JADŹKA SZCZĘŚCIARA

Pobyt na kwaterze prywatnej w Międzyzdrojach kończył im się już jutro jedenastego czerwca w niedzielę. Szkoda. Cały pierwszy tydzień padało. Słońce wyszło dopiero dwa dni temu. Tak liczyły na to, że wrócą do Łodzi opalone.

Każda z nich wiązała z opalenizną pewne nadzieje, ale nie rozmawiały o tym ze sobą. Ot. Po prostu zgadały się, że kochają słońce i lubią leżeć godzinami na plaży nad polskim morzem.

Co prawda tylko jedna z nich, Zenka, była wcześniej raz nad morzem… Trzy lata temu w sześćdziesiątym dziewiątym, w Dziwnowie. Ulka i Jadźka nigdy nad morzem jeszcze nie były, ale o tym, że uwielbiają leżeć godzinami na słonecznej plaży były więcej niż przekonane.

Takiego przekonania nabrały we wrześniu ubiegłego roku. Wtedy wróciła z Bułgarii ich koleżanka z pracy, taka Halina. Ledwo ją poznały, tak była opalona. Chłopaki z warsztatu, którzy utrzymywali w ruchu ich krosna u Marchlewskiego, po prostu zgłupieli na punkcie tej Haliny. A najbardziej to ten przystojniak Zbyszek.

Ulka wtedy bardzo cierpiała. Wszyscy wiedzieli, że Ulka i Zbyszek chodzą ze sobą. Dopiero jak ta Halina wróciła z Bułgarii, to okazało się, że Zbyszek wcale z Ulką nie chodził… Przynajmniej tak twierdził.

Ulka zrobiła mu scenę przy wszystkich, gdy zobaczyła jak jawnie się podwala tej małpie Halinie. Zbyszek bronił się mówiąc, że to, iż był z Ulką kilka razy na kawie w Staromiejskiej, nie znaczy, że są razem i najlepiej będzie jak się od niego odwali, bo on nie lubi takich bladych mazep jak Ulka, tylko przeciwnie, zawsze przepadał za pięknie na ciemno opalonymi dziewczynami.

Ulka wtedy się poryczała i uciekła do szatni. Po paru dniach wszyscy o tym zajściu zapomnieli. U Marchlewskiego często tak było. Dziewczyny i kobiety stanowiły olbrzymią większość. Majstrami byli najczęściej stare pryki, od dawna żonaci. Tylko desperatki czasem leciały na nich. Młodzi chłopcy robili najczęściej na warsztatach jako mechanicy czy elektrycy. No i w transporcie jako kierowcy. Ale kierowcy najczęściej byli poza fabryką. Ci z warsztatów cieszyli się dużym powodzeniem wśród dziewczyn. A Zbyszek mógłby przebierać wśród nich jak w ulęgałkach. Ale nie robił tego. Od czasu jak zaczął pracować na warsztacie, kilka miesięcy przed tą sceną co mu ją Ulka urządziła, to tylko jej się udało wpaść mu w oko.

Ulka bardzo przeżyła jego zdradę. Ale jeszcze nie odpisała go na straty. Postanowiła też się opalić tak jak ta małpa Halina. Wtedy zadecydowała, że opali się następnego lata.

Ulki nie stać na wyjazd do Bułgarii, ale słyszała, że nad Bałtykiem też się można dobrze opalić. Nie chciała jechać tam sama. Dogadała się z dwiema najbliższymi przyjaciółkami z którymi pracowała na tej samej zmianie na tkalni, z Zenią i Jadźką.

Urlop dostały w końcu maja. Razem wynajęły kwaterę prywatną w Międzyzdrojach i razem wszędzie chodziły. To znaczy razem chodziły dopiero jak przestało padać.

I właśnie dzisiaj bardzo się spiekły na plaży. Niestety Ulka spiekła się na czerwono. Zenka w ogóle się nie opalała. Leżała cały czas w cieniu pod parasolem. Za to Jadźka opaliła się pięknie na lekki brąz.

Około piątej po południu poczuły głód. Starały się jeść bardzo mało, aby nie stracić linii, ale w końcu coś przecież musiały zjeść. Od dwóch dni, od kiedy już nie pada i mogą się opalać przychodzą właśnie o piątej do takiej smażalni ryb przy samym zejściu na plażę.

Stoją właśnie w kolejce po halibuta. Stoją tak już jakieś dwadzieścia minut. Za nimi kilku chłopaków z kolejki próbuje je podrywać. Ale one już wcześniej przyrzekły sobie, że nie po to przyjechały nad morze, aby szukać przygód.

Ulka opala się po to, aby odbić Halinie Zbyszka. Nikogo poza nim nie widzi. Zence, która nie grzeszy urodą, też na chłopakach nie zależy. W fabryce ma cichy romans z jednym starszym majstrem. On niebawem rozwiedzie się z żoną, która go nie rozumie. Obiecał Zence, że jak tylko dostanie rozwód to rozpocznie z nią nowe życie.

Jadźka straciła nadzieję na znalezienie jakiegoś chłopaka. Ma dwadzieścia trzy lata, tak samo jak Zenka i Ulka, ale niestety, wygląda mało kobieco. Jest wysoka i chuda, za wąska w biodrach no i piersi ma stanowczo za małe. Jest przekonana, że to przez jej małe cycki chłopaki z którymi udało jej się umówić odchodzili od niej jak tylko pojawiła się w pobliżu jakaś inna z większym biustem.

Kilka miesięcy temu poznała Kazika, który się w niej zakochał. Tak ją zapewniał. Spotykali się. W końcu przyprowadziła go do domu przedstawić rodzicom i Kryśce. Kryśka jest jej o rok starszą siostrą.

Starzy przyszykowali kolację, miało być miło, ale nie było. Przynajmniej dla niej. Już jak przedstawiała Kazikowi Kryśkę to zauważyła jak mu gały wyszły i mało nie wpadły za dekolt Kryśki kiecki.

Kryśka choć jest tylko o rok starsza od Jadźki to ma zupełnie inną budowę ciała. Przede wszystkim ma piersi. Podczas gdy ona, Jadźka ledwo wypełnia w staniku miseczki rozmiaru A, to Kryśki piersi prawie nie mieszczą się w miseczkach rozmiaru D.

Krótko po tej wizycie Kazik przeprosił ją i przyznał, że bardziej zakochał się w Kryśce. Bardzo to przeżyła, ale nie dała po sobie tego poznać. Kryśka zapewniała ją, że nie chciała jej odbijać chłopaka, ale tak jakoś samo wyszło

„Weź go sobie” – oznajmiła Kryśce – „Mnie już się znudził”

Jadźka z siostrą dzielą wspólny pokój w dwupokojowym mieszkaniu rodziców na Żubardziu. Jadźka przyrzekła sobie, że dopóki Kryśka nie wyjdzie za mąż, to ona nie przyprowadzi żadnego chłopaka do domu. W ogóle nie będzie nawet próbowała poznać żadnego.

Kryśka z Kazikiem są zaręczeni. Mają się pobrać jak tylko Kazik dostanie mieszkanie. Kazik pracuje w Elcie, fabryce transformatorów. Jest kreślarzem, czy czymś takim w biurze u technologa. Ma obiecane mieszkanie z puli budownictwa zakładowego. Jest na liście przydziałów na rok siedemdziesiąty trzeci, a więc jeszcze rok i Kryśka się z domu wyprowadzi.

Jadźka jest cierpliwa. Wtedy dopiero zacznie szukać chłopaka. Ma też cichą nadzieję, że może do tego czasu będzie mogła kupować staniki z rozmiarem miseczki B, a może nawet C.

Słońce grzeje jak cholera, a one stoją w tej kolejce po smażoną rybę. Idzie to bardzo wolno. W końcu są już blisko. Przed nimi jakaś starsza kobieta z małym chłopcem, chyba wnuczkiem, a przed nią dwóch wysokich chudych facetów.

Nagle bachor zaczyna się przeraźliwie drzeć. Nie chce już stać w kolejce. Chce iść na plażę. Babka nie daje sobie z nim rady. Trzyma go za rękę. On z wrzaskiem usiłuje się jej wyrwać. Faceci, którzy właśnie zamierzają złożyć zamówienie reagują i gestem ustępują kobiecie miejsce przed sobą. Ona im dziękuje Bierze chłopaka na ręce i mówi

„Piotrusiu, wybierz sobie rybkę. Będziesz grzeczny to kupię ci loda na patyku”

Chłopak się uspokoił. Podczas gdy babcia wybiera rybkę dla Piotrusia i dla siebie, dwaj chudzi faceci uśmiechają się do Ulki, Zeni i Jadźki. Najbardziej do Jadźki. Ulka jest wściekła. Bardzo chce jej się siku, ale nie chce odejść z kolejki, skoro są już tak blisko. Krzywi się i przebiera nogami. Spojrzenie facetów rozdrażnia ją

„No i czego się gapisz?!…Uważaj, żeby ci nie sprzedał śmierdzącej ryby!” – odwarknęła do nich

Jeden z nich odpowiedział coś do niej z uśmiechem, ale nic nie zrozumiała

„Co on mówi?” – zwróciła się do dziewczyn

„Coś po niemiecku” – stwierdziła Zenka

„Chyba po szwedzku” – zauważa Jadźka – „Ten wyższy ma koszulkę z napisem Sweden”

Faktycznie. Przyjrzały się teraz koszulce tego wyższego. Niebieski t-shirt z jaskrawo pomarańczowym napisem SWEDEN nad trzema koronami w takim samym pomarańczowym kolorze.

Ten drugi miał zwykłą koszulę z krótkimi rękawkami. Dziewczyny obcięły wzrokiem Szwedów. Wysocy i szczupli. Chyba po trzydziestce. Zenka zauważyła, że mają spodnie dżinsy, takie jakie widziała w PEWEX-ie. Podzieliła się tym spostrzeżeniem z dziewczynami.

„Trepy mają na nogach” – zauważyła Ulka – „Jak w tym można chodzić”

Wymieniły jeszcze z chichotem kilka uwag na temat wyglądu Szwedów ignorując ich uśmiechy i próby nawiązania rozmowy po angielsku.

Babcia z Piotrusiem odeszła od stoiska. Szwedzi palcami wskazywali ryby, które chcieli kupić. Sprzedający odłożył je na kartonowy talerzyk i położył na wadze

„Dwieście pięćdziesiąt złotych” – wyszeptał sprzedawca do Szwedów

Ci jednak nie zrozumieli, ile mają zapłacić. Sprzedawca powtórzył po polsku nieco głośniej, spoglądając z niepokojem na stojących w kolejce. Szwedom coś się nie zgadzało. Rozmawiali chwilę ze sobą wskazując na wywieszoną za plecami sprzedającego czarną tabliczkę z wypisanymi kredą cenami ryb.

Stojący w kolejce ludzie zaczęli z ciekawością przysłuchiwać się sprzedawcy, który jeszcze raz powtórzył po polsku

„Mówię przecież, dwieście pięćdziesiąt…”

Na potwierdzenie swoich słów wypisał sumę na kartce. Szwed wyciągnął dobrze wypchany portfel i zaczął powoli odliczać pieniądze. Ktoś w kolejce wybuchnął śmiechem. Ktoś inny stwierdził

„Niech płacą frajerzy…Pełno ich tutaj teraz. Stać ich na wszystko…”

W momencie, gdy Szwed wyciągnął rękę z pieniędzmi do sprzedawcy, Jadźka gwałtownie mu ją odsunęła

„O! Nie!…Jawne złodziejstwo!” – zwróciła się do Szweda – „Za tą porcję dwadzieścia złotych, byłoby za dużo!”

Szwed nie zrozumiał o co Jadźce chodzi. Mówiła po polsku. Wyczuł jednak, że chciano go oszukać. Mówił coś do tego drugiego. Jadźka wykorzystała zaskoczenie sprzedawcy, wyrwała mu ołówek z ręki i na kartce, na której wcześniej napisał dwieście pięćdziesiąt, napisała dwadzieścia, przekreślając to co napisał sprzedawca. Szwed zorientował się o co chodzi

„Tack. Tack så mycket” – powiedział kłaniając się do Jadźki

Jadźka nie wiedziała co do nie mówi. Domyśliła się, że jej dziękuje. Nie miała czasu, żeby coś odpowiedzieć, ponieważ sprzedawca wyszedł ze swojego kramu i zaczął agresywnie odpychać Jadźkę mówiąc, aby się nie wpierdalała w nie swoje sprawy.

Chciał ją popchnąć jeszcze raz, ale nie zdążył. Ten drugi Szwed, który już trzymał w ręku talerzyk z rybami rozmazał mu je na twarzy. Po chwili zaczęli się bić.

Zjawili się jacyś inni sprzedawcy z sąsiednich kramów z pamiątkami i poczuli się w obowiązku pomóc sprzedawcy ryb. Tumult się zrobił ogromny. Szwedzi bronili się stojąc oparci plecami o kram ze smażonymi rybami. Po ich stronie stanęła tylko Jadźka. Naprzeciwko siebie mieli sprzedawcę ryb i czterech chłopaków z sąsiednich kramów.

Ludzie z kolejki stali z boku i kibicowali. Zenka i Ulka gdzieś się podziały. Ktoś uderzył Jadźkę w głowę jakimś kijem. Upadła na kolana, ale zaraz się podniosła. Ten Szwed w niebieskiej koszulce tak się zdenerwował, że złapał rondel z gotującym się olejem stojący na ladzie za plecami i chlusnął nim w stronę napastników. Ci, poparzeni odskoczyli od nich na jakieś dwa metry jęcząc z bólu. Szwedzi nie czekali aż tamci ochłoną. Ten w koszulce złapał Jadźkę za rękę i nie zatrzymywani przez nikogo bardzo szybko wynieśli się w stronę miasta.

Jadźka wróciła na kwaterę po dziewiątej wieczorem

„O! Jednak cię wypuścili” – zdziwiła się Ulka

„Kto mnie wypuścił?”

„No…Milicja. Przecież was aresztowali”

„Nas?!” – Jadźka się zdziwiła – „Nikt nas nie aresztował”

„Przecież ludzie na plaży widzieli, jak was wsadzają do milicyjnej nyski” – stwierdziła Zenka

„Może kogoś wsadzili, ale nie nas…Mówię wam dziewczyny, co mnie spotkało…” – podnieconym głosem zaczęła Jadźka

„Skąd masz tą kieckę?!” – przerwała jej Ulka

Dopiero teraz zauważyła, że Jadźka ma na sobie kwiecistą, niebieską sukienkę. Gdy schodziły z plaży, aby iść do smażalni, założyły sukienki na stroje plażowe. Jadźka miała jasno żółtą. Stąd te zdziwienie.

„Ładna?”

Jadźka zakręciła się prezentując sukienkę.

„Sandałki też nowe” – zauważyła Zenka

„Axel mi kupił. Tamtą podarli mi te łobuzy które nas napadły…A sandałki kupił dlatego, że moje stare pepegi nie pasowały do tej sukni”

„Aha! Dałaś obydwóm czy tylko jednemu?” – zapytała Ulka

„Świnia jesteś!” – oburzyła się Jadźka – „Żadnemu nie dałam! Axel poczuł się winny, że przez niego zniszczyli mi sukienkę i jeszcze pobili…O! mam tu jeszcze guza na głowie”

„No to siadaj i opowiadaj. Jesteś nam winna wyjaśnień” – zażądała Zenka – „Przez całe to zamieszanie, które wywołałaś musiałyśmy głodne uciekać z plaży”

„I kupić wstrętny bigos w tym barze mlecznym na rogu. Nic innego nie było” – dodała Ulka

Jadźka opowiedziała im, jak zaraz po wyjściu z plaży na ulicę, złapali taksówkę. Kazali się zawieść do hotelu.

„Wysiedliśmy przy hotelu. Axel kazał taksiarzowi czekać. W hotelu jest sklep, w którym sprzedają za dolary. Tam kupił mi sukienkę i sandały. Potem pojechaliśmy do Świnoujścia. Ale bez Volmera…”

„Chwileczkę” – przerwała Zenia – „Kto to jest Volmar i Axel?”

„No, ci dwaj. Szwedzi…”

„To są ich nazwiska czy imiona?”

„Imiona…No, więc Axel zabrał mnie do takiej eleganckiej restauracji w Świnoujściu. Było cudownie. Opowiedzieliśmy sobie o sobie…”

„Przecież ty nie znasz szwedzkiego”

„Nie znam, ale znam angielski…Trochę”

Z tym angielskim Jadźki to szczera prawda. Zna ten język trochę. Można powiedzieć, że bardzo trochę.

Axel cały czas do niej mówił. Zrozumiała, że po angielsku. Odpowiadała mu monosylabami. Gdy po głosie poznała, że Axel się o coś pyta, odpowiadała zawsze tylko w jeden sposób, całym zdaniem składającym się z jednego słowa

„Maybe”

W jej ustach brzmiało to

„Majjjbiii”

W każdym razie rozumieli się dobrze. Pomocne były papierowe serwetki stojące na stole w restauracji, na których wypisywali swoje imiona i nazwiska, adresy i numery telefonów. Z tym, że Jadźka nie napisała swojego numeru telefonu, bo go zwyczajnie nie miała. Zdziwiło to bardzo Axla.

Jeszcze bardziej zdziwiła go nazwa ulicy, przy której w Łodzi mieszka Jadźka

„Mahatmy Gandhiego?”

„Jess. Polisz bohater. Polisz heros” – odpowiedziała mu.

Zdziwił się jeszcze bardziej, ale przeszedł nad tym do porządku.

Jadźka dowiedziała się, że Axel jest inżynierem, oraz że pracuje w hucie żelaza.

No i dowiedziała się to co dla niej, od czasu, gdy przyjechali do tej restauracji było najważniejsze. Axel jest wolny. O sobie też opowiedziała. O rodzicach, i że z nimi mieszka. Chwilę się zastanawiała, czy wspomnieć o siostrze. Doszła do wniosku, że chyba jej już Kryśka nie zagraża. Trzyma się mocno Kazika, więc o Kryśce też wspomniała.

Napisała, gdzie pracuje. W dużej fabryce w biurze. Potem uczyła Axla wymieniać swoje imię i nazwisko

„Powiedz wyraźnie i powoli: Ja-dwi-ga Trzmiel…No. Powtórz”

Przypomniała sobie, że Jadwiga po niemiecku to Hedwig, a przecież ten szwedzki język tak jej się wydaje podobny do niemieckiego, że Axel chyba zrozumie jej imię.

„Ja! Hedvig. Nu fattar jag! Du heter Hedvig Ćmil! Tak! Hedvig. Teraz rozumiem. Nazywasz się Hedvig Ćmil” – wykrzyknął radośnie

„Może być Ćmil …co mi tam” – bąknęła pod nosem zrezygnowana

Teraz opowiada podniecona o tym wszystkim dziewczynom. Nie umknęło jej uwadze, że z trudem ukrywają zazdrość. To motywuje ją do dalszego opowiadania jaki Axel jest szarmancki. I że kto wie? Może warto sobie ułożyć przy nim życie

„Będę się nazywała Hedvig…” – zapomniała nazwiska.

Wyciągnęła serwetkę, na której miała zapisane nazwisko i adres. Pokazała dziewczynom. Spojrzały zaciekawione

„O! nazwisko ma Jonsson. Będę się nazywała Hedvig Jonsson” – stwierdziła radośnie

„Chyba Dżonson” – zauważyła Zenka – „Był niedawno taki prezydent w Ameryce”

„Może to jego krewny?…Ha! Ha! Ha!” – zaśmiała się fałszywie Ulka

„Nie Dżonson, tylko Jonsson. Axel tak to wymawia. A ty nie śmiej się. Zazdrosna jesteś…”

„Ja? Zazdrosna? A o kogo?” – odparła Ulka

„Dobra! Dobra! Do ślubu jeszcze daleko” – przerwała im Zenia – „A po ślubie to gdzie zamieszkacie? U mamusi na Żubardziu, czy u teściowej w Szwecji. A tak w ogóle to gdzie on w tej Szwecji mieszka?”

Ponownie spojrzały na serwetkę z nazwiskiem i adresem

„Tu stoi napisane…Zaraz. Jak on to wymawiał…Oxelösund, ulica Björntorpsvägen…”

„Co to za miasto?” – zapytała Zenka

„Nie wiem. Ale chyba duże, skoro jest tam huta. Musi być przynajmniej jak Katowice a może i większe. Axel mówił, że leży nad morzem. O! i port morski tam jest, a nawet dwa! To musi być jak Katowice i Szczecin razem”

„Jak jest huta to musi tam być brudno” – zauważyła nie bez satysfakcji Ulka – „Byłam raz na Śląsku, w Katowicach też. Zimą śnieg jest czarny od pyłów z kominów”

„Wcale nie. Axel mówi, że jest tam ładnie. Z jego mieszkania na trzecim piętrze widać kawałek morza…”

„Ma własne mieszkanie?”

„Tak. Sto sześć metrów. Trzy i pół pokoju z kuchnią…”

„Trzy i pół pokoju? Co to znaczy?”

„Nie wiem. Ale się dowiem”

„Nabija się z ciebie…Ha! Ha! Ha!…Pół pokoju!” – zaśmiała się Ulka

„Znowu zaczynasz?!”

„Dosyć dziewczyny! Jutro musimy wcześnie wstać. Spakować się, posprzątać i zdążyć na autobus do domu. Pora kłaść się” – zdecydowanie zarządziła Zenia

Po przyjeździe do Łodzi ich życie wróciło na stare tory. Jadźka oczywiście opowiedziała rodzicom i siostrze jakiego to fantastycznego chłopaka poznała i że może pojedzie do niego w odwiedziny. Jednak szybko została sprowadzona na ziemię. Rodzice, a zwłaszcza jej bardzo religijny ojciec był stanowczo temu przeciwny. Wtórowała mu w tym Kryśka, która nie potrafiła ukryć zazdrości

„Tatko jej nie puszcza do Szwecji. Oni tam wszyscy się ze sobą nawzajem łajdaczą, Zdeprawują nam Jadzię…” – przekonywała ojca

„A ty skąd możesz wiedzieć o tych łajdactwach? Byłaś tam?” – z wściekłością odpowiedziała Jadźka

„Nie byłam i nie chcę tam być. Kazik pokazywał mi raz takie czasopismo szwedzkie. Sodoma i Gomora, same bezbożne świństwa…”

„Patrzcie! Świętoszka się znalazła!…A ty to co? Z tym twoim Kaziem to tylko za rączki się trzymacie i buzi w policzek na dobranoc. Tak?”

„A, żebyś wiedziała! Czekamy do ślubu. Tak mnie w tym domu wychowano…Dobrze mówię tatku?”

„Dobrze mówisz córuś. Dobrze…Jadzia też nie jest złym dzieckiem. Minie trochę czasu, to jej ten Szwed wyleci z głowy…”

„A, właśnie nie wyleci! Pojadę do niego i już!”

„Może już skończycie z tymi głupotami” – włączyła się matka – „Pożyjemy, zobaczymy. Chciałabym zobaczyć co to za chłopak. Może porządny i wartościowy…”

„Pewno, że wartościowy. Inżynier” – Jadźka z nadzieją podchwyciła matki pojednawczy ton

W pracy oczywiście wszyscy się dowiedzieli o tym co się stało w Międzyzdrojach. Jadźkę zaczęto nazywać Hedvig lub tylko Jadźka Szwedka. Nie próbowała protestować. Nawet się to jej podobało.

Wkrótce zdarzyło się coś co sprawiło, że o Jadźce zapomniano i przez jakiś czas rozmawiano tylko o tym zdarzeniu.

Któregoś dnia, tuż przed wyjściem pierwszej zmiany z fabryki, na portierni pojawiła się pewna kobieta. Wypytywała o Zenobię Walczak. Portier wskazał jej Zenię, gdy ta odbijała kartę zegarową. Kobieta podeszła do niej od tyłu i zadała jej cios nożem w plecy. Zenia upadła. Kobieta zdążyła uderzyć nożem jeszcze dwa razy, zanim portier i inni obecni odciągnęli ją od Zeni.

Bardzo szybko zabrano Zenkę do zakładowego ambulatorium. Na szczęście rany okazały się powierzchowne. Właściwie tylko zadrapania.

Płaczącą kobietę, która zadała ciosy nożem przytrzymano do przyjazdu milicji. Nie stawiała oporu. Płakała cały czas.

Potem okazało się, że jest żoną majstra z którym kręci Zenka. Zenkę zabrało pogotowie. Opatrzono ją fachowo i nie stwierdzono konieczności zatrzymania w szpitalu. Dostała tydzień zwolnienia lekarskiego. Żona majstra została aresztowana przez prokuratora, na razie na miesiąc czasu., pod zarzutem usiłowania zabójstwa.

Bardzo szybko to zdarzenie zostało przyćmione nową awanturą. Może nie tak spektakularną jak usiłowanie zabójstwa, ale w jakiś sposób uczuciowo bliższą wszystkim na tkalni.

Otóż doszło do potężnej pyskówki połączonej z rękoczynami między tą Haliną, dla której mechanik Zbyszek rzucił Ulkę i Zbyszkiem właśnie.

Zaraz po przyjeździe z wakacji Ulka była ciekawa, czy nic się nie zmieniło w związku Zbyszka z Haliną. Niestety, Zbyszek w dalszym ciągu skakał koło Haliny. W każdej wolnej chwili byli razem. Niemal codziennie poprawiał coś przy jej krosnach. Zabierało mu to zawsze dużo więcej czasu niż przy innych krosnach.

Ulka starała się wchodzić mu przed oczy, aby ją zauważył, ale on albo nie chciał jej zauważać, albo naprawdę był tak oślepiony tą jędzą Haliną, że jej nie dostrzegał. Ulka raz specjalnie uszkodziła maszynę i poszła do warsztatu prosić Zbyszka o pomoc. Nie miał akurat nic do roboty, czytał Dziennik Łódzki

„Teraz nie mogę. Widzisz, że jestem zajęty” – odpowiedział opryskliwie na jej prośbę o pomoc.

Ulka jednak nalegała

„Dobra. Przyślę Piotrka. Niech się młody uczy…”

Ulka w końcu zrozumiała, że nic nie wskóra i przestała sobie nim zawracać głowę. Jakiś czas potem usłyszała na przerwie śniadaniowej jak dwie dziewczyny mówiły, że widziały jak Halina robiła Zbyszkowi jakieś wymówki. Kłócili się głośno. W końcu Halina się popłakała. Dopiero teraz gdy o tym usłyszała, Ulka zdała sobie sprawę, że dawno nie widziała Zbyszka przy maszynach Haliny, ale prawdę mówiąc już ją to nie interesowało. Nie interesowało ją, ale wbrew swojej woli została wciągnięta w wielką awanturę.

Pod koniec lipca po wyjściu z fabryki zatrzymała się przed kinem Popularnym na Ogrodowej, naprzeciwko portierni Marchlewskiego. Akurat zmieniano fotosy w gablocie przy wejściu do kina. Zatrzymała się razem z innymi i z zaciekawieniem oglądała fotosy francuskiej komedii ‘Wieka Włóczęga’ z Luisem de Funesem i Bourvilem. W pewnym momencie usłyszała szepczący do ucha znany jej dobrze głos

„Zapraszam cię na ten film”

Nogi się pod nią ugięły. Prędzej by śmierci się spodziewała, niż to, że usłyszy jego głos. Odwróciła się gwałtownie w jego stronę. Ich usta niespodziewanie się spotkały. Zupełnie jak na jakimś starym romansie filmowym.

Dalej jednak nie było już tak romantycznie. Co prawda Ulce pociemniało w oczach, ale nie z wrażenia jakie odniosła zobaczywszy Zbyszka, tylko od ciosu w głowę, zadanego dużą torbą na długim pasku.

Torba, w której między innymi były dwie puszki paprykarzu szczecińskiego kupionego w zakładowym sklepiku, należała do Haliny i to ona nią machała.

Następny cios trafił Zbyszka. Zrobił się straszny tumult. Zbyszek próbował wyrwać Halinie torbę z ręki. Jakiś rosły mężczyzna to zauważył, ale nie wiedział o co chodzi. Przeszkodził Zbyszkowi, sam oberwał od Haliny

„Milicja!!!” – wydarła się jakaś kobieta – „Złodziej! Torebkę kobiecie wyrwał!”

Ulka po chwili ochłonęła. Udało jej się złapać Halinę za kudły. Szarpały się chwilę zanim upadły obie na jezdnie wprost pod nadjeżdżającą warszawę. Kierowca z piskiem opon zatrzymał auto tuż nad głowami walczących. Wyskoczył zdenerwowany z samochodu i bluźniąc soczyście kopnął z rozmachem Haliny torbę, która akurat nawinęła się mu pod nogę. Torba zatoczyła w powietrzu ogromny łuk i wylądowała na szybie jadącej z przeciwka syrenki, tłukąc ją… Tą szybę, nie syrenkę.

Zaskoczony kierowca syrenki skręcił w lewo i uderzył w stojącą warszawę, przewracając przy okazji trzech chłopaków z warsztatu u Marchlewskiego, którzy próbowali rozdzielić szczepione ze sobą dziewczyny. Na szczęście żadnemu z nich nic się nie stało. Skutek był taki, że po chwili chłopaki z warsztatu, i kierowcy obydwóch aut zaczęli się ze sobą szarpać.

Natomiast na chodniku przy wejściu do kina rosły mężczyzna wciąż szarpał się ze Zbyszkiem, który wyraźnie opadł z sił i dostał już solidnie po twarzy. Krew lała mu się obficie z nosa. Zaczął głośno wołać

„Ratunku!!! Zabije mnie bandyta!”

Na ten okrzyk Halina i Ulka niemal jednocześnie zerwały się na równe nogi i ruszyły na pomoc Zbyszkowi.

Pierwsza była przy bijących się Halina. Wskoczyła na plecy mężczyźnie który w dalszym ciągu okładał Zbyszka

„Zostaw go bandyto!…Dziecku ojca zabijesz!” – krzyczała Halina

Ulka znieruchomiała jak to usłyszała, ale tylko na chwilę. Podeszła do Zbyszka, którego mężczyzna przestał okładać, bo był zajęty uwalnianiem się od Haliny, spojrzała mu z pogardą w zakrwawioną twarz i splunęła w nią soczyście. Odwróciła się i dostojnym krokiem, nie zatrzymywana przez nikogo, ruszyła w stronę Zachodniej

„Ulka! Zaczekaj! Zaraz ci wszystko wyjaśnię!” – dotarł do niej jego głos.

Nie zatrzymała się.

Następnego dnia na tkalni nie było w pracy ani Ulki, ani Haliny. Do pracy nie przyszedł też Zbyszek. W wolnych chwilach mówiono tylko o tym co zdarzyło się poprzedniego dnia przed kinem.

Jadźka przysłuchiwała się z zaciekawieniem. Nie była przy tym zajściu obecna, ponieważ od tygodnia zaraz po pracy spieszy się na kurs języka szwedzkiego. Zapisała się na ten kurs do Empiku zaraz jak dostała paczkę i list ze Szwecji.

Któregoś dnia zastała w domu awizo. Dotyczyło przesyłki ze Szwecji. Ojciec, który tego dnia pracował na drugą zmianę poszedł na pocztę, ale nic nie wskórał. Przesyłkę musi odebrać adresat osobiście.

Jadźka była przekonana, że to jest list od Axla. Bardzo się zdziwiła, gdy okazało się, że to jest paczka. Nie odebrała jej tego dnia, bo nie była przygotowana do zapłaty cła. Okazało się, że paczka była otwarta w Urzędzie Celnym i oclona.

Następnego dnia po wpłaceniu czterdziestu ośmiu złotych i pięćdziesięciu groszy otrzymała paczkę. Paczka ważyła ponad osiem kilo. Nadawcą był Axel Jonsson ze Szwecji. Po przyjściu do domu i otwarciu paczki Jadźka znalazła na samym wierzchu kopertę z listem.

Podczas gdy ona zaczęła studiować list, Kryśka z matką rozpakowywały zawartość paczki, ale to już Jadźki nie interesowało. W kopercie były dwie kartki gęsto zapisane. Jedna po szwedzku z podpisem Axla, a druga po polsku. No, prawie po polsku.

„Hej! Axel mówi, że ciebie się zakochać przy ryba. On nie śpi w noc. Widzi cię w oczach. Jest chudy bo nie je. Jest zmęczony, bo ciebie nie ma. Ty masz przyjechać do Oxelösund. On ci zapłacić. Ty nie będziesz nic kosztować. Axel musi chcieć twój papier dla polis. Ty piszesz co chcesz. On kupić i wysłać ci. Axel cię kochać i gnieść.”

Nieco niżej był dopisek

„Ja jestem Sara Linqvist. Mój man jest z Axel w järnverket. Ja mówię po polska. Moje rodzic przyjechali do Sverige 1945 z Germany w białych busach. Ja się urodziłam w Lund. Po polska oni mówili w domu. Ja słuchałam i się uczyć. Oni już ich nie ma. Byli z Polski z Lubartów. Ty pisz do Axel po polska. Ja mu powiedzieć po svenska. Hej Då Sara”

Jadźka przeczytała list kilka razy. Zrozumiała wszystko bardzo dobrze. W każdym razie tak jak chciała to zrozumieć. Jedynie nie mogła dojść do tego co za papier chce od niej policja w Szwecji.

„Córuś. Co tobie? Dlaczego płaczesz?”

Pytanie matki przerwało jej kolejne czytanie listu

„Co?…To ze szczęścia, mamuś! On mnie kocha!…Zobacz. sama przeczytaj”

Podsunęła matce list.

„Tak. Akurat. Mama po szwedzku przeczyta, tak jak ty przeczytałaś” – zauważyła sceptycznie Kryśka

„Po polsku jest napisane! Ktoś mu przetłumaczył na polski”

Przez następne minuty Kryśka czytała matce na głos list do Jadźki. Śmiała się co chwilę

„On ci zapłaci, pisze. Chce się z tobą łajdaczyć w tej Szwecji i będzie ci płacić” – kpiła z wyraźnie słyszalną zawiścią – „A potem cię wygniecie. Ha! Ha! Ha!”

„Głupia krowa jesteś. Zapłaci za podróż do Szwecji. Będę jego gościem. Nic nie będzie mnie to kosztować. Nie rozumiesz? I nie wygniecie tylko ściska! Pisze wyraźnie, że kocha i ściska!”

„Dosyć już!” – przerwała zdecydowanie matka – „Musimy teraz wszystko zapakować z powrotem i jutro odesłać tą paczkę”

„Jak to, odesłać?!” – zaprotestowały niemal jednocześnie siostry

„Nie wypada przyjmować takich drogich rzeczy od nieznajomego mężczyzny” – stwierdziła matka

„O! Przepraszam” – przerwała jej Jadźka – „Tylko nie od nieznajomego. To mój chłopak ją przysłał i to moja paczka! Ja decyduję co z nią zrobić”

„Ona ma rację mamusiu” – poparła ją siostra – „Po co zaraz odsyłać”

„A róbcie co chcecie! Zobaczymy co ojciec powie jak wróci z pracy” – powiedziała matka i wyszła do kuchni

Jadźkę dopiero teraz zainteresowało co jest w paczce. Kryśka, która już wcześniej wszystko przejrzała pomagała jej w tym.

„Ta sukienka z weluru będzie na ciebie za obszerna. Ja sobie ją wezmę. Po co ma się zmarnować”

Kryśka odłożyła na bok różową sukienkę mini

„Zaraz! Zaraz! Przymierzę i zobaczymy czy jest za obszerna”

Jadźka szybko rozebrała się do bielizny. Wciągnęła na siebie sukienkę. Podeszła do lustra w drzwiach szafy „Dobra jest. Leży jak ulał” – stwierdziła z zadowoleniem

„Jak dobra, jak niedobra! Do niej trzeba mieć cycki, a ty jakie masz sama wiesz. Cycki odziedziczyłaś je po tacie”

„Sukienki nie dostaniesz. Możesz sobie wziąć te buty”

Jadźka wskazała na perę dziwnych butów. Wyglądają jak kozaczki z jasnej grubej skóry. Są na nich wytłoczone jakieś wzory. Dół butów przypomina góralskie kierpce, z tym, że mają zadarty do góry śpiczasty czubek.

„Sama sobie w takich chodź”

W paczce było jeszcze pięć par rajstop w różnych odcieniach cielistego koloru. Jadźka dała jedną parę siostrze. Po chwili namysłu dołożyła wspaniałomyślnie jeszcze jedną.

Potem podzieliły się czekoladą. Cztery tabliczki czekolady mlecznej Marabou zostały sprawiedliwie podzielone dla każdego w rodzinie po jednej. Dwie półkilogramowe paczki kawy postanowiły dać mamie. Wypiją wszyscy w domu. Potem obejrzały z uwagą dużą, kilogramową puszkę czekolady O’Boy. Domyśliły się, że musi być to czekolada w proszku, bo na puszce było zdjęcie szklanki napełnionej czekoladowym płynem do której ktoś dolewał mleko.

W paczce były jeszcze dwie tuby czegoś co nazywa się Kalles kaviar. Po otwarciu i spróbowaniu zgodnie stwierdziły, że im to nie smakuje. Natomiast okrągłe kulki czekoladowe z wiórkami kokosowymi o nazwie Neger Bollar bardzo przypadły im do gustu

„Dobre będą do kawy” – stwierdziła Jadźka i zwróciła się do siostry – „Nie zeżryj wszystkich teraz”

Po kolacji Jadźka zabrała się za pisanie listu. Ciężko jej to szło. Trzy kartki już podarła. Dopiero czwarta ją zadowoliła. Już w łóżku uprzytomniła sobie, że dobrze byłoby, aby Axel przysłał swoje zdjęcie, a najlepiej kilka. Postanowiła następnego dnia iść do fotografa i zrobić sobie kilka zdjęć w tej sukience, którą od niego dostała. Załączy je do listu. No i zapyta jakie papiery od niej chce policja.

Jak postanowiła, tak zrobiła. Następnego dnia po pracy szybko ubrała otrzymaną sukienkę, zastanawiała się chwilę czy włożyć te dziwne buty. W końcu je włożyła. Potem pojechała taksówką na Piotrkowską do znanego fotografa. Kupę forsy ją kosztowały trzy ujęcia. Zapłaciła jeszcze trochę i otrzymała zdjęcia już następnego dnia.

Napisała list od nowa, załączyła trzy zdjęcia i poprosiła go o przysłanie aktualnych zdjęć. Na zakończenie listu zapewniła go, że chyba się w nim też zakochała przy tym stoisku z rybami i że też nie może spać po nocach i że tęskni za nim. Potem nadała list na poczcie jako ekspres. Prosto z poczty udała się do Empiku i zapisała się na kurs szwedzkiego.

Jadźka miała szczęście. Dowiedziała się, że nauka szwedzkiego nie cieszy się dużym wzięciem, ale właśnie jest dobrana mała grupa dziewięciu osób i intensywny kurs zacznie się za tydzień w lokalu przy Roosevelta. Zapłaciła za cały kurs. Wydała na to wszystkie swoje oszczędności, ale czuła, że to jest bardzo dobra inwestycja.

Pisali tak do siebie te listy co tydzień, Nieznana jej Sara w Szwecji też przy okazji doszlifowała sobie polski i jej tłumaczenia były coraz lepsze.

Jadźka dowiedziała się, że Axel potrzebuje dokładne dane o niej, takie jak data i miejsce urodzenia między innymi, po to, aby na Policji podstemplowali zaproszenie dla niej na przyjazd w odwiedziny do Szwecji.

Po jakimś czasie Jadźka zdecydowała się napisać kilka słów po szwedzku. Axel odpisał, że jest zachwycony, chociaż wydawało jej się, że nie do końca zrozumiał o czym pisała. Mimo to jego pochwała jeszcze bardziej zmotywowała ją do nauki.

Co do wyjazdu Jadźki do Szwecji, to uzgodnili, że na razie jest to niemożliwe. Jadźka nie ma paszportu, a poza tym ojciec nie chce ją puścić. Zaproponowała, żeby Axel przyjechał do Łodzi na Święta Bożego Narodzenia i wrócił do Szwecji po Nowym Roku.

To zaproszenie uzgodniła z matką. Matce Axel bardzo się spodobał na tych zdjęciach co przysłał i dlatego nie miała nic przeciwko temu, aby go zaprosić. Co prawda ojciec stanowczo był przeciwny, ale matka uspokoiła córkę mówiąc, że go przekona do tej wizyty.

Jadźkę gnębiło jeszcze pytanie jak sobie poradzić ze spaniem z obcym, bądź co bądź mężczyzną w dwóch pokojach z kuchnią

„Nie martw się córuś. Coś wymyślimy” – zapewniała matka

Axel powiadomił ją, że załatwił sobie urlop i że przyjedzie promem do Świnoujścia dwudziestego drugiego grudnia w piątek. Kupił już bilety. Wraca promem trzeciego stycznia w środę. Przyjedzie samochodem. Nie wie tylko czy trafi do Łodzi na ulicę Mahatmy Gandhiego.

Jadźka szybko kupiła w Empiku mapę samochodową Polski oraz plan miasta Łodzi. Czerwonym ołówkiem zaznaczyła całą drogę ze Świnoujścia przez Poznań, Turek i Aleksandrów do Łodzi a na planie miasta zaznaczyła dojazd do ich ulicy od strony Aleksandrowa. Podała numer ulicy i mieszkania.

Jadźka jeszcze raz przekonała się, że jest szczęściarą. Okazało się, że Kryśka i Kazik muszą jak najszybciej się pobrać. Kazik ma dużą szansę otrzymać mieszkanie w pierwszym kwartale przyszłego roku. Jest tylko taki problem, że Rada Zakładowa która zajmuje się przydziałem mieszkań zakładowych, przydziela je w pierwszej kolejności rodzinom. Osoby samotne są na samym końcu listy przydziałów.

W sobotę szesnastego grudnia młodzi szybko wzięli ślub cywilny. Po cichu i bez rozgłosu. W domu Na Żubardziu urządzono małe przyjęcie. Byli tylko rodzice młodych i świadkowie, to jest Jadźka i brat Kazia, Edek.

Rozmawiano o obiecanym mieszkaniu. Mieszkania są właśnie wykańczane w bloku na Teofilowie. Wszystko na to wskazuje, że teraz, gdy Kaziu jest już żonatym mężczyzną to na jedno z nich się załapie

„Zróbcie sobie jak najszybciej dziecko, to szanse na mieszkanie się zwiększą” – zauważyła żartem Jadźka przy stole

„Już żeśmy o to zadbali” – odparła Kryśka – „Jestem w ciąży”

Zrobiło się nieprzyjemnie. Ojciec wstał od stołu zdenerwowany

„Nie tak ciebie wychowywałem, grzesznico…Precz z mojego domu!”

„Uspokój się Klemens!” – skarciła go matka – „Wypił za dużo” – dodała przepraszająco

Kryśka się rozpłakała

„A żebyś wiedział, że sobie pójdę! Wolę pod mostem mieszkać niż z takim dewotem pod jednym dachem!”

Kaziu ją przytulił i uspakajał. Podeszła do nich Kryśki teściowa

„Nie musisz spać pod mostem, dziecko. U nas jest dla ciebie miejsce… Ryszard! Edek! Wynosimy się z tego domu!”

Matka Kryśki próbowała ich powstrzymać. Przepraszała za męża, ale to nic nie pomogło

„Nie chcę, aby nasza synowa mieszkała w takiej atmosferze. Ona teraz potrzebuje spokoju i miłość w domu” – potem zwróciła się do Jadźki – „Spakuj dziecko, Krysi rzeczy. Jutro chłopcy po nie przyjadą”

Po wyjściu Kryśki z mężem i teściami, w domu zrobiła się duża awantura. Jadźka zamknęła się w pokoju. Targały nią mieszane uczucia. Żal jej było siostry, ale z drugiej strony ma pokój do własnej dyspozycji. Sprawa przenocowania Axla chyba się właśnie rozwiązuje. Jadźka jest przekonana, że matka zapanuje nad ojcem. Zawsze się jej to udaje.

Z pokoju obok dochodzą do niej odgłosy sprzeczki. Ojciec zarzuca matce, że wychowała córki bez Boga i teraz są tego efekty

„Tylko patrzeć jak druga bękarta do domu przyniesie…”

Jadźka nie wytrzymała. Wpadła do pokoju, Stanęła przed ojcem i wykrzyczała mu prosto w twarz

„A, żebyś wiedział, że tak zrobię! Jak tylko mój Axel przyjedzie wskoczę z nim do łóżka i postaram się jak najszybciej o dziecko. Nie powstrzymasz mnie!”

„A, idźcie wy wszystkie w cholerę! Nie chcę mieć nic wspólnego z grzesznicami bezbożnymi!” – odpowiedział zaskoczony wybuchem córki

„Uspokój się Klemens. Nie denerwuj się. Wszystko się dobrze ułoży…Gdzie idziesz?” – zapytała widząc, że mąż szykuje się do wyjścia z domu

„Do kościoła pomodlić się za was, grzesznice”

Jak powiedział tak zrobił. W kościele, pustym o tej porze przeleżał krzyżem na posadzce kilka godzin dłużej niż zamierzał. Usnął po prostu. Obudził go głos kościelnego który przyszedł zamknąć kościół

„Panie! Wstawaj pan. Choroby się pan nabawisz. Kto to słyszał leżeć tak na kamieniach w grudniu”

Klemens Trzmiel odwrócił głowę i spojrzał na niego nieprzytomnym wzrokiem. Chwilę trwało zanim dotarło do niego o co chodzi

„Wstawaj pan” – powtórzył kościelny – „Kościół muszę zamknąć”

Trzmiel z trudem się podniósł jęcząc

„O! Jezu! Ale mnie w krzyżu napier…To jest łupie”

Kościelny pomógł mu dojść do drzwi

„Dasz pan rade dojść do domu?”

„Tak. Tak, dziękuję panu”

Jadźka była już w łóżku, jak ojciec wrócił z kościoła. Słyszała jak jękliwym głosem prosił matkę, aby mu posmarowała plecy spirytusem. Matka mówiła coś cichym głosem. Jadźka słyszała jakąś krzątaninę i jęki ojca

„Aj! Nie nacieraj tak mocno!”

„Kładź się spać Jełopie świętobliwy i szykuj się na poważną rozmowę jutro”

Poważnej rozmowy nie było.

Zaraz po dziewiątej w niedzielę Jadźka musiała iść do sąsiadów z drugiego piętra i zadzwonić od nich po pogotowie.

Matka mówiła, że ojciec nie spał całą noc i ona przez niego też nie spała. Rano zmierzyła mu temperaturę. Trzydzieści dziewięć i dwie kreski. Mierzyła trzy razy. Ojciec nie może mówić. Boli go gardło i strasznie charczy.

Zabrali go do szpitala. Okazało się, że ma ciężkie, obustronne zapalenie płuc. Matka była załamana. Winiła siebie za to, że nie zatrzymała ojca w domu jak wychodził podchmielony do kościoła.

Jadźkę ucieszyła ta niespodziewana choroba ojca. Z jednej strony martwiła się o jego zdrowie, ale jednocześnie chciałaby, aby pozostał w szpitalu przez ten czas, gdy Axel będzie w Łodzi.

W poniedziałek rano Jadźka poszła na pierwszą zmianę. Gdy wróciła do domu zastała matkę płaczącą. Dowiedziała się, że z ojcem jest źle. Traci często przytomność. Jest pod tlenem. Musi zostać w szpitalu. Wszystko wskazuje na to, że święta spędzą same

„Nie będziemy same, mamusiu. Axel przyjeżdża już w piątek”

„Ano tak. Zapomniałam” – powiedziała matka i po chwili dodała – „Ty to jesteś szczęściara, Jadziu. Ojca nie ma. Axel może spać w łóżku Krysi”

Matka powiedziała to jakimś dziwnym tonem, jakby z wyrzutem. Nie podobało się to Jadźce. Czuła, że powinna zmienić temat

„Zajmę się przygotowaniami na święta. Kupię choinkę. U nas mają sprzedawać karpie. Zosia, ta która tam pracuje obiecała mi zostawić dwa”

„Co za Zosia?” – zapytała mechanicznie matka

Myślami była gdzie indziej

„Wiesz która. Chodziłam z nią do podstawówki”

„Aha! Ta Zosia…”

„Jutro z rana pójdę do przychodni. Doktor Stasiak lubi mnie. Na pewno da mi zwolnienie na kilka dni. Będę mogła się zająć domem. Te cztery dni po świętach do Sylwestra mam odrobione. Potem zobaczymy”

W czwartek poszła z matką do szpitala, do ojca. Chcieli zabrać ze sobą Kryśkę, ale nie zgodziła się. Nie wolno jej się denerwować, powiedziała. Jadźka przekonała matkę, że może to i lepiej. Ojciec na pewno by się zdenerwował.

W szpitalu zastały ojca w dobrej formie. Jest w dalszym ciągu bardzo osłabiony, ale może mówić, chociaż przychodzi mu to z trudnością. Przyniosły mu kompot z czereśni i ciasto zrobione poprzedniego dnia. Ojciec ma nadzieję, że go wypiszą ze szpitala przed świętami. Może nawet już jutro. Zażyczył sobie, aby mu przynieść jutro ubranie.

Zmartwiło Jadźkę to, że ojciec poczuł się lepiej. Chyba jednak nie uniknie sporu o to, gdzie Axel ma nocować. Nie okazała jednak tego, że polepszony stan ojca ją martwi. Wieczorem nie mogła usnąć. Gnębiła ją myśl o tym, że nie wie, jak przekonać ojca, że jest dorosła i że to ona decyduje czy jej chłopak może spać w jej pokoju.

Następnego dnia, w piątek Jadźka była od samego rana bardzo zdenerwowana. Prawie nie spała w nocy. Oczy ma podkrążone. Wory pod oczami i do tego wyskoczył jej na czole pryszcz. Axel pisał, że w Łodzi powinien być o siódmej wieczorem. Przed południem obiecała mamie, że zaniosą ojcu ubranie, tak aby je miał na pierwszą, kiedy to wypuszczają tych co są wypisani ze szpitala. Potem trzeba jeszcze odstać w kolejce po zakupy, posprzątać mieszkanie i doprowadzić się do porządku.

Przed dwunastą były w szpitalu. Po raz kolejny okazało się, że Jadźka jest szczęściarą. Mowy nie ma, aby ojciec wyszedł ze szpitala przed świętami. W nocy bardzo mu się pogorszyło. Stracił przytomność i jeszcze jej nie odzyskał. Nie może samodzielnie oddychać.

Matka się popłakała. Jadźka jakoś nie mogła, chociaż bardzo tego chciała. Nie, żeby jej bardzo było żal ojca. Po prostu uważała, że wypada płakać, no i żeby matce nie było przykro, że ona, Jadźka, nie ubolewa nad cierpieniem ojca.

Po wyjściu ze szpitala postanowiły, że matka wróci do domu a ona pojedzie zrobić zakupy. Rozstały się na przystanku autobusowym. Przed zakupami udała się do mieszkania teściów Kryśki. Powiedziała Kryśce co z ojcem i że zostanie on na święta w szpitalu. Umówiły się, że Kryśka wpadnie do nich na Żubardź jeszcze w sobotę przed Wigilią, aby porozmawiać z mamą a potem w pierwszy dzień świąt przyjdzie do nich z Kazikiem na śniadanie. Wróciła do domu przed siódmą

„Axel jeszcze nie przyjechał?” – zapytała na przywitanie.

„Jak by przyjechał to by był”

Wpuściła karpie do wanny. Choinkę postawiła obok sedesu. Zabrała się za sprzątanie mieszkania

„Przecież już posprzątane” – zauważyła matka – „Odłóż tą ścierę i weź się za siebie”

Matka krzątała się w kuchni. Jadźka poszła do swojego pokoju przebrać się, a potem co chwilę wpadała do kuchni wyjrzeć przez okno na ulicę. Tylko okno kuchenne wychodziło na ulicę. Irytowało to matkę, ale nic nie mówiła. Też była ciekawa spotkania z chłopakiem córki. Jadźka była akurat w toalecie, gdy usłyszała matkę

„Jakieś białe auto się zatrzymało przed domem. Ładne, duże”

Jadźka zerwała się gwałtownie z sedesu. Wciągając spodnie zawadziła o choinkę. Chciała się odsunąć na bok, ale nie do końca wciągnięte spodnie przytrzymały jej nogi i Jadźka runęła jak długa uderzając twarzą o kant wanny. Wyszła po chwili z zalaną krwią twarzą

„Jezus! Maria! Co ci się stało?!”

„Nic. Uderzyłam się o wannę… Gdzie on jest?”

Jadźka z rozciętym łukiem brwiowym i ręcznikiem przy twarzy zbiegła na dół. Axel właśnie wysiadł z auta i się rozglądał. Odgłos gwałtownie otwieranych drzwi od korytarza sprawił, że odwrócił głowę we właściwą stronę. Z korytarza wybiegła jego dziewczyna. Przeraził się jak ją zobaczył. Rzuciła mu się na szyję.

„Vad händer? Är du OK?”

„Nic się nie stało. Nic mi nie jest”

Zanim zdołał ochłonąć złapała go za rękę i pobiegli na górę. Zaczęła mu wyjaśniać co się stało, ale zauważyła, że nie za bardzo jej słucha. Przerwała wyjaśniać. Szybko skorzystał z tego, że mógł dojść do głosu

„Får jag låna toalett?”

Przez moment zastanawiała się o co mu chodzi

„A! toaleta!…Proszę bardzo, tam” – wskazała drzwi

Podczas gdy Axel przebywał w toalecie Jadźka analizowała jego pytanie. Zrozumiała oczywiście, że pytał o toaletę, ale na tyle znała już język szwedzki, że zrozumiała również, iż mówił, że chce ją pożyczyć. Zastanawiała się czy dobrze zrozumiała. Pobiegła do swojego pokoju. Zajrzała do słownika. Nie myliła się

„Får jak låna?” – „Czy mogę pożyczyć?”

Nie miała czasu sprawdzać dalej. Usłyszała, że wyszedł z toalety.

Axel był odprężony i szeroko uśmiechnięty

„U nas choinka zwykle stoi w bardziej honorowym miejscu a ryby trzymamy w akwarium”

Zrozumiała co jej powiedział. Chwilę trwało zanim dotarło do niego jej wyjaśnienie jak to jest z tą choinką i rybami.

Przedstawiła mu mamę. Zauważyła, że się jej spodobał. Powiedziała o ojcu i siostrze. Potem zeszła z nim do samochodu po bagaże, ale zanim to zrobiła Axel pomógł jej założyć plaster na rozbity łuk brwiowy. Nie omieszkał przy okazji wycałować okolic tej groźnej rany. Jadźka po tym zabiegu poczuła jakby ta rana znikła, a w każdym razie przestała boleć.

Bardzo jej się spodobał samochód – Volvo 145. Co prawda spodziewała się, że Axel przyjedzie limuzyną, Ale ten też ładny

„Dziewczyny będą się śmiały, że przyjechał karetką pogotowia” – pomyślała – „Ale co tam. I tak będą sine z zazdrości”

Dwa razy schodzili do samochodu po bagaże. Wszystko zanieśli do jej pokoju. Axel rozpakował torby. Swoich rzeczy miał bardzo mało. Zdecydowana większość to różnego rodzaju prezenty i żywność. Matka ucieszyła się z szynki i kilogramowej puszki śledzi. Szynka, którą Jadźka kupiła nie była zbyt ładna i do tego mała. Niecałe osiemdziesiąt deko.

Największa torba pełna była ciuchów. Wyłożyli je na łóżku Krysi. Już na pierwszy rzut oka Jadźka zorientowała się, że Axel przywiózł rzeczy, o które go prosiła. Co prawda matka przekonywała ją, że nie wypada, aby mu pisała co ma przywieść, ale Axel wyraźnie napisał, że chce kupić dla niej trochę rzeczy, które mogłaby sprzedać z zyskiem. Jadźka obleciała łódzkie komisy i mu odpisała co warto przywieść.

Teraz patrzy z zachwytem na leżące na łóżku rzeczy. Samych rajstop jest dwadzieścia par. Sześć peruk, dokładnie takich jak chciała, z długimi szarymi włosami. Ona takiej nie włożyłaby na głowę, ale sama słyszała w komisie jak kobiety o takie pytały. Było też kilkanaście par miękkich wkładek z gąbki do biustonoszy. Jadźka wie, że można je dobrze sprzedać w prywatnych zakładach bieliźniarskich.

Zastanawia się czy nie zostawić sobie jednej pary.

Reszta rzeczy wymagała przejrzenia na spokojnie. Zrobią to z mamą i Kryśką jutro. Część ciuchów na pewno sobie zostawią, resztę wstawią do komisu.

Było jeszcze trochę różnych kosmetyków i lakierów do paznokci oraz kilka pudełek z niemieckim proszkiem do prania. Gdy już wszystko rozpakowali zapukała do pokoju matka

„Kolacja gotowa”

Kiedy siadali do stołu zegar na kredensie wskazywał punktualnie dziewiątą. Przy kolacji matka pytała się, dlaczego Axel nie mieszka z rodzicami. Jadźka tłumaczyła. Axel odpowiedział, że jego rodzice mieszkają daleko na północy, sto dwadzieścia mil od Oxelösund w miejscowości Kalix.

Przez chwilę wyjaśniał, ile to jest jedna mila szwedzka. Okazało się, że zwyczajowo dla Szwedów dziesięć kilometrów równe jest jednej mili.

Rodzice mają niewielki domek. On i brat tam się urodzili. Tata jest nauczycielem w miejscowej szkole a mama jest na rencie chorobowej. Porusza się na wózku inwalidzkim. Brat, mieszka w Luleå, osiem mil na południe od Kalix. Pracuje w miejscowej hucie.

Potem Axel dziwił się jak oni we trzy osoby dają radę mieszkać w tak małym mieszkaniu. Jadźka wyjaśniła mu, że mieszkały tak do teraz we cztery osoby i że siostra właśnie się wyprowadziła do teściów.

Axel zadał jeszcze jedno pytanie, które bardzo rozbawiło Jadźkę i mamę

„Dlaczego nie kupiliście sobie większego mieszkania?”

„Potem ci to wyjaśnię”

Po kolacji Jadźka chciała pomóc mamie ze zmywaniem naczyń, ale matka powiedziała jej, aby się zajęła gościem. Za wcześnie było iść spać. Jadźka zaproponowała spacer po okolicy. Ponieważ pogoda zrobiła się wietrzna wrócili około jedenastej do domu.

Mama już spała. Weszli do kuchni. Axel zgotował wodę na herbatę a Jadźka poszła do łazienki przyszykować się do spania. Potem Axel zajął łazienkę. Gdy przyszedł w piżamie do pokoju, Jadźka była już w łóżku. Zaczął przekładać do torby rzeczy leżące na Kryśki łóżku

„Co robisz?” – zapytała

„Nie mogę spać na tym wszystkim”

„Zostaw to. Zmieścimy się razem na moi łóżku”

Jadźka miała rację. Było im trochę ciasno, ale i tak obudzili się rano o dziewiątej bardzo zadowoleni.

Po śniadaniu, matka zaproponowała, aby pomogli jej postawić choinkę w dużym pokoju i poszli sobie na miasto. Ona się wszystkim zajmie. Nie chce siedzieć bezczynnie, bo wtedy za dużo myśli o ojcu.

Podczas gdy Axel z Jadźką ubierali choinkę matka weszła do ich pokoju pościelić łóżka. Uśmiechnęła się zobaczywszy wszystkie rzeczy w dalszym ciągu leżące na łóżku Kryśki.

Po uporaniu się z choinką pojechali do miasta. Axel zaparkował auto na Placu Wolności przy studzience. Gdy wysiadali z samochodu Jadźka z satysfakcją zauważyła spojrzenia przypadkowych przechodniów. Żałowała, że nie było wśród nich nikogo znajomego. Ruszyli w stronę Piotrkowskiej.

Do domu wrócili późnym wieczorem. Ryb już nie było w wannie i Axel wreszcie mógł się wykąpać. Wszystko było już przyszykowane na jutrzejszą Wigilię. Jadźka dowiedziała się, że Kryśka była w domu i wybrała sobie dwie bluzki. Potem pojechała z mamą do ojca, ale nie weszła do szpitala. Z ojcem w dalszym ciągu jest źle. Często traci przytomność nie może mówić. Karmiony jest przez sondę.

Wigilię spędzili we troje. Axel nie był zachwycony karpiem. Zjadł kawałek przez grzeczność. Dziwił się, dlaczego nie ma na stole szynki ani innych mięs. Pod koniec kolacji Axel przeprosił i zszedł na dół do samochodu. Po kilku minutach wrócił z czterema prezentami pod choinkę. Największa paczka zawierała butelkę szwedzkiej wódki Renat Brännvin dla pana domu. Pani domu dostała srebrny wisiorek z emaliowanym motywem roślinnym z Lappland. Dla Jadźki i Kryśki miał dwa małe drewniane, ręcznie malowane kolorowe figurki koni, Wyjaśnił, że są to Dalahästar, czyli figurki koników wyrabiane w środkowej Szwecji w województwie Dalarna.

Jadźka też miała dla niego przyszykowany prezent. Długo nie mogła się zdecydować co mu kupić. W końcu kupiła w Cepelii gruby sweter z wełny z góralskimi motywami. Sweter pasował na niego jak ulał.

W pierwszy dzień świąt, tak jak było umówione przyszła Kryśka z Kazikiem. Jadźka obawiała się trochę tej wizyty. Okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. Kryśka wyglądała bardzo źle. Widać ciąża jej nie służy. Axel wyraźnie nie był nią zainteresowany, mimo że Kryśka nie spuszczała z niego oczu. Kazik coś powiedział do Kryśki. Przestała tak nachalnie gapić się na Axla. Nie uszło to uwadze Jadźki. Czuła się usatysfakcjonowana sytuacją do tego stopnia, że puściła mimo uszu kąśliwą uwagę siostry

„Widzę, że ci cycki urosły”

Jadźka pomyślała, że jednak te wkładki do stanika robią dobrą robotę.

Przez następne dni Axel i Jadźka chodzili po Łodzi, a właściwie tylko po Piotrkowskiej. Jadźce bardzo podobały się wizyty w restauracji Malinowa. Nigdy wcześniej tam nie była. Najchętniej odwiedzałaby ją co dziennie, jednak rozsądek na to nie pozwalał. Miała inne plany dotyczące pieniędzy Axla.

Chodziło o pewną sukienkę z Telimeny. Axel kupił ją bez wahania. Będzie idealna na zabawę Sylwestrową. Niestety, trudno jej było namówić go do kupienia sobie garnituru i odpowiedniej koszuli. Nie był przekonany, że jest mu to niezbędne. Axel przyjechał do Polski ubrany na sportowo. Miał ze sobą dwie pary dżinsów, grube flanelowe koszule i dwa swetry plus trzeci który dostał od Jadźki na gwiazdkę.

Okazało się, że w domu też niema ani jednego garnituru. Ma jakieś dwie marynarki, ale niechętnie je nosi. Co do kupna garnituru zmienił zdanie, gdy Jadźka powiedziała mu, że taki garnitur przyda mu się w przyszłości do ślubu.

Pieniądze które Axel wymienił w Świnoujściu po zejściu z promu zaczęły się kończyć. Na szczęście sąsiad z sąsiedniej klatki trudnił się nielegalną wymianą pieniędzy. Jadźka o tym nie wiedziała do czasu, gdy nie zaczepił ich jak wsiadali do samochodu. Zaproponował korzystną wymianę. Wtedy nie skorzystali, ale obiecali pamiętać o propozycji.

W sobotę trzydziestego przed Sylwestrem zgłosili się do niego. Axel był zadowolony z wymiany. Dostał więcej niż od cinkciarza w Świnoujściu.

Jadźka jeszcze przed przyjazdem Axla umówiła się z Ulką i Zenką, że Sylwestra spędzą razem na zabawie organizowanej w zakładowym Domu Kultury. Wszystko już mają opłacone. Trzeba przynieść swoje jedzenie i alkohol. Organizatorzy zapewniają tylko bigos i czerwony barszczyk oraz lampkę wina na powitanie. Do tańca będzie grać miejscowy zespól muzyczny i być może przybędą również „Trubadurzy”. W ostatniej chwili z zabawy zrezygnowała Zenka. Dowiedziała się, że majster, z którym kręciła ma przyjść na zabawę z żoną.

Axel nie za bardzo wiedział co to jest Sylwester. To znaczy sprawdził w swoim kalendarzyku kieszonkowym, że faktycznie ostatniego dnia grudnia imieniny obchodzi Sylvester, ale nigdy nie kojarzył to z zabawą. Trzydziesty pierwszy grudnia to Nyårsafton, czyli Wigilia Nowego Roku. W jego otoczeniu nie urządzano zabaw tego wieczoru. On sam ma zwyczaj wychodzić tego wieczoru na zewnątrz z przyjaciółmi. Biorą ze sobą butelkę musującego wina, plastikowe kiliszki i jadą nad rzekę do pobliskiego Nyköping. Punktualnie z wybiciem dwunastej i rozpoczęciem Nowego Roku odpalane są fajerwerki. Mija też okres ochrony i zakaz połowu pstrągów. Już od wczesnego wieczoru usadawiają się wzdłuż rzeki wędkarze i czekają na ten sygnał. Zanim to nastąpi umilają sobie oczekiwanie spożywaniem alkoholu i przyniesionych potraw świątecznych. Axel tak jak bardzo wiele osób lubi tego wieczoru chodzić wzdłuż rzeki. Spotyka dużo znajomych wędkarzy i nie tylko. Z wybiciem dwunastej wypijają przyniesionego szampana. Wędkarze zarzucają wędki i w zasadzie można już wracać do domu. To co mu Jadźka opowiedziała o zabawie Sylwestrowej było dla niego czymś nowym. Bardzo go to zaciekawiło.

Na Sylwestra pojechali taksówką. Przed wejściem na salę stało kilkanaście osób. Część z nich wyszła na papierosa, część dyskutowała o czymś zawzięcie. Niektórzy byli już podchmieleni. Jakaś dziewczyna użerała się z chłopakiem. Wszyscy zamilkli, gdy Jadźka przytulona do Axla wchodziła do środka. Jadźka oczywiście znała niemal wszystkich. Niemal wszyscy znali Jadźkę. Do jej uszu dochodziły komentarze

„Hedvig przyszła ze swoim Szwedem…”

„O! Jadźka Szwedka przyjechała z tym swoim”

Słysząc to czuła ogromne zadowolenie.

W prowizorycznie zorganizowanej szatni zostawili kurtki. Obok były toalety. Jadźka przeprosiła Axla i udała się do tej dla pań.

Podczas gdyAxel stał pod drzwiami i niepewnym uśmiechem odpowiadał przyglądającym mu się osobą, Jadźkę otoczyły dziewczyny z tkalni. Jedne szczerze, inne mniej szczerze gratulowały jej chłopaka. Tylko jedna z nich zauważyła jej kreację

„O! masz kieckę z Telimeny!”

Wtedy dopiero pozostałe zaczęły ją oglądać.

„Axel mi kupił” – pochwaliła się

„Niedobrze ci w niej, postarza cię” – zauważyła taka jedna jędza z drugiej zmiany

Jadźka nie odpowiedziała na uszczypliwość. Skierowała się do kabiny

„Przepraszam. Siku mi się chce”

Po wyjściu z toalety nie mogła odnaleźć Axla. Dopiero po chwili zauważyła go otoczonego chłopakami z warsztatu. Już z daleka słyszała

„Ze mną się nie napijesz? Tylko jednego…”

Axel właśnie wychylał pełen kieliszek wódki. Ledwo wypił i już miał nalany następny

„Zostawcie go!”

Jadźka podbiegła i wytrąciła kieliszek z ręki zaskoczonego Axla

„Nie bój się. Dopiero trzy wypił!” – zauważył jeden z chłopaków

„He! He! He!” – zarechotali pozostali

Jadźka odciągnęła Axla w stronę sali zastawionej stolikami. Zaraz za progiem spotkała Ulkę, która na nią czekała. Ulka miała już zajęty dla nich stolik w pobliżu orkiestry. Siedział przy nim chłopak, z którym przyszła. Przedstawili się sobie. Ulki chłopak, Mietek też już wypił trochę

„Co to za chłopak?” – zapytała dyskretnie Jadźka

„Taki jeden ćwok. Daleki kuzyn. Wiesz, na bezrybiu i rak ryba… A jak tam twój Wał?” – Ulka nie omieszkała się pochwalić tym, że zna dokładne tłumaczenie na polski imienia Axel – „Jest tylko wałem z imienia, czy też może się pochwalić prawdziwym wałem? Hi! Hi! Hi!”

„Świnia jesteś” – odpowiedziała Jadźka rozbawiona – „Nie narzekam na wała”

Obydwie panie rozłożyły na stole przyniesione z domu potrawy, po butelce wódki i radzieckiego szampana. Panowie ledwo dotrwali do północy. Trochę potańczyli i w zasadzie dużą część czasu przespali przy stole. Jadźka nie spuszczała Axla z oka. Kilkakrotnie odgoniła chętnych wypicia brudzia ze Szwedem.

Po wybiciu dwunastej niektórzy zaczęli opuszczać zabawę. Ulka z Mietkiem wyniosła się około pierwszej. Jadźka i Axel niedługo po nich. Mieli szczęście i bardzo szybko złapali taksówkę.

Nowy Rok spędzili w domu. Axel bardzo odchorowywał Sylwestra. Był przekonany, że zaszkodził mu bigos serwowany na zabawie. Stwierdził, że jadł go po raz pierwszy i ostatni. Po południu Jadźka z mamą pojechała do ojca. Axel został w łóżku. Wróciły zapłakane. Z ojcem nie jest dobrze. Ma bardzo wysokie ciśnienie krwi. Lekarze podejrzewają, że miał niewielki wylew.

We wtorek drugiego stycznia Axel miał poważną rozmowę z Jadźką. Można powiedzieć, że się oświadczył chociaż nie dał jej pierścionka. Umówili się, na następne spotkanie w Szwecji. Jadźka ma przyjechać do niego spędzić tam Wielkanoc. W środę z rana Axel wyjechał do Świnoujścia. Wieczorem miał stamtąd prom do Ystad.

Zaraz po Trzech Królach, w niedzielę zmarł ojciec.

Kilka dni później odbył się pogrzeb na którym byli tylko najbliżsi. Już na cmentarzu zaraz po pogrzebie matka zrobiła córkom awanturę. Zarzucała im, że to przez ich niemoralne zachowanie ojciec się rozchorował i zmarł. W domu cały czas płakała i bez ustanku robiła Jadźce wymówki. Jej nastawienie do Axla bardzo się zmieniło. Zrobiła się bardzo religijna. Chodziła raz w tygodniu do spowiedzi. Jadźka z początku myślała, że jej to minie z upływem czasu. Tak się jednak nie stało. Było z nią coraz trudniej wytrzymać.

Jadźka przychodziła do domu tylko po to, aby się wyspać i coś zjeść. Starała się być poza domem. Czas spędzała z koleżankami w kawiarniach. Miała teraz pieniądze i mogła im stawiać. Axel przysyłał paczki. Już nie ciuchy, kosmetyki i duperele. Dowiedział się co najbardziej opłaca się w Polsce sprzedać.

Kupił w domu sprzedaży wysyłkowej w Azji same końcówki wkładów do długopisów. Taka końcówka jest bardzo mała. Zaledwie niecałe dziesięć milimetrów długości. Pakował to do blaszanego pudełka po rozpuszczalnej czekoladzie O`Boy i wysyłał w paczce żywnościowej. Mieściło się w niej około pół miliona takich końcówek. Dzięki temu Jadźka nie musiała płacić wysokiego cła.

Pierwszą partię sprzedała w komisie po pięćdziesiąt groszy za sztukę. Otrzymana suma oszołomiła ją. Kilka dni później zgłosił się do niej pewien prywaciarz, wytwórca długopisów i wkładów do nich. Zaproponował, że odbierze od niej każdą ilość tych końcówek i zapłaci po sześćdziesiąt groszy za sztukę. Przekonywał, że tak będzie bezpieczniej. Sprzedaż w komisie prędzej czy później ściągnie na nią uwagę Urzędu Finansowego i będzie miała duże nieprzyjemności i koszty.

Następną przesyłkę, ku swojemu zadowoleniu sprzedała mu bez problemowo. Mając tak dużo pieniędzy, Jadźka uznała, że nie ma sensu męczyć się na trzy zmiany na tkalni. Złożyła wymówienie z miesięcznym okresem wypowiedzenia.

Jadźka miała teraz dużo przyjaciół. Przesiadywała z nimi w kawiarniach na Piotrkowskiej. Zazwyczaj, a właściwie to zawsze ona płaciła wszystkie rachunki. Mimo to nie zapomniała o dalszej nauce języka szwedzkiego. Chodziła teraz na kurs dla zaawansowanych. Dawała sobie świetnie radę.

Pod koniec marca Axel przysłał jej oficjalne zaproszenie, poświadczone przez władze policyjne. W zaproszeniu zobowiązywał się zapewnić jej zamieszkanie i utrzymanie oraz wszystkie koszty z tym związane w czasie jej wizyty w Szwecji.

Zabrała się ostro za załatwienie paszportu. Dowiedziała się, że aby otrzymać paszport na wyjazd do Szwecji musi mieć z Konsulatu Szwecji tak zwaną promesę, czyli obietnicę otrzymania wizy na wjazd do tego kraju. Jadźka natychmiast udała się do Warszawy. W Konsulacie przedstawiła zaproszenie. Konsulat natychmiast uzyskał potwierdzenie telefoniczne o prawdziwości zaproszenia i już mogła wracać do Łodzi z upragnioną promesą. Złożyła ją w biurze paszportowym. Teraz poszła kupić w Orbisie bilet w obydwie strony na prom ze Świnoujścia do Ystad. Niestety okazało się, że aby je kupić musi przedstawić ważny paszport. Załatwiła tylko tyle, że bilet zarezerwowała na wyjazd z Polski w niedzielę piętnastego kwietnia i powrót z Ystad w poniedziałek trzydziestego kwietnia.

Paszport otrzymała we wtorek dziesiątego kwietnia. Następnego dnia była w Warszawie w Konsulacie. Wkleili jej tam do paszportu upragnioną wizę. W czwartek dwunastego wykupiła bilet na prom. Z przyzwyczajenia poprosiła o najtańszy. Młody sprzedawca zapytał

„Chce pani spać na podłodze? Radzę wykupić kabinę”

Nie zastanawiała się długo

„Co będę dziadówę strugała” – pomyślała

Dokupiła kabinę i talony na kolację i śniadanie. Pozostały jej tylko dwa dni na odwiedzenie Kryśki, zrobienie ostatnich zakupów i poważną rozmowę z matką. Szykowała się na nią od dawna. Uważała, że musi na matkę w jakiś sposób wpłynąć, aby się zmieniła.

W sobotę wieczorem oznajmiła jej

„Wiesz, że jutro wyjeżdżam do Szwecji, prawda?”

„Wiem. Na grobie u ojca byłaś?”

„Byłam” – skłamała – „Zastanawiam się czy wrócić do Polski… Czy mam do kogo…”

„Jak to?!…A, ja to co?…Można mnie tak zostawić? Psa się tak nie zostawia…”

„Nie chcę cię zostawić, ale wydaje mi się, że od śmierci ojca nie mam już matki…”

„Jak możesz tak mówić?!…Czy wygnałam cię na ulicę?”

„Gorzej. Wygnałaś mnie ze swojego serca. Kryśkę też…Obwiniasz nas za śmierć ojca, chociaż wiesz, że to nie nasza wina”

„Wasza. Ojciec chciał abyście postępowały po bożemu…”

„Po bożemu…Sama wiele razy zarzucałaś mu, że jest dewotem. Jestem pełnoletnia i sama decyduję o sobie”

„Ojciec chciał abyście zachowywały się moralnie…”

„O czym ty mówisz?! Czy jestem niemoralna?! Czy Kryśka jest niemoralna?! Czy kurwimy się na lewo i prawo?!…Kryśka ma męża, kochają się. Będą mieli dziecko…”

„Ale nie po bożemu…”

„Co, nie po bożemu?!…Że w białej kiecce nie stanęła w kościele przed facetem w sukience?!”

„Bluźnisz teraz. Ojciec się w grobie przewraca. Nie tak was wychowywał”

„Przedobrzył. Jego wychowanie polegało na wyrzucaniu nas siłą w każdą niedzielę do kościoła. Nigdy nie mogłyśmy zaprosić do domu żadnego chłopaka. Sama hamowałaś go w tym wychowywaniu!”

Jadźka przerwała. Matka zaczęła płakać.

„Chciał dobrze…Tak był wychowany. Ojciec bił go jak nie poszedł na mszę. Chciał was wychowywać w ten sam sposób. Nie wiesz, ile mnie to kosztowało, aby go od tego powstrzymywać. Pamiętasz, raz uderzył Krysię, gdy miała dwanaście lat. Okres dostała. Ciężko to przechodziła. Nie chciała iść tamtej niedzieli do kościoła. Chciała zostać w domu. Zagroziłam mu wtedy, że jak jeszcze raz uderzy którąś z was to go opuszczę…”

„Trzeba było tak zrobić”

„O czym ty mówisz, córuś -”

Jadźka zauważyła, że matka pierwszy raz od śmierci ojca zwróciła się do niej słowem córuś

„O czym ty mówisz córuś. Chciałam abyście miały normalną rodzinę. Ojca i matkę. A poza tym, gdzie bym się z wami podziała. Bez mieszkania z moją marną pensją z przedszkola”

Znowu zaczęła płakać

„Mamo…”

„Daj mi spokój. Jedź i nie wracaj jak nie chcesz”

„Chcę wrócić do matki. Nie do obcej kobiety, u której mieszkam od śmierci ojca…”

Jadźka też się rozpłakała. Usiadła obok matki na wersalce. Objęła ją i tak przytulone płakały razem po cichu przez jakiś czas.

W niedzielę z rana, zaraz po śniadaniu pojechały obydwie na dworzec. Pociąg do Świnoujścia odjeżdżał kwadrans po dziesiątej. Miały jeszcze trochę czasu. Jadźka przypomniała mamie jeszcze raz, aby korzystała z pieniędzy, które jej zostawiła.

Tuż przed odjazdem pociągu na dworcu zjawiła się Kryśka. Zdążyła się pożegnać z siostrą w ostatniej chwili. Już z okna przedziału Jadźka widziała, jak Kryśka ściska się z matką. Potem pomachały jej, gdy pociąg powoli ruszył. Jadźka widziała jeszcze jak obie odeszły w kierunku wyjścia z peronu.

W Świnoujściu bez problemu dostała się na przystań promową. Odprawa paszportowa i celna przebiegła sprawnie. Znudzony celnik grzebał chwilę w walizce. Potem zadał jej tylko jedno pytanie. Ile dolarów wiezie ze sobą. Odpowiedziała, że tylko sto dziesięć wykupione w Orbisie. Celnik zastanawiał się chwilę i zakończył kontrolę.

Pół godziny później zaczęto wypuszczać pasażerów z budynku przystani i kierować w stronę przystawionych do promu schodów. Jadźkę zdziwiło, że tak dużo ludzi udaje się do Szwecji. Wszyscy dobrze ubrani, pewni siebie. Wyglądają na takich co mają pieniądze i co nie pierwszy raz wyjeżdżają za granicę. Czuła się wśród nich niepewnie.

Przy schodach zrobiła się spora kolejka. Niektórzy pasażerowie, zwłaszcza starsi ledwo dawali radę wnieść na górę ciężkie bagaże. Zauważyła kilku schodzących w dół młodych mężczyzn, którzy zgrabnie i szybko przeciskali się przez tłum pnący się do góry. Podchodzili do starszych ludzi i oferowali im pomoc we wnoszeniu bagaży. Po krótkich negocjacjach dostawali jakąś zapłatę i szybko wnosili walizy na górę. Do niej też podszedł jeden i zaoferował pomoc za dolara. W pierwszym momencie poczuła się urażona

„Boże! Czy ja tak staro wyglądam?” – pomyślała

„Niech się panienka tak długo nie zastanawia. Nie mam czasu czekać” – usłyszała

Ta panienka ją uspokoiła. Szybko sięgnęła do przewieszonej przez ramię torebki po pieniądze. Na górze odnalazła swoje dwie walizki stojące przy recepcji. Zdziwiło ją, iż mimo tylu ludzi wchodzących na prom przy recepcji nie było tłoku. Tylko jakieś dwie starsze pary odbierały klucze do kabin. Po chwili przyszła jej kolej. Pokazała bilet. Pracownik recepcji odnalazł ją na liście. Wydał klucz i talony na kolację i śniadanie. Przypomniał, że kolacja wydawana jest już od teraz, natomiast śniadanie będzie wydawane od szóstej rano. Przybycie promu do Ystad planowane jest na godzinę siódmą. Potem wytłumaczył, jak trafić do kabiny.

Jadźka pierwszy raz płynęła promem. Pierwszy raz opuszczała Polskę. Nikt nigdy w jej rodzinie nie wyjeżdżał za granicę. Ona sama w swoich najśmielszych marzeniach myślała co najwyżej o wyjeździe do Bułgarii. Teraz wszystko było dla niej nowe.

Mimo, że wydawało jej się, iż zrozumiała, jak trafić do kabiny nie mogła jej znaleźć. Znalazła ją dopiero w trzecim korytarzu. Kabina była bez okna. Dosyć ciasna jedno łóżko na dole, drugie nad nim. Zaraz przy drzwiach toaleta z umywalką i prysznicem za zasłonką. Spodobało jej się. Odświeżyła twarz w łazience i postanowiła iść na kolację.

Po wyjściu z korytarza na połączonych fotelach przy recepcji leżeli ludzie i szykowali się do snu. Pod schodami prowadzącymi na dolne i górne pokłady leżały rozłożone śpiwory. Obok niektórych siedzieli na podłodze ludzie i szykowali sobie coś do jedzenia. Widziała, jak rozwijali zapakowane kanapki.

Znalazła na ścianie informację jak iść do restauracji. Idąc tam wzdłuż korytarza z oknami pod którymi stały stoliki i fotele zauważyła, że wszystkie są zajęte przez pasażerów szykujących się do spania. Przy jednym z nich na dwóch fotelach rozłożyła się pewna starsza kobieta, na którą zwróciła uwagę przy schodach na prom. Może nie tyle na nią co na jej wytworne futro z norek i spojrzenie jakim z wyższością spoglądała na innych. Jadźka pomyślała, że dobrze zrobiła kupując bilet z kabiną. Najwidoczniej wszystkie kabiny są już wykupione i nie dla wszystkich starczyło w nich miejsca.

Po kolacji wróciła do kabiny. Zastała w niej kobietę w średnim wieku

„Dobry wieczór. Ja tu mam łóżko” – zagadała do niej po polsku

Kobieta uśmiechnęła się do niej. Jadźka zorientowała się, że nie została zrozumiana. Chwilę trwała niezręczna sytuacja. Jadźka postanowiła odezwać się do niej po szwedzku. Nigdy wcześniej nie robiła tego do innych osób oprócz Axla. No i na lekcjach języka, ale to się nie liczy. Przypomniała sobie, że się powinna przedstawić. Czuła, że jest zdenerwowana, ale zdawała sobie sprawę, że prędzej czy później musi zacząć rozmawiać po szwedzku

„Hej. Jag heter Hedvig Trzmiel. Vi seglar till Sverige tillsammans – Hej. Nazywam się Jadwiga Trzmiel. Płyniemy razem do Szwecji”

Kobieta słuchała uważnie po czym uśmiechnęła się i odpowiedziała

„Vi seglar inte. Man seglar med segelbåt – Nie żeglujemy. Żegluje się na żaglówkach”

Jadźka zmieszała się. Poczuła, że się czerwieni. Kobieta mówiła łagodnym i przyjaznym głosem 

„Vi är på färjan till Sverige – Jesteśmy na promie do Szwecji”

Potem ją pochwaliła za prawidłową wymowę. Zgadła, że Jadźka mówi od niedawna po szwedzku. Przedstawiła się. Nazywa się Ester Kaufman. Jest wdową. Nauczycielką matematyki. Mieszka w Malmö. Wraca do domu. Była w Brzezinach u rodziny zmarłego męża

„O! to blisko Łodzi” – Jadźka weszła jej w słowo

Potwierdziła. W Polsce była kilkakrotnie, ale nie nauczyła się języka męża. Ona sama urodziła się w Niemczech w Hamburgu. Jako dziecko wyemigrowała z rodzicami w połowie lat trzydziestych do Szwecji. W czterdziestym ósmym poznała męża. Wkrótce pobrali się. Mają syna. Mieszka w Kanadzie. Mąż zginął w ubiegłym roku w wypadku samochodowym.

Jadźka opowiedziała jej o sobie, o rodzinie i o narzeczonym, do którego jedzie. Ester Kaufman poprawiła ją od czasu do czasu. Wyjaśniła w którym miejscu używa niewłaściwych zwrotów. Jadźka była jej za to bardzo wdzięczna. Pomyślała, że ta rozmowa daje jej więcej niż kilka lekcji nauki języka.

Potem wyszły do sklepu bezcłowego zobaczyć co się opłaca kupić. Jadźka nic nie kupiła. Jej towarzyszka podróży kupiła kilka kosmetyków i poradziła co kupić w drodze powrotnej do Polski.

Potem Jadźka zapytała ją czy na promie jest zawsze tyle ludzi co dzisiaj, czy tylko w okresie przedświątecznym. Dowiedziała się, że prom jest prawie pusty, a ci ludzie śpiący w fotelach i na podłodze, robią to dlatego, żeby zaoszczędzić pieniądze.

Po powrocie do kabiny rozmawiały do pierwszej. Potem Jadźka zaproponowała, że będzie spać na górnym łóżku. Ester zgodziła się na to z chęcią.

Rano poszły razem na śniadanie. W restauracji należało sobie samemu wybrać potrawy, nałożyć na talerz i potem usiąść do stołu. Jadźka spotkała się z czymś takim pierwszy raz. Ester wyjaśniła jej, że jest to tak zwany buffe, poza granicami Szwecji nazywany szwedzkim stołem.

Po śniadaniu szybko wróciły do kabiny spakować rzeczy. Wymieniły się adresami. Zgubiły się po zejściu z promu.

Kontrolę paszportową przeszła, tak jak inni, bardzo szybko. Znacznie dłużej trwała kontrola celna. Praca celników przy czterech stanowiskach wydawała się bardzo powolna. Przeglądali podróżnym wszystkie bagaże. Jadźka zauważyła za plecami celników dużą otwartą półkę, a na niej znaczną ilość butelek z polskim alkoholem. Leżały tam też wędliny. Takiej ilości kabanosów i suchej kiełbasy myśliwskiej Jadźka jeszcze nie widziała.

W końcu i na nią przyszła kolej. Położyła swoje dwie walizki na ławie przed celnikiem. Zapytał ją po angielsku czy przewozi broń, narkotyki lub alkohol. Zrozumiała o co pytał. Odpowiedziała po szwedzku

„Nie mam broni ani narkotyków. Mam tylko jedną butelkę wódki dla narzeczonego”

Zaskoczyła go tą odpowiedzią. Uśmiechnął się do niej. Nakazał otworzyć walizki. Przejrzał je dosyć pobieżnie. Butelkę Wyborowej podniósł do góry. Odwrócił do góry dnem i przyglądał się chwilę bąbelkom powietrza unoszącym się w alkoholu od dołu do góry.

„Co robisz?” – zapytała zdziwiona

„Sprawdzam czy nie jest to czysty spirytus” – odpowiedział

Nie zrozumiała, jak można to sprawdzić odwracając butelkę. Chciała go o to zapytać. Zaczęła sobie w głowie układać pytanie po szwedzku, ale nie zdążyła go zadać. Celnik zakończył kontrolować jej bagaż. Butelki Wyborowej nie zarekwirował.

Od razu go zauważyła. Stał oparty o filar podtrzymujący dach poczekalni. On ją też zauważył. Zaczął się przepychać poprzez tłumek oczekujący na przyjezdnych. Po chwili mogli się wyściskać. Złapał jej walizki i udali się na parking. Jadźka zauważyła, że Axel jest zmęczony. Wyjaśnił jej, że wyjechał z domu wczoraj wieczorem. Był w Ystad już o drugiej w nocy. Miał nadzieję przespać się w samochodzie, ale temperatura w nocy spadła do zera i z powodu chłodu nie mógł usnąć. Zaproponował Jadźce, aby prowadziła samochód

„Jak to, nie masz prawa jazdy?” – zdziwił się

„Nie mam potrzeby mieć. Nie zanosi się na to abym miała samochód. W Polsce to luksus. Nie stać mnie na auto”

„Tutaj to konieczność. Zwłaszcza poza dużymi miastami. Auto potrzebne jest jak buty…Jak wrócisz do Polski, natychmiast zapisz się na kurs. Tam jest na pewno taniej niż u nas. Potem się je wymieni na szwedzkie…”

„Po co je wymieniać?”

„Po ślubie zamieszkamy w Oxelösund. Będziesz potrzebowała szwedzkie prawo jazdy” – wyjaśnił

Jadźka udała zaskoczoną, chociaż zaskoczoną nie była, ale sprawiło jej to przyjemność i pewną ulgę, że nic w jego nastawieniu do niej się nie zmieniło

„Kochany jesteś…”

Pocałowała go i wsiedli do auta.

Zaraz po wyjeździe z Ystad zatrzymali się przy przydrożnym barze Sibylla. Zjedli śniadanie składające się z kiełbasek, ziemniaków puree posypanych prażoną cebulką oraz musztardy i keczupu.

Axel wypił dwa kubki kawy. Jadźka zadowoliła się herbatą. Zbliżała się dziewiąta, gdy ruszyli w dalszą drogę.

Jadźka cieszyła się, że zobaczy kawałek Szwecji. Axel powiedział, że mają do przejechania prawie pięćdziesiąt pięć mil. Jadźka wiedziała już, że jest to pięćset pięćdziesiąt kilometrów.

Szybko przekonała się, że tak dużo Szwecji to w czasie tej drogi nie zobaczy. Jechali głównie przez lasy. Droga nie była pokryta śniegiem, ale na poboczach leżało go bardzo dużo. Podczas gdy w Polsce drzewa robiły się już zielone, zwłaszcza brzozy, to tutaj ledwo zaczynały się rozwijać na nich listki.

Od czasu do czasu przejeżdżali przez małe miejscowości. Pierwszych kilka zainteresowało ją. Bardzo spodobały jej się zadbane domki i obejścia w koło nich. Niemal wszędzie były małe ryneczki z przynajmniej jednym sklepem i stacją benzynową.

Na początku starała się zapamiętać nazwy tych miejscowości przynajmniej tych większych Sövestad, Sjöbo, Hörby, Höör, Tjörnarp czy Norra Mellby. Dosyć szybko znudziło ją to. Poza tym zapomniała już nazwy pierwszych mijanych miejscowości.

W Hässleholm zatrzymali się zatankować auto. Axel wypił jeszcze jedną kawę Jadźka też dała się namówić. Stwierdziła, że kawa nie smakuje tak jak ta pita w Polsce. Zanim wsiedli do auta Axel zastanawiał się czy jechać do drogi E4 czy raczej skierować się w stronę Älmhult i potem na Växjö. Wybrał tą drugą alternatywę.

Mimo wypitej kawy Jadźka usnęła.

„Jeszcze trzynaście kilometrów i będziemy w domu” – usłyszała.

Otworzyła oczy. Właśnie mijali tablicę z napisem Nyköping. Spojrzała na zegarek. Kwadrans po piątej. Minęło jeszcze kilkanaście minut i Axel pokazał jej po prawej stronie drogi stojące na wzniesieniu, kilkupiętrowe domy o dziwnych kształtach.

„Falukorv domy. Mieszkam tam”

„Falukorv?” – zapytała zdziwiona

„Tak. Falukorv. Taka kiełbasa. domy są tak ustawione, że patrząc z góry przypominają pęta kiełbasy”

Wkrótce zatrzymali się na podjeździe przed klatką schodową jednego z nich. Szybko wnieśli bagaże na trzecie piętro. Jadźka została w domu, a Axel poszedł odstawić auto na parking. Gdy wrócił Jadźka zadała pytanie, które od dawna nie dawało jej spokoju

„Gdzie jest pół pokoju?”

„Jakie pół pokoju?” – zdziwił się

„No, przecież jak poznaliśmy się to powiedziałeś, że masz mieszkanie z trzema i pół pokojem z kuchnią. To gdzie jest te pół pokoju? Widzę tu cztery pokoje…”

„A! O to chodzi” – zaśmiał się – „Ten czwarty pokój jest bardzo mały. Ma poniżej dziewięciu metrów kwadratowych. W Szwecji w papierach taki pokój określa się jako pół pokoju”

Potem pokazał jej mieszkanie. Zaczął od pokazania sypialni. Axel kila dni przed jej przyjazdem kupił duże łóżko, metr osiemdziesiąt szerokie, z bardzo grubym materacem. Teraz z dumą pokazywał jego zalety.

Dokładne poznawanie sypialni i zalet nowego łóżka zabrało im kilka godzin.

Około w pół do dziewiątej Axel chciał jej pokazać resztę mieszkania, ale zgodnie stwierdzili, że może to poczekać do jutra. Teraz jest najwyższy czas coś zjeść. Axel powiedział, że przyszykuje dla nie coś specjalnego na kolację, coś co on bardzo lubi.

Przeszli do obszernej kuchni. Z dużego zamrażalnika stojącego pod równie dużą lodówką wyciągnął kartonowe opakowanie. Zamrożoną zawartość przesypał na dużą patelnię

„Co to jest?”

W głosie Jadźki mieszało się zdziwienie z pewną dozą przerażenia

„Pyttipanna. Bardzo dobre”

Zaszokowana w milczeniu przyglądała się jego poczynaniom w kuchni. Przyjrzała się temu co wysypał na patelnię. Pokrojone w drobną kostkę ziemniaki, równie drobno pokrojone kawałki mięsa i kiełbasy, oraz grubo siekana cebula zaczęły świerczeć na patelni stojącej na elektrycznym piecu

„Nie macie gazu?” – zapytała zdziwiona

„Nie. Prąd jest lepszy. Nie śmierdzi”

Faktycznie. Nie śmierdziało gazem, ale zapach podgrzewanego dania nie zachwycił jej. Axel zgrabnie przesypał zawartość patelni na dwa talerze po czym szybko, na tej samej patelni usmażył cztery jajka sadzone. Podzielił sprawiedliwie po dwa, kładąc je na wierzchu pittipanny. Wyciągnął jeszcze z lodówki słoik z pokrojonymi w plastry konserwowymi buraczkami

„No to smacznego!”

„Smacznego” – odpowiedziała bez przekonania

Zjadła wszystko, mimo, że z początku była sceptycznie nastawiona do tego dania. Nawet jej smakowało, może dlatego, że była głodna. Axel zauważył, że od czasu jak przeszli do kuchni, Jadźka jakby posmutniała i chyba coś ją gnębi.

„Co ci jest?” – zapytał

„Nic mi nie jest, tylko…”

„Tylko co?”

„Zawsze robisz sobie gotowe jedzenie?”

„Lancz w południe jadam w pracy na stołówce. Na śniadanie zjadam płatki kukurydziane z mlekiem i coś szybkiego na kolację. Nie bawię się w przyszykowywanie wykwintnych dań, bo nie umiem gotować”

„Jutro ja wezmę się za kuchnię” – stwierdziła stanowczo

Obudziła się późno. Axla nie było w łóżku. Znalazła go w kuchni. Przygotowywał śniadanie. Przywitali się. Zaprosił ją do stołu. Wyjął z lodówki kartonowe pudełko z mlekiem. Na stole stały już dwa talerze i duże pudełko z namalowanym zielonym kogutem. Jadźka przyjrzała się mu z zaciekawienie

„Kellogg´s Corn Flakes”, przeczytała.

Zajrzała do środka

„Płatki kukurydziane” – uprzedził pytanie – „Wolisz z cukrem, czy bez?”

„Nie wiem. Nigdy tego nie jadłam”

„Kiedyś musi być pierwszy raz”

Oderwał róg kartonowego pudełka z mlekiem i nalał jej na talerz

„Co robisz?! Zimne, nie przegotowane mleko mi nalewasz?!” – zdziwiła się

„Co w tym dziwnego?”

„My zawsze gotujemy mleko”

„My nie”

Przy śniadaniu oznajmił, że na czas jej pobytu wziął urlop i że zamierza pojechać z nią do rodziców. Tam spędzą Święta Wielkanocne. Po drodze zatrzymają się u brata. Dzisiaj zamierza pokazać jej Oxelösund.

Ucieszyła się, że pojadą do jego rodziców. Bardzo chciałaby ich poznać. Po śniadaniu zabrała się za zmywanie naczyń. Alex chciał to zrobić, ale oznajmiła mu, że teraz ona zajmie się kuchnią.

Po umyciu naczyń, zaczęła inspekcję kuchni od sprawdzenia zawartości lodówki. W zasadzie nic tam nie było poza jeszcze jednym opakowaniem mleka i kilkoma puszkami piwa.

Szafki kuchenne były prawie puste. Kilka talerzy, kubków i garnków, do tego dwie patelnie ledwo wypełniało jedną szafkę. W drugiej znalazła karton z krajanką makaronową. Przyjrzała się. Znalazła informację „gotować trzy minuty”. Nie znalazła nigdzie ziemniaków ani ryżu.

„Chcę ugotować coś na obiad. Ale nic nie ma w domu”

„Jest makaron i keczup. Potrzebujesz coś więcej?”

„To za mało, żeby zrobić coś do jedzenia” – odpowiedziała z rozpaczą w głosie

„Mnie wystarcza”

„Przy mnie będziesz jadł coś bardziej pożywnego. Musimy kupić trochę jedzenia”

„Pojedziemy do centrum. Kupisz co będziesz chciała w Domusie”

Jadźka zaczęła się szykować do wyjazdu na miasto. Część rzeczy miała już rozpakowane. Część jeszcze w walizce. Nie wiedziała co na siebie włożyć aby dobrze się pokazać. Wyszła na balkon sprawdzić jaka jest temperatura i czy mocno wieje. Axel miał na balkonie duży termometr. Pokazywał piętnaście stopni. Wiatru nie czuła. Wróciła do środka aby się przebrać. Nie mogła się zdecydować co na siebie włożyć Axel od dwudziestu minut był gotowy do wyjścia i z zaciekawieniem, a potem z niecierpliwością obserwował jak przymierza różne ubrania.

„Gdzie się tak stroisz?” – zapytał lekko zniecierpliwiony

„Nie chcę ci zrobić wstydu”

„Bardzo dobrze wyglądasz w tym co teraz masz na sobie. Wychodzimy”

„Chwileczkę! Jeszcze włosy”

W końcu znaleźli się w aucie. Jadźka była przekonana, że jazda do centrum miasta zabierze im sporo czasu. Tak jednak nie było. Po pięciu minutach zaparkowali na parkingu między torami kolejowymi i niskim pawilonem handlowym. Przeszli na drugą stronę ulicy. Potem, pasażem między pawilonem handlowym i kilku piętrowym budynkiem wyszli na nieduży plac. Po jego przeciwnej stronie zauważyła piętrowy betonowy budynek a na nim nad wejściem duży napis DOMUS.

„Mówiłeś, że pojedziemy do centrum”

„Jesteśmy w centrum”

Nic nie odpowiedziała. Nie tak wyobrażała sobie centrum Oxelösund.

DOMUS bardzo jej się spodobał. Wszystko tam było. Olbrzymi dział spożywczy, ubrania, buty, artykuły i sprzed domowy. Nawet trochę mebli. Przypomniała sobie jak kiedyś byli gdzieś z zakładu pracy na jakiejś wycieczce autobusowej i zatrzymali się w małej miejscowości coś zjeść. Był tam wiejski dom towarowy. Ten DOMUS bardzo jej przypominał tamten, z tym tylko, że ten był, jak to w myśli określiła, porządniejszy, czystszy i o niebo lepiej zaopatrzony.

Axel pozwolił jej kupić wszystko co potrzebne do kuchni. Hamował ją tylko aby nie kupowała za dużo świeżej żywności, bo pojutrze wyjeżdżają na kilka dni i nie ma sensu aby to wszystko zestarzało się w lodówce.

Gdy już wypełniła niemal cały druciany wózek, podjechali do kasy. Axel zapłacił czekiem. Z zainteresowaniem przyglądała się jak kasjerka odcisnęła czek w małej ręcznej maszynce. Pierwszy raz widziała taki sposób płacenia.

Odwieźli zakupy do samochodu. Axel zaproponował spacer po mieście. Poszli najpierw do portu. Zdziwiło ją, że nie był ogrodzony i pilnowany. Przeszli wzdłuż nadbrzeża przy zacumowanych dwóch statkach.

Obok portu, równolegle do niego biegła ulica. Po jej drugiej stronie stało kilkanaście wysokich budynków mieszkalnych. Axel powiedział jej że za budynkami znajduje się teren na którym jest huta w której pracuje. Chciała ją zobaczyć. Poszli w tamtą stronę ulicą zabudowaną starymi, ale zadbanymi domami jednorodzinnymi.

Doszli do placyku przy którym stał duży nowoczesny biurowiec z czerwonej cegły nieco z boku była duża otwarta brama i portiernia. Przez bramę wjeżdżały do huty niezatrzymywane samochody osobowe i rowerzyści.

„Druga się zbliża. Pracownicy drugiej zmiany przyjeżdżają” – wyjaśnił Axel

„Co ty właściwie robisz w hucie?” – zapytała.

„Pracuję w centralnym warsztacie mechanicznym”

„Mówiłeś, że jesteś inżynierem. Inżynierzy pracują w biurach”

„Jestem inżynierem po gimnazjum technicznym. Dostałem z firmy stypendium i korespondencyjnie studiuję na KTH w Sztokholmie czyli w Królewskiej Wyższej Szkole Technicznej. W przyszłym roku powinienem ją ukończyć. Będę wtedy cyvil inżynierem”

„Co robisz w tym warsztacie?”

„Zajmuję się hydrauliką…”

„Naprawiasz krany z wodą i kanalizacje, tak?”

„Nie, skądże! Jestem specjalistą od hydrauliki siłowej. Napędy maszyn, koparki, urządzenia hutnicze i takie tam. Naprawiam to wszystko. Po świętach załatwię tobie przepustkę. Zobaczysz co robię. Pokaże ci przy okazji hutę od środka”

Zaczęli iść z powrotem w stronę centrum. Po drodze Axel z zapałem opowiadał o swojej pracy. Nie za bardzo rozumiała o czym mówi. Używał dużo technicznych zwrotów które jej nic nie mówiły. Słuchała tego bez słowa, zajęta obserwacją mijanych uliczek, na których praktycznie nie było ludzi.

Po dwudziestu minutach byli przy samochodzie i po następnych pięciu już na parkingu przed domem. Rozpakowali kupione rzeczy. Jadźka od razu zabrała się za obiad. Axel zwykle jadał lancz około pierwszej godziny był więc głodny. Poleciła mu zrobić sobie kanapkę. bo obiad będzie najwcześniej o piątej.

Tak jak mówiła tuż przed piątą podała zupę pomidorową z makaronem który Axel miał w kuchni. Na drugie zrobiła zrazy, ziemniaki. Do tego podała gotową surówkę z czerwonej kapusty.

Axel był zadowolony z posiłku. Zjadł trzy duże zrazy. Ucieszyło ją, ze zrobiła ich więcej. Będą na jutro.

Po posiłku usiedli przed telewizorem. Na pierwszym programie była jakaś dyskusja polityczna. Nie mogła za bardzo zrozumieć o czym rozmawiają panowie siedzący w studio. Axel przełączył na drugi program. Wcięli się w jakiś francuski film kostiumowy. Tu ze zrozumieniem tekstu nie miała kłopotu. Film był w oryginalnej wersji językowej, ale w przeciwieństwie do tego co znała z polskiej telewizji nie było czytanego przez lektora tłumaczenia. Zamiast tego u dołu ekranu były paski z przetłumaczonym tekstem, podobnie jak na filmach w kinie. Bardzo jej się to podobało. Nadążała z czytaniem i w zasadzie wszystko rozumiała.

Potem obejrzeli dziennik telewizyjny, który jej nie zainteresował. Siedziała przy telewizorze wyłącznie dla towarzystwa. Po dzienniku były wiadomości sportowe. Axel oglądał je z zaciekawieniem, ona poszła do kuchni. Zabrała się za robienie naleśników na kolację.

Gdy pierwsze sztuki były zrobione i ich zapach rozniósł się po mieszkaniu do kuchni wpadł Axel

„Naleśniki robisz…Przecież dziś nie czwartek”

„Co ma czwartek do naleśników?” – zapytała zdziwiona

„W Szwecji mamy taki niepisany zwyczaj, że w czwartki często jemy na lanczu grochówkę a na drugie danie naleśniki ze śmietaną i dżemem”

Mimo, że to nie czwartek, zjadł sporą porcję.

Następnego dnia, w środę po śniadaniu wybrali się ponownie zwiedzać Oxelösund. Jadźka poznała na klatce schodowej sąsiadów. Bardzo mili starsi państwo. Uśmiechali się do niej życzliwie. Potem w centrum zauważyła, że dużo ludzi im się kłania z uśmiechem. Axel również kłaniał się pierwszy różnym ludziom. Wczoraj tego nie zauważyła, ale teraz zwróciła uwagę na to że niemal wszyscy spotkani ludzie uśmiechają się do siebie. Zapytała czy ci wszyscy ludzie którzy się im kłaniają to znajomi

„Dużo z nich znam z widzenia. Wiem jak się niektórzy nazywają, ale to nie są moi znajomi. Wiesz, Oxelösund to nie duże miasto…”

„No właśnie” – przerwała mu – „Jak duże? Ilu ma mieszkańców?”

„Nie wiem dokładnie. Cała komuna liczy ze czternaście tysięcy. W mieście może mieszkać dziesięć, może jedenaście tysięcy”

Musiał jej wyjaśnić co to jest komuna. Zrozumiała, że to coś takiego jak polska gmina lub powiat. Po za tym była rozczarowana tym, że to miasteczko jest takie małe. Zauważyła jedno kino i dwie knajpki w centrum. Nie tak sobie wyobrażała to miasto.

„To tu nie ma gdzie się zabawić. Co wy tu robicie po pracy?”

„Odpoczywamy. Siedzimy w domu. Ludzie tu ciężko pracują”

„A jak już odpoczniecie to co robicie?”

„Próbujemy się rozmnażać” – zażartował

„Coś wam to nie za bardzo wychodzi. Miasto jest małe. Po drodze z Ystad też nie widziałam większych miast” – zaśmiała się

„Mam nadzieję, że razem postaramy się zaludnić Szwecję”

Jadźka dowiedziała się, że nie jest tak źle z rozrywkami w Szwecji. Zawsze można wsiąść w samochód i pojechać do sąsiedniego Nyköping lub do Sztokholmu. To tylko sto parę kilometrów. Axel obiecał poznać ją ze swoimi przyjaciółmi. Po powrocie od rodziców zaprosi któregoś wieczoru parę osób do restauracji.

„Po co wydawać pieniądze na restaurację. W domu możemy ich przyjąć. Zajmę się tym”.

Wieczorem spakowali rzeczy na drogę i położyli się wcześniej spać. Axel wyjaśnił, że przenocują u brata w Luleå.

„Arne bardzo chce cię poznać. Zobaczysz, mimo swoich wad jest bardzo sympatycznym chłopakiem”

Jadźka nie zapytała co za wady ma brat Axla. Chciała tylko wiedzieć czy będą tam warunki aby się przespać.

„O tak! Oni mają duże mieszkanie”

Axel zmienił temat. Powiedział, że muszą wyjechać bardzo wcześnie. Ustawił zegarek na czwartą rano. Jadźka była nieprzytomna z niewyspania gdy ją budził. Tłumaczył, że mają cały dzień jazdy przed sobą i że będzie mogła się zdrzemnąć w aucie.

Wyjechali o piątej. Było jeszcze ciemno. Zaczęło się rozjaśniać gdy przejeżdżali przez Sztokholm. Na Jadźce duże wrażenie zrobił widok Sztokholmu jaki miała z samochodu, gdy przejeżdżali przez Essingeleden. Najbardziej podobał jej się przejazd przez mosty. Axel oczywiście obiecał jej zwiedzanie miasta po świętach.

Potem przejeżdżali przez Uppsalę. Godziny mijały i nic więcej Jadźka właściwie nie zobaczyła. Przejeżdżali przez takie same małe miejscowości jak kilka dni temu, gdy jechali z Ystad. Około dwunastej wjechali do dużego miasta.

„Jesteśmy w Sundsvall. Musimy zatankować i zjeść coś” – stwierdził Axel.

Przy stacji benzynowej był niewielki bar. Zjedli coś szybkiego i tuż przed pierwszą ruszyli w dalszą drogę.

„Mamy jeszcze ponad pięćset kilometrów do Luleå. Będziemy tam około dziewiątej wieczorem…”

Jadźka tylko jęknęła gdy to usłyszała. Jechali w milczeniu. Udało jej się usnąć. Nawet dobrze jej się spało. Obudziła się gdy Axel zatrzymał samochód. Stali na jakiejś stacji benzynowej przed wjazdem do jakiejś miejscowości. Było już ciemno. Spojrzała na zegarek. W pół do dziewiątej. Wyszli z auta. Zaskoczył ją leżący śnieg. Nie była przygotowana na to, że w połowie kwietnia będzie jeszcze leżał śnieg. Poczuła przejmujący chłód. Weszli na stację skorzystać z toalet. Po kilkunastu minutach ruszyli w dalszą drogę.

„Zaraz będziemy na miejscu. Wiesz kochanie. Chciałbym abyś była dla nich wyrozumiał i miła”

„Nie rozumiem”

„Oni są, jakby to powiedzieć, trochę specjalni..”

„Kto?”

„Arne i jego chłopak”

„Co!”

„Arne żyje z jednym takim. Lubi chłopaków. Wiesz, mnie to nie przeszkadza, ale nasi rodzice bardzo to przeżywają. Nie mogą się z tym pogodzić”

Zaszokowało to Jadźkę, ale odpowiedziała, że oczywiście czytała o takich. Jej są oni w zasadzie obojętni. Zmarły ojciec, bardzo religijny człowiek, pobity został kiedyś w parku przez dwóch takich, co siedzieli na ławce i się całowali. Splunął im pod nogi i oni go za to pobili. Axel zaśmiał się, gdy mu to opowiedziała.

Kilkanaście minut później Arne otworzył im drzwi. Obok niego stał Albin. Przywitali się. Axel przedstawił im Jadźkę, a potem przedstawił brata i Albina. Jadźka wyobrażała sobie, że ujrzy dwóch dziwnie ubranych zniewieściałych facetów, którzy będą się cały czas ściskać, trzymać za ręce i patrzeć sobie z miłością w oczy. Zaskoczyło ją, że zobaczyła dwóch normalnie zachowujących się chłopaków w jej wieku.

Późno już było, więc czym prędzej zasiedli do kolacji. Przy stole poprosili Jadźkę aby im opowiedziała coś o sobie. Pochwalili, za dobrze ich zdaniem opanowany język. Zapytali o plany na przyszłość

„Zamierzamy się pobrać” – odpowiedział Axel – „Niestety jest dużo papierkowych spraw do załatwienia zarówno tu w Szwecji jak i w Polsce. Już się za to zabrałem. Musimy jeszcze ustalić datę ślubu i miejsce. Prawda kochanie?”

Jadźka znowu została zaskoczona. Oczywiście mówili ze sobą o ślubie, ale nic konkretnie nie ustalili jeszcze. Nie wiedziała, że Axel zaczął coś załatwiać

„Tak, oczywiście. Myślę, że może na jesieni albo na Święta Bożego Narodzenia” – odpowiedziała zaskoczona

„A gdzie byś chciała?”

„Nie wiem”

Po chwili namysłu dodała szybko „Myślę, że w Polsce będzie lepiej. Moim gościom trudniej będzie przyjechać do Szwecji, niż twoim do Polski”

Jadźce chodziło głównie o to aby pokazać się koleżankom z tkalni. Już zaczęła oczami wyobraźni widzieć jak zielenieją z zazdrości. Z marzeń wybudził ją głos Axla

„To co, Hedvig. Myślę, że już teraz możemy ich zaprosić na nasz ślub, prawda?”

„Oczywiście! Zapraszamy was obydwóch!”

Jednocześnie pomyślała z niepokojem, że trzeba będzie w jakiś sposób ukryć związek tych dwóch w przeciwnym razie mogą być narażeni na nieprzyjemności.

Po kolacji uzgodnili, że Axel i Jadźka mogą sobie spać do południa. Arne i Albin muszą rano iść do pracy. Postarają się nie budzić ich. Arne poprosił aby klucz od mieszkania wrzucić do skrzynki na listy znajdującej się na dole w korytarzu.

Obudzili się po dziesiątej. W kuchni mieli przyszykowane śniadanie. Zjedli szybko i ruszyli w dalszą drogę. Axel zauważył, że Jadźka się trzęsie

„Co ci jest?”

„Zimno mi w nogi”

„Włóż spodnie”

„Nie wzięłam ze sobą”

Zanim wyjechali z Luleå zatrzymali się w centrum przed dużym sklepem z odzieżą. Axel wybrał dla niej śmieszne, grube watowane spodnie.

„Wyglądają jak spodnie budowlańców. Pasowałyby do kufajki” – pomyślała z niechęcią

Jednak już po kilku minutach, gdy wyszli na ulicę i szli na parking do samochodu przekonała się, że te spodnie to nie głupia rzecz.

Osiemdziesiąt kilometrów do domu rodziców przejechali w ponad godzinę. Axel jechał ostrożnie. Droga była odśnieżona ale w niektórych miejscach wyraźnie pokryta cienką warstewką lodu.

Gdy zajechali pod dom rodziców Jadźka była bardzo spięta. Jednak to nie jazda po oblodzonej drodze na to wpłynęła. Jadźka chciała dobrze wypaść przed rodzicami Axla. Obawiała się czy jej to dobrze wyjdzie. Axel zaparkował na podjeździe. Jeszcze zanim zatrzymali auto na ganek przed domem wyszedł ojciec pchając przed sobą wózek inwalidzki z żoną.

Wysiadając z auta Jadźka zawadziła grubymi spodniami o pokrętło w drzwiach służące do opuszczania szyby i runęła jak długa w odgarnięty na bok śnieg. W efekcie tego rozerwała spodnie tuż pod biodrem, oraz wyrwała pokrętło z częścią okładziny wewnętrznej drzwi.

„Piłaś coś od rana, dziecko?” – usłyszała rozbawionego przyszłego teścia

Uświadomiła sobie, że musiała zrobić na nich fatalne wrażenie. Stała chwilę ufajdana brudnym śniegiem z rozerwanymi spodniami z których wyszło na wierzch białe ocieplenie. Jadźka się rozryczała. Nie popłakała tylko rozryczała jak małe dziecko, głośno z wściekłością pomieszaną z bezsilnością

„Pomóż jej, a nie zajmuj się teraz autem!” – nadzwyczaj silnym głosem zwróciła się matka do Axla a po chwili do męża – „A ty mógłbyś się zastanowić co mówisz!…Żartowniś się znalazł”

Pierwszy do Jadźki podbiegł ojciec

„Nie płacz już, dziecko. Nic się nie stało…”

„Jak nic się nie stało?! Pokrętło urwane, wykładzina uszkodzona…Nowe auto” – ubolewał Axel

Dopiero po chwili zainteresował się Jadźką.

„Nic ci nie jest, kochanie?”

Jadźka przestała się drzeć i chlipiąc odpowiedziała

„Nic. Samych szkód narobiłam. Nowe spodnie do wyrzucenia. Auto zepsute…Niezdara jestem. Tak chciałam dobrze wypaść przed twoimi rodzicami…przepraszam”

„To nic. Będzie dobrze. Nie przejmuj się szkodami”

Weszli do środka. Axel przedstawił Jadźkę słowami

„To jest moja przyszła żona Hedvig Ćmil”

Potem przedstawił rodziców

„Pappa Stefan i mamma Helen”

Jadźka podała im rękę. Pani Helen głosem nie znoszącym sprzeciwu nakazała jej

„Nachyl się, dziecko. Niech cię uściskam”

Potem, wbrew jej obawom było tylko lepiej. Przyjęto ją ciepło. Axel z ojcem wnieśli bagaże do domu a mama Helen zajęła się Jadźką. Kazała się podwieść do kuchni. Z trudem podniosła się z wózka i usiadła przy kuchennym stole gestem wskazując Jadźce miejsce naprzeciw siebie. Przepraszającym głosem wyjaśniła, że cierpi na rozległy reumatyzm i artrozę. Zdarzają się okresy kiedy nie może wstać z wózka. Powiedziała, że pracowała jako pielęgniarka środowiskowa. Jeździła samochodem do pacjentów mieszkających w odległych rejonach ich komuny, ale od kilku lat choroba nie pozwala jej prowadzić auta i w końcu musiała przejść na rentę chorobową.

Wypytała Jadźkę o rodziców i krewnych. Potem przyszli panowie, nakryli do stołu i Jadźka opowiadała jeszcze raz o sobie. Po lanczu Jadźka chciała pozmywać naczynia, ale okazało się, że w domu jest zmywarka, więc nie trzeba ręcznie zmywać. Pani Helen stwierdziła, ze musi się przespać godzinkę. Zawsze to robi po lanczu. Pan Stefan stwierdził, ze ma jeszcze trochę pracy z zeszytami uczniów, więc młodzi muszą się sami zająć sobą. Axel zaproponował spacer po miasteczku. Znalazł w garderobie rodziców podobne spodnie do tych które jej kupił i buty takie same jak te które wysłał jej w pierwszej paczce. Pasowały na nią.

Wyszli na miasto. Niemal za drzwiami natknęli się na kolegę Axla z czasów szkolnych. Zaprowadził ich do nowo otwartej restauracji Sibylla. Tam spotkali kilkoro stałych bywalców. Wszyscy znali Axla. Axel znał wszystkich. Oczywiście wszystkich zaciekawiła jego dziewczyna. Jadźka po raz kolejny tego dnia opowiadała o sobie.

Wieczorem, po powrocie do domu dowiedzieli się, że muszą jutro zawieść mamę do dentysty. Rozbolał ją nagle ząb. Ojciec telefonował do dentysty u którego się oboje leczą. Dentysta zgodził się przyjąć ją jutro, mimo soboty. Przy okazji zrobią ostatnie przedświąteczne zakupy.

Wyjechali zaraz po śniadaniu samochodem Axla. Panie siedziały na tylnej kanapie. Mimo ostrożnej jazdy Jadźka zauważyła, że podróż samochodem bardzo męczy matkę Axla. Cały czas powtarzała Jadźce, że ona nie nadaje się już na podróże i że cieszy się z tego, że mają blisko cmentarz, więc ostatnia droga nie będzie dla niej taka męcząca. Jadźka pomyślała, że oni mają tu w Szwecji bardzo specyficzne poczucie humoru.

Dentysta przyjął ich w swoim prywatnym gabinecie. Jadźka zobowiązała się towarzyszyć pani Helen podczas tej wizyty. Panowie pojechali do salonu Volvo kupić uszkodzone pokrętło. Umówili się, ze po wizycie u dentysty Jadźka zawiezie Panią Helen do pobliskiej galerii handlowej Shopping. Tam przy kawie poczekają na panów.

Pobyt u dentysty trwał do jedenastej. Potem Jadźka zaprowadziła wózek z przyszła teściową do kawiarni w galerii. Przy kawie Jadźka dowiedziała się jak bardzo Państwo Jonsson cierpią z powodu młodszego syna.

„Dobrze, że Axel nie jest taki” – Jadźka starała się ją pocieszyć

„No właśnie. Ma już trzydzieści lat. Martwiliśmy się, że jeszcze nie ma dziewczyny. Ucieszyliśmy się jak nam powiedział, że ciebie poznał,…Chociaż jesteś z Polski” – po chwili szybko dodała – „To znaczy, tak z daleka”

Jadźkę dotknęło to „chociaż z Polski”. Chciała coś odpowiedzieć ale właśnie powrócili panowie i przerwali ich rozmowę. Ucieszyło ją to, bo zdawała sobie sprawę, że później żałowałaby spontanicznej reakcji.

Axel był w dobrym humorze. Wizyta w salonie Volvo była owocna. Wymieniono mu okładzinę drzwi. Nie było z tym problemu, ponieważ ten model jest bardzo popularny i wszystkie auta mają wykładzinę tylko w jednym kolorze. Pokrętło też wymieniono. Panowie wypili kawę i wszyscy udali się na zakupy.

Przed wyjazdem z Luleå zjedli lancz w restauracji. W domu byli około czwartej. Matka Axla była wykończona tą podróżą. Musiała się położyć. Jadźka obiecała zająć się domem.

Pierwszy dzień Świąt Wielkiej Nocy zaskoczył ją. Nie było mowy o wyjściu do kościoła. Nie dlatego, że rodzina Axla jest niewierząca. Przeciwnie. Jadźka dowiedziała się, że są praktykującymi członkami Kościoła Szwedzkiego, ale Wielkanoc od pewnego czasu traktowana jest w Szwecji jako święto świeckie.

Potrawy Wielkanocne różniły się nieco od tych podawanych u niej w domu. Były malowane jajka, szynka i dużo śledzi podanych w różny sposób. Najbardziej zdziwiły ją śledzie w zapiekance ziemniaczanej. Axel wyjaśnił, że w Wielkanoc nie może zabraknąć tego dania. Nazywa się ono Janssons frestelse czyli Pokusa Janssona. Jadźka zjadła trochę przez grzeczność.

Potem było dużo słodyczy. Zjadła dużo okrągłych, kolorowych, twardych cukierków które stały w mieszkaniu w różnych miejscach w dużych kolorowych papierowych jajach. Bardzo podobały jej się dekoracje wielkanocne, zwłaszcza te na zewnątrz domu wiele krzaków ozdobione było kolorowymi ptasimi piórami.

W poniedziałek Wielkanocny obudziła Axla wodą z kubka który sobie przygotowała wieczorem. Nie był tym zachwycony. Tłumaczyła, że w Polsce jest taki zwyczaj, ale chyba nie udało jej się przekonać go do tego aby w przyszłości wprowadzić go w ich domu. W każdym razie gorąco odradził jej aby tym zwyczajem powitała rodziców.

Przy śniadaniu wydarzyło się coś co zaskoczyło Jadźkę. Axel oficjalnie poprosił ją o rękę. Wręczył jej złoty pierścionek z diamentem. Nie dużym wprawdzie, ale prawdziwym. Bardzo była wzruszona. Przestraszyła się gdy matka Axla odjechała bez słowa od stołu w głąb mieszkania.

„Oburzyła się, że Axel się oświadczył” – pomyślała

Widocznie widać było po niej tą obawę, bo ojciec Axla zwrócił się do niej

„Spokojnie, dziecko. Ona zaraz wróci. Nie ma powodu do obaw”

Istotnie. Pani Helen wjechała po chwili swoim wózkiem do pokoju. Nie podjechała do stołu. Stanęła na środku i swoim donośnym głosem nakazała

„Podejdź Hedvig do mnie”

Jadźka zbliżyła się do niej powoli, spodziewając się najgorszego. Pani Helen wyciągnęła przed siebie rękę w której trzymała niewielkie pudełeczko pokryte granatowym aksamitem. Podała je Jadźce. Jadźka, zaskoczona nie wiedziała co z nim zrobić

„Otwórz to!” – stanowczo nakazała pani Helen

Jadźka posłusznie otworzyła pudełeczko. Jej oczom ukazał się srebrny naszyjnik z turkusami i para kolczyków z takimi samymi kamieniami

„Chciałabym, abyś miała to na sobie w dniu ślubu z naszym synem. To bardzo stare precjoza. Dostałam je, gdy byłam w twoim wieku od mojej przyszłej teściowej przed ślubem. Mnie już to nie będzie potrzebne. Niech Bóg was ma w swojej opiece. Macie moje błogosławieństwo”

Po chwili zwróciła się rozkazującym tonem do męża

„No! Stefan, na co czekasz? Pobłogosław im”

Potem było już tylko bardzo miło. Jadźka się rozpłakała. Tym razem ze wzruszenia. Nastąpiło wspólne całowanie się. Axel nie omieszkał zaprosić rodziców na ślub. Jadźka oczywiście dołączyła się do tego. Jednak rodzice z żalem musieli odmówić. Zdrowie matki nie pozwala jej na dalekie podróże, a ojciec boi się zostawić ją samą na dłużej niż kilka godzin

„Na ślub nie pojedziemy, ale czekamy tu na was i na naszego wnuka”

Axel i Jadźka mieli wyjechać od rodziców zaraz następnego dnia, we wtorek, jednak zmienili plany i postanowili zostać jeszcze jeden dzień.

Wyjechali wczesnym rankiem w środę dwudziestego piątego. Droga z postojami zabrała im kilkanaście godzin. W czwartek byli bardzo zmęczeni. Postanowili zostać w domu i odpocząć. Jadźka bardzo chciała udać się na zakupy po różne artykuły spożywcze potrzebne do urządzenia przyjęcia w domu dla przyjaciół Axla. On jednak stanowczo stwierdził, że zaproszą ich na sobotę do restauracji

„Nie chcę, kochanie abyś przed wyjazdem męczyła się robieniem przyjęcia. Chcę abyś była cały czas przy mnie, a nie biegała do kuchni i z powrotem. To ma być twój dzień”

Przekonał ją. Zadzwonił do restauracji w centrum i zamówił stół na dziesięć osób na sobotę na osiemnastą. Potem zadzwonił jeszcze do kilku osób.

W piątek zaraz po śniadaniu pojechali do Sztokholmu. Przed wjazdem do centrum Jadźka wymusiła na Axlu aby zatrzymać się przy olbrzymim okrągłym budynku firmy IKEA. Zwiedzali ten sklep do trzynastej. W restauracji na ostatnim piętrze zjedli typowe szwedzkie danie. Były to köttbullar, czyli małe, mięsne kuliste kotleciki z ziemniakami puree, zielonym groszkiem i borówkami na słodko.

Potem udali się na Stare Miasto. Bardzo jej się tam podobało. Dziwiła się, że nic nie zostało zniszczone w czasie ostatniej wojny. Axel nieco zaskoczony jej niewiedzą uświadomił ją że Szwecja uniknęła wojny i nie była bombardowana. Jadźce wstyd się zrobiło, że strzeliła taką gafę. Postanowiła po przyjeździe do Polski pouczyć się trochę o Szwecji. Wściekła była na siebie, że nie pomyślała o tym przed wyjazdem.

Ze Starego Miasta przeszli na ulicę Drottninggatan, główny deptak pełen turystów o każdej porze roku. Kupiła tam kilka widokówek. W kawiarence w której zatrzymali się na kawę wypisała je i zaadresowała do mamy, siostry, Ulki i Zenki. Potem poszli dalej. Axel zdziwił się, ze Jadźka ogląda tylko różna rzeczy w sklepach z pamiątkami, których pełno jest na tej ulicy i nic nie kupuje

„Miałam tylko sto dziesięć dolarów. Wymieniłam je na promie na korony. Nie dużo tego jest. Muszę zostawić trochę na drogę powrotną”

Axel nie pomyślał o tym. Powiedział jej żeby kupiła coś dla mamy i siostry. On zapłaci. Kupiła mamie ciepłe, miękkie pantofle wysokie do kostki, zrobione z futerka owczego. Trochę dłużej zastanawiała się co kupić Kryśce. W końcu wpadło jej w oko coś co może się przydać dla dziecka które Kryśka ma urodzić we wrześniu. Był to wkład do wózka, zrobiony również z owczego futra. Coś jakby torba zapinana na zamek błyskawiczny. Wkłada się w nią niemowlaka. Tylko główka wystaje przysłonięta kapturem. Będzie jak znalazł na zimowe spacery.

Axel chciał kupić coś dla niej. Stanowczo zaprotestowała. Kazała oszczędzać pieniądze na ślub i wesele. Zaśmiał się. Powiedział, że da radę a kupić coś jej po prostu musi. W końcu zgodziła się na kurtkę skurzaną i pasującą do niej spódniczkę.

Po zakupach wrócili do auta i pojechali zwiedzić Skansen. Było tam dużo chodzenia. Jadźka była już zmęczona i prawdę mówiąc nie za bardzo interesowały ją stare chałupy zwiezione tam z różnych stron Szwecji. Axel zauważył to i zaproponował powrót do domu. Była mu za to bardzo wdzięczna.

W piątek wieczorem po powrocie ze Sztokholmu zrobiła małe pranie swoich rzeczy. Przy okazji wyprała trochę rzeczy Axla. Trochę krępował się, dać jej do prania swoją bieliznę, ale przekonała go, że prędzej czy później i tak będzie to robić,

W pralni za kuchnią Axel miał automatyczną pralkę i szafę suszącą. Bardzo jej się ta pralnia podobała. Nie musiała się martwić, czy pranie wyschnie przez noc. W sobotę po śniadaniu zabrała się za prasowanie, a potem całe popołudnie szykowała się na wyjście do restauracji.

Tym razem poszli na pieszo. Axel liczył się z tym, że wypije kilka piw, więc nie chciał brać samochodu. Spacer do centrum zabrał im pól godziny. Byli tam punktualnie o szóstej. Jadźka już z daleka zauważyła Volmera, którego poznała w Świnoujściu. Przyszedł z jakąś bardzo wysoką i chudą blondynką. Przywitali się. Volmer przedstawił sobie obydwie panie. Jadźka dowiedziała się, że blondynka ma na imię Emma i że Volmer mieszka z nią od trzech lat, ale nie są małżeństwem. Weszli do środka. Kelner zaprowadził ich do stołu. Powiesili kurtki na wieszaku stojącym w kącie niedaleko ich stołu. Jadźka zauważyła z satysfakcją, że Emma ma jeszcze mniejsze piersi niż ona.

Podszedł kelner. Zamówili piwo. Z resztą zamówienia poczekają, aż wszyscy przyjdą. Wkrótce nadeszli pozostali goście. Jadźka poznała Stena i jego Carin, Jakoba oraz jedyne małżeństwo w tym towarzystwie, Andreasa i Evę, Ostatni przyszedł Tomas.

Było bardzo miło. Jadźka opowiadała po raz kolejny o sobie. Volmer opowiedział jak w Świnoujściu poznali z Axlem Jadźkę, i że nie spodziewał się, że tak ta znajomość się rozwinie. Zjedli jakieś grillowane danie mięsne podane na deseczkach zamiast na talerzu. Jadźka przestała się już takim rzeczą dziwić. Wpłynęło na to z pewnością wypite piwo i wino. Posiedzieli do dziesiątej. Na koniec Axel w imieniu swoim i przyszłej żony zaprosił wszystkich na ślub do Polski. Poinformował, że termin jest jeszcze nie znany, ale będzie to najprawdopodobniej w Święta Bożego Narodzenia. Podkreślił też że każdy musi dostać się do Łodzi na własną rękę i na własną rękę należy załatwić sobie hotel

„Uwaga! Moi drodzy, hotele są tam bardzo tanie, podróż promem też nie jest droga. Wiem, że was stać na to”

Ucieszyła ta wypowiedź Jadźkę, bo przez moment przeraziła ją perspektywa zorganizowania noclegów dla tylu osób.

Do domu wrócili taksówką. Jadźka od razu poszła do łóżka.

Obudziła się około dziewiątej bardzo chora. W nocy kilka razy wstawała i długo klęczała w łazience nad sedesem

„Nie wiem co mi jest. Bardzo boli mnie głowa. Wszystko zwróciłam. Musiałam się czymś zatruć” – oznajmiła płaczliwie Axlowi, a on się tylko śmiał.

„To baksmälla…pierwszy raz to masz?”

„Co to jest baksmälla?” – zapytała

Jadźka nie znała tego słowa. Nie spotkała się z nim podczas nauki języka

„No, jakby ci to powiedzieć?…Baksmälla to inaczej bakrus, bakfylla, krapula, betongkeps albo fylles sjuka” – wymieniał synonimy

Jadźka domyśliła się po tym betngkepsie, betonowej czapce, że chodzi o zwykłego kaca. Do tej pory nie zdarzyło jej się wypić tak dużo, żeby poznać co to jest kac. Lepiej poczuła się dopiero późnym popołudniem. Spakowała swoje rzeczy tak aby już się tym nie zajmować jutro przed wyjazdem. Axel dał jej pudełko z końcówkami do wkładów do długopisów. Bała się trochę, że może być kłopot na granicy w Świnoujściu, ale pomyślała, że co tam. Kto nie ryzykuje ten nie ma.

W poniedziałek Axel odwiózł ją na prom do Ystad. Zapewnili się o swojej miłości. Axel obiecał załatwić jak najszybciej sprawy związane ze ślubem i przede wszystkim z uzyskaniem dla Jadźki zezwolenia na pobyt stały w Szwecji. Było dla nich jasne, że po ślubie to ona sprowadzi się do niego, a nie on do niej.

Prom przybył do Świnoujścia pierwszego maja przed południem. Być może, świąteczny dzień sprawił, że atmosfera na przystani była bardzo rozluźniona i praktycznie nie było żadnej kontroli. Nawet nie wstemplowano do paszportu przybycia do Polski. Jadźka bardzo szybko dostała się na dworzec autobusowy. Kupiła bilet na przejazd do Szczecina. Miała stamtąd wieczorny pociąg do Łodzi.

Zaraz następnego dnia po powrocie udała się do Urzędu paszportowego oddać paszport i odebrać Dowód osobisty. Urzędnik zapytał

„Jak wróciła pani do Polski?”

„Normalnie. Promem” – odpowiedziała zdziwiona

„Nie ma o tym adnotacji w paszporcie…Niedobrze”

Nic na to nie odpowiedziała. On też już o nic więcej nie pytał.

Kilka dni po powrocie zgłosiła się do działu kadr w fabryce w której poprzednio pracowała. Przyjęto ją z powrotem na tą samą zmianę na tkalni na której pracowała poprzednio. Pracę zaczęła od piętnastego maja. Właściwie nie musiała iść do tej pracy. Poszła tam nie dla pieniędzy.

Po pierwsze, nie chciała mieć za dużo wolnego czasu. Obawiała się, że szybko wróciłaby do stylu życia jaki prowadziła przed wyjazdem do Szwecji, a tego bardzo teraz nie chciała. Żałowała straconych wtedy w łódzkich knajpach pieniędzy.

Po drugie, chciała być blisko dziewczyn, które wiedziały o jej związku ze Szwedem i o tym, że planują się pobrać. Oczywiście wypytywały ją o to jak jest w tej Szwecji. Opowiadała o wszystkim bardzo chętnie. Wszystkie podziwiały pierścionek zaręczynowy. Nie rozstawała się z nim nawet przy krosnach.

Któregoś dnia przyniosła pokazać naszyjnik i kolczyki. Widziała zazdrość w oczach dziewczyn. Sprawiało jej to satysfakcję. Podskórnie czuła, że to nie ładnie z jej strony, tak się z tym afiszować, ale nie mogła się od tego powstrzymać.

W ubiegłym roku po powrocie z urlopu w Świnoujściu zaczęto nazywać ją Jadźka Szwedka lub tylko Hedvig. Można było w tym wyczuć trochę ironii. Teraz o ironii nie było mowy. Kilka razy, gdy opowiadała o tym gdzie i jak będzie mieszkać w Szwecji, słyszała

„Ty to jesteś szczęściara…”

W domu stosunki z matką wróciły do stanu z przed śmierci ojca. Matka cieszyła się, z jej szczęścia i że córka tak dobrze wyjdzie za mąż. Jadźka zauważyła, że sąsiadki wiedzą już o tym. Matka nie omieszkała im powiedzieć, że córka po ślubie wyprowadzi się do męża, do Szwecji.

Kryśka trochę zazdrościła siostrze. Pod koniec maja Kazik, jej mąż dostał wymarzony przydział na mieszkanie zakładowe. Dwa pokoje na pierwszym piętrze w bloku na Teofilowie. Klucze do mieszkania dostali w połowie czerwca. To sprawiło, że Kryśka już tak bardzo nie zazdrościła siostrze. Miała teraz piękne mieszkanie, kochającego męża i oczekiwała dziecka. Oboje z mężem dobrze zarabiają. Cóż więcej można oczekiwać od życia.

Jadźka z matką chodzili tam pomagać przy sprzątaniu i urządzaniu mieszkania. Kryśka z powodu ciąży nie mogła dużo zrobić. Wdzięczna była za okazywaną pomoc.

Jadźka pamiętała również o kursie na prawo jazdy. Zapisała się na intensywny kurs do Szkoły Jazdy prowadzonej przez Ligę Obrony Kraju. Chodziła na lekcję każdego wieczoru. Po czterech tygodniach rozpoczęła zajęcia praktyczne. Odbywały się one na dosyć wysłużonych syrenkach. Ponieważ miała silną motywację, zarówno teoria jak i praktyka szły jej bardzo dobrze.

W lipcu Axel przysłał jeszcze jedną paczkę z końcówkami wkładów do długopisów. Tym razem dotychczasowy odbiorca nie mógł kupić od Jadźki końcówek. Jego warsztat został opieczętowany przez prokuratora. Jemu samemu grozi sprawa karna. Prosił, żeby się z nim nie kontaktować. Dał jej jednak kontakt do swojego byłego wspólnika w Konstancinie pod Warszawą. Jadźka dwa dni później sprzedała tam swój towar, ale dostała dużo mniej niż się spodziewała. Napisała do Axla aby już więcej nie przysyłał tych końcówek.

W międzyczasie załatwiła wszystkie formalności związane z uzyskaniem ślubu z cudzoziemcem.

Bardzozaskoczyło ją wezwanie do Komendy Wojewódzkiej Milicji. Na wezwaniu napisane było „w sprawie własnej”. Nie miała pojęcia o co może chodzić. Stawiła się tam w wyznaczonym terminie to jest w piątek dziesiątego sierpnia. Po krótkiej rozmowie wstępnej, przesłuchujący oficer zapytał jak poznała obywatela Szwecji o nazwisku Jonsson Axel. Pytanie zaskoczyło ją i oburzyło.

„To moja sprawa jak go poznałam i nikomu nic do tego!” – odpowiedziała bez namysłu

„Radzę, panienko uspokoić się i odpowiadać na pytania. W przeciwnym razie napiszę wniosek do Kolegium do Spraw Wykroczeń o ukaranie za uprawianie nierządu. Mam na to podstawy w postaci skargi sąsiadów. Piszą, że przyjmuje pani w domu cudzoziemców”

Jadźka się popłakała. Przez łzy odpowiedziała

„To mój narzeczony. Jeszcze w tym roku bierzemy ślub…”

„Sprawdzimy to” – przerwał jej – „A teraz proszę odpowiadać na pytania”

Wyszła z Komendy po godzinie. Musiała powiedzieć po co pojechała do Szwecji, opowiedzieć wszystko co tam robiła dzień po dniu. Bardzo interesowało przesłuchującego z kim się spotykała. Pytał o nazwiska. Kilkakrotnie musiała zapewniać, że nie spotkała tam nikogo z Polski. Na koniec dostała do podpisania protokół pod nazwą

„Sprawozdanie z podróży do Szwecji w dniach 15/4 do 30/4 1973r”.

Zastanawiała się czy o tej wizycie powiedzieć matce. Zdecydowała, że nie będzie jej denerwować. Zanim przyszła do domu posiedziała w kawiarni nad kawą aby się uspokoić i przemyśleć cała rozmowę. Bardzo była ciekawa kto z sąsiadów złożył na nią donos. Doszła do wniosku, że mogła to być tylko sąsiadka z parteru

„Już ja się z kurwiskiem rozmówię!” – zadecydowała

Pod koniec sierpnia Axel napisał, że wszystko związane ze ślubem jest załatwione. I w zasadzie mogą zawrzeć małżeństwo w każdej chwili. Co do zezwolenia na pobyt stały w Szwecji to jako żona obywatela tego kraju uzyska zezwolenie na pobyt tymczasowy wydane na pięć lat. Po tym czasie może ubiegać się o szwedzkie obywatelstwo, lub o zezwolenia na pobyt stały, gdyby chciała zachować obywatelstwo polskie. Zarówno obywatelstwo jak i pobyt stały uwarunkowane jest trwałością związku małżeńskiego.

Mimo, że wcześniej uzgodnili termin ślubu na grudzień, to teraz postanowili zmienić datę na wrzesień. Wcześniej uzgodnili, że wezmą tylko ślub cywilny, ponieważ załatwienie zgody wyższych hierarchów Kościoła Rzymsko-Katolickiego i Szwedzkiego Kościoła Ewangeliczno-Luterańskiego jest skomplikowane i czasochłonne. Nie zależy im na tym tak bardzo. Jadźka zobowiązała się załatwić termin w Urzędzie Stanu Cywilnego, i zamówić lokal na przyjęcie.

Poprosiła Axla o informację ile osób przyjedzie ze Szwecji. Nie czekając na odpowiedź sporządziła listę osób które zamierza zaprosić na przyjęcie. Oczywiście oprócz mamy, Kryśki z mężem, jego brata i rodziców umieściła kilkoro krewnych oraz najbliższe przyjaciółki z tkalni, Ulkę i Zenkę. Bardzo chciałaby zaprosić więcej dziewczyn, ale obawiała się o koszty. I tak wyszło jej trzydzieści jeden osób. Do tego należy dodać gości ze Szwecji. Liczyła że przyjedzie brat Axla ze swoim Albinem i towarzystwo z którym byli w knajpie w Oxelösund. Razem mogłoby to być nawet dwanaście osób, czyli powinna zmówić lokal i przyjęcie na czterdzieści pięć, no może pięćdziesiąt osób.

Tak bardzo chciała aby było skromnie. Skromnie nie znaczy tanio. Bardzo chciała mieć to przyjęcie w Grand Hotelu, w restauracji Malinowa, ale mimo, że miała na to pieniądze uznała, że cena jest za wysoka.

W końcu za namową koleżanki, zamówiła przyjęcie w kawiarni Staromiejska przy ulicy Nowomiejskiej. Kierowniczka kawiarni zapewniła ją, że nie musi się zajmować kupnem żywności i alkoholu. Również zespól muzyczny z którym kierowniczka współpracuje jest zapewniony. Dwie godziny uzgadniały szczegółowe menu. Data ślubu i przyjęcie uzgodnione zostało na sobotę piętnastego września.

Czwartego września, we wtorek Kryśka urodziła syna. Rodzice dali mu imię Emil. Kryśka bardzo chciałaby być na ślubie siostry, ale termin piętnastego września wydawał się jej za blisko po porodzie. Jadźce udało się odwołać terminy zarówno w Urzędzie Stanu Cywilnego jak i w kawiarni. Zdążyła powiadomić Axla zanim wziął urlop i zamówił bilety na prom. Niestety, najbliższy wolny termin w Urzędzie Stanu Cywilnego był w październiku w sobotę trzynastego. Co prawda nie jest przesądna i trzynastka jej nie przeszkadza, ale po co kusić los. Wyprała następną sobotę dwudziestego października. Z przełożeniem terminu przyjęcia w kawiarni nie było problemu.

Jadźce pozostało tylko sprawienie sobie odpowiedniej kreacji na ślub. Matka chciała aby sobie coś uszyła u jej znajomej krawcowej. Były tam razem, ale Jadźka nie była przekonana do jej umiejętności.

„To ma być coś skromnego, nie długa kiecka do ślubu kościelnego, tylko coś co pasuje do cywilnego” – tłumaczyła

Jadźka miała ze sobą pudełeczko z naszyjnikiem i kolczykami, które dostała od przyszłej teściowej

„Sukienka musi pasować do tych turkusów” – żądała

„Musi pani to mieć na sobie. Stare to i nie modne. Trudno coś do tego dobrać”

„Nie muszę, tylko chcę to mieć na sobie i nie ma o czym dyskutować” – odpowiadała zdenerwowana

Po wizytach u kilku innych, polecanych przez znajomych, postanowiła kupić coś gotowego. W Modzie Polskiej na Piotrkowskiej w popularnym Adasiu znalazła to co chciała. Doradziła jej ekspedientka, dziewczyna w jej wieku. Poleciła kremową suknię z kołnierzykiem pod szyją, zapinaną na plecach. Jadźka chciała coś z dekoltem ale sprzedawczyni odradziła

„Piersi nie są pani najmocniejszą stroną, za to nogi ma pani wspaniałe. Sukienka do pół uda pięknie je podkreśli”

Jadźka stwierdziła, że nie sposób się z nią nie zgodzić. Po za tym naszyjnik bardzo dobrze się prezentował na sukni. Pozostało tylko dopasować suknię do jej figury. Jadźka się na nią zdecydowała. Miała ją odebrać za tydzień.

Tego samego dnia miała egzamin na Prawo Jazdy. Jako jedyna z czterech kobiet na kursie zdała go za pierwszy podejściem.

Axel przyjechał do Łodzi z bratem i Albinem już trzy dni przed ślubem. Podjechali pod blok na Mahatmy Gandhiego pod wieczór. Axel zgodnie z prośbą Jadźki wyrażoną w liście, zaparkował w tym samym miejscu w którym parkował podczas poprzedniej wizyty. Nacisnął klakson kilka razy. Jadźka też sobie tego życzyła. Nie wiedział czemu jej na tym zależy, ale dlaczego miałby tego nie zrobić dla kochanej osoby.

Po chwili ujrzeli ją w drzwiach klatki schodowej. Przywitali się przy samochodzie. Jadźka pokazała Prawo Jazdy i poprosiła Axle aby pozwolił jej usiąść za kierownicą. Przestraszył się trochę, ale zapewniła go, że chce tylko zobaczyć jak się siedzi w porządnym aucie. Gdy już tam usiadła nacisnęła na klakson i przytrzymała go dłuższą chwilę

„Co robisz?! Ludzie się oburzą!”

Axel był zaskoczony

„Chcę, żeby się taka jedna oburzyła. O! Widzisz, Już otwiera okno…”

„Co to za hałasy? Milicję zaraz zawiadomię!…I proszę natychmiast zabrać spod okna to auto!”

„ Malinowska! Donosicielko! Donieś na mnie, że dzisiaj przyjmuję aż trzech cudzoziemców. A może zazdrościsz stara raszplo, że do ciebie nie przychodzi żaden chłop?!”

Jadźka rozkręciła się i była gotowa na dłuższą pyskówkę, ale Malinowska zamknęła okno.

„O co chodzi? Nic nie rozumiem” – zapytał zaskoczony Axel

Arne i Albin stali z boku i przyglądali się w milczeniu egzotycznej dla nich scence.

„Chodźcie na górę. Potem wszystko wytłumaczę”

Szybko przyszykowała z matką kolację. Posiedzieli przy stole z godzinkę. Potem pojechali do centrum załatwić zakwaterowanie dla chłopaków. Wybrali hotel Savoy przy ulicy Traugutta. Jadźka i Axel wrócili na Żubardź.

Do Urzędu Stanu Cywilnego na ich ślub przyszły niemal wszystkie dziewczyny z jej zmiany na tkalni. Jadźka spostrzegła jak te niezamężne obcinają wzrokiem przybyłych ze Szwecji chłopaków. Przede wszystkim Arnego i Albina. Oprócz nich przyjechali jeszcze Volmer ze swoją Emmą i samotny Tomas.

Ceremonia ślubna odbywała się po polsku. Nieco z tyłu, za kierownikiem Urzędu Stanu Cywilnego stała młoda dziewczyna i tłumaczyła słowa ceremonii na angielski. Świadkami byli Kryśka i Arne.

Po ślubie i wieczornym przyjęciu, na którym było bardzo miło i bez ekscesów, goście rozjechali się do domów. Jadźka z Axlem dostała mieszkanie do własnej dyspozycji. Mama pojechała do Kryśki i Kazika spędzić noc.

W niedzielę odpoczywali. Wieczorem udali się do hotelu Savoy i spotkali się z tymi co przybyli ze Szwecji. Umówili się na poniedziałek na pożegnalne przyjęcie zorganizowane przez Arnego i Albina. Uzgodnili już wcześniej, że Axel zostanie dłużej w Łodzi a oni zabiorą się na prom razem z Volmerem, Emmą i Tomasem ich samochodem. Będzie ich pięcioro, ale mercedes Volmera jest dużym i wygodnym autem więc nie powinno być im ciasno.

Po poniedziałkowym przyjęciu pożegnalnym w restauracji hotelowej, młodzi państwo Jonsson postanowili jak najszybciej pozałatwiać papierkowe sprawy w Polsce. Pierwsze i najważniejsze było odebranie Jadźki paszportu z Urzędu Paszportowego. Paszport wystawiony był na jej stare nazwisko. Dowiedziała się, że dopóki ma swoje stare nazwisko w Dowodzie Osobistym, to nie ma z tym żadnego problemu.

Problem był innej natury. Jadźki paszportu nie było w Urzędzie Paszportowym. Poinformowano ją, że ma w sprawie paszportu zgłosić się do Komendy Wojewódzkiej Milicji.

Jakież było jej zdziwienie, kiedy dwa dni później, w piątek dwudziestego szóstego spotkała się w tej sprawie na Komendzie z oficerem który przesłuchiwał ją w sprawie donosu sąsiadki. Pokazał jej teczkę z aktami sprawy o kryptonimie Hedvig. W teczce był jej paszport i notatka w której napisano, że nie odnotowano przekroczenia granicy państwowej przy powrocie do kraju.

Oficer wyjaśnił jej, że z tego wynika, iż przekroczyła granicę nielegalnie. Oznacza to, że nie można wydać jej paszportu. Jadźka tłumaczyła, że był pierwszy maja, że chyba był jakiś bałagan, że może ci na granicy byli pijani…

„Jestem skłonny pani uwierzyć, ale brak odnotowania przekroczenia granicy jest faktem i tu nie da się w zasadzie nic zrobić”

Jadźka zaczęła płakać. Nagle dotarło do jej świadomości, że być może nigdy nie będzie mogła wyjechać do męża

„Ślub wzięliśmy. Chcę mieszkać z mężem” – powiedziała przez łzy

„No widzi pani. Nie byłoby kłopotu, gdyby wybrała pani Polaka”

„Przecież to nie jest zakazane wyjść za mąż za cudzoziemca”

„Nie jest zakazane” – potwierdził

Chwilę w milczeniu przeglądał teczkę z aktami. Wyciągnął z niej kilka kartek spiętych spinaczem

„O! Właśnie. Jest pewna szansa. Przy poprzedniej naszej rozmowie wykazała pani zrozumienie dla naszych potrzeb i złożyła bardzo pomocne nam sprawozdanie”

Jadźka przestała płakać i zaskoczona zaczęła się zastanawiać o czym on mówi

„Jakie sprawozdanie?” – zapytała

„Nie pamięta pani? Niech pani na to spojrzy”

Podał jej kilka kartek maszynopisu z nagłówkiem

„Sprawozdanie z podróży do Szwecji w dniach 15/4 do 30/4 1973r”.

Jadźka szybko przeleciała wzrokiem po tekście. Przypomniała sobie jak ją wypytywał o pobyt w Szwecji. Znalazła na końcu sprawozdania swój podpis. Poniżej był odręczny dopisek „Osobiście przyjąłem raport od TW Hedvig” – i podpis: kapitan J. Kamilak

„Co to znaczy TW Hedvig?”

„Powiedzmy, ze to pani pseudonim. Gdyby zgodziła się pani nam pomóc to mógłbym pójść pani na rękę i wydać ten paszport”

„Pomogę. Jak mam to zrobić?” – zapytała z nadzieją

„Powiedzmy, że dam pani ten paszport. Pani wyjedzie i zaraz za granicą zapomni o tym, że obiecała pomóc”

„Nie zapomnę”

„Mam w to uwierzyć, tak?”

„Tak”

„Wolę mieć gwarancję, że tak będzie”

Wyciągnął z teczki jakiś papier. Chwilę mu się przyglądał. Po chwili podał go Jadźce. Szybko przeczytała krótki tekst:

„Zobowiązanie do współpracy z organami bezpieczeństwa państwa”.

Pod spodem było miejsce na datę i podpis oraz dopisek

„Wybrany pseudonim: Hedvig”

Zanim zdążyła zareagować dodał

„Wybrałem za panią ten pseudonim. Mam nadzieję, że się pani podoba. Proszę podpisać imieniem i panieńskim nazwiskiem oraz pseudonimem”

„Co to znaczy? Nic nie rozumiem”

„To jest pani szansa na wyjazd do Szwecji. Wiemy że będzie pani mieszkać w Oxelösund. To jest niedaleko Sztokholmu. Pozna pani Polaków. Zaprzyjaźni się z nimi i od czasu do czasu napisze nam pani co u nich słychać”

Jadźka chciała mu przerwać. Uprzedził ją ruchem ręki

„Chwileczkę. Jeszcze nie skończyłem. Gdyby jednak przyszło pani do głowy, że będąc za granicą może pani zapomnieć o naszej umowie, to musi pani wiedzieć, że na zawsze straci pani możliwość odwiedzenia ojczyzny. To jak? Podpisze pani?”

„Tak” – odpowiedziała bez chwili namysłu

Podpisała z datą: Łódź, dnia 26 października 1973r. Jadwiga Trzmiel, Hedvig

„Pięknie. To wszystko na dzisiaj”

„A paszport?” – zapytała zawiedziona, gdy zamknął teczkę

„Jeszcze nie dzisiaj. Ja też mam swoich szefów. Muszą to zatwierdzić. Zostanie pani wezwana. Pouczona co robić dalej i wtedy dostanie pani paszport”

Wyszła z Komendy załamana. Axel czekał na nią na parkingu w samochodzie. Opowiedziała mu wszystko.

„Nie przejmuj się. Uprzedzono mnie, że coś takiego może cię spotkać…”

„Kto cię uprzedził?” – przerwała mu

„Jak załatwiałem wszystkie sprawy ze ślubem i twoim pobytem w Szwecji to też miałem rozmowę na Policji. Powiedzieli mi, że coś takiego może się wydarzyć. Policja w krajach komunistycznych tak postępuje z kobietami wiążącymi się z cudzoziemcami…”

„Dlaczego mi o tym nie powiedziałeś?”

„Podobno nie zawsze tak się zdarza. Nie chciałem cię martwić.”

„Co mam teraz zrobić?” – rozpłakała się

„Nic. Zgłosimy to na Policji, jak przyjedziesz, to może być podstawa o wystąpienie o azyl polityczny. Zobaczymy”

Pojechali do domu. Uzgodnili, że Jadźka opowie wszystko mamie. Tak też zrobili. Matka rozpłakała się. Jadźka jej towarzyszyła w tym płaczu.

„Mamo! Jeśli tam wszystko powiem policji, to nie będę mogła przyjeżdżać do Polski spotkać się z tobą”

„Nie przejmuj się mną. Bardzo chcę, abyś była szczęśliwa. Może Bóg da, że weźmie ich wszystkich tutaj najjaśniejsza cholera i coś się odmieni na lepsze” – zadecydowała matka

Axel miał wykupiony bilet na prom na sobotę trzeciego listopada. Kończył mu się urlop i od poniedziałku, piątego musi być w pracy. Jadźka również piątego musi być w pracy.

Pierwszego listopada poszli na cmentarz na grób ojca. Spotkali Kryśkę z mężem i Emilkiem. Kryśka zauważyła, że są markotni. Jadźka odpowiedziała tylko, że są kłopoty z uzyskaniem paszportu, bo nie było w nim pieczątki kontroli granicznej gdy wracała do Polski, ale że wkrótce się wszystko wyjaśni.

W pracy wszystkie na jej zmianie również zauważyły, że Jadźka się dziwnie zachowuje. Jest nieuważna, powolna i robi więcej błędów niż zwykle. Unika towarzystwa w czasie przerw. Jedne uważały, że teraz jak nazywa się Jonsson to zadziera nosa, inne snuły przypuszczenia, że zdążyła się już pożreć z tym swoim Szwedem.

W czwartek ósmego po przyjściu z pracy czekał na nią list. Wyglądał na prywatny. Nadawcą był Jan Kowalski . Adres nic jej nie mówił. Otworzyła, w środku było wezwanie na Komendę. Ma się stawić we wtorek trzynastego o dziesiątej

„Niedobrze” – pomyślała – „Trzynastego”

Z komendy wyszła zadowolona. W torebce miała wymarzony paszport. Około godziny trwała cała wizyta. Dowiedziała się jak ma przesyłać wiadomości i jak odbierać polecenia. Podpisała jeszcze jakieś dwa dokumenty. Nawet je nie czytała. Co to ma za znaczenie co podpisuje. Jest przecież zdecydowana co zrobi po wyjeździe z Polski.

Do pracy szła tego dnia na drugą zmianę. Miała jeszcze sporo czasu. Złapała taksówkę i kazała się zawieść na Główną Pocztę. Zamówiła błyskawiczną rozmowę do Szwecji na służbowy telefon Axla. Panienka w okienku powiedziała, że połączenie będzie o trzeciej. Jeszcze złapie Axla. Wie że pracuje do piątej. Nie przejęła się tym, że się spóźni do pracy. Pomyślała, że sobie dzisiaj odpuści. I tak zamierza złożyć definitywne wypowiedzenie.

Tuż przed trzecią została wezwana do kabiny telefonicznej. Powiedziała mu krótko, że wszystko ma załatwione. Teraz tylko musi pojechać do Konsulaty aby jej wbito wizę i potem kupić bilet

„Kochany, chcę spędzić Święta Bożego Narodzenia z mamą. Wiesz dlaczego. Przyjadę do ciebie po Nowym Roku. W liście napiszę na kiedy będę miała bilet…”

„Nie kupuj biletu” – przerwał jej – „Przyjadę przed świętami po ciebie. Razem wyjedziemy”

Do pracy już nie poszła. Pojechała do domu. Matka przyszła po piątej z przedszkola

„Córuś, źle robisz, czekając z wyjazdem na po świętach. Powinnaś wyjechać stąd jak najszybciej”

„Chcę te święta spędzić z tobą, mamuś”

Ledwo się powstrzymała przed powiedzeniem „te ostatnie święta z tobą”

„Nie wiadomo kiedy się spotkamy” – dodała

Następnego dnia też nie poszła do pracy. Wyjechała do Warszawy do Konsulatu. Podała urzędniczce paszport oraz Świadectwo Ślubu. Powiedziała, że ma obiecaną wizę w związku z zawartym małżeństwem. Kazano jej czekać. Po półgodzinie wyszedł do niej mężczyzna i odezwał się po angielsku. Przerwała mu

„Możesz mówić ze mną po szwedzku”

Uśmiechnął się do niej i przedstawił. Jest sekretarzem Konsula. Poprosił ją do swojego gabinetu. Wskazał fotel przy stoliku kawowym. Podszedł do biurka i przyniósł jakieś papiery. Usiadł na drugim fotelu obok niej Popatrzył na nią chwilę, ciągle się uśmiechając

„Nie możemy dać ci wizy”

Spojrzał na nią oczekując reakcji. Jadźka zbladła. On nie czekał dłużej tylko kontynuował

„Jako żona naszego obywatela masz prawo osiedlić się w naszym kraju. Dlatego wstemplowałem ci zezwolenie na pobyt w Szwecji i zezwolenie na pracę. Na razie tymczasowe, na pięć lat. Potem…”

„Tak, rozumiem” – przerwała mu – „Wystraszyłeś mnie. Niezły żartowniś z ciebie”

Zaśmiał się.

„Przepraszam, jeśli cię wystraszyłem… Przyjmij moje gratulacje z okazji ślubu”

Następnego dnia przyszła do pracy godzinę wcześniej. Udała się od razu do kierownika tkalni i złożyła mu napisane wcześniej wypowiedzenie z prośbą o rozwiązanie stosunku pracy z dniem trzydziestego listopada. Nie chciał się zgodzić. Miał pretensje o opuszczone dwa dni bez usprawiedliwienia. Zagroził karą nagany i odebraniem premii kwartalnej. Zaśmiała się

„Do pracy przyjdę ostatni raz trzydziestego listopada. Czy się to panu podoba, czy nie”

Nie chciał z nią dyskutować.

„Idź do kadr. Jak tam ci się uda, to ja mam to gdzieś. Premii już nie masz”

W dziale kadr dziewczyny oczywiście znały Jadźkę Szczęściarę co za Szweda wyszła. Zaczęły ją wypytywać z zaciekawieniem jak jest w Szwecji i co ona tam będzie robić.

Jadźka pierwszy raz od czasu jak wróciła po ślubie do pracy była rozluźniona. Teraz gdy miała paszport napięcie i ciągłe zdenerwowanie minęło, więc chętnie odpowiadała na ich pytania. Do słuchających wyszła ze swojego pokoju kierowniczka Działu Kadr, starsza, zawsze groźnie wyglądająca kobieta. Dziewczyny szybko wróciły na swoje miejsca.

„Co się tu dzieje? Nie macie nic do roboty?”

„Pani kierowniczko! Jadźka jedzie do męża do Szwecji…”

„A, tak słyszałam” – zwróciła się do Jadźki – „Co ty dziecko będziesz tam robić. Szwecja to biedny kraj”

Dziewczyny zaśmiały się cicho

„Będę chodzić na kursy. Może zacznę pracować w hucie”

„Huta to nie miejsce dla kobiet. Szkoda mi ciebie. Zmarnujesz się tam”

„Myślę ze dam sobie radę. Pani kierowniczko. Mam już bilety na wyjazd do męża” – skłamała. Uważała, że tak będzie lepiej – „Chcę się zwolnić z pracy. Zrobić to tak jak się należy, ale kierownik tkalni nie chce podpisać mojego wypowiedzenia. Co mam robić? Tak po prostu nie przyjść do pracy i już?”

„Choć do mnie do pokoju”

Kierowniczka też była ciekawa jak jest w Szwecji, ale uważała, że nie wypada jej przysłuchiwać się temu co mówi Jadźka, razem z jej podwładnymi.

Po pól godzinie Jadźka wyszła z pokoju kierowniczki.

„Załatwione!” – pochwaliła się dziewczynom

Porozmawiały jeszcze chwilę i Jadźka poszła na tkalnię.

Później wszystko potoczyło się normalnym tokiem. Na zakończenie swojej pracy na tkalni Jadźka zaprosiła kilkanaście najlepszych przyjaciółek do restauracji. Pożegnały się dostała drobne upominki. Obiecała pamiętać o tych co pozostają w Polsce. Wymieniły się adresami. Jadźka podała adres Axla W Szwecji.

Axel przyjechał w czwartek dwudziestego grudnia. Święta spędzili w rodzinnym gronie na Żubardziu. Byli z wizytą u Kryśki. Odwiedzili też jej teściów. Atmosfera podczas tych świąt była smutna. Axel i Jadźka obiecali matce i Kryśce, że następne Święta Bożego Narodzenia spędzą u nich w Szwecji, ale wszyscy zdawali sobie sprawę, że jest to nierealne, chociaż nikt tego głośno nie powiedział.

Sylwestra i Nowy Rok spędzili w domu przed telewizorem. Nie mieli ochoty się bawić.

Do Szwecji wyjechali jeszcze przed Trzema Królami, w sobotę piątego stycznia.

Kilka dni później Jadźka z mężem udali się na Policję i złożyli zameldowanie o wymuszonym zwerbowaniu jej przez Służbę Bezpieczeństwa w Polsce do szpiegowania osób przebywających w Szwecji.

Ponieważ taka sprawa leżała poza kompetencjami zwykłej Policji, sprawę przekazano do Säkerhetspolisen, SÄPO, czyli Policji Bezpieczeństwa oraz do Invandrarverket, Urzędu do Spraw Cudzoziemców.

W następnych tygodniach Jadźka była przesłuchana kilkakrotnie. Oddała polski paszport. W zamian dostała tymczasowy Resedokument upoważniający ją do podróży w zasadzie do wszystkich innych krajów z wyjątkiem Polski.

Jadźka zapisała się na kurs językowy. Nauczycielka oceniła, że Jadźka zna na tyle język, iż śmiało może zapisać się na Komvux w celu uzyskania wykształcenia na poziomie gimnazjalnym. Była to szkoła wieczorowa dla dorosłych. Od tego momentu nabrała prawo do otrzymywania zasiłku dla studiujących. Jednocześnie z Invandrarverket dostała zawiadomienie o zakwalifikowaniu jej na kursy zawodowe. Zgłosiła się na kurs opiekunek ludzi starszych. Kurs ten umożliwiał jej później przekwalifikowanie się na młodszą pielęgniarkę.

W ten sposób miała zajęty praktycznie cały dzień. Jadźka odkryła w sobie zamiłowanie do nauki. Dziwiła się sama sobie, ponieważ wcześniej ledwo ukończyła zasadniczą szkołę zawodową. Po ukończeniu kursu na opiekunkę dostała od razu pracę w Domu Starców w Oxelösund.

Po kilku miesiącach, w sierpniu siedemdziesiątego czwartego, dostała zaproszenie do Polskiego Konsulatu. Informowano ją w nim, że ponieważ jej paszport wydany w Polsce, numer taki to i taki, traci właśnie ważność, należy wymienić go na Paszport Konsularny, który umożliwi jej podróże do Polski.

Kilka dni później pojechali do Konsulatu. Czekała niemal godzinę na rozmowę z odpowiednim pracownikiem. W czasie rozmowy pracownik wyraził niezadowolenie z tego, że pozbyła się polskiego Paszportu. Poinformował ją, że dobrowolne przekazanie paszportu w obce ręce jest karalne, i w związku z tym Jadźka nie otrzymał Paszportu Konsularnego. Na zakończenie zajrzał do dokumentów leżących na biurku i przypomniał jej że nie wywiązała się z pewnej obietnicy. Jadźka podniosła się z krzesła i rzuciła

„Nie doczekanie wasze abym wam donosiła”

Nie czekając na reakcję pracownika Konsulatu wyszła z gabinetu trzaskając drzwiami. Rozpłakała się dopiero w samochodzie, w którym czekał na nią Axel

„Nigdy nie będę mogła pojechać do Polski. Czuję, że więcej nie zobaczę mamy”

Czwartego marca siedemdziesiątego szóstego Jadźka urodziła syna. Mały otrzymał szwedzkie imię Mattias po polskim pradziadku Mateuszu. Zrobili mu dużo kolorowych zdjęć. Wysłali do Polski i na północ Szwecji do Kalixsu.

Jadźka wzięła urlop macierzyński i na lato pojechała z małym Matti do teściów. Axel przyjechał tam latem na urlop.

Wrócili do domu pod koniec września. Mimo, że byli zadowoleni z mieszkania w Oxelösund, to jednak pobyt w domku z ogródkiem u teściów przekonał ich aby kupić dom. Zdecydowali, że kupią gotowy dom. Nie chcieli się budować. Nie mieli na to czasu. Axel bardzo zajęty był hucie. Miał dodatkowe zajęcia w szkole zawodowej jako wykładowca. Jadźka co prawda miała urlop macierzyński, ale nie przestała dokształcać się.

Po urlopie została z małym w domu do czasu aż ukończył dwa latka. Mogła teraz zostawiać go w przedszkolu.

Zmieniła pracę. Zaczęła pracować w szpitalu w Nyköping jako underköterska, asystentka pielęgniarki.

W połowie roku siedemdziesiątego ósmego udało im się kupić stosunkowo nowy dom na przedmieściu Nyköping, w bardzo dobrym stanie. Sprzedający rozwodzili się i dom był już im nie potrzebny.

Jadźka stwierdziła, że potrzebny jest jej teraz samochód. Musi odwozić małego do przedszkola, jeździć do pracy i co drugi dzień na zajęcia do szkoły. Do tej pory wystarczał jej rower, ale teraz odległości są większe, po za tym nie chce wozić w niepogodę małego na rowerze.

Kupili małą Toyotę Carollę. Ich sytuacja materialna ustabilizowała się na stosunkowo wysokim poziomie. Do tej pory Jadźka nie odczuwała za bardzo tęsknoty za krajem ojczystym. Nie miała na to czasu. Ich życie towarzyskie ograniczone było do wąskiego grona znajomych. Jadźka poznał kilka polskich rodzin. Ale jakoś nie zawarła z nimi bliższej znajomości.

Dosyć regularnie pisała listy do Polski. Przede wszystkim do matki i do siostry, ale również do koleżanek z tkalni. Z czasem korespondencja z niektórymi zrobiła się rzadka i zdawkowa. Tylko Ulka pisała częściej.

Jadźka co roku wysyłała matce oficjalne zaproszenie, potrzebne do uzyskania wizy na wjazd do Szwecji. Jednak matce za każdym razem odmawiano wydania paszportu. Matce pogorszyło się zdrowie. Miała problemy z sercem. Jadźka coraz częściej o nie myślała. Martwiła się o nią.

Pewnego dnia, w grudniu przed świętami zadzwonił wieczorem telefon. Odebrał Axel. Po chwili przywołał Jadźkę i oddał jej słuchawkę mówiąc, że ktoś mówi po polsku. Jadźka usłyszała radosny głos siostry

„Mam dla ciebie niespodziankę!”

Zanim Jadźka zdążyła odpowiedzieć usłyszał mamę. Pierwszy raz od wyjazdu z Polski. Rozmowa zaskoczyła ją i wzruszyła. Popłakały się obydwie i jak później przeanalizowała tą rozmowę to w zasadzie nic sobie nie powiedziały. W każdym razie dowiedziała się, że mama czuje się znośnie. Od Kryśki dowiedziała się, że właśnie założyli im telefon

„Wiesz, Kazik od czasu jak się zapisał do Partii zrobił się ważną osobą w pracy. Więcej czasu spędza w Komitecie Miejskim niż w fabryce”

„Gratuluję” – odpowiedziała siostrze ale tak jakoś bez przekonania – „Może będzie mógł załatwić mamie paszport?”

„Mówiłam mu o tym, ale on nie chce o tym nawet słuchać. Mówi, że mogło by to zaszkodzić jego karierze. Teraz jest w Warszawie, dlatego mogłam zadzwonić…”

„Nie pozwala ci” – przerwała Kryśce

„Nie, żeby nie pozwalał. Mówi tylko, że lepiej nie dzwonić, bo…”

„Bo co?”

„Musiał się w Partii tłumaczyć przez ciebie”

„To skończmy tą rozmowę. Nie chciałabym aby miał więcej kłopotów przeze mnie. Uściskaj mamę i Emilka. Pa”

„Jadźka! Poczekaj chwilę. Nie obrażaj się. Musimy być ostrożni”

„Rozumiem”

„Zapisz numer naszego telefonu…”

„Po co? Nie będę dzwonić. Nie chcę was narażać. Pozwól mamie porozmawiać ze mną od czasu do czasu. Oczywiście jak Kazika nie będzie. Pa”

Na święta, zamiast listu jak zwykle, wysłała do siostry tylko szablonowe życzenia świąteczne na kartce pocztowej.

Kilka miesięcy później, w niedzielę czwartego marca siedemdziesiątego dziewiątego, w urodziny Mattiasa, Jadźka odebrała telefon. Dzwoniła Kryśka. Bez przywitania się oznajmiła niemal urzędowym głosem

„Mama chce rozmawiać” I oddała słuchawkę matce. Zamieniły ze sobą kilka zdań. Jadźka dowiedziała się, że mama ze względu na serce, przeszła na rentę chorobową

„Przecież masz dopiero czterdzieści osiem lat. Tak bardzo źle jest z tobą?”

„Nie. Czasem serce mi dokucza, ale tak źle nie jest. Kazik mi załatwił tą rentę”

„Aha, rozumiem. Może ci wreszcie załatwi paszport?”

„Przestań, córuś. Musisz ich zrozumieć…”

„Tak, oczywiście. Lepiej zmieńmy temat. Po co się denerwować”

„No właśnie. Daj Mateuszka do telefonu. Niech no mu osobiście złożę życzenia urodzinowe”

„Mamuś, on nie mówi po polsku…”

„Jak to? Przecież kończy trzy latka. Nie mówisz z nim po polsku?” – zdziwiła się

Tłumaczyła matce, że w domu mówią tylko po szwedzku, w przedszkolu są tylko szwedzkie dzieci, że ona próbuje do małego mówić po polsku. Chyba ją rozumie, bo na proste pytania zdane po polsku odpowiada po szwedzku. Wszyscy mówią, żeby go nie zmuszać do polskiego. Trzeba poczekać. Musi mieć motywacje do nauki języka.

Matka miała jednak inne zdanie. Uważała, że córka, jak to określiła, zeszwedziała

„Dziwne, że mówisz jeszcze po polsku” – stwierdziła z przekąsem.

Zrobiło się nieprzyjemnie. Dosyć szybko zakończyły rozmowę

Tego samego roku minęło pięć lat od jej przyjazdu do Szwecji. Jadźka wystąpiła o obywatelstwo. Invandrrverket, który się zajmował między innymi sprawami obywatelstwa, poinformował ją, że najpierw powinna wystąpić do polskich władz o zwolnienie z obywatelstwa polskiego, ponieważ podwójne obywatelstwo w Szwecji tolerowane jest tylko w wyjątkowych przypadkach.

Jadźka napisała do Polskiego Konsulatu w tej sprawie. Odpisano jej, że nie mogą zgodzić się na zmianę obywatelstwa, ponieważ ma nie uregulowanej sprawy związanej z paszportem i w świetle polskich przepisów przebywa w Szwecji nielegalnie. Załączyła pismo z Konsulatu do ponownego podania wysłanego do Invandrarverket.

We wrześniu siedemdziesiątego dziewiątego dostała obywatelstwo Szwecji. Jednocześnie poinformowano ją, że państwo szwedzkie otacza ją ochroną prawną w czasie jej ewentualnych podróży do wszystkich krajów świata z wyjątkiem Polski.

Jadźka wymieniła dotychczasowy Resedokument na świeżutki szwedzki paszport. Axel stwierdził, że należy to uczcić i postanowił Nowy Rok Tysiąc Dziewięćset Osiemdziesiąty przywitać w Paryżu.

Święta Bożego Narodzenia spędzili w Kalix u teściów. Zostawili tam Mattiasa i auto. W piątek dwudziestego ósmego grudnia wylecieli z Luleå do Paryża. Byli tam umówieni z Volmerem i Emmą.

Bawili się dobrze. W następny piątek, czwartego stycznia cała czwórka znalazła się na lotnisku. Volmer i Emma odlatywali do Sztokholmu. Axel i Jadźka dwie godziny później do Helsinek. W Helsinkach przesiedli się na samolot do Luleå.

Spędzili dzień u brata Axla. Następnego dnia pojechali do teściów po syna i auto. Po dwóch dniach wyruszyli w podróż do Nyköping.

W domu byli w czwartek dziesiątego stycznia. Jak otwierali drzwi słyszeli telefon. Nie zdążyli odebrać. Zadzwonił ponownie kilka godzin później. Odebrała Jadźka

„No! Nareszcie!” – usłyszała Kryśkę – „Dzwonię od kilku dni co parę godzin…”

„Nie było nas w domu” – przerwała jej Jadźka – „Właśnie wróciliśmy. Co się stało?”

„Mamusia nie żyje. Wpadła pod samochód. Zmarła w karetce w drodze do szpitala”

„Boże!” – Jadźka się rozpłakała – „Kiedy to się stało?”

„W Nowy Rok. Wyszła z kościoła i …”

Płacząc rozmawiały jeszcze chwilę. Jadźka dowiedziała się, że pogrzeb Już się odbył i że mama pochowana jest na cmentarzu na Mani przy ojcu. Jadźka obiecała wysłać pieniądze na granitowy nagrobek.

Jej pierwszą reakcją po rozmowie z Kryśką było zdecydowane postanowienie wyjazdu do Polski i udanie się na grób matki. Axel próbował jej wytłumaczyć, że jest to niemożliwe. Nie chciała przyjąć to do wiadomości.

Pojechała do polskiego Konsulatu. Nie dostała wizy. Powiedziano jej, że jest obywatelką polską bez ważnego paszportu. Wizyta zakończyła się pyskówką. Zagrożono wezwaniem policji.

Załamana wróciła do domu. Bardzo przeżywała śmierć matki i niemożność wyjazdu na jej grób. Axel martwił się o stan jej zdrowia psychicznego. Wiedział co może sprawić, aby nie myślała tyle o śmierci matki.

Podpowiedział jej aby zgłosiła się na högskoleprovet, egzamin dla chcących studiować na wyższych uczelniach. Zgodziła się z nim, że to dobry pomysł.

Jadźka „uciekła” w naukę. Po przybyciu do Szwecji polubiła uczyć się. Skupiała się na nauce. Pozwalało jej to odizolować się od innych spraw.

W październiku zdała egzamin z bardzo dobrymi wynikami. Łącznie z dobrymi wynikami z wieczorowego gimnazjum umożliwiło to jej rozpoczęcie studiów wieczorowych w wyższej szkole medycznej na kierunku pielęgniarskim.

Aby nie zaniedbać domu i dziecka poprosiła w szpitalu, o możliwość pracy na pół etatu.

Tak bardzo zaangażowała się w naukę, że przestała interesować się tym co dzieje się w Polsce. Wcześniej też, nie była specjalnie tym zainteresowana, ale przynajmniej czasami słuchała polskiego radia na długich falach. Teraz nie miała na to czasu.

Wiedziała oczywiście o zmianach politycznych w kraju, o Solidarności i Stanie Wojennym. Nie sposób było o tym nie wiedzieć. Nie trzeba było słuchać polskiego radia. W telewizji niemal każdego dnia były na temat Polski mniej lub bardziej sensacyjne wiadomości. W każdym razie nie uważała, że zmiany w Polsce mogą mieć dla niej jakieś znaczenie.

Z Kryśką miała sporadyczny kontakt listowny. Kilka razy do roku jakieś życzenia z okazji świąt, czy urodzin i to w zasadzie wszystko. Cieplejszy kontakt listowny miała z Ulką. Dowiedziała się, że Ulka rzuciła pracę na tkalni i że ich stary zakład robi bokami i pewno niedługo się rozpadnie. Trudno jej było w to uwierzyć. W pamięci miała obraz Zakładów Przemysłu Bawełnianego imienia Juliana Marchlewskiego jako solidnego kolosa który trwać będzie wiecznie.

W osiemdziesiątym drugim Mattias poszedł do szkoły. Na jednym z pierwszych spotkań z nauczycielami, Jadźka dowiedziała się, że dla dzieci urodzonych poza Szwecją są możliwości nauki języka ojczystego. Mattias urodził się w Szwecji i jego językiem ojczystym jest szwedzki, ale Jadźka spróbowała porozmawiać na ten temat z nauczycielką. Okazało się, że w szkole jest kilkoro polskich dzieci i że będzie dla nich organizowana nauka polskiego. Zapisała syna i ku swojemu zaskoczeniu nie miał nic przeciwko temu.

W osiemdziesiątym trzecim Jadźka dostała dyplom pielęgniarki. W szpitalu awansowała. Szefowa zachęcała ją do robienia specjalizacji.

Jesienią dostała list od Ulki. Ulka chciałaby ją odwiedzić. Obiecała, że nie sprawi kłopotów finansowych. Jej chłop, jak napisała handluje samochodami sprowadzanymi z zachodu i dobrze im się powodzi. Prosiła o przysłanie zaproszenia. Jadźka uzgodniła z mężem, że fajnie byłoby spotkać Ulkę i dowiedzieć się ploteczek o starych znajomych.

Wysłali oficjalne zaproszenie. Ulka i jej chłop, jak nazywała swojego partnera dostali wizę. Uzgodnili, że przyjadą samochodem na Święta Bożego Narodzenia i zostaną do Trzech Króli.

Axel i Jadźka wzięli z tej okazji część urlopu. Łącznie z wypracowanymi wolnymi dniami za godziny nadliczbowe mogli zostać ze swoimi gośćmi w domu do ich wyjazdu. Jadźka przyszykowała dla nich pokój gościnny i dwudziestego pierwszego grudnia w środę czekali na nich na przystani promowej w Nynäshamn.

Jadźka starała się dokładnie przyjrzeć twarzom pasażerów i kierowców zjeżdżających z promu samochodów. Axel robił jej wyrzuty o to, że nie zapytała w liście jakim samochodem przyjadą. W końcu w jednym z passatów z potężną skrzynią bagażową na dachu, poznała Ulkę. W krótce, po kontroli granicznej spotkali się na parkingu. Przywitali się. Ulka przedstawiła swojego chłopa. Chłop nazywa się Roman Marciniak i był bardzo potężnym chłopem. Ulka też zrobiła się potężna.

Zanim wyruszyli do Nyköping, Axel zauważył, że ich passat ma letnie opony. Ulka ostrzegła aby jechali za nimi bardzo ostrożnie, bo droga w wielu miejscach jest oblodzona.

Do domu dojechali szczęśliwie. Wnieśli część bagaży do pokoju gościnnego.

„Reszta może zostać w aucie” – stwierdziła Ulka

Potem z bagażnika dachowego wyjęli spory talerz anteny satelitarnej i pudełko z dekoderem.

„Prezent od nas dla was na gwiazdkę” – oznajmiła Ulka

Jadźka podziękowała za prezent. Zauważyła, że w bagażniku została jeszcze jedna taka sama antena

„Ta druga to dla kogo?” – zapytała

„Dla nas” – usłyszała Jakoś nie zdziwiła jej ta odpowiedź, ani fakt, że tylko część bagaży wnieśli do pokoju.

„Przenieście wszystko do domu” – zaproponowała

„Nie ma sensu” – odparł Roman

Roman poprosił aby wstawić ich passata do garażu, bo obawia się zostawić go na podjeździe. Ulka z Romanem rozpakowali się w pokoju gościnnym, odświeżyli i przebrali. Jadźka oprowadziła ich po domu.

Około dwudziestej zasiedli do kolacji. Mattias bardzo intensywnie przysłuchiwał się rozmowie, która właściwie cały czas toczyła się tylko po polsku. Axel nie brał w niej aktywnego udziału. Przysłuchiwał się. Rozumiał dużo o czym mówiono po polsku, ale gdy chciał coś powiedzieć prosił żonę o przetłumaczenie.

Potem Ulka pomogła Jadźce „zagnać” Mattiasa do łóżka. Po czym przenieśli się na kanapę do pokoju wypoczynkowego. Romek pobiegł na górę do pokoju i po chwili wrócił z butelką Żubrówki

„Nie będziemy tak siedzieć przez całą noc o suchym pysku” – powiedział – „Przynieś jakieś szkło, Jadziu”

„Jutro idziemy do pracy. Axel od rana a ja na drugą, więc nie będziemy już pili. Wy jak chcecie to proszę bardzo…”

„Zabierz tą wódkę, Roman” – Ulka ostro zwróciła się do Romka – „My też nie będziemy pić. Mamy na jutro poważne plany”

„Co za poważne plany?” – zapytała Jadźka

„Widzisz Jadziu. Zostajemy w Szwecji na stałe. Liczymy na to, że nam pomożesz”

Jadźka zbladła. Zauważył to Axel. Zapytał o co chodzi. Powiedziała mu. Nic nie odpowiedział. Ulka oczekiwała odpowiedzi

„To co? Pomożesz”

„Zaskoczyłaś nas. Nie rozumiem, jak mogę pomóc?”

„Nie obawiaj się. Nie będzie to was kosztować…”

„Nie obawiam się kosztów. Nie wiem czego ode mnie oczekujesz” – przerwała Ulce

„Zawieś nas jutro na Policję i przetłumacz im, że prosimy o azyl polityczny. To wszystko”

Siedzieli jeszcze jakiś czas, ale rozmowa się nie kleiła. Axel przeprosił towarzystwo. Powiedział, ze musi wcześnie wstać. Romek poszedł odnieść Żubrówkę i długo nie wracał. Jadźka uzgodniła z Ulką że pojadą na Policję zaraz po śniadaniu.

„Co o tym myślisz?” Jadźka zapytała męża po przyjściu do sypialni. Nie spał jeszcze. Przeglądał wieczorną gazetę.

„Nie ma o czym myśleć. W Oxelösund, na naszym starym osiedlu mieszkają uchodźcy z Chile i z Polski…”

„Wiem” – przerwała mu – „AMS, Urząd pracy ma to w swojej pieczy. Tam są ci z Polski co byli w więzieniach w Stanie Wojennym. Polityczni. Czasami przywożą ich do nas do szpitala na badania. Pomagałam kilka razy z językiem”

„No, właśnie”

„Ale oni nie są polityczni…”

„Co cię to obchodzi. Zawieź ich na Policję, nie się inni tym martwią”

Pojechali zaraz po dziewiątej Jadźki autem. Policjanci w Nyköping poinformowali ich że sprawami o azyl zajmuje się posterunek w Oxelösund. Pojechali tam. Jadźka tłumaczyła. Przesłuchujący policjant powiedział, że on nie decyduję o przyznaniu azylu tylko Invandrarverket. On prześle do nich protokół zgłoszenia prośby o przyznanie azylu politycznego i tam dalej sprawa się będzie toczyła.

Potem zanotował ich nazwiska, daty urodzenia i polskie adresy. Zapytał o zawody i czym się zajmowali. Zapytał również o powód prośby o azyl. Jadźka była zaskoczona tym że Ulka tak bardzo była zaangażowana w działalność polityczną i związkową. Nie mogła sobie przypomnieć, aby z Ulki listów to wynikało.

Romek z kolei był kilkakrotnie aresztowany. Nie. Nie był Internowany ale był przesłuchiwany kilkukrotnie. Na zakończenie policjant zapytał czy mają gdzie mieszkać. Jadźka się pospieszyła i odpowiedziała, że przyjechali do nich na święta.

„Doskonale. To w takim razie nie ma pośpiechu aby im dzisiaj załatwiać zakwaterowanie w AMSie. Wiesz, przed świętami jest dużo innej pracy”

Policjant najwidoczniej gdzieś się spieszył, bo perspektywa tego, że nie musi się nimi dalej zajmować ucieszyła go. Przeprosił ich i wyszedł na kilka minut z pokoju. Jadźka powiedziała Ulce, że odpowiedziała za nich, iż na razie mają gdzie mieszkać

„Wiesz Jadziu, lepiej by było gdyby oni zajęli się nami od samego początku”

„Przecież przyjechaliście do nas na święta”

„Tak, ale…”

Ulka nie dokończyła. Przerwał jej policjant, który właśnie powrócił do pokoju

„We wtorek dwudziestego siódmego, po świętach zgłosicie się do biura AMSu na Björntorpsvägen. Wiesz gdzie to jest” – zwrócił się do Jadźki

„Wiem”

„Oni już wszystko będą mieli przyszykowane. Dostaniecie klucze do mieszkania i zasiłek. Życzę powodzenia i Wesołych Świąt”

Uścisnęli sobie ręce. Wizyta na Policji była zakończona.

Wracając do domu Jadźka podjechała pokazać im gdzie będą mieszkać. Wjechała na podwórka od wewnętrznej strony domu w kształcie półokręgów.

„Tu będziecie mieszkać już po świętach”

„Dziwne domy” – zauważył Romek

„Przypominają rogaliki” – stwierdziła Ulka

„My nazywamy je falukorv. Taka kiełbasa, przypominają pęta tej kiełbasy” – wyjaśniła Jadźka

Po przyjeździe do domu zostawiła ich samych. Ulka zobowiązała się zrobić obiad. Jadźka pojechała do pracy.

Następnego dnia, w piątek przed Wigilią Bożego Narodzenia zarówno Axel jak i Jadźka mieli wolne. Pojechali z gośćmi do miasta, zwiedzali trochę, zjedli lancz w restauracji. Potem pokazali im jeszcze Oxelösund.

„Nie wiedziałam, że to taka dziura” – dziwiła się Ulka

„W Szwecji większość miast jest mała…”

„Jak tu wytrzymujesz? Byłaś przyzwyczajona do dużego miasta”

„Tu jest bardzo dobrze. Nie narzekam”

„My będziemy chcieli wyjechać do dużego miasta. Najlepiej do Sztokholmu. W dużym mieście można rozwinąć skrzydła. Jestem technikiem samochodowym. Otworzę warsztat naprawy aut” – stanowczo stwierdził Romek

„Wspaniale. Życzę powodzenia. Planowaliśmy pojechać z wami do Sztokholmu po świętach, ale będziecie zapewne zajęci urządzaniem mieszkania, więc pojedziemy tam w drugi dzień świąt”

Tak też zrobili. Jednak zanim pojechali do Sztokholmu przemęczyli w domu Wigilię i pierwszy dzień świąt. Przemęczyli jest właściwym określeniem. Obie pary nie czuły się dobrze ze sobą. Mattias bardzo się nudził. Otrzymany od gości prezent w postaci napędzanego baterią modelu karabinku Kałasznikowa bawił go tylko przez godzinę. Matkę denerwował głośny terkot zabawki gdy Mattias z niej „strzelał”. Na szczęście baterie szybko się skończyły. Axel przezornie ukrył przed synem zapas baterii i z przykrością stwierdził, że niestety, w domu nie ma ich więcej

„Ja mam na górze!” – odpowiedział Romek, gdy dowiedział się czemu mały posmutniał

„Zamknij się!” – uciszyła go Ulka

Rozmowy dorosłych się nie kleiły. Jadźka miała cały czas wrażenie, że goście są zawiedzeni sposobem w jaki zostali przyjęci. Nie odpowiadało im wigilijne jedzenie, brak karpia i typowych potraw jak jagiełki z makiem czy barszczyk z uszkami. Jadźka zauważyła zgorszenie w oczach Ulki kiedy na stole postawiła szynkę.

„W wigilię szynka?…Przecież to grzech”

„Nie prawda. To nie grzech. Tradycja nakazuje nie jeść mięsa w ten dzień. Religia chrześcijańska tego nie zakazuje, ale jeżeli nie chcesz mięsa to masz inne rzeczy do wyboru”

Nie przekonała Ulki. Romkowi natomiast bardzo smakował łosoś i śledzie. Za każdym razem gdy sobie dokładał porcję, przypominał, że rybka lubi pić. W końcu Ulka wypomniała mu

„Nie pij więcej, bo potopisz te rybki co zjadłeś”

W pierwszy dzień świąt atmosfera była nieco lepsza. Jadźka wypytywała o znajomych z fabryki. Dużo się nie dowiedziała. Ulka stwierdziła tylko, że wszystko schodzi tam na psy i że się cieszy z tego, że rzuciła tą pracę na tkalni w cholerę.

„Co właściwie teraz robisz?” – zapytała Jadźka

„Nic. Rozpoczynam nowe życie na zachodzie!” – odpowiedziała Ulka

„Rozumiem. A, co robiłaś przed przyjazdem do nas?”

„Ach! Szkoda gadać. Ciężko było. Drożyzna straszna. Zarobki marne. Wiesz poznałam Romana na Górniaku. Sprzedawał ciuchy z Niemiec. Od słowa do słowa i…”

„Umie się targować” – przerwał jej Romek – „Sprzedałem jej tanio kurtkę skurzaną i tak na tym wyszedłem, że się muszę z nią teraz męczyć” – zażartował

„Och jak się męczysz. Be zemnie i moich braci miałbyś gówno a nie handel wrakami z zachodu”

„Tylko nie wrakami. Sprzedajemy pełnowartościowe używane samochody”

„Ty też sprzedajesz auta?” – zapytała Jadźka

„Nie. Skąd. Nie znam się na tym. Siedzę w kańciapie, wypisuję kwity, pobieram zapłatę i pilnuję kasy”

Jadźka dowiedziała się, że przekazali po cichu firmę, Ulki braciom i teraz zamierzają otworzyć warsztat i handel używanymi autami w Szwecji

„Tu będzie trudno. Klienci mają duże wymagania” – dodał Axel

„Damy radę. Mamy doświadczenie”

„W takim razie musicie się ostro wziąć za język. W AMSie wyślą was na kurs podstawowy. Sto osiemdziesiąt godzin. Ale to jest bardzo mało. Polecam abyście się później zapisali na dalsze lekcje” – radziła Jadźka

„Ty sobie dałaś radę, to my też się nauczymy”

„Masz rację”

Do Sztokholmu pojechali bez syna. Widzieli, że bardzo go męczą ich rozmowy, których nie rozumiał. Zadzwonili do znajomych sąsiadów, których syn jest szkolnym kolegą Mattiasa. Uzgodnili, że po śniadaniu pójdzie do nich i zostanie tam cały dzień. Zawsze sobie tak z sąsiadami pomagali nawzajem gdy musieli coś załatwić bez dzieci. Ruszyli w drogę zaraz po tym jak Mattias wszedł do domu sąsiadów.

Przed wjazdem do Sztokholmu mijali znak drogowy z napisem „KUNGENS KURVA”

„Zaraz się zacznie” – pomyślała Jadźka

Nie myliła się. Rechot Romka potwierdził to. Nie słyszała co Romek powiedział do Ulki, ale się domyślała. Ulka go skarciła

„Czas abyś dorósł, głupolu”

Coś tam jeszcze mówili na tylnym siedzeniu, ale Jadźka już myślała nad tym co powiedzieć na żądanie które zaraz usłyszy. Po chwili je usłyszała

„O! IKEA! Zatrzymajmy się tam! Zawsze marzyłam o Ikei!”

Jadźka miała już przyszykowaną odpowiedź

„Święta są. Zamknięte dzisiaj” – kłamała

Dobrze wiedziała, że Ikea jest otwarta w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia. Axel musiał zrozumieć jej odpowiedź, bo zwrócił się do niej z uśmiechem

„Pamiętasz jak to było, gdy pierwszy raz zobaczyłaś Ikeę?”

„Masz rację. Wstydzę się, że powiedziałam, iż jest zamknięte dzisiaj”

„Odkręcimy to” – powiedział

„Zdajesz sobie sprawę, że utkniemy tutaj na kilka godzin. Nic nie będzie ze zwiedzania Sztokholmu. Jak wyjdziemy będzie ciemno. Nic nie zobaczą”

„No i co z tego? Przejmujesz się tym?”

„O czym rozmawiacie?” – zaciekawiła się Ulka

„Axel spiera się ze mną i mówi że Ikea jest dzisiaj otwarta. Zaraz będzie zjazd na prawo. Podjedziemy sprawdzić”

Jadźka była zadowolona że naprawiła kłamstwo. Odruchowo spojrzała na zegarek. Zbliżała się dziesiąta.

Kiedy wychodzili z Ikei było już ciemno. Pogoda się popsuła. Padał gęsty mokry śnieg i nieprzyjemnie wiało. Dochodziła trzecia. Ulka była bardzo zadowolona z wizyty w sklepie. Romek mniej. W restauracji na ostatnim piętrze Ikei, w której zjedli lancz nie sprzedawano piwa.

„No to teraz pojedziemy do Nordiska museet a potem zobaczymy muzeum z okrętem Wasa. Do skansenu już nie zdążymy…”

„No, co ty Jadźka?” – przerwała Ulka – „Nie będziemy się włóczyć po muzeach w taką pogodę”

„Wszystko jest pod dachem…”

„Daj spokój. Dzisiaj już nic nie warto oglądać. Wracajmy do domu. Przyjedziemy tu kiedy indziej”

Ulka nie musiała namawiać ich długo na powrót.

Następnego dnia, zaraz z rana Jadźka zawiozła ich do Oxelösund do AMSu. W biurze mieszczącym się w jednym z mieszkań na parterze budynku w którym kiedyś mieszkali, wszystko było już przyszykowane. Dostali klucze do mieszkania w sąsiednim budynku. Pracownica zaprowadziła ich i pokazała co i gdzie się w mieszkaniu znajduje.

Było to przestronne dwupokojowe mieszkanie na drugim piętrze. W pełni umeblowane i wyposażone w niezbędne sprzęty. Był nawet telewizor. Czarno-biały, ale był. Na podwójnym łóżku leżała pościel. Należało tylko powlec kołdry i poduszki. W kuchni były naczynia i sztućce. W lodówce i szafkach podstawowe artykuły żywnościowe. Jadźka zauważyła, że mieszkanie zaskoczyło Ulkę. Romek był raczej obojętny. Pracownica poinformowała ich że po południu będzie obecna tłumaczka. Zaprosiła ich do biura na trzecią aby dopełnić formalności. Dostaną też zasiłek na najbliższe dni.

Ponieważ nie mieli do niej żadnych pytań, pożegnała się i przypomniała o spotkaniu o trzeciej. Zostali jeszcze kilkanaście minut i oglądali mieszkanie. Jadźka wyjaśniła im kilka rzeczy, głównie napisy na opakowaniach makaronów i innych artykułów spożywczych. Pokazała obsługę elektrycznego piekarnika i kuchenki.

„Zadowoleni jesteście z mieszkania?” – zapytała

„Prawie. Firanek w oknach niema”

„W Szwecji rzadko spotyka się firanki. To wpływ religii protestanckiej. Wiesz, twierdzą, że nie mają nic do ukrywania i takie tam”

„Wolałabym na noc zasłonić okna firanką”

„Powiedz to im o trzeciej”

W drodze do domu Ulka uzgodniła z Romkiem, że zaraz się spakują i wyprowadzą od Jadźki do Oxelösund.

„Dlaczego wam się tak spieszy? Źle wam u nas?”

„Nie, to nie o to chodzi. Chcemy jak najszybciej być na swoim”

Po przybyciu do domu natychmiast wyciągnęli passata z garażu. Spakowali się i już po godzinie gotowi byli odjechać. Jadźka zaproponowała aby zostali do obiadu. Zrobi trochę wcześniej i po drugiej mogą pojechać. Jazda nie trwa nawet dwudziestu minut.

„Zrobimy sobie coś do zjedzenia na miejscu”

„Weście trochę jedzenia od nas. Tyle tego naszykowaliśmy na wasz przyjazd”

Zapakowała im trochę szynki, łososia i śledzi. Podziękowali, prosili pożegnać męża i syna. Obiecali dać znać jak tylko się trochę urządzą.

Dali znać po Nowym Roku. Jadźka chciała wcześniej do nich pojechać i dowiedzieć się jak im idzie ale Axel ją powstrzymywał

„Nie narzucaj się. To nie jest ta sama dziewczyna którą znałaś. Widać, że się źle z nami czują. Zrobiłaś dla nich co mogłaś. Będą cię potrzebować, to cię znajdą”

„Masz rację. To nie ta sama Ulka”

Przyjechali przed Trzema Królami. Przeprosili, że wcześniej nie mogli. Byli bardzo zajęci. Poznali w AMSie kilkanaście rodzin z Polski, które są w Szwecji od kilku miesięcy. Dużo się od nich dowiedzieli. Razem urządzili sobie Sylwestra i Nowy Rok.

„To bardzo mądrzy ludzie. Bardzo dużo praktycznych rzeczy o Szwecji nam powiedzieli. Jeden z nich jest z Łodzi, student, młody chłopak ale bardzo dobrze gada. Jutro w Trzech Króli, zaraz po kościele, urządza pogadankę o swoich doświadczeniach w kontaktach ze Szwedami. Jest tu od ośmiu miesięcy…”

„No to ma dużo doświadczeń” – z pewną ironią przerwała Jadźka

„Nie śmiej się. Kilka lat temu był na wakacjach u krewnego…” – zwróciła się do Romka – „Gdzie on był?”

„Nie pamiętam. W Malmö chyba”

„Mówi, że dobrze poznał się na Szwedach…”

„Interesujące” – stwierdziła Jadźka

„No właśnie. Myślę że nie zaszkodziłoby ci jakbyś przyszła posłuchać. Każdy może przyjść. On bierze tylko jakąś symboliczną opłatę, aby mu się koszty materiałów zwróciły. Wiesz jakieś zdjęcia robił. Przezrocza będą”

„Interesujące, ale nie mogę. Jutro mam dyżur w szpitalu. Matti jest przeziębiony, zostaje w domu z ojcem. Po pracy chcę szybko wrócić do domu. Ale powiedzcie co o was słychać? Jak sobie dajecie radę na swoim?”

„Doskonale. Byliśmy w Sztokholmie przedwczoraj, trzeciego. Wzięliśmy taką jedną parę ze sobą. Oni znają już trochę język. Pokierowali nas pod zamek królewski. Poradzili Romanowi gdzie zaparkować , aby nie płacić. Blisko Starego Miasta. Ale nic specjalnie ciekawego nie widzieliśmy. Potem jak wróciliśmy do auta to…”

„Ja to powiem” – przerwał Romek – „Przy aucie kobitka w jakimś dziwnym mundurze coś pisała..”

„Lapplisa. Pilnują prawidłowego parkowania. Mandaty wlepiają” – wyjaśniła Jadźka

„To by się zgadzało. Janek, ten co z nami był powiedział, że ona chce od nas pieniądze wyłudzić. Pięćdziesiąt koron. Za parkowanie. Długo z nią rozmawiał. Ona spisała nasz numer auta. Pokazaliśmy nasze paszporty. Spisała nazwiska. Janek cały czas powtarzał, że z AMSu w Oxelösundzie jesteśmy. W końcu nas puściła. Jak myślisz, będzie coś z tego?”

„Nie wiem. Szwedom wstawiają mandat za wycieraczkę. Zapłacić trzeba na poczcie albo w banku. Cudzoziemcy muszą płacić na miejscu. Skoro was puściła, to chyba nic nie będzie. Zapytajcie o to jutro tego studenta…”

„To dobra myśl. Nie pomyślałem o tym”

Potem Jadźka dowiedziała się, że od poniedziałku dziewiątego zaczynają kurs szwedzkiego. Pogadali jeszcze chwilę wypili kawę i się pożegnali obiecując wpaść niebawem podzielić się wrażeniami z nauki języka.

Spotkali się przypadkiem dopiero w kwietniu przed Wielkanocą w Nyköping na zakupach przedświątecznych. Jadźka była sama, Ulka również. Weszły na kawę. Jadźka dowiedziała się, że Ulka ma kłopoty z Romkiem. Policja była wezwana do nich. Pobił się z Jankiem

„Z jakim Jankiem?”

„Tym z którym byliśmy w Sztokholmie, mówiłam ci”

„A, no tak. Przypominam sobie”

„Pamiętasz. Mówiliśmy, on nam tam kazał zaparkować przed zamkiem. Kara do zapłacenia przyszła do nas do AMSu. Sto pięćdziesiąt koron! Romek chciał, żeby to on, ten Janek zapłacił, bo nas wprowadził w błąd. Od słowa do słowa i wzięli się za łby”

„Nie dobrze. Mogą wam nie dać azylu”

„Wiesz, tak bardzo nam już na tym nie zależy. Nie podoba nam się na tym zadupiu. Roman załatwia wyjazd do Hamburga. Mamy tam znajomych którzy nam załatwiali te samochody, wiesz, te co żeśmy sprzedawali. Hamburg to nie Oxelösund, to duże miasto”

„Byłaś w Hamburgu? Wiesz jak tam jest?”

„Nie, ale słyszałam, że tam człowiek z inicjatywą może rozwinąć skrzydła. Tu się dusimy”

„Jesteście dopiero tu niespełna cztery miesiące, więc…”

„Tak i to wystarczy. Widzimy jak tu jest. Nie wiem jak ty tu wytrzymujesz”

Pogadały jeszcze chwilę dopiły kawę. Ani Jadźka, ani Ulka nie wystąpiły z zaproszeniem wspólnego spędzenia Świąt Wielkiej Nocy.

Dla Jadźki był to czas intensywnej nauki. Uczyła się zdalnie, pracując na pół etatu. Szpital potrzebuje pielęgniarki specjalistki opieki onkologicznej. Dostała stypendium.

Dyplom dostała przed wakacjami w osiemdziesiątym piątym. Axel z tej okazji zafundował rodzinie wczasy we Włoszech. W ciągu trzech tygodni objechali Włochy wynajętym samochodem.

Do domu wrócili w połowie sierpnia Po powrocie do domu wśród poczty która na nich czekała były dwa listy z Polski. Od Kryśki i od Zeni. Obydwa bardzo zaskoczyły Jadźkę. Z Kryśką rozmawiała telefonicznie ostatni raz na początku osiemdziesiątego roku gdy zmarła mama. Od tego czasu, a właściwie już wcześniej kontakty między nimi bardzo oziębły. Ograniczały się tylko do wysyłania sobie nawzajem kartek z życzeniami z okazji świąt i urodzin.

Jadźka otworzyła kopertę z zaciekawieniem. List zaczynał się od słów „Kochana siostrzyczko”. Myślała, że to ironia. Szybko zmieniła zdanie. Kryśka pisze, że od kilku dni śni jej się mama i domaga się aby one, to znaczy Kryśka i Jadźka ponownie zbliżyły się do siebie. Kryśka pyta w liście, czy jej też śni się mama. Dalej pyta się co u nich słychać, jak się chowa Matti i jak idzie Jadźce z mężem, bo jej małżeństwo się rozpada.

Kazik wyprowadził się do Warszawy. Ma tam mieszkanie służbowe. Robi karierę w Partii i musi być tam na miejscu. Kryśka pojechała do niego któregoś dnia bez uprzedzenia. Zastała go z jakąś, jak to napisała w liście „towarzyszką”.

Kazik wyrzucił ją, za drzwi. To znaczy Kryśkę, nie towarzyszkę. Przestał łożyć na dom. Ostatnio złożył wniosek o rozwód. Jako powód podał niezgodność charakterów i demonstracyjną religijność żony, co oczywiście jest nie prawdą, bo ona, Kryśka w kościele była ostatnio tylko raz, na ślubie koleżanki. Kryśka nie wie co robić. Jej pensja wystarcza na razie na podstawowe potrzeby. Wszystko drożeje. W kraju jest coraz gorzej. Emil we wrześniu skończy dwanaście lat. Dzięki Bogu chowa się dobrze, nie ma z nim kłopotów, ale rośnie jak na drożdżach i ona nie nadąża kupować mu nowych ubrań i butów.

Emil ma już sto czterdzieści pięć centymetrów wzrostu jest normalnej budowy. Buty nosi rozmiaru trzydzieści osiem.

„Aha. Rozumiem” – pomyślała Jadźka – „Teraz mama przyśni się mi i nakaże wysłać siostrze paczkę”

Na zakończenie listu Kryśka zapewnia, że tęskni za Jadźką, Kocha ją i chciałaby się z nią i jej rodziną zobaczyć. W liście były dwa kolorowe zdjęcia zrobione gdzieś w parku. Na jednym Kryśka z synem. Na drugim Emil sam.

Jadźka opowiedziała w krótkich słowach mężowi co jest w liście od Kryśki. Poradził zadzwonić i zapytać co potrzebuje, no i wysłać paczkę. Postanowiła od razu zadzwonić. Trochę trwało zanim znalazła telefon do Kryśki. Po kilku sygnałach odezwał się głos z automatu informujący, że abonament jest nie aktualny.

Postanowiła napisać list. Axel poradził aby nie pisać osobnego listu tylko kupić coś jutro według własnego uznania, zrobić paczkę, włożyć list i wysłać jak najszybciej.

Zabrała się za drugi list, ten od Zeni. Zenka zaskoczyła ją bardziej niż Kryśka. Pamięta, że ostatnio miała od niej wiadomość kilka lat temu. Dostała zaproszenie na ślub. Z wiadomych powodów nie mogła pojechać. Podziękowała listownie, życzyła szczęścia młodej parze i wysłała mały prezencik ślubny. Jadźka nie za bardzo pamięta co. Potem chyba dostała podziękowanie i kontakt tak jakoś się urwał.

Teraz Zenka zaprasza ją do Łodzi na babskie spotkanie tych które jeszcze pracują na tkalni i tych które już zmieniły pracodawcę. Zenka zaznaczyła, że nie jest to jakaś specjalna okazja, okrągła rocznica, czy coś takiego. Po prostu firma się rozpada ludzie odchodzą i nie wiadomo jak długo jeszcze to wszystko będzie się kręcić, dlatego postanowiła z koleżankami zrobić coś w rodzaju stypy. Chciałyby urządzić spotkanie w październiku, ale się nie udało. Wstępnie załatwiły restaurację w Prząśniczce w Arturówku. na sobotę drugiego listopada. Jest to dzień Zaduszny, ale to tylko dobrze. Upiją się na smutno. Są tam pokoje hotelowe dla tych którzy przyjadą spoza Łodzi.

Najbardziej zaintrygował Jadźkę ten fragment listu w którym Zenka napisała z pewnym wyrzutem pod jej adresem, ze sobie one tam w Szwecji nie pomagają.

„Ulka napisała mi, że się na Tobie zawiodła, Jadziu. Spodziewała się, że im pomożesz na starcie w obcym kraju a Ty podobno zrobiłaś się wyniosła, unikasz jej towarzystwa i w ogóle nie utrzymujesz kontaktów z Polakami. Nie chce mi się w to wierzyć. Napisz proszę jak to jest. Ostatni list jaki do niej napisałam wrócił do mnie z powrotem. Na kopercie pisze, że adresat wyjechał nie podając adresu”

Ten fragment listu bardzo wzburzył Jadźkę. Szybko dokończyła czytać. Nie za bardzo mogła się skupić nad resztą, zresztą, nie było tam już nic interesującego. Axel zauważył jej zdenerwowanie. Opowiedziała mu co ją tak zdenerwowało

„Oni mnie się nie podobali od początku” – stwierdził

„To wredna małpa! Jutro z nią pogadam!”

„Nie warto się denerwować, kochanie”

„Nie odpuszczę jej. Muszę pojechać do Oxelösund”

Pod wieczór trochę się uspokoiła. Musieli się rozpakować po podróży i przyszykować Mattiasa do pójścia do szkoły. Rok szkolny zaczynał się w poniedziałek dziewiętnastego sierpnia. Potem jeszcze skompletować paczkę dla Kryśki, no i napisać list.

Dopiero pod koniec tygodnia, w sobotę dwudziestego czwartego pojechała do Oxelösund. Nie było ich w domu. Zeszła na dół. Postanowiła poczekać na ławeczce przed wejściem. Po trzech godzinach pojechała do domu. Z postanowieniem przyjechania w niedzielę z rana.

W niedzielę była już o ósmej. Dzwoniła do drzwi bardzo długo. Nikt nie otwierał. Przypomniała sobie, że w biurze AMSu zawsze ktoś ma dyżur. Zastała tą samą kobietę która wydawała im klucze kilka miesięcy temu

„To ty nie wiesz, ze ich tu nie ma?” – zapytała zdziwiona

„Nie wiem. Co się stało?”

„Zniknęli nagle dwa tygodnie po Wielkiej Nocy. Nawet kluczy nie zostawili. Mamy zapasowe. Mieszkanie wysprzątane. Nic nie zginęło. Oni po prostu wyjechali stąd”

„Dokąd?”

„Nie mam pojęcia? Zgłosiliśmy ich zniknięcie Policji. Może ktoś z ich znajomych coś wie. Pytaliśmy ale albo nic nie wiedzą, albo nie chcą powiedzieć”

Jadźka nic więcej się nie dowiedziała. Kilka dni później napisała do Zenki. Opisała jak to było z Ulką i Romkiem. Napisała, że znikli i że nikt nic nie wie dokąd wyjechali. Napisała, że bardzo chciałaby przyjechać do Łodzi na to spotkanie, ale musiałaby najpierw pozbyć się obywatelstwa polskiego, a jak do tej pory nie udało jej się tego załatwić. Konsulat odmawia zwolnienia jej z obywatelstwa.

W poniedziałek drugiego września, późnym wieczorem dostała telefon z Polski. Dzwoniła Zenka z telefonu koleżanki. Bardzo podnieconym głosem zaraz po powitaniu oznajmiła

„Słuchaj! Ulka dowiedziała się o naszym spotkaniu i odpisała że przyjedzie! Myślę, że powinnaś też przyjechać”

„Wiesz, że nie mogę” – Jadźkę zainteresował list od Ulki do Zenki – „Co jeszcze napisała i skąd go wysłała?”

„Z Hamburga. Ale pisze, że wraca do Polski. Nic więcej, tylko, że przyjeżdża sama, wiesz ten jej Romek boi się spotkania z żoną…”

„Nie wiedziałam, że ma żonę”

„Zostawił tu żonę i troje dzieci. Wszystkiego się dowiesz jak przyjedziesz. Spróbuj jeszcze raz porozmawiać w tym konsulacie,…Aha! Jeśli zamierzasz przyjechać to przyślij dwa tysiące złoty zaliczki na potwierdzenie udziału w imprezie. Pa! Do zobaczenia!”

Po rozmowie z Zenką Jadźka bardzo się napaliła na wyjazd do Polski. Zdawała sobie sprawę z tego, że Zenka ciekawa jest jej spotkania z Ulką i tego co z niej wyniknie. Ale nie przejmowała się tym, że będzie skandal. O tym, że skandal będzie jeśli tam pojedzie, była święcie przekonana.

Trzeciego września wzięła wolne i pojechała do Sztokholmu. Rozmowa w konsulacie bardzo ją zaskoczyła. Była przyjęta w bardzo uprzejmy sposób. Młody urzędnik wysłuchał ją ze zrozumieniem. Powiedział, że nie ma przeszkód w tym aby złożyła podanie o zwolnienie z obywatelstwa. Jest to czysta formalność. Nic nie kosztuje. Należy tylko uiścić opłatę skarbową znaczkami

„Ta opłata, proszę pani jest niestety wysoka” – poinformował ją przepraszającym tonem

Jadźka dostała nowe formularze do wypełnienia. Zrobiła to na miejscu. Opłaciła. Dowiedziała się, że odpowiedź dostanie w ciągu tygodnia, no, może w ciągu dziesięciu dni. Potem może pocztą przysłać swój szwedzki paszport do wstemplowania wizy.

Wróciła uradowana do domu. Axel sceptycznie podszedł do całej historii

„Poczekajmy na odpowiedź. Aż mi się wierzyć nie chce, że będziesz miała tą sprawę załatwioną pozytywnie”

„Nie psuj mi humoru. Wierzę, że tym razem będzie dobrze”

Jedenastego września dostała list z Konsulatu. Krótka wiadomość

„Po rozpatrzeniu na podstawie art. 16 ust.3 ustawy z dnia 15 lutego 1962 r. o obywatelstwie polskim (Dz. U. Nr 10, poz. 49) wniosku z dnia 3 września 1985 r. udzielam obywatelce Jadwidze Jonsson zd. Trzmiel…” – I tak dalej, data urodzenia, imiona rodziców, obecny adres – „zezwolenia na zmianę obywatelstwa polskiego na obywatelstwo szwedzkie”

Pod spodem okrągła pieczeń konsulatu Generalnego Polski w Sztokholmie, oraz podpis i pieczątka Konsula Generalnego PRL.

Jadźka wpadła w euforię. Kazała mężowi załatwiać urlop. Wszyscy nareszcie pojadą do Polski. Axel szybko ostudził jej entuzjazm.

„Kochanie, nie możemy wszyscy pojechać w tym czasie. Chłopak ma szkołę. Nie jest dobrze aby brał wolne. Ja też chyba nie dostanę w tym czasie urlopu. Wszystko już wykorzystałem. Pojedź sama. Tak będzie lepiej. Będziesz swobodniejsza, odwiedzisz kogo będziesz chciała. Razem pojedziemy w przyszłym roku w wakacje”

Z początku nie chciała o tym słyszeć, jednak po nocy, następnego dnia przyznała mu rację. Zaczęła planować wyjazd i pobyt w Polsce. Pomyślała, że zamieszka u siostry. Dobrze byłoby ją zawiadomić, że przyjeżdża i chce u niej zamieszkać. Jednak zmieniła zdanie. Zrobi Kryśce niespodziankę.

Napisała list do Zenki że przyjeżdża. W liście poprosiła Zenkę o zarezerwowanie dla niej pokoju na jedną noc, tą po spotkaniu, w Prząśniczce. Wyjedzie stamtąd od razu do Gdańska. Zapytała też na jakie konto wysłać pieniądze.

W piątek dwudziestego siódmego września odebrała na poczcie wysłany wcześniej do Konsulatu Paszport z wizą na wjazd i pobyt w Polsce. W szpitalu poprosiła o tydzień bezpłatnego urlopu. Nie chciano jej dać. Postawiła sprawę na ostrzu noża, albo dostanie ten urlop, albo się zwalnia. Poskutkowało. Od razu zadzwoniła do Nynäshamn i zamówiła bilety na prom na niedzielę dwudziestego siódmego października oraz powrotny na niedzielę trzeciego listopada.

W domu będzie w poniedziałek. Do pracy pójdzie dopiero we wtorek. Jakoś się wytłumaczy z jednego dnia nieusprawiedliwionej nieobecności.

Jadźka wybrała się do Polski kupionym rok wcześniej samochodem volvo 240. Axel na wszelki wypadek założył koła z zimowymi oponami z kolcami. Okazało się, że zrobił to niepotrzebnie, Śniegu jeszcze w Polsce nie było, mimo to Jadźka czuła się na drodze bardzo niepewnie.

Do tej pory jeździła tylko po drogach w Szwecji i kilka razy w Danii i Norwegii przy okazji wakacyjnych wyjazdów. Teraz jej niepewność na drodze z Gdańska do Łodzi wynikała z tego, że nigdy wcześniej nie prowadziła auta w Polsce. Mało tego. Poza jazdą z Axlem po Łodzi i później na prom do Szwecji, nigdy nie jechała samochodem osobowym jako pasażerka, nie licząc taksówek.

Wszystko było dla niej nowością. Zatrzymywała się niemal przy każdym rozwidleniu dróg i długo studiowała mapę samochodową. Kilka razy została wystraszona przez wyprzedzające samochody. Słyszała kiedyś, że samochód wystraszył konia w zaprzęgu i doszło do wypadku, Nie wiedzieć dlaczego, pamiętała o tym i bardzo ostrożnie, a co za tym idzie, długo wyprzedzała furmanki konne. Irytowała tym kierowców jadących za nią. Tyle podniesionych do góry środkowych palców dawno nie widziała.

Do Łodzi dojechała późnym wieczorem wyczerpana psychicznie. Obiecała sobie, że latem, jak przyjadą na wakacje, nie dotknie kierownicy.

O wpół do jedenastej podjechała pod blok na Teofilowie w którym mieszka Kryśka. Z pewnym niepokojem nacisnęła dzwonek do drzwi. Czekała chwilę zanim się otworzyły. Na twarzy Kryśki malował się wyraz zaskoczenia. Stały chwilę naprzeciw siebie bez słowa

„Kto przyszedł, Krysiu?!”

Męski głos dobiegł z głębi mieszkania. Jadźka zorientowała się, że to nie jest głos szwagra

„Siostra! Moja siostra przyjechała!”

Kryśka zaprosiła Jadźkę gestem do środka. Uściskały się. Jadźka odwiesiła kurtkę i weszły do pokoju. Na kanapie przed telewizorem siedział łysawy mężczyzna w piżamie.

„Pozwól Jadziu, to Adam…”

Adam zerwał się z kanapy szarmancko pocałował Jadźkę w rękę

„Krawczyk jestem. Adam Krawczyk. Ja tu…” – zaczął niepewnie

„Adam mieszka ze mną” – przerwała mu Kryśka – „Nie zdążyłam ci o tym napisać…Co się stało, że przyjechałaś tak bez uprzedzenia?”

„W ostatniej chwili nadarzyła się okazja przyjazdu. Spotkanie byłych pracownic tkalni…Dzwoniłam, ale automat powiadomił, że wasz abonament…”

„Ach, tak! Mamy nowy numer. Nie pisałam o tym?”

„Nieważne. Gdzie Emilek? Chcę się przywitać. Mam w aucie parę rzeczy dla niego”

„Śpi już. Jutro mu przekażę. My już jesteśmy po kolacji. Zrobić ci coś do jedzenia?”

„Nie. Dziękuję” – odpowiedziała mimo iż czuła głód – „Jadłam po drodze. Zejdę do auta po paczki i się wynoszę”

„Nie gniewaj się Jadziu, że cię nie zatrzymuję. Zaskoczyłaś mnie. Nie jestem przygotowana aby cię przenocować…”

„Nie przejmuj się tym. Zaraz przyjdę”

Jadźka zeszła do auta. Kilka minut później wręczyła Kryśce paczkę dla Emila i drugą dla niej. Jadźka poinformowała, że będzie bardzo zajęta, ale pamięta o Święcie Zmarłych.

Umówiły się przy grobach rodziców o godzinie dwunastej w południe pierwszego listopada

„Po cmentarzu zapraszam do nas na obiad”

Pożegnali się. W samochodzie Jadźka zastanawiała się czy nie pojechać do Zenki. Spojrzała na zegarek. Było po jedenastej. Ruszyła w stronę śródmieścia zdecydowana wynająć pokój w hotelu.

Zatrzymała się w hotelu Centrum. Za jej łódzkich czasów nie było tego hotelu. Pasowało jej położenie. Naprzeciwko cerkwi, zaraz za nią Dworzec Fabryczny.

Do soboty jest jeszcze kilka dni. Postanowiła na jeden dzień wpaść do Warszawy, ale bez samochodu. Nie to, żeby miała w Warszawie coś do załatwienia. Po prostu chciała zobaczyć Warszawę, Starówkę, pospacerować trochę.

Uzmysłowiła sobie, że tak właściwie to nigdy Warszawy nie widziała. Była tam kilkakrotnie przed wyjazdem do Szwecji, ale tylko szybko w Konsulacie i z powrotem taksówką na dworzec. Taki pobyt w Warszawie się nie liczy. Teraz po prostu sobie „połaźi” po mieście bez celu.

Zjadła w hotelu późny posiłek i poszła do pokoju. Długo nie mogła usnąć. Myślała o spotkaniu z Kryśką. Chyba źle zrobiła nie uprzedzając jej o przyjeździe. No, ale trudno. Stało się. To że Kryśka miała u siebie tego Adama nie zgorszyło jej. Z tego co pisała to Kaziu ją rzucił. Szkoda, że sobie nie pogadały. Nawet nie wie czy są już po rozwodzie. Pomyślała, że pierwszego listopada po wizycie na cmentarzu wypyta Kryśkę o wszystko.

We wtorek obudziła się nie wyspana. Bolała ją głowa. Ubrała się pospiesznie i zeszła na śniadanie. Jednak nie miała apetytu. Wróciła do pokoju. Położyła się do łóżka

„Jutro pojadę do Warszawy. Muszę odpocząć” – zdecydowała

Głód wygnał ją z łóżka około pierwszej. W restauracji nie było nic zachęcającego do jedzenia. Wróciła do pokoju po kurtkę. Wyszła na miasto. Przeszła ulicą Narutowicza do Piotrkowskiej. Nie znalazła żadnego baru czy dobrej restauracji. Wiedziała o Golonce zaraz za rogiem na Wschodniej, ale nawet nie próbowała tam iść. Kawałek dalej na Narutowicza, przed Piotrkowską natknęła się na restaurację Myśliwska. Weszła do środka. Bardzo szybko z niej wyszła. Poszła Piotrkowską w lewo. Doszła do znanego jej Grand Hotelu. Tam zjadła wczesny obiad.

Po posiłku poczuła się lepiej. Mimo nie najlepszej pogody postanowiła przejść się Piotrkowską. Miała nadzieję kupić coś dla męża i syna. Ruszyła w stronę Placu Wolności. Była też na Żubardziu. Stała chwilę przed blokiem w którym mieszkała. Myślała, że może spotka kogoś ze znajomych. Z klatki wyszła jakaś para. Nigdy wcześniej ich nie widziała.

Pojechała autobusem do Limanowskiego. Przeszła do Zachodniej. Do hotelu wróciła taksówką po ósmej. Nic nie kupiła.

W środę pojechała do Warszawy. Wróciła ostatnim chyba pociągiem około drugiej w nocy.

W czwartek udała się do Zenki. Zenka z mężem mieszka gdzieś na Retkini, na Salvadore Allende. Jadźka nigdy na Retkini nie była. Pojechała taksówką.

Przywitały się serdecznie. Jadźka poznała męża i dwie małe córki

„Szkoda, że ciebie wczoraj nie było. Gościłem Ulkę. Nie zgadniesz z kim”

„Z jej chłopem, tak?”

„A, gdzie tam. Roman wyrzucił ją z domu w tym Hamburgu. Ma tam jakąś Niemkę…Ona przyszła tu…no z kim?…Zgaduj!”

„Nie mam pojęcia”

„Zbyszka, tego mechanika pamiętasz? On jest żonaty z Haliną, wiesz którą, ta co była taka opalona. Mają dwoje dzieci. Rzucił ją teraz dla Ulki…Mieszkają razem od niedawna gdzieś w Zielonej Górze”

„No to sobie z Ulką pogadam w sobotę…”

„Nie pogadasz sobie. Wypaplałam, że przyjeżdżasz. Ulka powiedziała, że w takim razie ona rezygnuje ze spotkania. Pojedzie ze Zbyszkiem do Zakopanego. Szkoda, że ciebie wczoraj nie było”

„Szkoda, co zrobić”

Następnego dnia, pierwszego listopada była przed cmentarzem Na Mani już o jedenastej. Nie mogła podjechać bliżej wejścia na cmentarz. Zaparkowała w pobliżu na ulicy Jarzynowej. Dochodząc do cmentarza kupiła kwiaty i znicze.

Chwilę trwało zanim odnalazła groby rodziców. Były wysprzątane, leżały na nich świeże kwiaty, stało kilka doniczek z chryzantemami i kilka płonących zniczy. Położyła przyniesione wiązanki, zapaliła znicze. Potem zaczęła się modlić, ale przerwała po chwili. Wspomnienie rodziców, zwłaszcza matki było silniejsze niż powtarzanie wyuczonych modlitw.

Po jakimś czasie dotarło do niej, że nagrobek nie jest taki jaki miał być. Wysłała Kryśce pieniądze na granitowy, a ten jest z taniego lastriko. Zdenerwowała się. Wiedziała że wypomni to siostrze i że się pokłócą. Stała tak zdenerwowana jakiś czas. Zrobiło się jej zimno. Spojrzała na zegarek. Dochodziła pierwsza. Zdziwiła się. Była przekonana, że jeszcze nie ma dwunastej. Kryśka nie nadchodziła.

Około trzeciej Jadźka poszła w stronę samochodu. Była zmarznięta i wściekła. Pojechała w stronę Teofilowa. Jednak niedaleko domu siostry zatrzymała się. Siedziała kilkanaście minut w samochodzie rozmyślając. W końcu zdecydowała się wrócić do hotelu.

Następnego dnia, zaraz po śniadaniu spakowała się i po uregulowaniu rachunku opuściła hotel. Pojechała prosto do Arturówka do Prząśniczki. Dostała klucz od pokoju który dla niej zamówiła Zenka. Rozpakowała się i zaczęła szykować się do wieczornego spotkania. Miała ze sobą turystyczne żelazko. Odprasowała sukienkę którą zamierza włożyć. Do torebki którą będzie miała ze sobą włożyła albumik z wybranymi zdjęciami zrobionymi przed domem z mężem i synem. Było tam kilka zdjęć ze szpitala oraz najładniejsze z wyjazdów do Paryża i Włoch.

Spotkanie miał się rozpocząć o szóstej. Było jeszcze sporo czasu. Telewizor w pokoju nie działał. Zastanawiała się czy zgłosić to w recepcji. Zrezygnowała z tego pomysłu. Nie chciała się denerwować.

Wyszła na spacer po lesie. Wróciła o piątej. Przebrała się i zeszła do restauracji. Była zamknięta. Kartka na drzwiach informowała, że jest zarezerwowana na cały wieczór. W bufecie przy recepcji zamówiła kawę i usiadła z nią przy stoliku, tak aby widzieć wchodzących do Prząśniczki.

Pierwsze przyjechały taksówką takie dwie starsze kobiety. Jadźka zna je z widzenia. Nie pamięta jak się nazywają

„O! A co ty tu robisz?” zapytały na powitanie.

Wymieniły parę standardowych zdań i pognały do toalety.

„O! A co ty tu robisz?”

Usłyszała jeszcze wiele razy Z wieloma przywitała się bardzo serdecznie, z innymi tylko skinięciem głowy. Kilka razy musiała opowiedzieć jak jej się żyje w Szwecji

„Ty to jesteś szczęściara” – usłyszała kilka razy – „Masz tam dobrze, a u nas coraz gorzej”

Zenka przyszła punktualnie o szóstej. Miała ze sobą listę ze zgłoszonymi na spotkanie. Razem ma ich być trzydzieści osiem osób. Tylko panie. Wszystkie, tak jak było umówione przyszły same. Ma to przecież być babskie spotkanie. Brakuje pięciu. Dwie zawiadomiły że nie przyjdą z powodu choroby.

„Ulka nie przyjdzie!” – oznajmiła zgromadzonym Zenka – „Potem wam powiem dlaczego…Brakuje jeszcze Kalinowskiej i Majchrzak. Pewno się spóźnią…zapraszam do środka!”

W środku stoły ustawione były w podkówkę. Chwilę trwało zanim się usadziły. Jadźka usiadła obok Zenki. Zenka jako organizatorka dała znać szefowej restauracji, że można zaczynać. Dwóch kelnerów szybko napełniło stojące przy nakryciach kieliszki radzieckim szampanem. Zenka podniosła się i wzniosła toast za spotkanie.

„Razem pracowałyśmy wiele lat. Niektóre jeszcze pracują na tkalni, inne zmieniły zawód, jeszcze inne wyjechały do innych miast. Cztery wyjechały za chlebem za granicę. Wypijmy nasze zdrowie!”

Po toaście wniesiono przystawki. Panie zaczęły rozmawiać między sobą. Niektóre zaczęły się przesiadać. W krótkim czasie utworzyły się grupki rozmawiające o sprawach które tylko ich interesowały.

Jadźka siedziała obok Zenki, ale nie mogła z nią porozmawiać. Zenka cały czas była zajęta. Biegała co chwilę do kuchni, podchodziła do innych porozmawiać o czymś.

Druga najbliższa sąsiadka Jadźki przy stole, starsza kobieta po sześćdziesiątce, małomówna i z przytępionym słuchem skoncentrowana była na jedzeniu. Jadźka znała ją tylko z widzenia. Próbowała zagaić rozmowę, pytając czy jeszcze pracuje na tkalni

„Co?!”

„Pracuje pani jeszcze na tkalni?!” – powtórzyła Jadźka głośniej pytanie

„Nie”

„Aha. To pewno jest pani na emeryturze?!”

„Co?!…Ja tam nic nie wiem” – odpowiedział i wbiła wzrok w talerz

Naprzeciwko Jadźki siedziały dwie w jej wieku z którymi dobrze się znała. Janka i Stasia.

„Widziałaś Franię?” – zwróciła się Janka do Jadźki

„Co za Franię?”

„No, coś ty Ninka?” – zareagowała Stasia – „Franka zaczęła na tkalni chyba rok po wyjeździe Jadźki”

Jadźka dowiedziała się, że Frania przyjechała z Mediolanu. Jest tam wielką szychą. Pracuje w polskim konsulacie.

„Też szczęściara, jak ty Jadziu” – dodała Janka – „Może nawet większa szczęściara niż ty. Wyszła za kokoś ważnego z tego konsulatu. Pracują tam teraz razem”

„No i przyjeżdża do Polski często” – podkreśliła Stasia – „Mimo, że jest taka ważna, to nie zapomina o koleżankach z tkalni”

Być może Jadźka jest trochę przeczulona, bo wydawało jej się że wyczuła w ostatnim zdaniu Stasi pewną nutkę pretensji czy jakiegoś wyrzutu. Nie zdążyła się nad tym zastanowić

„Idzie do nas!” – teatralnym szeptem przerwała jej myśli Janka

Jadźka odwróciła się akurat w momencie gdy Frania podeszła. Zdążyła zauważyć wysoką szczupłą brunetkę w obcisłej krótkiej sukni wieczorowej

„Część. Jestem Francesca Kopytko. Słyszałam, że ty też żyjesz na uchodźctwie…”

„Cześć. Jadźka Jonsson jestem. Nie jestem uchodźcą. Mieszkam w Szwecji, a ty, rozumiem jesteś uchodźczynią, prawda?”

„No, nie zupełnie” – odpowiedziała nieco speszona – „Jestem sekretarką w Konsulacie naszego kraju w Mediolanie. A ty co robisz w tej Szwecji?”

„Pracuję w szpitalu w takim niedużym miasteczku…”

„Słuchaj. Jak byś chciała sobie poprawić, to mogę ci załatwić pobyt we Włoszech” – sięgnęła do torebki – „Tu masz moją wizytówkę. Zadzwoń. Zobaczymy co da się zrobić”

Jadźka trzymała w ręku wizytówkę z nagłówkiem: Konsulat Generalny PRL w Mediolanie. Pod spodem było imię i nazwisko: Francesca Kopytko – referent, dział spraw paszportowych. Francesca przerwała jej studiowanie wizytówki

„Muszę lecieć. Nawet na chwilę nie mogę usiąść i zjeść w spokoju. Wszystkie oczekują pomocy ode mnie. Ciao a tutti” – zakończyła i dochodząc przesyłała Jadźce i tym które przysłuchiwały się jej wypowiedzi, teatralny pocałunek na odległość

„Będziesz do niej dzwonić?” – zapytała Stasia

„Nie. Chcesz to weź tą wizytówkę”

Podała jej wizytówkę. Kilka dziewczyn zaglądało Stasi przez ramię. Niektóre na serwetka notowały numer telefonu do Frani.

Jadźka korzystając z okazji, że wszystkie skupiły się nad wizytówką odeszła od stołu. Poszła do toalety. Weszła do jednej z kabin. Po chwili usłyszała wchodzące osoby. Dwie kobiety rozmawiały o czymś. Mimowolnie zaczęła się przysłuchiwać. Jeden z głosów był głosem Zenki. Drugiego nie potrafiła rozpoznać

„Po co je zapraszałaś. Zepsułaś humor dziewczynom”

„Nie wypadało nie zaprosić” – odpowiedziała Zenka

„E, tam nie wypadało…rozumiem, Franka. Chce nam pomóc…Ty wiesz, że ona już prawie załatwiła wyjazd na stałe dla Zośki Makowskiej?…Ale ta Jadźka! Zadziera nosa. Wszystkim się chwali tym swoim mężem inżynierem z pożal się Boże, jakiegoś szwedzkiego zadupia”

„Chciałam, żeby się spotkała z Ulką. Miałam nadzieję, że się pożrą. Cyrk by był. Ty wiesz co Ulka mówiła…”

Jadźka nie słyszała ostatnich słów Zenki. Usłyszała tylko zamykane drzwi toalety. Chciała natychmiast dogonić je i wygarnąć im w twarz co o nich myśli. Na swoje szczęście nie mogła tak nagle wyjść z kabiny. Już po kilku sekundach uspokoiła nerwy na tyle, że mogła zacząć myśleć bardziej racjonalnie.

„Nie. Nie zrobię im tej przyjemności. Nie będę się awanturować” – zadecydowała

Odczekała jeszcze kilkanaście minut w kabinie. Serce wróciło do normalnego rytmu. Oceniła że jej puls się uspokoił. Wyszła z kabiny. W lustrze nad umywalką nie zauważyła na twarzy zdenerwowania.

Wróciła na salę.

„Gdzie byłaś tak długo?” – zapytała Zenka

„Wyszłam na zewnątrz złapać trochę świeżego powietrza. Wiesz, źle się poczułam. Mam problemy z ciśnieniem. Chyba was opuszczę…Tak mi przykro”

„Szkoda. Właśnie się rozkręcamy, ale jak ma ci to zaszkodzić…”

„Zauważyłam, że się rozkręcacie” – odpowiedział kładąc nacisk na rozkręcacie – „Ale co zrobić. Siła wyższa”

Pożegnała się z Zenką. Potem przechodząc wzdłuż stołów, pożegnała się z innymi wymieniając parę grzecznościowych zdań i zapewniając, że jest jej bardzo przykro, iż opuszcza wszystkich ale bardzo źle się czuje, a jutro od rana czeka ją długa droga do Gdańska.

W pokoju na górze nie wytrzymała. Ściągnęła wyjściowe pantofelki, które zaczęły ją uwierać i nie ściągając sukienki rzuciła się na łóżko

„Ty głupia cipo! Po jaką cholerę tu przyjechałaś!” – z wściekłością robiła sobie głośne wymówki – „Myślałaś, że co? Że czekają tu na ciebie z otwartymi ramionami.?…Szczęściara, mówią co chwila…Ja głupia w to uwierzyłam, że to szczery podziw, może trochę zrozumiałej zazdrości, a to nie… Zwykła zawiść. Zawiść ze strony rodziny. Zawiść ze strony przyjaciółek…Wracaj Szczęściaro do domu i nigdy tu nie przyjeżdżaj!”

Zerwała się z łóżka i pobiegła do łazienki.

Kiedy się kładła spać dochodziła dziesiąta.

W recepcji była już o ósmej. Zrezygnowała ze śniadania. Nie chciała nikogo spotkać. Uregulowała rachunek. Zapytała czy jest jeszcze ktoś z wczorajszego spotkania

„Cztery panie zostały na noc. Czy mam im coś przekazać?”

„Nie. Dziękuję bardzo. Do widzenia panu”

Zatrzymała się dopiero w Krośniewicach. Zjadła coś niezbyt smacznego w restauracji na rynku i pojechała już bez zatrzymywania się do Gdańska.

Przed przystanią promową zatankowała samochód. Była dużo za wcześnie. Przeczekała czas do odprawy w samochodzie.

Prom zawinął do Nynäshamn około trzynastej w poniedziałek. Zjechała z niego bardzo szybko. Samochody ze szwedzką rejestracją kierowane były do osobnej kolejki. Odprawa była pobieżna i bardzo szybka.

Jadźka ucieszyła się, że Axel przed wyjazdem założył koła zimowe. Termometr na dachu terminalu pokazywał minus pięć stopni. Powietrze było bardzo wilgotne

„Droga może być oblodzona” – pomyślała ale nie czułą się z tego powodu niepewnie

Jechała bardzo ostro. To był też jej sposób na rozładowanie napięcia.

Dojechała do domu bardzo szybko. Axel właśnie wrócił z pracy. Mattias był ciągle jeszcze w szkole na zajęciach kółka fotograficznego

„Jak było w Polsce, kochanie? Zadowolona jesteś z wyjazdu?”

„Zadowolona jak cholera…”

„Oho! Znam tą odpowiedź. Co poszło nie tak?”

„Wszystko. Potem ci opowiem, ale pod warunkiem, że obiecasz iż nie pojedziemy na wakacje do Polski”

KONIEC

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *