świadków. Przesłuchiwali wszystkich sąsiadów. Tego co od was kupił to podobno nawet zamknęli na krótko, ale nie wiem czy to w tej sprawie”
Rozmawiali jeszcze jakiś czas. Andzia powiedziała jej, że wróciła na stałe ze względu na dobro syna i że na razie zamieszka u przyjaciółki. Potem się pożegnała i wróciła do domu.
Opowiedziała Sabinie i Rolandowi o wizycie w starym mieszkaniu i o tym co opowiedziała jej sąsiadka.
„Nie idź tam jutro” – Radziła Sabina – „Co ci da ta wizyta. Mieszkanie nie jest już twoje. Nie wtrącaj się w to co oni tam robią. Jeszcze przydarzy ci się jakieś nieszczęście”
„Muszę tam iść i spotkać tego Khalida Khana”
„Dlaczego”
„Muszę oddać mu pieniądze”
W ten sposób Andzia poczuła się w obowiązku opowiedzieć im w szczegółach o tym, że Zenek najprawdopodobniej oszukał kupującego
„Nie jest dobrze” – stwierdził Roland – „Nie powinnaś iść na to spotkanie sama”
„Ja z nią pójdę” – zdecydowała Sabina
„Ty jej nie pomożesz. Nie jesteś prawnikiem” – stwierdził Roland
„Nie mam pieniędzy na adwokatów. Oddam mu to co Zenek jest mu winien, on mi pokwituje i to wszystko” – stwierdziła Andzia
„No, właśnie, że nie wszystko. Wiem jak skomplikowane są umowy sprzedaży i kupna samochodów. Ile jest pułapek prawnych, a wasza spraw wygląda na bardzo skomplikowaną, no i chodzi o dużo większe pieniądze…”
„Ty też nie jesteś prawnikiem. Nie strasz jej” – przerwała Sabina – „Poproś Rogera, on najlepiej jej wyjaśni co robić”
„Kto to jest Roger?” – zainteresowała się Andzia
„Brat Rolanda. Jest prawnikiem” – wyjaśniła Sabina
Potem zwróciła się do męża
„Zadzwoń do niego. Niech przyjdzie na osiemnastą na kolację”
Roger Colins przyjechał punktualnie o osiemnastej. Zostali sobie przedstawieni
„Andżelika, czy to nie to samo co Angela?” – zaciekawił się Roger.
„Chyba to samo” – odpowiedziała Andzia – „Ale mów mi Andzia”
„Andża” – spróbował wymówić – „Trudne do wymówienia. Wolałbym mówić do ciebie Angela”
„Możesz mówić Angela, skoro ci łatwiej”
Powiedział jej, że jest radcą prawnym w miejscowym przedsiębiorstwie handlowym i że mieszka w pobliżu.
Już w czasie kolacji Roland zaczął wyjaśniać bratu o co chodzi. Andzia przysłuchiwała się ich rozmowie przy stole, ale nie słuchała uważnie. Skupiła się na obserwowaniu Rogera. Wysoki, zupełnie nie podobny do brata. Dużo młodszy. Oceniła, że musi być w jej wieku, lub nieco starszy
„Szalenie przystojny” – stwierdziła w myślach
Po kolacji usiadł z Andzią na kanapie i zadał jej kilka pytań na temat sprzedaży mieszkania. Zdziwił się, że Andzia nie ma ze sobą umowy sprzedaży. Pytał się czy ją czytała. Wtedy uświadomiła sobie, że Zenek nigdy nie pokazywał dokumentów związanych z mieszkaniem. Nigdy jej takie sprawy za bardzo nie interesowały.
„Niedobrze, że nie masz tej umowy” – stwierdził Roger
„Mam list z banku do Zenka. Zaraz ci przyniosę”
Pobiegła na górę. Szybko odszukała list i pokazała Rogerowi.
Przeczytał uważnie
„Mogę to zatrzymać do jutra?”
„Oczywiście”
„Mam kolegę w tym banku. Postaram się dowiedzieć o co chodzi”
„Nie chciałabym zawracać ci głowy. Nie będę mogła się odwdzięczyć”
„To błahostka. W każdym razie nie idź na spotkanie z tym…Jak mu tam”
„Khalid Khan”
„No, właśnie. Nie idź tam sama. Pójdziemy razem po szesnastej, Przyjadę po ciebie po pracy” – stwierdził stanowczo
„Ha! Ha! Ha!…Zauważ, że to nie jest propozycja. To polecenie” – Roland ze śmiechem zwrócił się do Andzi
„Radzę ci nie odmawiać” – dodała Sabina
Andzia nie odmówiła.
W poniedziałek przed południem poszła z Brajanem do jego starej szkoły.
Podczas gdy ona załatwiała formalności związane z ponownym przyjęciem go do szkoły, on pobiegł do swojej klasy. Wychowawca pozwolił mu zostać na lekcjach. Andzi bardzo to pasowało. Prosto ze szkoły udała się do restauracji, w której pracowała. Szef ucieszył się, gdy mu powiedziała, że może zacząć pracę od zaraz. Uzgodnili, że rozpocznie od następnego poniedziałku. Bardzo jej to pasowało. Będzie miała czas poszukać nowego mieszkania i załatwić sprawy w banku, oraz dogadać się z Khalidem. Potem pochodziła trochę po mieście. Zajrzała na targ. Miała nadzieję, że może tam spotka Khalida, ale przy jego stoisku z warzywami byli jacyś inni azjatyccy sprzedawcy. Zapytała o niego. Odpowiedzieli, że przyjeżdża tu często, dostarcza nowy towar i się z nimi rozlicza. Oni pracują dla niego.
Wróciła do domu. Sabina zrobiła kawy i usiadły pogadać o wszystkim i o niczym. Ale Andzia mimowolnie wracała do jednego tematu. Chciała się dowiedzieć coś więcej o Rogerze
„Już wczoraj, zauważyłam, że cię zainteresował” – zauważyła Sabina
„Nie, to nie to co myślisz” – speszyła się Andzia – „Tylko, skoro mam się z nim spotkać, to chciałabym wiedzieć coś więcej o nim. Wiesz…Żeby było o czym rozmawiać…Tylko tyle”
„Dobra, dobra. Nie tłumacz się. Widziałam jak wczoraj na niego patrzyłaś. On też bardzo szybo zgodził się ci pomóc. To u niego nie jest normalne. Zwykle siedzi w biurze do późna”
Potem Andzia dowiedziała się, że Roger ma czterdzieści lat, że jest wdowcem. Żona zmarła jakiś rok temu na raka. Nie mieli dzieci. On mieszka sam w dużym domu kilka przecznic stąd.
Rozmowę przerwało im przyjście dzieci ze szkoły. Brajan i Laura przyszli razem. Andzia dowiedziała się, że Brajan zaczyna już od jutra i że w szkole czekają na niego wszystkie książki i zeszyty.
Tuż przed szesnastą przyjechał Roger. Andzia akurat była sama w salonie
„Cześć Angela. Jak minął dzień?”
„Jeszcze nie minął. Najważniejsza część przed nami” – odpowiedziała
„Tak, oczywiście. Ale zanim tam pojedziemy muszę cię wprowadzić w to co się dowiedziałem”
Wyciągnął notatnik. Chwilę coś w nim czytał i zaczął mówić.
Andzia dowiedziała się, że tak na dobrą sprawę to nie jest całkiem pewne czy ich mieszkanie zostało sprzedane
„W świetle prawa oczywiście” – powiedział – „Przykro to mówić, ale mają tam w tym banku niezły bałagan. Mój przyjaciel, który tam pracuje, odszukał dokumenty związane z tym mieszkaniem. Nie mógł pojąć, jak to się stało, że wasza pożyczka hipoteczna została przepisana na tego…Jak mu tam…”
„Khalid Khana” – przypomniała mu Andzia
„No, właśnie. Nigdzie niema jego zgody na przejęcie pożyczki. Gdy przyszło do niego pierwsze avi o konieczności spłaty raty, przyszedł do banku i twierdził, że zapłacił całą sumę za kupno mieszkania. Przedstawił umowę zawartą między tym twoim, a nim. Tak nawiasem mówiąc, jedną stroną w tej umowie powinnaś być ty i ten twój Zenon, a drugą stroną ten…Tak, tak. Pamiętam…Khalid”
Roger uprzedził Andzię, widząc, że chce mu pomóc przypomnieć nazwisko kupującego
„Też mnie się wydawało, że powinnam podpisać umowę, ale Zenek przekonał mnie, że prościej i szybciej będzie jak tylko jedna osoba zajmie się sprzedażą…Wiesz, nie jestem prawnikiem” – wyjaśniła
„Dlatego w takich sprawach konieczne jest zaangażowanie fachowców, maklerów mieszkaniowych”
„Chcieliśmy uniknąć pośredników i zaoszczędzić pieniądze. Khalid też się na to zgodził”
„No i teraz okazuje się, że w świetle prawa to ta transakcja jest najprawdopodobniej nie ważna”
„Najprawdopodobniej?”
„Tak. Jeszcze trzeba sprawdzić kilka jej aspektów. W banku już się tym zajmują. Ja niestety nic więcej nie mogę zrobić…”
„Dużo zrobiłeś” – przerwała mu – „Dziękuję ci. Dalej będę sama z tym…”
„Nie. Nie. Nie. Nie zrozumiałaś mnie” – tym razem on jej wszedł w słowo – „Nic więcej nie mogę zrobić, ale to nie znaczy, że ci nie pomogę. Proponuję nakłonić go, aby odstąpił od chęci kupna”
„Ale on już kupił!”
„Nie w świetle prawa. Jeśli się zgodzi, a przypuszczam, że jak mu przedstawimy jak się sprawy mają, to powinien się zgodzić. Więc jak się zgodzi, to oddasz mu pieniądze”
„I tak miałam oddać”
„Wiem. Mówiłaś nam wczoraj. Tak więc oddasz je. Bank zgodzi się abyś dalej spłacała pożyczkę hipoteczną. Uzgodniłem już z nimi, że nie obciążą cię za ten czas, kiedy pożyczka była nie spłacana. Uznali, że to ich wina z powodu bałaganu i niedopilnowania prawidłowości zawartej umowy”
„A co z Zenkiem? Będą go ścigać?”
„Nie wiem. Zajmiemy się tym później”
W tym momencie weszła Sabina
„O! widzę, że wy sobie gruchacie w najlepsze”
„Nie gruchamy, tylko szykujemy się do wyjścia spotkać tego, jak mu tam…” – Roger znów zapomniał nazwiska
„Khalida Khana” – dokończyła Andzia
„No, właśnie. Po powrocie wszystko wam opowiemy” – dodał Roger – „Chodź Angelo. Na nas już czas”
Nie odjechali daleko od domu, gdy zadzwonił Andzi telefon. Dzwonił Zenek. Roger nie rozumiał o czym Andzia rozmawia z Zenkiem, ale zauważył, że bardzo jest przy tym wzburzona. Zatrzymał samochód i czekał w milczeniu aż skończy rozmawiać. Rozmowa nie trwała długo. Andzia się popłakała. Roger taktownie nie pytał o co chodzi. Podał Andzi kilka chusteczek papierowych. Po chwili doszła do siebie. Przeprosiła za to, że musiał być światkiem jej awantury z Zenkiem. On w dalszym ciągu nic nie mówił. Andzia już uspokojona spojrzała mu w oczy i zdecydowała się powiedzieć o co chodzi
„On żąda abym wróciła do Polski…Powiedział, że wybaczy mi, jeśli wrócę przed świętami”
„Chcesz wracać?”
„Nie! Absolutnie nie”
„To w czym problem?”
„Zagroził, że odbierze mi dziecko. Wystąpi do sądu o odebranie praw rodzicielskich…Boję się”
„Nie bój się. Odebranie praw rodzicielskich nie jest proste”
Nic nie odpowiedziała. Roger zastartował motor.
Po kilku minutach stanęli pod jej starą klatką schodową. Khalid Khan otworzył drzwi. Poznał ją. Na powitanie powiedział znacząco
„Aha! Nareszcie pogadamy sobie…A gdzie jest ten oszust?!”
spojrzał przy tym na Rogera, który w niczym nie przypominał mu Zenka
„Ja go zastąpię w rozmowie. Możemy wejść?”
I zanim Khalid zdążył coś odpowiedzieć, Roger przekroczył próg. Zaskoczony Khalid nie protestował, przeciwnie, szerokim gestem ręki zaprosił do środka. Przeszli do saloniku. Andzia rozejrzała się ciekawie po znajomym wnętrzu. Zauważyła, że nic się w nim nie zmieniło. Było tylko nie posprzątane i panował nieprzyjemny zaduch. Khalid wskazał im miejsce na kanapie. Zanim usiedli zrzucił z kanapy jakieś pakunki. Usiedli. Khalid krzyknął coś w stronę korytarzyka prowadzącego do następnych pokoi i łazienki. Po chwili wyszli stamtąd trzej młodzi mężczyźni. Andzia poznała, że to ci sami którzy byli tu wczoraj. Khalid mówił coś do nich podniesionym głosem. Po chwili wynieśli się z mieszkania. Gdy tylko zamknęli za sobą drzwi Khalid zwrócił się do Andzi
„Oddaj mi moje pieniądze oszustko!…”
„Zaraz!” – przerwał mu energicznie Roger
„Nie pozwolę abyś obrażał moją…” – zawahał się chwilę – „Moją narzeczoną”
Zaskoczony Khalid przez chwilę nie wiedział, jak zareagować
„Jak nazwać to co zrobili? Ona i ten jej… Wspólnik. Sprzedali mi to mieszkanie. On, ten co dostał ode mnie pieniądze powiedział, że mieszkanie nie jest zadłużone, a teraz bank domaga się żebym spłacał ich kredyt. Czy to nie jest oszustwo”
„Siadaj i uspokój się” – zaproponował Roger – „Wszystko ci wyjaśnimy”
Wyjaśniali przez ponad godzinę. A właściwie to Roger wyjaśniał. Andzia z początku starała się śledzić wszystko co Roger mówił Khalidowi, ale zaraz na początku zgubiła się w jego argumentacji.
Khalid Khan chyba od samego początku nie rozumiał, dlaczego umowa kupna jest nieważna. Próbował protestować i przedstawiać swoje racje, ale Roger zasypał go masą paragrafów dotyczących oszustw podatkowych. W końcu przedstawił mu jakich konsekwencji może się spodziewać w związku z tą nielegalną umową
„Zapłaciłeś opłatę skarbową?” – zapytał Roger
„Jaką opłatę?” – zapytał wystraszony Khalid
„Umowy dotyczące handlu nieruchomościami są opodatkowane. Należy zapłacić odpowiednią opłatę skarbową…”
„Niech ja tylko dorwę tego skurwysyna, który mnie oszukał, to ja mu…” – wybuchnął Khalid
„Uspokój się!…Nic mu nie zrobisz. On jest zatrzymany. Módl się, aby za dużo nie mówił”
„To co ja mam robić?! Straciłem pieniądze i co? Teraz okazuje się, że mieszkanie nie jest moje.” – Khalid nagle przerwał.
Widać było, że jakaś myśl wpadła mu do głowy. Po chwili ze złowrogim błyskiem w oczach przeszedł do aktywnej obrony
„Chwileczkę, a właściwie to ty w jakiej roli tu jesteś? Masz jakieś upoważnienia, aby twierdzić, że umowa jest nieważna? Dlaczego my w ogóle o tym rozmawiamy?! Ja chcę tylko zwrotu pieniędzy. To jest prawie dwie trzecie sumy jaką zapłaciłem tym oszustom…”
„Uspokój się! Myśmy w tym celu przyszli. Chcemy się z tobą dogadać i zwrócić pieniądze które ci się należą”
„No to tak trzeba było mówić od początku”
„Ale zanim tu przyszliśmy byliśmy w banku. Tam wszystko sprawdzono i stwierdzono, że tak jak ci to przedstawiłem, umowa jest nieważna. Zanim ci zwrócimy pieniądze, proponuję abyś poszedł z nami do banku. Tam wszystko tobie wyjaśnią. Zapłacisz należny podatek wraz z odsetkami. Potem może uda się sporządzić nową umowę, tym razem tylko z obecną tutaj właścicielką tego mieszkania. Opłacicie nowe opłaty…”
„Zaraz, zaraz. Jakie nowe opłaty?!”
„Od nowej, tym razem legalnej umowy. Pieniądze tobie należne wpłacimy na twoje konto, a ty zapłacisz za mieszkanie, tym razem legalnie, a nie pieniędzmi zarobionymi na czarno”
„Nie, nie, nie. Mnie się to nie podoba. Mam adwokata w rodzinie. Muszę się z nim naradzić”
„Świetnie! Zrób to. Zabierz go też do banku, a potem przyprowadź go na spotkanie z nami. Okej?”
„Muszę zadzwonić”
Khalid rozmawiał przez kilka minut z kimś w niezrozumiałym języku. W tym czasie Andzia szeptem rozmawiała z Rogerem. Powiedziała mu, że ma już dość przebywania tutaj. Boli ją głowa od nieznośnego zapachu mieszkania
„Miałeś go nakłonić, aby odstąpił od umowy, a ty chcesz abym podpisała nową umowę…Nie rozumiem o co ci chodzi. Prowadzisz jakąś grę z nim?” – zapytała Andzia
„Można to nazwać grą. Tak jak ci mówiłem chcę go nakłonić, aby odstąpił od tej umowy, ale muszę postępować ostrożnie. Zaufaj mi”
„Ufam ci”
Khalid skończył rozmowę.
„Okej. Będę gotowy do dalszej rozmowy pojutrze. Spotkajmy się tutaj o osiemnastej. Pasuje wam?”
„Dlaczego nie w banku? Podpiszemy nową umowę i zakończymy wszystko”
„Nie wiem, czy podpiszemy nową umowę. Nie mam zaufania…”
„To w takim razie” – przerwał mu Roger – „Mamy dla ciebie propozycję. Odstąp od tej umowy. Oddamy ci wszystkie pieniądze, a ty oddasz mieszkanie”
„W gotówce oddamy” – dopowiedziała Andzia dla zachęty
„Ale…”
„Nie musisz odpowiadać teraz” – wszedł mu w słowo Roger – „Naradź się z tym twoim adwokatem i spotkamy się tak jak zaproponowałeś pojutrze, to jest w środę ósmego grudnia tu w tym mieszkaniu o osiemnastej”
„Dobrze” – zgodził się wyraźnie zmęczony Khalid
Ósmego grudnia spotkali się tak jak się umówili. Khalid był sam. Oznajmił od razu na początku, że odstępuje od umowy
„Przemyślałem sprawę. To nie jest tak, że się boję. Że umowa jest nieważna. Nie. Mam dosyć sąsiadów. To są rasiści. Nie lubią mnie. Ciągle wzywają policję. Jak tylko ktoś do mnie przyjdzie, to wzywają radiowóz.”
Jeszcze kilka minut użalał się na to jak rasistowska jest cała okolica. W końcu powiedział, że jak tylko dostanie z powrotem swoje pieniądze to wycofuje się z transakcji.
Roger i Andzia wyrazili zadowolenie z jego decyzji, ale zanim przejdą do pieniędzy chcieliby obejrzeć dokładnie całe mieszkanie.
Potem zaczęli negocjować sumę jaką są mu winni. Roger stwierdził, że mieszkanie jest bardzo zapuszczone, meble uszkodzone, część umeblowania brakuje. Andzia stwierdziła, że aby usunąć mocny zapach przechowywanych w mieszkaniu przypraw, musi zamówić specjalistyczną firmę zajmującą się dezynfekcją mieszkań. Khalid protestował. Twierdził, że z chwilą przekazania kluczy mieszkanie będzie wysprzątane.
W końcu uzgodnili, że teraz w ramach zaliczki zwrócą mu połowę sumy, a resztę w dniu odbioru kluczy. Roger przedstawił mu przygotowane wcześniej dokumenty do podpisu. Khalid podpisał je bez wahania. Pokwitował odbiór pieniędzy.
Umówili się na odbiór kluczy na sobotę osiemnastego grudnia.
Pół godziny później zadowoleni wrócili do domu Sabiny i Rolanda. Opowiedzieli co załatwili. Andzia stwierdziła, że jest bardzo zadowolona i wdzięczna Rogerowi za pomoc. Bez niego nic by nie załatwiła. Roger stwierdził, że to dopiero półmetek sprawy. Czekają ich jeszcze negocjacje z bankiem, ale że i tak warto ten półmetek uczcić i dlatego zaprasza wszystkich do restauracji.
Roland spojrzał na Sabinę
„Dziękujemy, ale my zostaniemy w domu” – odpowiedział na zaproszenie „Pomożemy dzieciom w lekcjach” – Dodała Sabina
„Ale my nie mamy żadnych lekcji!?” – oznajmiła Laura
„Nie szkodzi” – odpowiedział Roland – „Powtórzymy ostatnie lekcje. Przyda się wam”
„Jak nie możecie to trudno. Mam nadzieję, że ty Angelo nie odmówisz”
Nie odmówiła
W najdroższej restauracji w Sudbury spędzili czas aż do zamknięcia. Najpierw Roland przedstawił jej plan dalszego działania. Sprawę z Khalidem uważał za zakończoną. Teraz należało opracować plan postępowania z bankiem. Andzia stwierdziła, że nie ma najmniejszego pojęcia jak ma postępować
„Ja się tym zajmę. Ty będziesz mi towarzyszyć i postępować, tak jak ci podpowiem. Zaufaj mi. Będzie dobrze”
„Ufam ci”
To zaufanie Andzi do Rogera nie było jednostronne. Dowiedziała się, że on też jej ufa. Od śmierci żony raczej unika ludzi. Poświęcił się całkowicie pracy. Czasem spotyka się z bratem i bratową, ale od czasu jak ją ujrzał poczuł, że coś się zaczyna zmieniać w jego życiu.
„Roger, ja mam syna z moim Zenkiem…” – przypomniała mu
„Źle mnie zrozumiałaś Angelo. Chciałem tylko powiedzieć, że jest mi bardzo dobrze, gdy jestem przy tobie…To mi wystarcza”
Potem opowiadali o sobie, o dzieciństwie i czasach szkolnych. Andzia mówiła o mieszkaniu w Bydgoszczy i że chciałaby mu pokazać swoje rodzinne miasto. Roger nigdy w Polsce nie był i chętnie zobaczyłby jej ojczyznę w jej towarzystwie.
Było dobrze po północy odwiózł ją do domu. Umówili się na następny dzień. Przyjedzie po nią po szesnastej. Pożegnali się serdecznie.
Następne dwa dni Roger wziął wolne. Załatwili pomyślnie sprawy w banku, w zakładzie energetycznym i związane z ubezpieczeniem. Mieszkanie w całości zostało przepisane na nią. Andzia przypomniała Rogerowi, aby załatwił z bankiem odstąpienie od żądania przesłuchania Zenka. Roger dostał taką obietnicę od banku. Zenka dług został dopisany do hipoteki. Miesięczna rata spłaty pożyczki była wysoka, ale Andzia obliczyła, że to co zarobi w restauracji wystarczy dla niej i Brajana na życie. Liczyła na to, że gdy Zenek wróci, a ciągle w to wierzy, to podejmie pracę i wtedy pracując we dwoje nie będzie im źle.
W najbliższą sobotę Roger zaprosił wszystkich do restauracji. Tym razem brat i bratowa nie odmówili. Brajan i Laura też im towarzyszyli. Było bardzo miło.
Na koniec wizyty w restauracji Roger oznajmił, że ma niespodziankę dla Brajana i Laury. Otóż kupił cztery bilety na jutro, na wędrówkę po Londynie szlakiem Harry Pottera. Będą oprowadzani przez przewodników. Zobaczą miejsca, które zapewne znają z książek i filmów o Harrym. W ramach wędrówki jest zwiedzanie Warner Bros Studio, w którym nakręcano te filmy. Zobaczą tam kulisy i dekoracje w których te filmy powstawały. Można tam kupić pamiątki, a nawet część oryginalnych kostiumów z tych filmów. Dzieciaki bardzo się ucieszyły.
„Ale uwaga!” – Roger dramatycznie zawiesił głos – „Musimy jutro wcześnie wyjechać do Londynu. Wędrówka zaczyna się o dziesiątej i trwa siedem godzin. Tak więc dzieciaki. Zaraz po powrocie do domu kładźcie się wcześniej spać”
Czwartą osobą dla której kupił bilet była Andzia
„Dla was” – zwrócił się do brata i bratowej – „Nie ma miejsca w moim małym aucie, więc musicie zostać w domu”
„Przeżyjemy to jakoś” – odpowiedzieli
Niedziela była bardzo udana. Dzieciaki zadowoleni, Andzia też. Co prawda nic nie pamięta ze zwiedzania. Razem z Rogerem dali się prowadzić dzieciakom i przewodnikowi. Absolutnie nie interesowało ich dokąd są prowadzeni i co jest do oglądania. Zajęci byli sobą. Roger wypytywał Andzię o to jakie ma oczekiwania, jeśli chodzi o pobyt w Anglii. Czy zamierza zostać na stałe. Odpowiadała kilka krotnie, że wszystko zależy od tego, kiedy Zenek do niej wróci.
„A jak nie wróci?”
„Wierzę, że wróci. Chociażby dla syna”
Roger stwierdził, że bez względu czy on wróci, czy nie powinna wystąpić o brytyjskie obywatelstwo.
„Mieszkasz tu od lat. Nie powinno być z tym problemu. Uważam, że powinnaś się tym zająć jak najszybciej”
„Skoro tak uważasz, to zrobię to”
Gdzieś w połowie zwiedzania był czas na posiłek. Zjedli go wraz z całą grupą w restauracji w studio filmowym, urządzonej w stylu z epoki Harrego Pottera. Po posiłku zaproponowali dzieciakom, aby kontynuowały zwiedzanie z grupą, a oni poczekają na nich w ogrodzie zimowym przy restauracji. Siedzieli tam na ławce, przykryci kocami i słuchali śpiewu egzotycznych ptaków wydobywających się z ukrytych głośników. W połączeniu z subtelną grą świateł stwarzało to bardzo intymną atmosferę. Nie byli sami. Na innych ławkach poustawianych w sąsiedztwie siedziały inne pary okryte podobnie jak oni kocami. Od czasu do czasu przechodził tam z wózkiem sprzedawca kawy, herbaty i słodkości. Roger kupił Andzi kawę z koniakiem. Sam ograniczył się tylko do kawy.
Do domu wrócili późno wieczorem, zmęczeni, ale bardzo zadowoleni.
Następnego dnia w poniedziałek trzynastego Andzia poszła pierwszy raz po powrocie do pracy. Roger zadzwonił do niej zaraz po południu. Zaproponował wspólny spacer po pracy do centrum handlowego
„Pomożesz mi wybrać prezenty dla dzieciaków, brata i bratowej”
Zgodziła się. Uświadomiła sobie, że zupełnie zapomniała, iż Święta Bożego Narodzenia są za niecałe dwa tygodnie. Musi pomyśleć co sprawić najbliższym. Mama nie przyjedzie. Jej przyjaciółka, u której mieszka jest bardzo chora. Nie wychodzi z łóżka. Nie może jej zostawić samej na dłużej niż dwie, trzy godziny. Andzia prześle matce pieniądze. No i w Polsce pozostał Zenek. Dawno nie dzwonił. Może szykuje się na przyjazd do niej. Ona właściwie ma prezent dla niego. Spłaciła jego długi. Załatwiła w banku, że odstąpili od zamiaru złożenia skargi na policję.
A dla Sabiny i jej męża coś wymyśli. Dzieciaki same sobie coś wybiorą. Ma nadzieję, że są na tyle rozsądne, że nie będzie to coś bardzo drogiego. Pozostaje jeszcze Roger. Absolutnie nie wie jaki prezent mu sprawić.
Roger przyjechał po nią do restauracji. Do późnego wieczoru chodzili po sklepach. Nic nie kupili tego dnia.
Potem do końca tygodnia powtarzało się to samo. Dzwonił do niej w ciągu dnia. Nawet kilkukrotnie. Potem zabierał ją po pracy na miasto. Kupili kilka drobiazgów, ale jeszcze nie wszystko.
W sobotę osiemnastego od samego rana biegali po mieście a wieczorem spotkali się z Khalidem. Mieszkanie było jako tako wysprzątane. Wszystkie pakunki i rzeczy osobiste zabrane. Andzia była prawie zadowolona. Tylko ten przykry zapach pozostał. Roger chciał, aby Khalid zgodził się na mniejszą sumę pieniędzy motywując to znalezionymi usterkami w wyposażeniu mieszkania, których wcześniej nie zauważyli. Jednak Andzia nie chciała przeciągać negocjacji. Stwierdziła, że jest nimi zmęczona i chciałaby jak najszybciej zając się mieszkaniem. Roger ustąpił, acz niechętnie. Po godzinie, po dopełnieniu formalności Khalid Khan przekazał jej klucze i opuścił mieszkanie. Zostali w nim sami. Jeszcze raz rozejrzeli się po pokojach. Andzia stwierdziła, że jutro tu przyjdzie i zacznie sprzątanie. Musi wyrzucić materace z łóżek. Kupić nowe i pościel. Dopiero wtedy będzie się mogła wprowadzić. Przed świętami chyba nie zdąży.
„Chodźmy już stąd” – zaproponował Roger
„Chwileczkę” – odrzekła
Zbliżyła się do niego. Objęła go i pocałowała w policzek
„Dziękuję. Bez ciebie nie odzyskałabym tego mieszkania. Pozostanę twoją dłużniczką na zawsze”
Nic nie odpowiedział. Chciała się odsunąć. Przytrzymał ją przez chwilę a potem powiedział
„Chodźmy już stąd”
Następnego dnia, zaraz po śniadaniu pożyczyła od Sabiny jakieś szczotki, ściereczki i środki czyszczące i oddała się do swojego mieszkania. Mimo grudniowej temperatury otworzyła wszystkie okna. Wyszorowała kuchnię i łazienkę ogarnęła sypialnie. Około pierwszej poczuła się bardzo zmęczona. Usiadła w saloniku na kanapie. W pewnej chwili uświadomiła sobie, że czeka na telefon od Zenka. Zdziwiła się, że dawno nie dzwonił. Postanowiła do niego zadzwonić. Odebrał od razu
„Mam dla ciebie dwa podarunki pod choinkę. Po pierwsze, odzyskałam nasze mieszkanie. Po drugie nie musisz już zmieniać nazwiska. Nikt cię nie będzie tu ścigał…”
Czekała chwilę na reakcję.
„Halo!…Zenuś słyszysz mnie?!”
„Nie drzyj się. Słyszę cię”
„To czemu nie odpowiadasz?”
„Słuchaj. Nie interesuje mnie Anglia ani to mieszkanie. Zmieniłam nazwisko. Nazywam się Staropolski…”
„Co!!!” – przerwała mu
„W sobotę się ożeniłem. Jeszcze przed świętami opuszczam tą twoją norę po mamusi i przeprowadzam się do willi żony. Nie dzwoń już więcej do mnie”
Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć przerwał połączenie.
Roger w tym czasie spróbował zadzwonić do Andzi, ale telefon był zajęty. Ponowił próbę po kilkunastu minutach. Tym razem Andzia nie odebrała połączenia. Pomyślał, że zajęta jest sprzątaniem i być może nie słyszy odłożonego gdzieś telefonu. Próbę połączenia ponawiał co pół godziny. O siedemnastej pomyślał, że być może wróciła do domu. Zadzwonił do brata. Dowiedział się, że miała wrócić na obiad na piętnastą, ale jej jeszcze niema. Zaniepokojony wsiadł w samochód i pojechał do jej mieszkania.
Od razu zauważył pootwierane okna. Wbiegł na górę. Stanął pod drzwiami i nacisnął dzwonek. Nikt nie podszedł do drzwi. Zadzwonił jeszcze dwa razy. Potem nacisnął klamkę. Drzwi ustąpiły. Zastał Andzię siedzącą na kanapie. Myślał, że jest nieprzytomna. Poruszył jej ramię. Pomału uniosła głowę i spojrzała na niego.
„Zimno mi” – wyszeptała
Zorientował się, że jest wymarznięta. Dłonie i policzki miała lodowate. Szybko pozamykał okna i powrócił do niej na kanapę
„Co się stało?!”
„On już nie wróci do mnie. Wczoraj wziął ślub”
Około osiemnastej zadzwonił telefon Sabiny. Dzwonił jej szwagier. Bez zbędnego wstępu oznajmił, że z Andzią jest źle
„Siedziała kilka godzin przy otwartych oknach. Jest wyziębiona i apatyczna”
„Co się stało?”
„Dostała wiadomość z Polski. Zenek do niej nie wróci…”
„Nic nowego…”
„Wczoraj wziął ślub z inną…”
„Co?!”
„Słuchaj, jestem z nią w samochodzie. Chciałem zawieść ją do was, ale ona mówi, że chce być sama. W tamtym mieszkaniu nie mogłem jej zostawić. Tam nic niema. Nawet herbaty niema w czym zrobić. Łóżka brudne…”
„Zabierz ją do siebie” – przerwała mu Sabina
„Chyba tak zrobię. Jak odpocznie to przywiozę ją do was wieczorem”
„Daj jej pospać do rana”
„Ale…”
„Żadne ale. Zajmę się Brajanem. Wytłumaczę, dlaczego mama nie przyjdzie na noc. Jutro odprawię go do szkoły”
Roger nie protestował więcej. Następnego dnia Andzia zadzwoniła do szefa. Powiedziała, że jest przeziębiona i do świąt pozostanie w domu. Roger też został w domu. Zjedli śniadanie i zaczęli rozmowę o przyszłości. Roger zawiózł Andzię do Sabiny dopiero wieczorem. W domu był już jego brat. Podczas gdy on wyjaśniał co zastał wczoraj w mieszkaniu Andzi, ona poszła do pokoju Brajana. Wróciła po kilkunastu minutach
„Usiądźmy. Mamy wam coś do zakomunikowania” – zaczął Roger – „Angela zgodziła się być ze mną…”
„Zgadnij, dlaczego nas nie zaskoczyłeś” – odparł brat
W połowie kwietnia następnego roku zadzwonił niespodziewanie Zenek. Zażądał przysłania metryki Brajana i notarialnego oświadczenia Andzi, że zezwala na zmianę nazwiska syna
„Nigdy nie zgłosiłeś Brajana w Urzędzie jako swojego syna. Okazało się, że jest tam wpisane „ojciec nieznany”. Ale nie martw się o jego nazwisko. On już ma nowe. Nazywa się Colins tak jak ja i mój mąż”
KONIEC