„Pierwsze Dni Wolności” Świetny tytuł. Kazik był zadowolony.
Jeszcze w sądzie w ostatnim dniu rozprawy rozwodowej postanowił pisać pamiętnik. Na początek opisze pierwszy dzień. Ma o czym pisać. Ale jak tu zacząć pisać bez tytułu? Na szczęście ten problem już rozwiązał. Teraz gdy już wymyślił piękny tytuł, może rozwinąć skrzydła. Napisze jakie to wspaniałe uczucie być wolnym po piętnastu latach małżeńskiej niewoli
„Nie no. Nie mogę napisać o małżeńskiej niewoli” – zreflektował się – „Czytelnik pomyśli, że byłem taka dupa, która się dała zniewolić i przez piętnaście lat nie potrafiła się wyzwolić. Źle by to o mnie świadczyło”
Zdecydował, że musi zacząć inaczej. Myślał nad tym długo. I w zasadzie nic nie wymyślił. Tak na dobrą sprawę to nie miał na to za dużo czasu.
Zaraz po rozprawie poszedł uczcić rozwód do knajpki. Przesiedział samotnie przy barze kilka godzin. Jeszcze raz przed samym sobą przekonywał się, że to była dobra decyzja z tym rozwodem.
Zdecydował się na niego dosyć spontanicznie. Zaskoczył tym Kaśkę. Wie, że ona nie chciała się z nim rozwodzić, ale honor jej nie pozwolił o tym powiedzieć
„Chcesz rozwodu?” – powiedziała – „To proszę bardzo!. Nie będę cię na siłę trzymała! Jesteś już wolny. Znajdź sobie taką która będzie się z tobą pieprzyła na każde zawołanie!”
Uzgodnili jeszcze, że nie będą sobie robić przeszkód. Podzielili majątek. Właściwie to on jej wszystko zostawił. Wszystko, to znaczy mieszkanie i samochód. Spisali taką umowę. Przedstawili to w sądzie. Rozprawa rozwodowa była tylko formalnością.
Siedząc tak przy barze napawał się radością z odzyskanej wolności. Chciał zamówić jeszcze jedną wódkę, ale barman odmówił, uzasadniając to tym, że właśnie zamykają knajpę. Nie protestował. Wyszedł i spacerkiem udał się do domu.
Było już po pierwszej gdy stanął pod drzwiami ich mieszkania. Klucz do drzwi nie pasował.
„Kiedy ta Cholera zdążyła wymienić zamki?” – zastanawiał się
Zaczął kopać drzwi
„Otwórz! Jeszcze tu mieszkam!”
„Już nie!” – usłyszał – „Mieszkanie jest moje. Tak uzgodniliśmy. Nie słyszałeś co Sąd powiedział?! Nie masz do niego prawa!”
„Otwieraj, Cholero, bo drzwi wywalę!”
Zaczął kopać drzwi z wściekłością
„Co to za hałasy?!” – usłyszał za sobą – „Zaraz na policję zadzwonię!”
„Nie chce mnie Cholera do domu wpuścić” – powiedział przepraszająco
„Gówno mnie to obchodzi. Pierwsza minęła. Ludzie chcą spać. Jutro rano do roboty trzeba” – odpowiedział wściekle sąsiad
Nie wdawał się w dalszą dyskusję. Zaczął schodzić w dół. Gdy był piętro niżej usłyszał charakterystyczny dźwięk otwieranych drzwi ich mieszkania. Zatrzymał się na chwilę
„Masz tu swoje rzeczy i wynoś się do mamusi!” – usłyszał Kaśkę
Biegiem ruszył z powrotem pod drzwi. Nie zdążył. Kaśka zatrzasnęła mu je przed nosem. Przed drzwiami stały dwie walizki. Zaczął się dobijać do mieszkania
„Zaraz zadzwonię na policję…” – usłyszał ponownie sąsiada
„Dobra!…Zamknij się dziadzie!” – odpowiedział
Chwycił walizki i nie odpowiadając na przekleństwa sąsiada zrezygnowany ruszył schodami w dół.
Tę noc spędził w dworcowej poczekalni. Nad ranem chciał zostawić walizki w przechowalni bagażu, ale najpierw sięgnął po portfel. Przeliczył gotówkę. Skrzywił się. Zrezygnował z pozostawienia walizek w przechowalni. Ruszył w stronę przystanku tramwajowego ciągnąc za sobą głośno toczące się walizki.
W biurze postawił bagaże koło swojego biurka. Zauważył zdziwione spojrzenia kolegów. Jednak nikt nic nie powiedział. Po chwili udał się do toalety. Spojrzał w lustro
„No tak. Morda nie ogolona, koszula nie świeża. Marynarka wygnieciona. Muszę jak najszybciej się wykąpać”
Udał się do szefa
„Muszę wziąć ze dwa dni wolnego” – oznajmił od progu
„Pewno żeby wytrzeźwieć” – zauważył ironicznie szef
„Nie. Trzeźwy jestem. Muszę poszukać jakiegoś pokoju. Właśnie się rozwiodłem i nie mam gdzie mieszkać”
„Rozumiem pana, panie kolego. Sam to przerabiałem nie tak dawno…” – ton głosu szefa stał się przychylniejszy – „Co było przyczyną rozwodu, jeśli mogę zapytać? Alkohol, prawda?”
„Nie. Nie mogłem już wytrzymać. Wie pan…od roku nam się nie układało. Żona,… to jest moja była już żona, od jakiegoś czasu co wieczór miała bóle głowy, a ja mam swoje potrzeby…”
„He! He! He!” – zaśmiał się szef – „Znam to…Okej, niech pan weźmie wolne do końca tygodnia. Proszę przyjść do mnie w poniedziałek. Jakoś się z tego rozliczymy”
Wyszedł z biura pełen optymizmu. Na pewno znajdzie się jakiś kąt do wynajęcia. Ale puki co trzeba się odświeżyć, zjeść coś i zostawić gdzieś walizki. Tylko gdzie. Pomyślał, że pójdzie do matki. Bardzo chciał tego uniknąć. Nie był u niej od prawie roku. Zastanawiał się czy może najpierw zadzwonić. Doszedł do wniosku, że lepiej będzie jak zjawi się u niej niespodziewanie.
Wsiadł w tramwaj jadący na Retkinie. Od śmierci ojca trzy lata temu matka mieszkała z Elką, jego siostrą. Elka znalazła sobie jakiegoś Niemca i kilka miesięcy po śmierci ojca wyjechała niespodziewanie do Hamburga. Matka została sama w trzypokojowym mieszkaniu. Teoretycznie mógłby u niej zamieszkać przez jakiś czas, ale wie, że długo by z nią nie wytrzymał
„Gorszą jędzą jest niż moja Stara” – pomyślał i zaraz z pewnym zadowoleniem się poprawił – „Jak moja Była”
Kilkanaście minut później nacisnął dzwonek przy drzwiach do mieszkania matki
„O! Przypomniałeś sobie o matce” – odezwała się zaraz po otwarciu drzwi.
Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć spojrzała na stojące przy nim walizki
„Wyrzuciła cię z domu” -zauważyła z pewną satysfakcją – „Wiedziałam, że tak to się skończy…”
„Mamusiu” – przerwał jej – „Mogę wejść do środka?”
„A po co?”
„Nie mam gdzie się podziać. Rozwiodłem się…”
„A, co mnie to obchodzi?!…U mnie nie będziesz mieszkać”
„Chociaż kilka tygodni, zanim sobie coś nie znajdę”
„Kilka tygodni…jeszcze czego. U mnie nie ma miejsca. Nie jestem sama…”
Jakby na potwierdzenie tych słów z głębi mieszkania dobiegł męski głos
„Zosiu, z kim rozmawiasz tak długo na korytarzu?”
„Mój synek przypomniał sobie o matce! Żonka go wyrzuciła z domu!” – odpowiedziała z nieukrywaną ironią
„Poproś go do nas. Nie rób przedstawienia na korytarzu”
Matka niechętnie wpuściła go do mieszkania. Z pokoju wyszedł do nich gruby niski mężczyzna w wieku zmarłego ojca. Kazik zauważył, że ma on na sobie podomkę ojca i jego stare rozdeptane pantofle
„Kobuszewski jestem”
Przedstawił się wyciągając rękę do Kazika. Kazik odruchowo podał swoją i również się przedstawił
„Ja tu u pańskiej mamusi właśnie…”
„Co się będziesz tłumaczyć!” – przerwała mu – „Jesteśmy razem i tyle. Nikomu nic do tego!”
„Tak. Masz rację Żabusiu…To wy sobie pogadajcie, a ja wyskoczę po papierosy”
Ściągnął podomkę, włożył marynarkę i buty i bardzo szybko wyszedł z mieszkania.
„Mówiłam, że u mnie nie ma miejsca” – przypomniała Kazikowi, gdy tylko zamknęły się drzwi za Kobuszewskim
„Nie będę wam przeszkadzał…” – zapewniał matkę
„Mowy niema” – przerwała mu
„Pozwól mi się chociaż wykąpać i zastawić walizki. Nie chcę z nimi biegać po mieście”
Zgodziła się na to z pewnym ociąganiem. Kazik mimo że był głodny i liczył na to, że dostanie u matki coś do jedzenia, nie odważył się o to poprosić.
Po czterdziestu minutach odświeżony i przebrany w czyste ubranie wyszedł na miasto. Poszedł na przystanek tramwajowy, aby pojechać w stronę centrum, ale zrezygnował z tego. Miał jeszcze kilka niewykorzystanych biletów tramwajowych, lecz postanowił zachować je na inną okazję
„Muszę oszczędzać. Konto puste. Wypłata wpłynie dopiero w poniedziałek” – uświadomił sobie to co dobrze wiedział
Ruszył niespiesznym krokiem w stronę centrum. Nie miał najmniejszego pomysłu na to co robić dalej.
Przechodząc koło dworca Łódź Kaliska pomyślał, że chyba będzie znowu musiał spędzić noc w poczekalni. Przez chwilę żałował, że nie wziął ze sobą chociaż jednej walizki. Gdy będzie spał na ławce bez bagażu strażnicy miejscy na pewno go wyrzucą z dworca. Poprzedniej nocy widział jak wyrzucili dwóch meneli. Jemu też się przyglądali. Pomyślał, że zostawili go w spokoju tylko dlatego, że miał ze sobą bagaż.
Gdy tak stał przed wejściem na dworzec i zastanawiał się co robić dalej, usłyszał za sobą kobiecy głos
„Kazik?…ledwo cię poznałam”
Odwrócił się gwałtownie. Poznał ją od razu. Nic się nie zmieniła od czasu gdy ją widział dwanaście lat temu. Pracowali razem w jego poprzednim miejscu pracy. Dwanaście lat temu on zmienił pracę, i znajomość się urwała. Pamięta dobrze, jak koledzy głupieli z jej powodu. Koleżanki szczerze jej nienawidziły. On był dopiero jakieś trzy lata po ślubie, ciągle autentycznie zakochany w żonie, więc ona go za bardzo nie interesowała, chociaż bardzo mu się podobała.
Kiedyś zauważył, że irytowało ją, że on jej nie nadskakuje. Bawiła go ta jej irytacja. Zaczął demonstracyjnie być jeszcze bardziej obojętny wobec niej. To bardzo ją denerwowało
„Chłopie! Nie widzisz że ona leci na ciebie?!” – tłumaczyli mu koledzy z biura – „Kiwnij palcem a zaraz rozłoży nogi. Ją już tu prawie wszyscy przelecieli. Strasznie jebliwa jest”
„Ona mnie nie interesuje” – tłumaczył kolegom
Nie mogli go zrozumieć. Rysowali sobie kółka na czole gdy im to mówił.
Teraz stoją naprzeciwko siebie
„Dzień Dobry Halinko. Co za spotkanie…Kupę lat żeśmy się nie widzieli…”
„Co tu porabiasz? Ktoś w biurze wspominał, że wyjechałeś z Łodzi”
„Nie. Mieszkam tu cały czas, ale wiesz…Praca, dom, praca dom i tak jakoś leci. A co słychać u ciebie? Wyszłaś za mąż?”
„Po co?” – odpowiedziała z uśmiechem – „Mam faceta, ale na roboty do Niemiec wyjechał”
„Czyli słomianą wdówką jesteś. Prawda?”
„Słomiane wdówki schną w samotności. Czy wyglądam na uschniętą?” – zapytała kokieteryjnie
„Ależ skąd! Wyglądasz kwitnąco. A co do małżeństwa to masz rację. To idiotyczna instytucja”
„O! I kto to mówi?!…Pamiętam, że w biurze byłeś najwierniejszym i najbardziej zakochanym w swojej żonie mężem”
„Czasy się zmieniają, ludzie też”
„Co chcesz przez to powiedzieć? Czyżby…”
„Tak” – przerwałem jej – „Rozwiodłem się”
„Dawno?”
„Wczoraj była ostatnia rozprawa…”
„Wspaniale! Trzeba to uczcić! Chodźmy gdzieś…”
„Chętnie bym cię zaprosił, ale jestem bez grosza”
„Nie szkodzi. Ja zapraszam. Posiedzimy sobie gdzieś. Powspominamy stare dzieje…Albo wiesz co? Mam lepszy pomysł. Jedźmy do mnie” – spojrzała na zegarek – „Za dziesięć minut mamy z Kaliskiej kolejkę aglomeracyjną. Kilka minut i będziemy na Żabieńcu. Mieszkam blisko dworca. Po drodze kupimy jakieś dobre wino”
„Ale…”
„Żadne ale” – przerwała mu i dodała obiecującym głosem – „Sama mieszkam”
Okazało się że Kazik nie musi szukać noclegu na najbliższą noc. Na następne noce też nie musiał szukać noclegów.
Następnego dnia, zaraz jak wstali o w pół do dwunastej w południe, tuż po śniadaniu. Halinka zawiozła Kazika do matki swoim Audi.
W mieszkaniu był tylko Kobuszewski. Kazik powiedział, że przyjechał odebrać pozostawiony bagaż. Kobuszewski bardzo chciał z nim porozmawiać. Zaczął przepraszać za to, że z jego powodu Kazik nie może zamieszkać u mamusi
„Panie, Daj pan spokój. Nie interesuje mnie co pan tu robi” – odparł ostro Kazik
Złapał walizki stojące w przedpokoju i bez pożegnania wyszedł na klatkę schodową.
Mieszkanie Halinki, nieduże, dwupokojowe, zaledwie trzydziestoośmiometrowe , w typowym bloku z lat siedemdziesiątych było urządzone ze smakiem. Mniejszy pokój umeblowany był bardzo dużym, wygodnym łóżkiem. Z pewnością wygoda przebywania w tym łóżku sprawiła, że Kazik aż do poniedziałku z niego nie wychodził. Również troska i opiekuńczość Halinki przyczyniły się do tego, że pobyt w łóżku sprawiał mu tyle radości.
W poniedziałek obudzili się wystarczająco wcześnie aby zdążyć zjeść śniadanie i wyjechać do pracy. Ciężko im się wstawało, ale jakoś dali radę. Halinka jadąc samochodem do pracy zabrała ze sobą Kazika. Nie musiała zbaczać z codziennej drogi. Zostawiła go na skrzyżowaniu Zachodniej i Jaracza. Miał stamtąd kilka minut na pieszo do firmy.
Do biura wszedł energicznym krokiem. Witał się ze wszystkimi z uśmiechem. Wszyscy zauważyli, że był starannie ubrany. W niczym nie przypominał tego Kazika z przed kilku dni, nieogolonego, w brudnej koszuli i wyświechtanej marynarce, który cichcem i bez przywitania usiadł przy swoim biurku.
Po chwili doszedł do niego kolega ze stertą skoroszytów. Położył je na biurku i zauważył
„Widzę, że rozwód dobrze ci służy”
„Skąd wiesz, że się rozwiodłem?” – zapytał
W jego pytaniu nie było zdziwienia
„Wszyscy o tym mówią” – odparł kolega
Chwilę rozmawiali o sprawach służbowych. Kiedy kolega odszedł od niego, Kazik zabrał się za pracę. Nie szło mu dzisiaj za bardzo. Odsunął się nieco z krzesłem od biurka, wyciągnął wyprostowane nogi przed siebie zakładając lewą stopę na prawą. Odchylając się do tyłu balansował na dwóch nogach krzesła z rękoma wyciągniętymi nad głowę. Przymknął oczy. Myślami wracał do Halinki i tych upojnych godzin spędzonych z nią w łóżku
„To mi było potrzebne” – stwierdził w myślach – „Jak bardzo różna jest Halinka od mojej Byłej”
Z przymkniętymi oczami, rozmarzony, bujał się na pochylonym krześle i rozkoszował się wspomnieniami minionych kilku ostatnich nocy
„Uśmiechnięta cały czas, skora do figlów, nie trzeba ją do tego namawiać…Jak ja mogłem wytrzymać tyle lat z tą moją Cholerą ciągle narzekającą, że niby taka zapracowana, że z sił opada wieczorem…I te jej ciągłe bóle głowy. Chociaż jak teraz na to patrzę, to dzięki tym bólom głowy nie udało się nam zrobić dzieci i to jest w tym wszystkim dobre. Rozwód był właściwie formalnością, chociaż trochę czasu trwało zanim odzyskałem wolność”
Tak rozmyślając pomarkotniał nagle. Przypomniało mu się, że obiecał sobie pisać pamiętnik. Wymyślił już nawet wspaniały tytuł
„No tak, Ale Bóg mi świadkiem, że nie mam na to czasu” – usprawiedliwił się w myślach
Znowu przed oczami pojawiła mu się Halinka. To ona sprawiła że nie może zabrać się za pamiętnik, ale absolutnie nie ma co żałować. Pamiętnik nie zając i nie ucieknie
„Ach, Halinka! Wspaniała laseczka…Wieczorem też będzie ostre strzelanie” – uśmiechnął się w duchu
„Co pan taki rozmarzony, panie kolego?” – usłyszał nagle nad sobą
Niemal stracił równowagę i dużo nie brakowało aby przewrócił się z krzesłem na plecy. Otworzył oczy i ujrzał przed sobą szefa wyczekującego odpowiedzi na zadane pytanie
„Zamyśliłem się, panie kierowniku”
„Proszę przyjść do mnie do pokoju przed trzecią” – oznajmił szef i się oddalił
Zabrał się za pracę. Kilkanaście minut nawet mu jakoś szło. Ale ciągle przerywał na chwilę. Wtedy stawała mu przed oczami Halinka.
Czasami widział ją nagą na łóżku. Wtedy niemal wpadał w panikę. Obawiał się, że koleżanka siedząca obok zauważy , że jest podniecony. Wsuwał się wtedy z nogami głębiej pod biurko i modlił się aby nie być zmuszonym wstać i udać się gdzieś. Starał się wtedy rozmyślać o czymś innym. Nie miał za bardzo o czym. Do przeszłości nie chciał wracać nawet myślami. Pozostawało tylko myśleć o pamiętniku. Im dłużej o nim myślał tym bardziej upewniał się, że tytuł, z którego był tak zadowolony właściwie jest nieodpowiedni. Chyba go zmieni
„Tak. „Zaczynam nowe życie” jest dużo lepszym tytułem” – zdecydował nagle
Wyciągnął z biurka nowy zeszyt. Będzie pisać tutaj, w pracy. Potem przepisze to w domu na laptopa.
Na pierwszej stronie napisał tytuł
„Albo nie” – pomyślał – „Po co robić dwa razy tą samą robotę”
Będzie pisać na służbowym komputerze i zapisywać na pendrive. W domu przepisze szybko do swojego laptopa.
Szybko otworzył czystą stronę w Wordzie. Rozejrzał się dyskretnie dookoła czy nikt nie widzi co zamierza zrobić. Żachnął się
„Co za idiotyczny odruch. Wszyscy siedzą nad swoimi laptopami i nikogo nie obchodzi co kto robi”
Wystukał dużymi literami tytuł: ZACZYNAM NOWE ŻYCIE. Przerwał zastanawiając się co dalej napisać. Nic mu nie przychodziło do głowy. A przecież postanowienie pisania pamiętnika wynikało z tego, że tak dużo miał do powiedzenia. Przynajmniej tak mu się wydawało.
Podszedł do niego kolega. Zdążył w ostatniej chwili zamknąć laptopa. Zauważył, że kolega zdziwił się trochę, ale przeszedł nad tym do porządku i zapytał o jakieś dokumenty z ubiegłego miesiąca. Kazik odpowiedział mu gdzie należy je szukać. Kolega odszedł do swojego biurka
„Cholera! W tych warunkach nie mogę się skupić na pisaniu”- pomyślał – „Potem zacznę pisać”
Wziął się do pracy. Pracował uczciwie do wpół do trzeciej. Potem udał się do pokoju szafa.
„Panie kierowniku. Jak mam załatwić tą moją zeszłotygodniową nieobecność?” – zapytał od drzwi
„Pan siada, panie kolego. Zaraz coś zaradzimy. Urlop pan jeszcze ma?”
„Tak. Cały. Jeszcze nie korzystałem w tym roku”
„No to napisze pan podanie o te kilka dni urlopu ze wsteczną datą. Ja, napiszę, że wyrażam zgodę i sprawa załatwiona”
Podziękował, podniósł się z krzesła i chciał wyjść
„Chwileczkę!” – powstrzymał go szef – „Pogadajmy chwilę”
Usiadł ponownie
„Tak. Słucham panie kierowniku…”
„Wie pan…Tak prywatnie chciałbym chwilę porozmawiać” – szef zrobił niewielką pauzę – „Oczywiście, nie musi pan odpowiadać” – dodał pośpiesznie
„Tak. Słucham panie kierowniku”
„Panie Kaziku. Niech pan skończy z tym – panie kierowniku. Znamy się od lat. Obaj jesteśmy w tej samej sytuacji. Proponuję abyśmy przeszli na Ty. Mów mi Roman. Brudzia wypijemy przy okazji…Co o tym myślisz?”
„Nie widzę przeszkód. Kazik jestem, ale to już wiesz”
„Doskonale. No to powiedz teraz jak się znajdujesz te kilka dni po rozwodzie? Bo ja jakoś nie za bardzo a już ponad miesiąc minął…”
„Wspaniale!” – Kazik ożywił się – „Wiesz…to zabrzmi tak sztampowo, ale nic lepszego nie potrafię powiedzieć. Powiem tak: nareszcie czuję się wolnym człowiekiem”
„Zazdroszczę ci. Ja sobie rady nie daję. Wiesz, niby wszystko mam. Żonie, to znaczy byłej żonie kupiłem mieszkanie. Wyprowadziła się. Zostałem w naszym starym mieszkaniu. Wszystkie rzeczy, sprzęty są na swoim miejscu tak jak były zawsze, a ja się w tym wszystkim gubię. Wiesz, sprzątanie pranie i takie tam. Gotować nie muszę. Stołuję się na mieście, ale to już zaczyna mnie męczyć…”
„Musisz sobie znaleźć kobietę” – przerwał Romkowi
„Wiesz…Mam jedną, jak to ty nazywasz kobietę. Znamy się od lat. To dla niej się rozwiodłem, ale…” – przerwał, milczał chwilę – „Ona też jest rozwódką. Ma swoje mieszkanie. Spotykamy się codziennie, ale ona za cholerę nie chce się do mnie wprowadzić. Tłumaczyłem, że taniej będzie prowadzić jedno gospodarstwo domowe, to wiesz co mi odpowiedziała?”
„No, co takiego?”
„Że już nie chce skakać koło żadnego chłopa. Że bardzo dobrze jej mieszkać samej”
„Pewno cię nie kocha…”
„Ech tam! Kocha , nie kocha!…To nie o to chodzi. Dobrze jest nam razem w łóżku, ale potem albo ona idzie do siebie , albo ja do siebie. Zdarzyło się nam zostawać na noc, ale wtedy dochodziło do sprzeczek o duperele…”
„To znaczy o co?”
„A to, że deska od sedesu nie zamknięta, a to, że kawa na śniadanie za słaba, albo, że w kabinie prysznicowej włosy zostały w sitku w odpływie, a to, że skarpetki rzucone na podłogę i takie tam”
„No to zmień sobie kobietę…Oczywiście żartuję. Nie wiem co ci poradzić”
„Właściwie to mnie też jest dobrze tak na odległość. Też mam swoje nawyki które jej nie odpowiadają…”
„To w czym problem?” – Kazik przerwał Romkowi
„Mówiłem już. Nie potrafię ogarnąć codziennych spraw z mieszkaniem. Sprzątanie, pranie, założenie firanek i takie tam”
„Poszukaj jakąś pomoc domową. Niech przychodzi raz albo dwa w tygodniu i zajmie się domem”
„Zrobiłem to. Kolega polecił mi taką jedną Rosjankę. Młoda dziewczyna, Natasza. Bardzo solidna, pranie zrobiła mieszkanie wysprzątała tip top, ale pewnego razu, gdy sprzątała, wpadła niespodziewanie Krystyna…”
„Co za Krystyna?”
„No, ta moja. Awanturę zrobiła mi potężną…wiesz, zazdrosna jest”
„Złapała cię jak żeś chędożył Nataszę, Tak?” – zaśmiał się Kazik
„Nie, no coś ty. Do głowy by mi to nie przyszło. Po prostu zazdrosna jest i wyobraża sobie nie wiem co. Musiałem wypowiedzieć Nataszy…” – przerwał na chwilę – „No dobra! Powiedz teraz jak ty sobie dajesz radę. Znalazłeś jakiś pokój czy kąt do spania? Wyglądasz kwitnąco. Zgaduję, że wszystko jest w porządku”
„Tak. Wszystko w najlepszym porządku. Wiesz, miałem dużo szczęścia. Wtedy, te kilka dni temu, kiedy wyszedłem z biura nie miałem się gdzie podziać. Nie wiedziałem gdzie spędzę noc. Myślałem, że będę musiał spać na dworcu. I wtedy spotkałem znajomą, której nie widziałem od przeszło dwunastu lat. No i teraz jesteśmy razem. Wspaniała kobieta. Bardzo troskliwie się mną zajęła. Dobrze gotuje wyprała mi rzeczy, no i…Ha! Ha! Ha!…” – zaśmiał się – „Nie uwierzysz… Jeszcze ani razu nie miała wieczorem bólu głowy”
Porozmawiali sobie jeszcze z pół godziny. W pewnym momencie szef, a teraz kumpel rozwodnik tak jak on, spojrzał na zegarek. Stwierdził, że już czas iść do domu. Pożegnali się. Kazik wrócił do biurka, uporządkował papiery, zabrał teczkę i jako jeden z ostatnich opuścił biuro.
Jakieś dziesięć dni potem Kazik poczuł delikatne szturchnięcie i jednocześnie usłyszał wypowiedziane szeptem
„Obudź się…Szef się zbliża!”
Ocknął się gwałtownie. Momentalnie dotarło do niego, że znajduje się u siebie za biurkiem w biurze. Koleżanka która go obudziła spoglądała na niego z pobłażliwym uśmiechem
„Nie bój się. To taki żarcik”
„Bardzo śmieszny. Naprawdę bardzo śmieszny” – odpowiedział jej zniesmaczony
Zaśmiała się. Zawtórowali jej pozostali członkowie zespołu pracujący w tym samym pokoju.
Kazik rozejrzał się niepewnie w koło. Podniósł się zza biurka i udał się do toalety. Obmył twarz zimną wodą. Otarł ją papierowym ręcznikiem. Oparł ramiona o umywalkę i pochylony spojrzał w lustro
„Nie kurwa. Nie wytrzymam takiego tempa” – powiedział do siebie
I nie miał na myśli tempa pracy w biurze. Nie. Tu sobie dawał doskonale radę. Same rutynowe zadania nie sprawiały mu trudności. Zawsze mógł wygospodarować trochę czasu dla siebie aby pisać pamiętnik. Jednak z tym pisaniem nie wychodziło mu. Zdążył tylko ze trzy razy zmienić tytuł.
Ten aktualny to „I co dalej?”, ale nie jest z niego zadowolony. Chyba zmieni go na lepszy. Chodzi mu jeden po głowie. Broni się przed nim. Nie chce się przyznać przed sobą, że ten tytuł byłby najlepszy w jego sytuacji. „Czy dobrze zrobiłem?” brzmi tak jak by miał wątpliwości dotyczące rozwodu.
Postanowił jeszcze poczekać ze zmianą tytułu, ale wie już, że to taki unik przed samym sobą. Decyzja zmiany tytułu już właściwie zapadła w jego głowie. Na razie postanowił wrócić do biurka i ostro wsiąść się za robotę. Zauważył, że wszyscy dyskretnie go obserwują
„Pewnie założyli się czy usnę jeszcze raz przed końcem pracy” – pomyślał – „Muszę odpocząć kilka dni. Tylko jak?”
Z trudem udało mu się dotrwać do wpół do czwartej. Wtedy do pokoju wszedł szef. Podszedł do niego i powiedział
„Panie Kaziku. Proszę do mnie”
„Za chwilę przyjdę panie kierowniku. Dokończę pisać zdanie” – odpowiedział
Szef prosił go aby w obecności innych zwracali się do siebie per Pan. Nie miał nic przeciwko temu. Dopiero w gabinecie kierownika przechodzili na Ty.
„Co jest Romku? Masz coś dla mnie?” – zapytał gdy tylko zamknął za sobą drzwi
„Siadaj” – gestem wskazał mu fotelik przy stoliku kawowym
Podpisał jeszcze kilka papierów i przysiadł się do Kazika
„Marnie wyglądasz. Chory jesteś?”
„Nie. Przemęczony jestem…”
„Ale chyba nie pracą?” – przerwał mu Romek
„Nie! Nie!…W domu, wiesz, ta moja strasznie wymagająca jest. Co wieczór ostre strzelanie po kilka godzin…Już nie daję rady”
„Ha! Ha! Ha!…Rozumiem. Chyba mam coś dla ciebie. Ale powiedz mi jak jest z twoimi sprawami sercowymi?”
„Nie rozumiem?”
„Nie pytam czy twoje serce ciągle bije gorąco do twojej pani, tylko czy nie masz problemów zdrowotnych z sercem”
„A! Nie. Zdrowie mi dzięki Bogu dopisuje na nic nie choruję. Boję się tylko, że jak tak dalej pójdzie to padnę jak przepracowany koń w sztolni”
„Słuchaj. O Viagrze słyszałeś?”
„Tak, ale…”
„Co ale?”
„To na receptę jest”
„Na receptę, ale można kupić bez recepty też. Mnie taki jeden przynosi. Nawet nie dużo bierze. Mam nawet tu w biurku ze dwa opakowania”
Romek podszedł do biurka. Grzebał chwilę w szufladzie. Znalazł to czego szukał. Dał Kazikowi. Objaśnił jak używać aby być zadowolonym
„Pamiętaj, to są te najmocniejsze po 100mg. Nie bierz więcej jak jedną. No, maks dwie na raz” – upomniał go Romek
Kazik obiecał sprawdzić działanie pigułek zaraz po przyjściu do domu
„Ona dzisiaj krócej pracuje i jestem pewien, że już czeka na mnie w łóżku. Jak się to sprawdzi to jutro zamów dla mnie u twojego dostawcy kilka opakowań. Jutro przyniosę pieniądze”
Kazik pełen nadziei pożegnał się z Romkiem. Wyszedł z biura i czym prędzej udał się do domu.
Następnego dnia Romek nie otrzymał pieniędzy za viagrę użyczoną Kazikowi. Kazik po prostu nie przyszedł do pracy. Nie było go jeszcze przez trzy dni. Romek próbował się do niego dodzwonić ale telefon Kazika był wyłączony. Dopiero czwartego dnia Kazik zadzwonił do Romka
„Przepraszam, że nie dałem znaku życia. Dzisiaj wypiszą mnie ze szpitala. Mam jeszcze tydzień zwolnienia. Jutro wpadnę do biura przynieść zwolnienie, to przy okazji sobie pogadamy”
„Czy to te pigułki ci zaszkodziły?” – zapytał zaniepokojony Romek
„I tak i nie. Jutro pogadamy”
Romek nie mógł się doczekać następnego dnia. Prawie nie spał w nocy. Obawiał się, że jeżeli Kazikowi zaszkodziły pigułki otrzymane od niego, nabyte bez recepty z niepewnego źródła, to on może mieć kłopoty. Cala nadzieja w tym, że Kazik nie powiedział lekarzom w szpitalu skąd miał viagrę.
Następnego dnia Romek niecierpliwie oczekiwał na przybycie Kazika. Doczekał się go dopiero przed trzecią
„Czemu przyszedłeś tak późno?” – zapytał zirytowany gdy tylko zamknęły się drzwi za Kazikiem
„Jak to, późno?” – zdziwił się Kazik – „Zawsze rozmawiamy o tej porze”
„Dobra! Nie ważne. Opowiadaj jak się czujesz. Co poszło nie tak, że trafiłeś do szpitala?”
„Te pigułki nie działają. Zażyłem dwie i nic”
„Po co dwie. Mówiłem żebyś zaczął od jednej”
„Zażyłem dwie, tak na wszelki wypadek…a potem jeszcze dwie…”
„Jezus! Maria!” – przeraził się Romek – „Po jaką cholerę?!”
„O tych dwóch drugich nie wiedziałem. Halinka podała mi w takim drinku. Ona lubi takie słabe słodkie gówna…Powiedziała mi po tym jak mi pociemniało w oczach. Ona nie wiedziała, że ja już wziąłem dwie…”
„Jak to pociemniał ci w oczach?” – przerwał mu Romek
„Normalnie. Po tym jej drinku poszliśmy do łóżka, a potem…Wiesz, takie tam. Co ci będę opowiadał. Sam rozumiesz. Nawet mi dobrze z początku szło ale potem zaczęło mi się kręcić w głowie, światełka kolorowe przed oczami latały. Myślałem, że tym razem ten jej drink był mocniejszy, aż po chwili zrobiło mi się ciemno przed oczami. Nic nie widziałem. Duszności dostałem, pikawa zaczęła się kołatać jak szalona. Wpadłem w panikę…”
„I co?! I co dalej?!”
„Halinka też spanikowała. Wezwała pogotowie. Zanim przyjechali to wzrok mi wrócił. Przyjechali szybko. Pytali co ćpałem. Powiedziałem, że wziąłem dwie tabletki viagry, wtedy Halinka powiedziała, że ona o tym nie wiedziała i dała mi drugie dwie…”
„I co?! Nie pytali skąd je miałeś?”
„Nie. Chcieli zobaczyć opakowanie. Zagwizdali z podziwem jak zobaczyli, że to 100mg. Te Halinki też były setki. Powiedzieli, że to mogłoby mnie zabić, i że muszą mnie wziąć do szpitala na obserwację”
„I co?! Co ci robili w szpitalu?”
„Nic. Z początku nic, ale potem miałem kłopot…”
„Jaki kłopot?”
„Wiesz, jak tam sobie tak leżałem to się odprężyłem. Kręciły się tam takie dwie młode pielęgniareczki, Mówię ci, palce lizać, no i…”
„No i co?” – Romek znowu mu przerwał
„No i stanął mi…”
„Ha! Ha! Ha! Wiedziałem, że zadziała”
„Mam w dupie takie działanie. Bardzo boleśnie stanął. Prawie wyłem z bólu przez pięć godzin Najpierw lekarz stwierdził, że to samo minie. Poszedł sobie i tylko kazał jednej z tych pielęgniarek przychodzić co piętnaście minut i sprawdzać czy minęło. Ale nie mijało. To kazał mi podać coś na rozluźnienie mięśni. Zaczęło pomagać, ale jak pielęgniarka wracała sprawdzać, czy pomogło, wiesz, jak zaglądała pod kołdrę, to wszystko wracało do stanu poprzedniego. Tak przez pięć godzin”
„Jak się to skończyło?”
„W końcu byłem tak wykończony, że usnąłem. Potem, następnego dnia zrobili mi badania i stwierdzili, że jestem skrajnie wyczerpany. Dostałem kilka dni zwolnienia i jakieś lekarstwa wzmacniające. Wróciłem do domu.”
„Rozumiem, że już nie będziesz próbował z tą viagrą…”
„Nie. Dlaczego? Tak łatwo się nie poddaję. Będę próbował ale mądrze”
Porozmawiali jeszcze trochę, pożegnali się i Kazik wrócił do domu.
Po tygodniu przyszedł do pracy. Wszyscy zauważyli, że bardzo się zmienił. Zmarniał jakoś. Wyraźnie schudł, cera mu pociemniała, poruszał się powoli i był przygarbiony. Koledzy w biurze uśmiechali się znacząco do siebie na jego widok. Kazik zauważył to i był przekonany, że o jego perypetiach wie już całe biuro. Nie mylił się. Jeden z kolegów zapytał go w łazience z ciekawym uśmiechem na twarzy
„Jak tam, viagra? Działa?”
„Jaka viagra? Nie wiem o czym mówisz”
„Nie udawaj. Całe biuro wie że przedawkowałeś viagrę i w szpitalu cię ratowali. Żona Zenka, wiesz, tego z Finansowego tam pracuje i…”
„Kurwa mać!” – przerwał mu – „W tym kraju nic się nie ukryje”
Kazik wyszedł z łazienki trzaskając drzwiami.
Przy biurku zastanawiał się chwilę, potem zaczął pisać na służbowym laptopie „Informuję, że z dniem dzisiejszym wypowiadam Umowę o Pracę ze skutkiem natychmiastowym. Powodem mojej decyzji jest zły stan zdrowia…” Dalej napisał jeszcze kilka zdań. Zakończył prośbą o przychylne podejście do jego sprawy. Wydrukował pismo i podpisał.
Energicznie podniósł się z krzesła chcąc natychmiast zanieść je do Romka. Nagle powstrzymał się. usiadł z powrotem i zaczął się zastanawiać czy dobrze robi. Pieniędzy w zasadzie niema. Co prawda z ostatniej wypłaty prawie nic nie wydał, ale obiecał dać Halince na dom. Jeśli się teraz zwolni z pracy, to nowej na razie nie musi szukać. Halinka obiecała skontaktować go ze znajomym biznesmenem poszukującym rzutkiego handlowca. Halinka mówi, że on ze swoim wykształceniem, doświadczeniem zawodowym i znajomością angielskiego, dostanie u niego dobrze płatną pracę, samochód do dyspozycji i wyjazdy służbowe do Wielkiej Brytanii
„Nie ma się nad czym zastanawiać” – stwierdził
Jeszcze raz przeczytał pismo i udał się do pokoju szefa. Przywitali się. Podał Romkowi pismo z wypowiedzeniem pracy. Kazik obserwował uważnie Romka kiedy ten czytał jego pismo. Nie zauważył żadnej reakcji na Romka twarzy
„Jesteś pewien, że dobrze robisz?” – zapytał Romek
„Tak. Dobrze to przemyślałem. Muszę całkowicie zmienić środowisko. Lekarz stanowczo radzi. Halinka ma jakiś udział w spadku po krewnym. Część domu mieszkalnego kawałek za miastem. Zamierza wykupić resztę. Dogadała już się z tymi co tam mieszkają. Wyremontujemy i się wprowadzimy”
Oczywiście koloryzował. Taka gadka zaimprowizowana na poczekaniu. Nie ma żadnego spadku. Po za tym Halinka nigdy nie wyprowadziłaby się z dużego miasta na wieś. Kazik uważał że taka historyjka opowiedziana Romkowi uwiarygodni jego nagłe wypowiedzenie pracy
„No cóż. Wiesz najlepiej co jest dobre dla ciebie. W zasadzie nie powinienem się zgodzić. Wiesz ile mamy roboty, ale dla ciebie zrobię wyjątek. Kiedy chcesz stąd odejść?”
„Jutro. Przekażę wszystko Zosi. Ona jest wciągnięta w moje prace. Da sobie z nimi radę. Potem załatwię formalności w Kadrach”
„No, dobrze” – Romek pochylił się nad pismem, napisał pod spodem kilka słów do kadrowca i złożył podpis – „Wyślę to potem do Kadr”
„Dziękuje, Bardzo ci dziękuję. Jutro wpadnę się pożegnać”
Ruszył w stronę drzwi
„Poczekaj chwilę!” – powstrzymał go Romek – „Gdzie się tak spieszysz? Pogadajmy. Siadaj. Myślę, że dzisiaj możemy na zakończenie współpracy wypić po kieliszku”
Wyciągnął z biurka butelkę koniaku i dwa kieliszki. Usiedli w fotelikach przy stoliku kawowym.
„Widzę, że marnie wyglądasz. Jak ci idą te sprawy?”
Kazik westchnął zrezygnowany i odpowiedział płaczliwym głosem
„W ogóle nie idą…Ja już sił nie mam. Żeby ona chociaż jednego wieczoru miała ból głowy, tak jak inne kobiety, ale nie. Ona jest nienasycona. Nie chce zrozumieć, że ja muszę odpocząć, Pusty jestem. Nie ma we mnie ani kropli…”
„Kropli czego?” – zaciekawił się Romek
„Jak myślisz, czego?…Ona myśli, że ta pieprzona viagra napełni mnie. A przecież z pustego to i Salomon się nie spuści”
„No tak. Co za dużo to niezdrowo. Broń się chłopie”
„Próbuję. Zaraz lecę do domu. Ona dzisiaj przyjdzie późno wieczorem. Jakąś konferencję mają w pracy. Pośpię sobie kilka godzin zanim przyjdzie. Lecę już. Jutro się zobaczymy, cześć”
Nie dane było Kazikowi odpocząć. W domu zastał Halinkę
„Jak to, już jesteś?” – zdziwił się
W jego głosie słychać było nutkę przerażenia i zawodu
„Nie cieszysz się? Udało mi się wykręcić od tej konferencji” – wyjaśniła podając mu drinka
„Nie. Dziękuję, dzisiaj nie mam ochoty” – wykręcał się od przyjęcia podawanej szklaneczki
„Kaziu, Co z tobą? Wczoraj nie, przedwczoraj też nie. Przecież doktor powiedział, że nic ci nie jest”
„Halinko, zrozum. Wykończony jestem. Muszę zregenerować siły”
„Co cię tak wykończyło? Chyba nie ja. Skaczę koło ciebie, dałam dach nad głowę, żywię cię, opiekuję się tobą…Chyba mogę oczekiwać odrobinę czułości ?”
Ostatnie słowa wypowiedziała z wyraźnym wyrzutem. Stanęła nieco bokiem do Kazika. Całym swoim ciałem i postawą dawała znać, że czuje się bardzo niewdzięcznie potraktowana i oczekuje przeprosin.
Jeszcze kilka dni temu Kazik natychmiast wziąłby ją w ramiona, przytulił i udobruchał w sposób jaki oczekiwała. Tym razem tak nie postąpił
„Głodny jestem. Zjadłbym coś…”
„Nic nie ugotowałam” – przerwała mu ostro – „Chcesz, to sobie weź coś zimnego z lodówki, a jak ci nie pasuje do zawsze możesz iść do knajpy”
„Halinko, nie gniewaj się. Zrozum mnie, jestem zmęczony i głodny…”
„Przecież się nie gniewam!” – odpowiedziała histerycznie – „Po prostu nie przyszykowałam nic do jedzenia. Myślałam, że najpierw…A! Zresztą nieważne! Idź na miasto, zjedz coś i sobie odpocznij trochę w knajpie przy piwku”
„Ale ja…”
„Żadne ale!” – zaczęła go popychać w stronę drzwi – „Idź już i nie pogarszaj sprawy”
Nie protestował. Wyszedł posłusznie. Przed domem zatrzymał się i zastanawiał przez chwilę dokąd pójść. Przypomniał sobie, że jest tu w pobliżu pizzeria. Znalazł ją dosyć szybko. Zamówił dużą pizzę z szynką i wszystkimi dodatkami oraz duże piwo z nalewaka. Nie czekał długo. Pierwsze kęsy pizzy popite zimnym piwem poprawiły mu humor
„No i dobrze” – pomyślał zadowolony – „Wszystko wskazuję, że będą ciche dni. Odpocznę trochę”
Nie spieszył się z jedzeniem. Zamówił drugie piwo. Zdecydował, że nie będzie dzisiaj mówił Halince o tym, że się zwolnił z pracy. Może jutro, przy śniadaniu o tym jej powie i przy okazji poprosi o kontakt z tym biznesmenem o którym mu mówiła. Jest pewien, że dostanie u niego dobrze płatną pracę.
Wyszedł z pizzerii po dwóch godzinach. Nie miał ochoty wracać od razu do domu. Pogoda była piękna. Postanowił pospacerować po okolicy. Tak mu zeszły następne dwie godziny. W końcu znalazł się pod drzwiami mieszkania Halinki. Sięgnął po klucz.
Jak tylko otworzył drzwi zauważył swoje dwie walizki stojące w przedpokoju. Zanim dotarło do niego co to znaczy usłyszał zbliżającą się Halinkę
„Musisz się natychmiast wynieść. Ten mój wraca z Niemiec. Dzwonił właśnie że jest w samochodzie i zbliża się do Łodzi…Oddaj klucz”
Mówiąc to wyrwała mu z ręki klucz którym przed chwilą otworzył drzwi
„Ale, Halinko…”
„Żadne ale. Wynoś się”
Mówiąc to wypchnęła go delikatnie, acz stanowczo za drzwi, po czym nie czekając aż ochłonie szybko wystawiła za nim walizki
„Halinko…”
Nie dokończył. Z trzaskiem zamknięte drzwi niemal uderzyły go w twarz.
Stał chwilę bezradnie, po czym zrezygnowany chwycił walizki i zszedł z nimi na dół. Nie miał pomysłu na to co robić dalej. W głowie miał chaos. Szybko rozważał możliwości znalezienia noclegu chociażby na najbliższą noc.
Postanowił przenocować w hotelu. Ma pieniądze, więc nie będzie z tym problemu. Spojrzał na zegarek. Zbliżała się dwudziesta pierwsza. Ruszył w kierunku postoju taksówek. Jednak już po kilkunastu krokach doszedł do wniosku, że szkoda pieniędzy na taksówkę. Co prawda stać go na nią dzisiaj, ale lepiej nie wydawać pieniędzy niepotrzebnie. Ma czas. Pojedzie do centrum autobusem.
W autobusie uświadomił sobie, że właściwie źle robi. Hotele w centrum miasta są drogie. Taniej będzie zatrzymać się gdzieś z daleka od centrum. Tylko gdzie?
Dotarło do niego, że nie ma najmniejszego pojęcia o tym gdzie są w jego rodzinnym mieście hotele. Wie tylko o tych przy Piotrkowskiej i w jej pobliżu.
Wysiadł z autobusu przy Placu Dąbrowskiego
„Cholera, przenocuję na Dworcu Fabrycznym” – zdecydował – „Szkoda wydawać pieniądze na hotel”
Noc spędził bezsennie. Ławka na dworcu była niewygodna, ale to nie z tego powodu nie mógł spać.
„Pieprzona pizza. Chyba mi zaszkodziła” – tłumaczył sobie niemożność zaśnięcia
Nie dopuszczał do siebie myśli, że to absolutny brak pomysłu na to co zrobić jutro powodował bezsenność.
Z dworca wyszedł jeszcze przed szóstą. Ruszył wolnym krokiem bez celu przed siebie.
Uszkodzone kółko w jednej z walizek blokowało się co kilka metrów. Zatrzymywał się wtedy i kopnięciem „naprawiał” usterkę. Jednak po kilkunastu takich awariach zrezygnował z napraw i ciągnął walizkę z zblokowanym kółkiem. Doszedł w ten sposób do Gdańskiej przy Zielonej. Dopiero gdy stał na skrzyżowaniu i czekał na zielone światło dotarło do niego że zaraz będzie w pobliżu domu w którym tak niedawno mieszkał z żoną
„Po cholerę tu przylazłem?!” – wściekł się na siebie Odwrócił się i ruszył Zieloną w przeciwnym kierunku
„Kazik! Jak ty wyglądasz?!” – usłyszał za sobą swoją Byłą – „Walizka ci się popsuła. Rzeczy się za tobą po chodniku wloką!”
Zaskoczony zatrzymał się i spojrzał w dół na walizkę.
Uszkodzonego kółka nie było. W jego miejscu, w skutek tarcia o betonowy chodnik powstała spora dziura w plastykowym spodzie walizki przez którą wydostała się na zewnątrz część jego garderoby.
Kazik pochylił się i zaczął upychać wystającą garderobę do środka
„Patrz na mnie, gdy do ciebie mówię!…Co ty tu robisz?”
„Tak kochanie. Słucham” – odpowiedział automatycznie
„Jak ty wyglądasz?!. Musisz natychmiast doprowadzić się do porządku” – stwierdziła wymagającym głosem
„Dobrze. Masz rację” – odpowiedział i ruszył przed siebie
„Stój! Gdzie idziesz? Musisz doprowadzić się do porządku”
„Nie mam gdzie to zrobić” – odpowiedział
„Chodź do domu. Wykąpiesz się i zmienisz ubranie”
„Nie mam domu. Wyrzuciłaś mnie”
„Nie opowiadaj pierdół. Chodź wreszcie, bo już ludzie się za nami oglądają”
Złapała uszkodzoną walizkę i ruszyła w stronę domu. Kazik posłusznie ruszył za nią ciągnąć za sobą drugą walizkę.
Drogę do domu przeszli w milczeniu.
„Rozbieraj się i do łazienki” – rozkazała mu po wejściu do mieszkania
„Ale…”
„Żadne ale…Zaraz przyszykuję coś do jedzenia”
Odstawił walizkę, ściągnął buty i wszedł do łazienki. Zaczął się rozbierać. Weszła za nim i zaczęła się mu przyglądać
„Jak ty zmarniałeś, biedaku, sama skóra i kości” – z politowanie oceniła jego wygląd
Kasia pozbierała jego bieliznę i wrzuciła do pralki. Potem wyszła z łazienki.
Kazik napełnił wannę wodą. Po chwili leżał w wannie. Przymknął oczy i odprężał się w ciepłej wodzie.
Musiał usnąć, bo nagle wyrwał go z błogiego stanu głos Kasi
„Kto ci pakował walizki?. Wszystko wrzucone byle jak, pogniecione i brudne”
Kasia przytaskała do łazienki stertę ubrań Kazika.
„Wszystko trzeba wyprać i wyprasować”
Wrzuciła część do pralki i ją uruchomiła. Resztę zostawiła na podłodze.
Kazik wymył się i wytarł „swoim” ręcznikiem który w dalszym ciągu wisiał na swoim miejscu.
W szafce nad umywalką znalazł swoją maszynkę do golenia. Ogolił się i ubrał w swój stary szlafrok który również wisiał na swoim miejscu. Wyszedł z łazienki
„Jedzenie jeszcze nie gotowe. Połóż się do łóżka i odpocznij sobie” – oznajmiła Kasia
„Nie. Dziękuję, że mogłem się wykąpać. Ubiorę się i pójdę sobie. Jutro przyjdę po wyprane rzeczy…”
„Przestań pieprzyć głupoty. Gdzie chcesz iść? Jazda do łóżka”
Chciał coś odpowiedzieć, ale Kaśka delikatnie popchnęła go do sypialni. Nie protestował. Wszedł do łóżka gdy tylko wyszła z sypialni. Usnął niemal natychmiast.
Obudził go pocałunek w usta
„Co robisz?!” – zapytał zaskoczony
„Kolacja na stole. Wstawaj” -oznajmiła i pocałowała jeszcze raz
„Kolacja?”
„Tak. Kolacja. Przespałeś cały dzień”
Wstał, przewiązał szlafrok paskiem i wyszedł z sypialni. W pokoju pełniącym rolę salonu cały stół zastawiony był pachnącymi przysmakami.
„Przyjdą goście dzisiaj?” – zdziwił się
„Nie. To tylko dla nas” – po chwili poprawiła się – „Dla ciebie”
Usiedli do stołu. Kasia nalała wódki do kieliszków
„Za szczęśliwe spotkanie, Kaziu” – wzniosła toast
„Tak. Za spotkanie. Dziękuję ci za to przyjęcie. Ale muszę iść zaraz…”
„Nigdzie nie pójdziesz. Zostaniesz tutaj” – odpowiedziała stanowczo
Nie zaprotestował. Jedli w milczeniu.
W pewnej chwili zerwał się od stołu
„Gdzie jest mój telefon? – zapytał
„W kuchni na parapecie. Podłączyłam do ładowarki”
„Zaraz wracam” – odpowiedział
W kuchni w telefonie odszukał numer komórki Romka. Chwilę czekał na połączenie
„Romuś? To ja. Słuchaj, Wysłałeś to moje pismo ze zwolnieniem do Kadr?…Jeszcze nie. To bardzo dobrze. Podrzyj je natychmiast. Jutro przychodzę do pracy…Nie. Nie teraz. Jutro wszystko ci wyjaśnię…Tak, zmieniło się… Tak dużo. Bardzo dużo…Jutro się dowiesz. Cześć”
Zadowolony wrócił do stołu
„Gdzie dzwoniłeś?” – zapytała chociaż słyszała całą rozmowę
„Do pracy. Udało mi się zapobiec popełnić jeszcze jedno głupstwo”
„Jeszcze jedno głupstwo, mówisz. A jakie było to poprzednie?”
„Rozwód”
„Cieszę się, że zmądrzałeś”
Nic nie odpowiedział.
Po kolacji chciał pozmywać naczynia. Kasia nie zgodziła się
„Ja się tym zajmę. Idź do łóżka. Marnie wyglądasz. Musisz wypocząć”
Nie upierał się z tym zmywaniem. Poszedł do sypialni i znowu bardzo szybko usnął. Obudził się, gdy Kasia wślizgnęła się pod kołdrę i się do niego przytuliła. Poczuł, że jest naga
„Odpocząłeś już trochę?” – zapytała ciepło
„Kasieńko, kochanie. Nie dzisiaj. Bardzo boli mnie głowa”
KONIEC