OPOWIADANIE KRYMINALNE

„Ziobać tatusiu cio źnalaźłam!”

Z radosnym okrzykiem trzyletnia Zuzia podbiegła do ojca. Stefan siedział w leżaku i znudzony przeglądał gazetę. Obiecał żonie, że zajmie się dzisiaj małą, tak aby ona mogła pojechać na babskie spotkanie.

Zuzia bawiła się, jak zwykle sama na ich działce z tyłu za domem. Właściwie, nie musiał jej pilnować. Działka ogrodzona jest wysokim murem pod którym rosną gęste krzewy dzikich róż. Nic małej tutaj nie grozi. Tuż obok ma piaskownicę, ale dzisiaj bawiła się pod murem w krzakach róż. Siedział tam przy niej , bo nie miał nic lepszego do roboty

„Tak kochanie. Co znalazłaś?” – zapytał ze wzrokiem utkwionym w gazecie

„Ale ziobać, o! tu!” – upierała się Zuzia

Spojrzał na podsuniętą pod sam nos rączkę córki. W malutkiej dłoni leżał duży pierścionek z żółtego metalu z białym kamieniem. Pierścionek ubrudzony był ciemną wilgotną ziemią. Stefan z racji zawodu zna się na metalach. Już pierwszy rzut oka wystarczył mu aby stwierdzić że jest złoty. Wziął go do ręki. Otarł o rękaw koszuli. Widok brylantu o średnicy około ośmiu milimetrów zrobił na nim wrażenie. Nie był pewien, czy to na pewno prawdziwy brylant, ale pewność, że pierścionek jest złoty kazała mu wykluczyć przypuszczenie aby ktoś oprawiał w niego fałszywy kamień.

„Gdzie to znalazłaś kochanie?” – zapytał wyraźnie zaciekawiony

„Na paluśku”

„Na jakim paluszku?”

„Na rąćce. Tam są jeście dwa, ale nie chcą ziejść z paluśków”

„Na jakiej rączce, do chol…?”

Powstrzymał się z tą cholerą w ostatniej chwili

„Tam przy ksiakach…” – Zuzia wskazała miejsce gdzie się bawiła

Stefan błyskawicznie znalazł się pod murem

„Jasna cholera!”

Tym razem nie powstrzymał się od cholerowania. Obok łopatki i wiadereczka Zuzi ujrzał częściowo odkopaną rękę, chyba kobiecą. Ręka w widocznym stanie rozkładu. Na dwóch palcach tkwiły dwa duże pierścienie.

Policja zjawiła się po dwudziestu minutach. Po wstępnych oględzinach wezwano ekipę dochodzeniową. Dosyć szybko odnaleziono jeszcze jedne zwłoki pod tymi które odnalazła Zuzia. Potem jeszcze jedne.

Były to zwłoki trzech starszych kobiet. Po zachowanych częściach garderoby wysnuto przypuszczenie, że są to kobiety które od kilku lat znajdują się na liście osób zaginionych. Upewnienie się co do ich tożsamości nastąpi po uzyskaniu odpowiedzi z laboratorium do którego wysłano materiał biologiczny w celu odczytania kodów DNA i porównania ich z próbkami DNA pobranymi z domów zaginionych i od ich krewnych. Przybyły na miejsce prokurator zarządził przeszukanie całej posesji łącznie z domem mieszkalnym. Mieszkającą w nim rodzinę przeniesiono do hotelu.

Stefan Kowalewski i jego partnerka Ingrid Andersson kupili ten dom bardzo okazyjnie w roku 99tym, kiedy Ingrid była w ciąży z Susann, lub jak woli ją nazywać ojciec Zuzią.

Dom był nowo wybudowany i jeszcze nie zamieszkały. Właścicielem był serdeczny przyjaciel Stefana, Jakub Wolf. Stefan i Jakub przybyli do Szwecji w 1982 bezpośrednio po zwolnieniu z internowania. Obaj byli działaczami Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Znali się jeszcze z dzieciństwa z kamienicy przy Gdańskiej w Łodzi. Uczęszczali do tej samej klasy w Liceum imienia Kopernika na pobliskiej ulicy Więckowskiego.

Jakub w klasie maturalnej uwiódł nauczycielkę matematyki, czterdziestopięcioletnią panią Kuligową. Za sprawą jej męża, ich romans stał się znany w całej szkole. Nauczycielka musiała zrezygnować z pracy w szkolnictwie, a Jakub został relegowany ze szkoły. Maturę zrobił rok później w liceum w Zgierzu.

Potem Stefan i Jakub spotkali się na Politechnice w Łodzi. Pod koniec studiów zaangażowali się w działalność opozycyjną wobec panującego w Polsce systemu politycznego. Wybuch Stanu Wojennego zastał ich na ostatnim roku studiów. Zostali internowani i wydaleni z uczelni. Stefan został osadzony w obozie dla internowanych w więzieniu w Łowiczu a Jakub w więzieniu w Łęczycy. Stracili ze sobą kontakt. Nie wiedzieli, że obaj po internowaniu znaleźli się w Szwecji.

Dowiedzieli się o tym, gdy przypadkiem spotkali się w Linköping w 1998. Jakub zaprosił Stefana do restauracji. Gdy już sobie wyjaśnili że obaj przybyli do Szwecji w tym samym czasie, Stefan zapytał

„Też mieszkasz w Linköping?”

„Nie. Mieszkam z żoną w Sztokholmie. Przyjeżdżam tu czasami sprawdzić co się dzieje w naszym domu…”

„Czy dobrze zrozumiałem? Macie tu dom ale mieszkacie w Sztokholmie, tak?”

„Żona pochodzi stąd i uparła się mieć tu dom. Źle się czuje w Sztokholmie. Chce tu wrócić. Ja wolę Sztokholm”

„Co tam robisz?”

„Jestem na rencie chorobowej, miałem wypadek”

Stefan pomyślał, że niepotrzebnie dał się zaprosić przyjacielowi do drogiej restauracji. Dla rencisty rachunek z takiej restauracji to spory wydatek

„Trudno…” – pomyślał – „Ja zapłacę”

„A, co ty tu robisz?” – zaciekawił się Jakub

„Pracuję w zakładach lotniczych SAAB jako technolog. Firma dała mi stypendium na studiowanie. Właśnie skończyłem studia zaoczne”

„Masz rodzinę?”

„W tej chwili jestem wolny. Niedawno rozstałem się z kobietą. Na szczęście nie mieliśmy dzieci”

„My też nie mamy”

Po chwili rozmowa zeszła na wspominanie wspólnie spędzonych lat w Polsce. Przegadali tak kilka godzin. W końcu Jakub spojrzał na zegarek

„Za pól godziny mam ostatni pociąg do Sztokholmu. Musimy się zwijać stąd…”

„Pociągiem przyjechałeś? Nie masz samochodu?”

„Nie mam Prawa Jazdy. Odwieziesz mnie na dworzec?”

„Oczywiście”

Stefan gestem przywołał kelnera

„Rachunek poproszę…”

„Stary!” – przerwał mu Jakub – „Zaprosiłem cię i ja płacę”

„Jesteś rencistą a ja pracuję jako inżynier. Ja zapłacę”

„Myślisz że rencisty nie stać na to aby zaprosić kumpla do knajpy?…Ja płacę i nie ma o czym mówić”

Potem spotkali się jeszcze kilka krotnie, zawsze w Linköping.

Krótko po spotkaniu Jakuba, w tym samym 1998 roku, Stefan spotkał swoją obecną partnerkę, dwanaście lat młodszą od niego Ingrid Andersson. Poznali się w pracy, Ingrid była koleżanką z sąsiedniego działu.

Stefan ponad rok temu rozstał się Z Zofią, z którą przeżył ponad dwanaście lat. Nie mieli dzieci. Zofia, która podobnie jak on przybyła do Szwecji z Polski, nie chciała się zdecydować na dziecko ponieważ nie widziała swojej przyszłości w Szwecji. Bardzo źle się czuła w tym kraju i chciała wrócić do Polski.

Ich związek rozpadł się w zasadzie już kilka lat wcześniej, zaraz po roku 89tym. Zofia pierwszy raz wyjechała wtedy do Polski i została tam kilka miesięcy. Stefan nie mógł sobie na takie długie pobyty poza Szwecją pozwolić ze względu na studia korespondencyjne i pracę. Zresztą nie tylko dlatego. Stefan źle się czuł w Polsce. Po kilku dniach pobytu w Łodzi, wszystko go drażniło. Jego matka twierdziła z żalem, że zeszwedział.

Zwykle po kilku miesiącach pobytu w Polsce, Zofia wracała na krótko do Szwecji. Nie pracowała, siedziała sama w tym czasie w domu, podczas gdy Stefan bardzo angażował się w pracy. Spędzał tam dużo więcej czasu niż osiem godzin dziennie.

Na początku 1998 roku oboje doszli do porozumienia, że czas się rozstać. Nie mieli ślubu, ani dzieci, więc rozstanie przebiegło bezproblemowo. Zaraz po tym Zofia wróciła do Polski na stałe.

Jakub po przyjeździe do Szwecji miał kłopoty z zaadoptowaniem się w nowym środowisku. Bardzo ciężko szła mu nauka języka. Z początku starał się zrobić wszystko aby móc kontynuować studia techniczne, które podobnie jak Stefan nie dokończył w Polsce. Szybko się zniechęcił. Powodem były przede wszystkim braki językowe. Szukał pracy. To co mu proponowano nie odpowiadało jego ambicjom.

Po dwóch latach pobytu w Szwecji, miał wypadek drogowy. We Flenie, miasteczku w którym mieszkał od przybycia do Szwecji wjechał rowerem pod samochód. Kość udowa lewej nogi została paskudnie złamana. Z miejsca wypadku został zabrany helikopterem do szpitala w Sztokholmie.

W szpitalu zakochał się w pani doktor która operowała mu nogę. Zakochał się ze wzajemnością. Doktor Astrid Kolbeg, chirurg ortopeda, lat pięćdziesiąt pięć, była wdową po ordynatorze szpitala w którym pracowała. Bardzo troskliwie zajęła się swoim dwudziestoczteroletnim polskim pacjentem.

Jakub po wyjściu ze szpitala nie wrócił już do Flenu. Zamieszkał z Astrid w jej mieszkaniu na Starym Mieście w Sztokholmie. Dzięki staraniom i opiniom pani doktor został uznany za niezdolnego do pracy i otrzymał rentę chorobową.

Kilka miesięcy później Astrid przeszła na wcześniejszą emeryturę. Zaraz potem wzięli ślub. Obydwaj dorośli synowie Astrid demonstracyjnie zerwali znajomości z matką. Ta z kolei wykreśliła ich z testamentu.

Pani doktor Astrid prowadziła bogate życie towarzyskie. Jej związek z dużo młodszym Jakubem został potraktowany w jej środowisku jako skandal. Olbrzymia większość przyjaciół odwróciła się od niej. Na zakochanej w Jakubie do szaleństwa Astrid, nie zrobiło to większego wrażenia. Dobrze ulokowane pieniądze po mężu no i jej własne oszczędności przyczyniły się do tego, że miesiące zimowe spędzała z młodym mężem we własnym domu w marokańskim mieście Agadir.

Miała tam jacht na którym żeglowała wzdłuż południowego wybrzeża Oceanu Atlantyckiego, słynącego z dużych wiatrów. Żeglowanie po tych wodach wymaga dużych umiejętności. Tylko wytrawni i doświadczeni żeglarze się na to decydują. Astrid do takich należała. Lubiła wyzwania, czuła się tam doskonale.

Nie można było tego powiedzieć o Jakubie. Nigdy nie miał do czynienia z żeglowaniem. Jedyne jego doświadczenie z przebywania na wodzie to pływanie w czasach szkolnych kajakiem po stawach Stefańskiego w Łodzi. No i przejazd promem z Polski do Szwecji.

Rejsy jachtem z Astrid bardzo przeżywał i odchorowywał, jednak nie potrafił odmówić udziału w nich

„Przyzwyczaisz się do przebywania na jachcie i wkrótce pokochasz to” – przekonywała go

Lata spędzali w Szwecji. Tu też mieli jacht. Dużo mniejszy niż ten w Agadirze ale wystarczająco duży i wygodny aby być nim na Bałtyku dwa lub trzy dni bez przybijania do przystani.

W lipcu 1991go Jakub został wdowcem. W czasie krótkiego wypadu jachtem między Vaxholm i Gustavsberg Astrid wypadła za burtę. Miała co prawda kamizelkę żeglarską i utrzymywała się na wodzie ale nie mający pojęcia o żeglowaniu Jakub nie potrafił zawrócić jachtu aby podpłynąć do niej i pomóc dostać się na pokład. Dopiero po około godzinie udało mu się krzykiem zwrócić uwagę przepływającego w pobliżu innego żeglarza i poinformować o wypadku. Kilkanaście minut później wyłowiono nie dającą znaków życia Astrid.

Początkowo, prokurator prowadzący dochodzenie w sprawie śmierci zamożnej lekarki poszedł po najmniejszej linii oporu i zadał sobie klasyczne pytanie kto na jej śmierci skorzystał. Jasne dla niego było, ze tylko jej młody mąż, który jak wynikało z testamentu wszystko po niej dziedziczył.

Fakt, że nie było światków zdarzenia, oraz, że Jakub nie podjął od razu prób ratowania żony bardzo go obciążał. Został zatrzymany. Prokurator złożył do sądu wniosek o jego aresztowanie. Wtedy z pomocą przyszła mu ich znajoma, serdeczna przyjaciółka Astrid, jeszcze z jej czasów szkolnych, Hanna Ek.

Mecenas Hanna Ek właśnie zlikwidowała swoją praktykę adwokacką i za przykładem Astrid przeszła na emeryturę. Miała jeszcze kilka powiązań z Organizacją Narodów Zjednoczonych, gdzie udzielała pomocy prawnej organizacjom tam zrzeszonym zajmujących się sprawami uchodźców. Współpracę z nimi zamierzała zakończyć, ale nie było to możliwe to zrobienia w krótkim czasie.

Mecenas Hanna Ek zwróciła uwagę śledczych na to, że sekcja zwłok Astrid wykazała, że nastąpiło zatrzymanie pracy serca na skutek udaru termicznego. Temperatura powietrza w dniu wypadku wynosiła dwadzieścia osiem stopni a temperatura wody szesnaście stopni.

Oczywiście, nie tylko ten argument wpłynął na to, że sąd nie zatwierdził wniosku o areszt i Jakub został zwolniony. Pani mecenas była bardzo doświadczonym adwokatem i niemal wszystkie sprawy karne w których była obrońcą kończyły się pomyślnie dla jej klientów. Jakubowi pomagała z czystego współczucia. Była jedną z nielicznych przyjaciółek Astrid która nie zerwała z nią znajomości. Obydwie uwielbiały żeglowanie i obydwie były członkami tego samego klubu żeglarskiego. Hanna spotykała się z Astrid i Jakubem dosyć regularnie. Urzekała ją w mężu przyjaciółki niemal dziecięca bezradność w sprawach życiowych. Teraz, po śmierci przyjaciółki to ona zajęła się pogrzebem Astrid i wszystkimi związanymi z tym formalnościami.

Jakub odziedziczył po żonie mieszkanie w Sztokholmie i dom w Maroku, obydwa jachty i pakiet akcji, że już o pieniądzach na kilku kontach nie wspominając.

Natychmiast po śmierci Astrid jej wydziedziczeni synowie wystąpili do sądu o unieważnienie testamentu matki. Hanna podjęła się reprezentować Jakuba w tym sporze.

Wszystko wskazywało na to, że sprawa może ciągnąć się latami. Jakub nic absolutnie nie wiedział o co chodzi w całej tej sprawie z testamentem. Hanna próbowała mu to tłumaczyć ale nic do niego nie docierało.

„Daj mi spokój z tymi prawniczymi kruczkami. Nie chcę się w to zagłębiać. Zrób coś aby zakończyć ten cyrk prawniczy jak najszybciej” – powtarzał jej za każdym razem gdy chciała go przyszykować do składania różnych zeznań i wniosków do sądu.

Któregoś dnia, za cholerę nie mógł zrozumieć o co chodzi w przedstawionym mu przez nią dokumencie. Zniecierpliwiona Hanna rzekła

„Przecież tu wszystko jest jasne. Nawet dzieciak to zrozumie!”

Jakub tak się zdenerwował, że niespodziewanie się popłakał. Zaskoczona Hanna przytuliła go do piersi jak płaczące dziecko. On jednak dzieckiem już nie był.

Od tego dnia ich wzajemne relacje przybrały inny charakter. Mecenas Hanna Ek była bezdzietną wdową. Mieszkała samotnie w niewielkim mieszkaniu w oddalonym o dwieście kilometrów Linköping. Swój jacht trzymała w Sztokholmie w tym samym miejscu co jej przyjaciółka Astrid, w Diursholms Segelklubb, ekskluzywnym klubie żeglarskim w centrum miasta przy nadbrzeżnej ulicy Strandvägen.

Nieco dalej przy tej ulicy jest nieduży ale również ekskluzywny hotel Villa Pauli. Hanna zatrzymywała się tam zawsze w czasie pobytu w Sztokholmie. Ale od dnia, w którym pocieszała zapłakanego Jakuba zaczęła zatrzymywać się u niego. Można śmiało powiedzieć, że zamieszkała u niego. Do Linköping wyjeżdżała tylko w razie konieczności.

Pod wpływem nalegań Jakuba, co do szybkiego zakończenia sporu z synami Astrid, zaproponowała im ugodę. Przystali na to. Ugoda była dla nich bardzo korzystna. Jakub zrzekł się prawa do domu w Agadirze, do obydwóch jachtów i samochodu. Pieniądze ulokowane w akcjach oraz na kontach bankowych podzielili na trzy części. Jedną zatrzymał Jakub dla siebie. Również mieszkanie na Starym Mieście w Sztokholmie zostało w jego posiadaniu.

Hanna przypilnowała aby pod względem prawnym wszystko zastało formalnie załatwione. Mimo tych ustępstw na rzecz synów Astrid, część która pozostała dla Jakuba stanowiła pokaźny majątek. Samo mieszkanie z antykami zebranymi przez pierwszego męża tragicznie zmarłej Astrid wycenione zostało na ponad dziesięć milionów koron. Papiery wartościowe i gotówka w bankach to kolejne prawie cztery miliony.

Wkrótce Jakub został współwłaścicielem następnych milionów. Nastąpiło to za sprawą jego ślubu z mecenas Hanną Ek. Pobrali się w 1993cim. Hanna zlikwidowała mieszkanie w Linköping i przeniosła się do niego do Sztokholmu. To ona zaproponowała aby zrobić intercyzę majątkową. Jakub nie wiedział o co chodzi ale się zgodził.

Kiedy krótko po ślubie chciała aby jej towarzyszył w jej ulubionym żeglarstwie, stanowczo odmówił. Początkowo przypuszczała, że jej świeżo poślubiony mąż chce w czasie gdy będzie żeglowała, spotkać się z inną kobietą. Hanna była bardzo zazdrosna o niego. Zauważyła już wcześniej, że Jakub ma zadziwiającą właściwość przyciągania do siebie dojrzałych kobiet. Dużo pań z jej otoczenia którym przedstawiła Jakuba patrzyło na niego z uwielbieniem, czasami wręcz z ledwo ukrywanym pożądaniem. Zauważyła również, że sprawia mu to przyjemność. W towarzystwie nadskakiwał tym paniom, prawił komplementy i ogólnie był szarmancki. Irytowało to ją, chociaż wiedziała, że to tylko taki jego sposób bycia. Dlatego wszystko robiła aby mieć go przy sobie

„Zawsze w zasięgu wzroku” – jak to sobie tłumaczyła.

Jednak to nie kobiety były powodem niechęci Jakuba do żeglowania. Hanna przekonała się o tym gdy Jakub zażądał aby skończyła z żeglowaniem

„Nie chcę stracić drugiej kochanej osoby” – argumentował

Doszło między nimi do poważnej sprzeczki z tego powodu, zakończonej opuszczeniem przez Hannę mieszkania.

Hanna żałowała że pozbyła się mieszkania w Linköping. Po sprzeczce, zatrzymała się w hotelu Villa Pauli. Została tam dwa dni. Po powrocie do męża zastała go zapłakanego, nie ogolonego i głodnego.

Znowu przytuliła go do piersi jak dzieciaka. Pogodzili się.

Hanna nie byłaby adwokatem, gdyby nie udało jej się przekonać Jakuba, że nie może żyć bez żeglowania. Zaproponowała kompromis. Nie będzie już żeglować po Bałtyku, skoro on się tak boi o nią.. Kupią sobie, lub wybudują dom nad jeziorem i przeniosą tam jacht.

„Żeglowanie po jeziorze jest bardzo bezpieczne. Zobaczysz, spodoba ci się i polubisz to”

Zgodził się.

Hanna wiedziała o pewnej pięknej działce nad jeziorem Roxen w Ekängen, małej miejscowości leżącej o rzut beretem od Linköping. Jakubowi działka bardzo się spodobała. Leżała na końcu ślepej uliczki zakończonej laskiem. Najbliższe sąsiedztwo, to trzy nowo wybudowane wille po drugiej stronie uliczki. Działka była dosyć kamienista, otoczona porośniętymi skałkami. Dlatego po tej stronie uliczki sąsiedni dom stał ponad sto metrów od działki.

Hanna widząc zachwyt męża oraz wiedząc, że Jakub jest niezaradny w sprawach życiowych chciała skorzystać z okazji i pozwolić mu samemu dokonać transakcji kupna. Oczywiście przypilnowała aby wszystko odbyło się prawidłowo.

Jakub szybko kupił tą działkę. Był z tego bardzo dumny. Hanna pozwoliła mu zadecydować jaki dom chce mieć. Jakub nie był wybredny. Wybrał typową willę z katalogu. Był szczęśliwy, że mógł zadecydować jaki dom będą mieli.

Firma sprzedająca typowe domki zajęła się budową. Jedynym odstępstwem od standardu katalogowego było wyraźne życzenie Jakuba aby ogródek na tyłach domu ogrodzony był murem wysokim na dwa metry. Ostatecznie murek wybudowano na wysokość stu pięćdziesięciu centymetrów.

W maju 96go dom był gotowy do zamieszkania. Zwlekali z przeprowadzką. Hanna twierdziła, że najpierw muszą kupić meble i ogólnie przyszykować dom do zamieszkania, no i oczywiście znaleźć kupca na sztokholmskie mieszkanie.

Dosyć szybko umeblowali dom. Pomogła im w tym, a właściwie wszystko zorganizowała i przypilnowała znajoma Hanny, panna Helen Gustafsson. Zajmowała się ona wcześniej opieką i sprzątaniem mieszkania Hanny w Linköping.

O ile prace w nowo wybudowanym domu przebiegły szybko i sprawnie, dzięki zaangażowaniu energicznej panny Helen, to sprzedaż mieszkania w Sztokholmie utknęła w martwym punkcie. Byli chętni do kupienia mieszkania, ale cena jaką wyznaczyła Hanna była dla potencjalnych kupców nie do przyjęcia.

Jakub oczywiście, o cenach mieszkań nie miał zielonego pojęcia. Polegał w tej sprawie całkowicie na żonie. Na przeszkodzie w sprzedaży stanęły także częste wyjazdy Hanny do Nowego Jorku w sprawach związanych z zakończeniem jej pracy dla organizacji zrzeszonych w ONZ.

Zawsze przed wyjazdem polecała mu sprawdzić czy w ich nowym domu wszystko jest w porządku. Oczywiście w ich nowym domu nie było co sprawdzać. Panna Helen dobrze wywiązywała się ze swoich obowiązków, ale Hanna na wszelki wypadek wolała wysłać męża w czasie swojej nieobecności w miejsce w którym jeszcze nie miał znajomych.

Z jakiegoś powodu nie uważała aby panna Helen zagrażała jej małżeństwu. Może dlatego, że Helen była dokładnie w wieku Jakuba.

Jakub posłusznie wykonywał jej polecenia i regularnie udawał się pociągiem do od Linköping, aby stamtąd taksówką dojechać do ich willi w Ekängen. Nie miał tam w zasadzie nic do robienia. Zostawał na noc lub dwie i wracał do Sztokholmu.

W 98mym, krótko po tym gdy Stefan i Jakub pierwszy raz spotkali się w Szwecji doszło do sprzeczki między Jakubem i Hanną. Jakub zaczął niecierpliwić się, że sprzedasz mieszkania w Sztokholmie nie posunęła się nawet o krok do przodu. Bardzo chciał przenieść się do nowego domu , aby być bliżej przyjaciela z Polski.

Jakub zarzucił Hannie, że ma jakiś interes w tym aby nie sprzedawać jego mieszkania. Położył wyraźny akcent na zwrot „jego mieszkanie”. Zażądał wręcz aby obniżyła żądaną cenę i tym samym przyspieszyła sprzedaż. Hanna próbowała mu tłumaczyć, że cena jest możliwa do osiągnięcia, tylko trzeba cierpliwie czekać.

„Nie chcę czekać. Chcę jak najszybciej wynieść się ze Sztokholmu”

Od słowa do słowa atmosfera zrobiła się wybuchowa. W końcu zdenerwowana Hanna rzekła

„Jak tak bardzo chcesz sprzedać to mieszkanie i godzisz się na to aby dostać za nie połowę jego wartości, to sam się zajmij sprzedażą!…Proszę bardzo! Nie będę ci w tym przeszkadzać! Twoje mieszkanie, twoja decyzja”

Spakowała trochę swoich rzeczy do torby którą zawsze brała w podróż i trzaskając drzwiami wyszła z mieszkania.

Po dwóch dniach Jakub zadzwonił na jej komórkę. Nie odpierała jego telefonu. Pojechał na przystań sprawdzić czy nie wypłynęła w jakiś rejs. Jej jacht stał nieruszony. W hotelu Villa Pauli jej nie było.

Jakub chciał zadzwonić do panny Helen aby dowiedzieć się czy może jego żona przebywa w ich domu, ale nie mógł znaleźć telefonu do Helen Gustafsson. Trzeciego dnia zdecydował się na wyjazd do Linköping. Nie zastał jej tam. Nie spotkał też Helen.

Po powrocie do Sztokholmu, po następnych dwóch dniach zawiadomił policję o zniknięciu żony. Początkowe rutynowe poszukiwania po kilku miesiącach zamieniły się w dochodzenie dotyczące nagłego zniknięcia Hanny Ek. Jakub zorientował się, że prowadzący dochodzenie zaczynają podejrzewać, że ma on coś z tym wspólnego.

Skontaktował się z ich wspólnym znajomym, adwokatem Karolem Svenssonem. Okazało się, że dobrze zrobił. Jeszcze tego samego dnia został wezwany na kolejne przesłuchanie do prokuratury. Poszedł na nie z adwokatem.

W czasie przesłuchania nic nowego nie wynikło. Musiał po raz kolejny opowiedzieć co zdarzyło się tego dnia kiedy ostatni raz widział żonę. Musiał tłumaczyć się dlaczego o zniknięciu żony zawiadomił policję dopiero po kilku dniach, oraz wyjaśnić szczegółowo co przez te dni robił. Jakub był bardzo zdenerwowany pomylił się kilka razy co to tego kiedy dzwonił do hotelu oraz o której dokładnie przybył do swojego domu w Ekängen. Zdawał sobie sprawę z tego, że się myli w zeznaniach. To powodowało, że denerwował się jeszcze bardziej. Nie uszło to, oczywiście uwadze prowadzących przesłuchanie.

Adwokat w zasadzie nie miał nic do roboty w czasie tego przesłuchania. Kilka razy zaprotestował gdy uznał, że pytania są zadawane w zbyt agresywnej formie, ale nie miał zastrzeżeń co do ich zasadności.

Po niemal czterech godzinach przesłuchujący oznajmili, że Jakub ma zakaz opuszczania kraju i musi niezwłocznie oddać im paszport. W tym momencie Jakub był już niemal bliski płaczu. Widząc w jakim stanie jest Jakub, adwokat Karol Svensson stanowczo zażądał przerwania przesłuchania. Zagroził, że w przeciwnym razie będzie zmuszony wezwać pogotowie z powodu rozstroju nerwowego jakiemu uległ jego klient.

Przesłuchanie zakończono.

Gdy byli już sami w samochodzie Svenssona, wciąż bardzo zdenerwowany Jakub oznajmił, że chce natychmiast wyjechać ze Szwecji.

„Nie możesz tego teraz zrobić. Upewniłbyś ich że masz coś na sumieniu. Oddaj im paszport” – radził adwokat

„Nie oddam. Wyjadę jeszcze wieczorem”

„Źle zrobisz. Wyślą za tobą Europejski Nakaz Aresztowania. W ciągu kilku dni będziesz w szwedzkim areszcie. Nie będą szukać Hanny. Będą pewni, że ją zamordowałeś. Będą wszystko robić aby cię w to wrobić. Uda im się. Niestety muszę powiedzieć coś co cię zasmuci. Jesteś typem którego łatwo złamać psychicznie. Oni to wiedzą i nie omieszkają to wykorzystać”

Jakub próbował protestować, że wcale nie, że daje sobie dobrze radę. Nikt go do tej pory nie złamał psychicznie i nie złamie.

„No dobrze. Załóżmy, że jutro wyjedziesz. Zostawisz tu mieszkanie warte majątek i dom. Za co będziesz żył za granicą. Pomyśl logicznie i na spokojnie…”

„Mam pieniądze w banku. Dużo. Starczy na długo…”

„Zablokują ci konto gdy wyjedziesz z kraju”

Tak rozmawiając dojechali do mieszkania na Starym Mieście.

„Wejdź ze mną na górę” – poprosił Jakub

„Spieszę się trochę…”

„Nie zabiorę ci dużo czasu. Mam dla ciebie propozycję”

W mieszkaniu, bez zbędnych wstępów Jakub przeszedł do rzeczy.

„Nie mam doświadczenia w tym jak załatwia się takie interesy w Szwecji, ale wiem jak robi się to w Polsce…” – przerwał na chwilę – „Masz rację. Nie powinienem teraz wjeżdżać z kraju. Zrobię to jednak, jak tylko ta cholerna sprawa się zakończy…”

„Mądra decyzja” – wtrącił Karol

„Nie przerywaj mi… Chcę abyś zajął się sprzedażą tego mieszkania ze wszystkimi tymi antykami…” – zauważył, że Karol chce coś powiedzieć – „Jeszcze nie skończyłem…Połowa uzyskanej sumy jest twoja. Drugą połowę prześlesz na konto mojej matki w polskim banku…”

„Tego się nie da zrobić…”

„Wszystko da się zrobić…”

„To jest nielegalne, mogą być kłopoty…”

„Dlatego proponuję to tobie, adwokatowi. Wymyśl coś…wiesz ile to mieszkanie jest warte. Połowa jest twoja…”

„Nie wiem. Muszę się zastanowić…”

„Nie mam czasu czekać aż się zastanowisz. Jeśli się teraz nie zdecydujesz poszukam innego prawnika, chociaż wolę tobie dać zarobić”

„No dobrze, zgadzam się”

Rozmawiali jeszcze z godzinę o szczegółach. Jakub podpisał kilka upoważnień. Przekazał Karolowi numer konta matki w polskim banku i na koniec dał mu paszport z prośbą o oddanie go w prokuraturze.

„Co zamierzasz teraz zrobić?” – zapytał Karol

„Nic. Czekam na zakończenie tej sprawy. Straciłem nadzieję na odnalezienie Hanny. Jestem przekonany, że nie ma jej wśród żywych…”

„Nie mów tak. Trzeba mieć nadzieję do końca”

„Nie pocieszaj mnie. Dla mnie to już koniec…Ale nie mówmy już o tym. Spakuję trochę swoich rzeczy i jutro lub pojutrze wyniosę się do Ekängen aby ci nie przeszkadzać w sprzedaży mieszkania…zabierz się za to energicznie”.

Po wyjściu Karola wyjął zimne piwo z lodówki. Usiadł wygodnie w fotelu. Przez dłuższy czas analizował pewien plan, który zaczął mu się krystalizować w głowie w czasie rozmowy z Karolem w jego samochodzie.

Karol przekonał go, że nagły wyjazd ze Szwecji nie jest dobrym pomysłem. Jednak Jakub nie zamierzał rezygnować z wyjazdu. Plan, który właśnie obmyśla umożliwi realizację wyjazdu i zatarcia za sobą śladów. Doszedł do wniosku, że nie wystarczy tylko wyjechać ze Szwecji, trzeba także zniknąć. Zatrzeć za sobą ślady.

Wypił jeszcze jedno piwo. Powtórzył w myślach wszystko co zamierza zrobić. Nie znalazł w swoim planie żadnych błędów, lub momentów które mogą nie wyjść

„Tak. Nie mam innego wyjścia. Nie będę czekał, aż dobiorą mi się do dupy” – pomyślał zdecydowany

Sięgnął po telefon. Pierwszą rozmowę miał z matką. Rozmawiał z nią tylko kilka minut. Potem odszukał numer do Stefana

„Cześć. Po jutrze przyjadę do Linköping. Chcę się z tobą zobaczyć. Mam dla ciebie propozycję”

„Co za propozycję?”

„To nie jest na telefon. Wyjedź po mnie na dworzec. Później zadzwonię powiedzieć o której przyjadę”

Kiedy Jakub zwierał związek małżeński z Astrid Kolberg w 85tym napotkał na pewne trudności natury formalnej. Posiadał w tym czasie obywatelstwo PRLu. Jednocześnie był uchodźcą politycznym. Jego polski paszport stracił swoją ważność. Do zawarcia małżeństwa potrzebował szereg dokumentów z Polski. Zwrócił się w tej sprawie do Konsulatu PRL w Sztokholmie. Spotkał się z chłodnym przyjęciem. Przyjęto jego podania ale poinformowano, że załatwienie zezwolenia na zawarcie małżeństwa między obywatelem polskim nie posiadającym ważnego paszportu a cudzoziemcem może potrwać nawet do roku czasu.

Do sprawy włączyła się Astrid. Dzięki swoim towarzyskim kontaktom w jachtklubie znała kilku wysokich urzędników ze szwedzkiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Jeden z nich miał dobre kontakty z ważnym polskim dyplomatą z polskiej Ambasady.

Przeszkody na drodze do ślubu Jakuba i Astrid zostały usunięte w ciągu kilku dni. Cała ta historia uświadomiła Jakubowi i Astrid jak ważne jest jak najszybsze wystąpienie przez Jakuba o obywatelstwo szwedzkie. Chociażby dlatego aby mógł z nią wyjeżdżać do jej domu w Maroku.

W 86tym Jakub został obywatelem Królestwa Szwecji. Oczywiście, musiał wcześniej uzyskać od polskich władz „Zezwolenie na zmianę obywatelstwa” powszechnie nazywanego zwolnieniem z obywatelstwa polskiego.

Drogi w Ambasadzie i Konsulacie miał już przetarte i wszystko poszło nadzwyczaj sprawnie.

Jakub pierwszy raz pojechał do Polski jako obywatel szwedzki, po upadku komunizmu. W 93cim wyjechał z nowo zaślubioną Hanną Ek w podróż poślubną, do Krakowa. Potem był jeszcze kilka razy sam w Łodzi u matki.

Zwrot paszportu na żądanie prokuratury teoretycznie uniemożliwiał mu wyjazd ze Szwecji. Plan wymyślony przez Jakuba nie przewidywał konieczności posiadania własnego paszportu w celu opuszczenia kraju. Ważnym elementem planu był Stefan Kowalewski. Jakub wiedział, że może liczyć na przyjaciela.

Stefan wiedział o zaginięciu żony Jakuba. Zaraz po tym jak nie wróciła do domu Jakub dzwonił do niego z prośbą aby sprawdził, czy nie ma jej w domu w Ekängen. Stefan wtedy pojechał tam ale stwierdził, że w domu nikogo nie ma. W każdym razie nikt nie otwierał drzwi, gdy do nich dzwonił.

Spotkali się przed dworcem, tak jak zawsze ostatnio. Zaraz jak tylko wyjechali z parkingu Jakub zaczął mówić o co chodzi

„Przyjechałem cię okraść…”

„Nie rozumiem”

„Masz mówić, że ukradłem ci paszport w czasie wizyty u ciebie…”

„O co chodzi?! Nic nie rozumiem” – przerwał mu Stefan

„Wszystko ci wyjaśnię. Zatrzymaj się gdzieś. Nie chcę o tym mówić przy twojej Ingrid. Pogadamy spokojnie w aucie”

Po chwili wjechali na parking przed galerią handlową

„Muszę szybko spieprzać z tego kraju. Mam poszarpane nerwy. Nie wiem co się stało z Hanną To już dziewięć miesięcy jak znikła. Policja przesłuchuje mnie co kilka dni. Nie daję już rady. Zabrali mi paszport. Przypuszczam, że mnie podejrzewają o zabicie Hanny. Nie chcę czekać, aż mnie aresztują. Likwiduję wszystko w Szwecji i się wynoszę”

Jakub mówił dosyć chaotycznie. Stefan nie przerywał mu.

„Mam taki plan” – kontynuował Jakub – „Mówiłeś mi kiedyś, że masz polski paszport…”

„Tak. Mam obywatelstwo polskie. Zwróciłem się o paszport w 90tym. Wcześniej nie chciałem mieć nic do czynienia z PRLem”

„Świetnie. Chcę wyjechać do Polski na twoim paszporcie. Jesteśmy do siebie podobni. Na przystani promowej nikt nie będzie przyglądał się dokładnie paszportom. Widziałem kilka razy jak się to odbywa…”

„A jak jednak sprawdzą i zauważą że to nie twój paszport?” – przerwał mu Stefan

„Muszę zaryzykować. W razie wpadki powiem że ukradłem ci z biurka w czasie obecności u was w mieszkaniu…Ale słuchaj dalej i nie przerywaj. Mówiłeś mi ostatnio, że Ingrid jest w ciąży i że chcecie kupić dom. Właśnie likwiduję wszystko tutaj. Został mi tylko do sprzedania ten dom w pobliżu, w Ekängen. Widziałeś go. Byliście u nas jak był gotowy do zamieszkania…Pamiętasz?”

„Pamiętam. Ingrid się bardzo podobał”

„No więc chcę go wam sprzedać, ze wszystkim co tam jest, meble, firanki jednym słowem wszystko…Nawet Helen Gustafsson otrzymasz ode mnie” – ostatnie słowa wypowiedział ze śmiechem

„Co za Helen”

„Ta co się zajmuje domem jak nas w nim nie ma, wiesz, sprząta, robi zakupy…widziałeś ją u nas”

„A! ta Helen. Przypominam sobie”

„No to jak? Pasuje ci moja propozycja?”

„Stary, nie stać nas na tak ekskluzywny dom i do tego umeblowany. Mamy co prawda obietnicę z banku na pożyczkę, ale…”

„Wam sprzedam za bezcen” – wtrącił Jakub – „Sam zadecyduj ile możecie za niego zapłacić. Oddałbym ci go za darmo, ale wiesz, że byłyby kłopoty z wyjaśnianiem tej darowizny”

„Dziękuję stary, ale muszę naradzić się z Ingrid”

„Rozumiem. Zawieź mnie teraz do Ekängen. Będę mieszkać tam przez jakiś czas. Naradź się z Ingrid i przyjedźcie do mnie jutro wieczorem. Potem zajmij się wszystkimi formalnościami związanymi z kupnem domu. Ja nie mam do tego głowy… Aha! I nie zapomnij wziąć ze sobą paszportu. Przekażesz mi go dyskretnie aby Ingrid nie widziała”

Stefan i Ingrid Przyjechali do Jakuba następnego dnia. Ingrid była zachwycona domem. Nie dociekała specjalnie dlaczego za wszystko zapłacą tylko jedną czwartą wartości podobnych domów na tym terenie. Wystarczyło jej wyjaśnienie Jakuba, że ma wobec przyjaciela dług wdzięczności jeszcze z Polski i że to długa historia do opowiadania. Może kiedyś jej opowiedzą ze szczegółami.

Ponieważ Stefan zdawał sobie sprawę, że zarówno on jak i Ingrid nie za bardzo orientują się we wszystkich sprawach z kupnem domu związanych, zwrócili się do profesjonalnej firmy maklerskiej o pomoc.

Makler, który się podjął tego zadania dobrze się z niego wywiązał. Już po niespełna trzech tygodniach wszystko było załatwione. Makler ostrzegł ich, że Urząd Skarbowy może mieć pewne wątpliwości co do sumy za jaką dom został nabyty i że może będą musieli zapłacić podatek nie od sumy za jaką dom kupili, tylko od wartości podobnych domów na tym terenie. Stefan zauważył, że to i tak będzie się im opłacało.

Jakub umówił się z nimi, że jeszcze pomieszka w swoim sprzedanym już domu przez kilka tygodni. Nie mieli nic przeciwko temu.

Trzy tygodnie po zawartej transakcji Jakub zadzwonił do Stefana. Powiedział tylko, że mogą się już wprowadzać do domu w Ekängen i że Helen Gustafsson wyraziła zgodę opiekować się ich domem o ile oni sobie tego zażyczą.

Jeszcze tego samego dnia spotkali się z nią. Ustalili warunki współpracy. Jeśli będą ją potrzebowali, to wystarczy jak do niej zatelefonują. Helen sama zaproponowała, że zajmie się też ogródkiem z tyłu domu.

Ingrid, która ciężko przechodziła ciążę bardzo się ucieszyła. Kilka dni później Stefan otrzymał przesyłkę poleconą z Polski. W grubej kopercie był jego paszport i nic więcej. Stefan był zawiedziony nieco, że Jakub nie przesłał mu żadnej wiadomości jak się z nim skontaktować, ale nie miał czasu długo o tym myśleć. Zajęty był przeprowadzką.

Gdy wszystko było już w ich nowym domu musiał wyjechać na kilka dni w podróż służbową. Ingrid została sama. Nie dawała sobie rady z rozpakowaniem kartonów. Zadzwoniła po Helen. Helen bardzo jej pomogła. Ingrid nie musiała nic robić. Helen wszystko rozpakowała zgodnie z jej życzeniami. Mimo, że Ingrid była zadowolona z jej pomocy, to jednak zachowanie Helen ją irytowało. W zasadzie nie miała jej nic do zarzucenia. Ale denerwowało ją, że zwykle chętna do rozmów Helen unikała rozmowy i nigdy nie patrzyła jej w oczy. Ingrid starała się wciągnąć ją do rozmów ale jej się to nie udawało. Helen odpowiadała na pytania, ale raczej z ociąganiem i krótko: tak, nie, oczywiście.

Gdy już prawie wszystkie kartony były rozpakowane, bardzo zdenerwowana czymś Helen stanęła nad siedzącą w fotelu Ingrid. Bardzo trzęsły jej się ręce, na twarz wystąpiły wypieki. Ingrid odniosła wrażenie, że Helen chce jej coś powiedzieć. W tym momencie zadzwonił dzwonek u drzwi

„Ja otworzę” – zaoferowała się Helen

To sąsiadka z domu naprzeciwko przyszła zaprosić Helen do siebie na pierwszą sąsiedzka kawę. Oczywiście zaprosiła też Helen, ale ta podziękowała i powiedziała że musi już iść.

Następnego dnia Stefan wrócił z podróży służbowej. Wziął kilka dni wolnego. Zabrał się za urządzanie domu. Po południu przyszła Helen. Podziękowali jej. Na razie dadzą sobie radę sami. Helen zaproponowała aby zadzwonili, gdy będzie potrzebna.

Kilka dni potem Ingrid urodziła córkę.

Od tego czasu minęło ponad trzy lata. Zuzia bawiąc się w krzakach pod murem na tyłach domu odkopała dłoń z pierścionkami na palcach. Być może te pierścionki tak bardzo przykuły jej uwagę, że nie zdała sobie sprawy z tego, że dłoń należy do kogoś zagrzebanego w ziemi. W każdym razie nie doznała żadnego szoku.

Nie można tego było powiedzieć o jej ojcu i matce. Przybyły na miejsce prokurator zarządził przeszukanie całej działki wraz z domem. Stefanowi i Ingrid zaproponowano przeniesienie się na kilka dni do hotelu na koszt Skarbu Państwa. Chętnie skorzystali z tego.

Dochodzenie szybko ustaliło tożsamość znalezionych w ziemi pod murem kobiet.

Pierwsza z nich, ta której dłoń z pierścionkami odkopała Zuzia, to Hanna Ek, żona poprzedniego właściciela domu Jakuba Wolfa. Ustalono, że śmierć nastąpiła na skutek razów zadanych tępym narzędziem w głowę. Zwłoki leżały w ziemi od trzech do sześciu lat.

Pozostałe dwie kobiety to pięćdziesięcioletnia Lilianna Kovać pochodząca z Chorwacji, mieszkająca od lat dziewięćdziesiątych w Sztokholmie. Zaginęła w lipcu 97go. Przyjechała z mężem do Linköping obejrzeć dom wystawiony na sprzedaż.

Według zeznań męża pokłócili się. On wrócił do Sztokholmu. Ona postanowiła zostać w Linköping. Po kilku dniach mąż zgłosił na policję zaginięcie żony. Ustalono, że została zamordowana w ten sam sposób co Hanna Ek. Obducent stwierdził że wszystko wskazuje, iż śmierć nastąpiła w 97tym.

Sześćdziesięcioletnia Elizabeth Qvist, trzecia kobieta zakopana pod murem domu, wdowa, matka dorosłej, zamężnej córki znikła ze swojego mieszkania w Uppsali we wrześniu 96go. Córce powiedziała, że jedzie do Linköping spotkać się z dawno nie widzianą przyjaciółką z lat szkolnych. Przyjaciółka zeznała później, że Elizabeth nigdy do niej nie przyjechała.

Prowadzący dochodzenie w sprawie śmierci kobiet doszli do wniosku, że nie miało ono podłoża rabunkowego. Wszystkie trzy kobiety miały na sobie biżuterię. Na ręku Hanny Ek oprócz drogich pierścionków był również drogi złoty zegarek. Córka Elizabeth Qvist zeznała, że matka zawsze miała ze sobą większą sumę pieniędzy w gotówce. Nosiła je w woreczku wiszącym na szyi i spoczywającym na piersiach.

Woreczek z zawartością ośmiu tysięcy dwustu koron znaleziono na zwłokach Elizabeth. Zwłoki były kompletnie ubrane. Nie znaleziono przy nich torebek i dokumentów. Ustalono również, że kobiety się nie znały. Nie miały ze sobą nic wspólnego. Sprawdzono również, czy nie miały wspólnych znajomych. Nie stwierdzono tego. Jedyne co je łączył to miejsce pod murem na posesji należącej w chwili zabójstwa do byłego właściciela Jakuba Wolfa.

Stwierdzono również ponad wszelką wątpliwość, że nie zostały zabite w miejscu w którym znaleziono ciała. Bardzo dokładnie przeszukano dom.

Parterowy budynek zbudowany był z gotowych drewnianych elementów, na prostokątnym planie. Pod wspólnym dachem znajdował się garaż. Wejście do domu znajdowało się obok wjazdu do garażu. Za wejściem znajdował się duży hol. Po lewej stronie holu było wejście do garażu naprzeciw wejścia do domu znajdowała się pralnia Po prawej stronie, zaraz za wejściem była obszerna garderoba i nieduża łazienka. Zaraz za garderobą po prawej stronie hol był otwarty na duży pokój z aneksem kuchennym. Okna części kuchennej wychodziły na trawnik oddzielający dom od ulicy. Po przeciwnej stronie tego obszernego pokoju były okna wychodzące na ogród za domem. Obok tych okien były przeszklone drzwi. Po prawej stronie dużego pokoju znajdował się niewielki korytarzyk prowadzący do tak zwanej części prywatnej, czyli trzech sypialni i dużej łazienki.

Mimo, że od ostatniego morderstwa minęło ponad trzy lata znaleziono ślady krwi. Mieszkanie było oczywiście regularnie sprzątane przez nowych właścicieli i żadnych widocznych śladów nie było.

Śledczy rutynowo zerwali tapety przy drzwiach. Tam zwykle znajduje się ślady zakrwawionych rąk ewentualnych sprawców wynoszących zwłoki na zewnątrz. Ściany w tym miejscu spryskano luminolem i oświetlano lampami UV. Nic nie znaleziono.

Zdemontowano panele podłogowe przy drzwiach prowadzących z dużego pokoju do ogrodu, oraz próg tych drzwi. Po zaaplikowaniu luminolu na krawędzie wymontowanych paneli oraz na boczną stronę progu i oświetleniu tych miejsc lampą UV pojawiła się blado niebieska fluorescencja ujawniająca starą krew. Zjawisko to trwało około trzydziestu sekund. Czas wystarczająco długi do wykonania fotografii.

W ten sposób dowiedziano się o możliwym miejscu wyciągnięcia zwłok z domu na zewnątrz do ogrodu.

Zdecydowano zdjąć wszystkie panele podłogowe w pokoju i aneksie kuchennym. Najwięcej śladów krwi znaleziono w kuchni. Nie wątpliwie tam dokonano zabójstwa. Pobrano próbki do analizy laboratoryjnej.

Po kilkunastu tygodniach wyniki potwierdziły tylko, ze jest to krew ludzka. Próbki były za stare i zniszczone luminolem i perhydrolem używanym przy ich pobieraniu, więc ustalenie grupy krwi i ewentualnego śladu DNA było nie możliwe.

Równolegle z tymi pracami śledczy przesłuchiwali osoby z otoczenia ofiar, skupiając się głównie na osobach z otoczenia Hanny Ek.

Wynikało to głownie z tego powodu, że niemal od pierwszych godzin śledztwa podejrzenie padło na męża Hanny który zniknął kilka miesięcy po zgłoszonym zaginięciu żony.

Zeznania nielicznych mieszkańców domów leżących w sąsiedztwie willi w Ekängen w zasadzie potwierdzały zakładaną przez śledczych tezę, że sprawcą jest właściciel willi czyli Jakub Wolf. Widziano go często jak przyjeżdżał taksówkami do domu, ale bez towarzystwa.

Kobiety czasami widywano. Jedna z nich przyjeżdżała do domu bardzo regularnie. Stwierdzono, że chodzi o Helen Gustafsson.

Przesłuchano również Stefana Kowalewskiego. Śledczy chcieli wiedzieć wszystko w sprawie transakcji kupna willi od Jakuba. Sprawdzono wszystkie związane z tym dokumenty. Nie znaleziono żadnych nieprawidłowości.

Jakub był poszukiwany zaraz po tym jak wyjechał ze Szwecji. Wysłano za nim Europejski Nakaz Aresztowania, ale o nie najważniejszej wadze.

Transakcje ze sprzedaży willi i mieszkania w Sztokholmie były śledczym znane, ale nie do końca. Nie zainteresowano się wtedy gdzie się podziały pieniądze ze sprzedaży mieszkania w Sztokholmie. Mecenas Svensson zeznał wtedy, że przesłał je na zagraniczne konto wskazane przez klienta.

Opróżnione szwedzkie konta bankowe Jakuba spowodowały rutynowe sprawdzanie przelewów. Ponieważ sprawa nie miała priorytetowego znaczenia sprawdzanie przelewów trwało bardzo długo. W końcu prace nad tym przerwano z powodu umorzenia całego dochodzenia dotyczącego zniknięcia Jakuba.

Teraz po odnalezieniu zwłok postanowiono do niej powrócić i połączyć z prowadzonym obecnie śledztwem.

Szczególnie dokładnie przyjrzano się transakcji sprzedaży mieszkania w Sztokholmie. Mecenas Karol Svensson długo tłumaczył, że niska suma uzyskana ze sprzedaży mieszkania wynikała z nalegań zleceniodawcy co do szybkości sprzedaży.

Kupiec potwierdził ile zapłacił za mieszkanie, zresztą wynikało to z dokumentów co do których nie można było mieć zastrzeżeń. Mecenas Svensson nie ukrywał tego, że na zlecenie klienta pieniądze ze sprzedaży przesłał w całości na konto matki Jakuba do polskiego banku. Śledczy postanowili pójść tym śladem.

Tymczasem prokurator nadzorujący śledztwo oddał willę do dyspozycji właścicieli. Zanim Stefan z Ingrid mogli powrócić do swojego domu zrobiono w nim remont na koszt Skarbu Państwa.

Już w czasie remontu było jasne, że nie wprowadzą się do swojego domu. Ingrid nie chciała już w nim mieszkać. Wynajęli dwupokojowe mieszkanie w Linköping. Przewieźli do niego tylko absolutnie niezbędne rzeczy.

Willę wystawili na sprzedaż. Przypuszczali, że dom z taką historią, dzięki mediom znaną na cały kraj, będzie trudno sprzedać. Jednak kupiec znalazł się dosyć szybko.

Przedstawiciel pewnej azjatyckiej firmy handlowej z Singapuru, mającej siedzibę w Linköping kupił willę z przeznaczeniem na mieszkania dla przyjeżdżających służbowo pracowników z głównej siedziby firmy. Zapłacił cenę rynkową. Umożliwiło to im nabycie pewnego pogorzeliska po spalonym domu w starej dzielnicy Vimanshäll w Linköping.

Na działce po spalonym domu rozpoczęta była budowa nowej willi. Jednak dotychczasowi właściciele rozwiedli się. Budowa została przerwana a działka wystawiona na sprzedaż i w ten sposób stała się własnością Stefana i Ingrid.

Doszli oni do porozumienia z firmą budującą tam willę i po niewielkich zmianach w projekcie budowa ruszyła z kopyta.

Stefan wynajął pewien magazyn na przechowanie mebli i rzeczy które jeszcze były w ich byłym już domu. Ponieważ nawał pracy w SAAB nie pozwolił Stefanowi na wzięcie wolnego, pakowaniem rzeczy w ich starym domu zajęła się Ingrid. Zostawiła Zuzię u przyjaciółki która miała córkę w tym samym wieku i skontaktowała się z Helen. Poprosiła ją o pomoc w pakowaniu i sprzątnięciu willi.

Helen chętnie się na to zgodziła. Ingrid wynajęła na stacji benzynowej niewielki dostawczy samochód. Z pomocą Helen miała nim przewieść do magazynu kartony z zapakowanymi ubraniami i drobnymi rzeczami. Meble miała przewieść po niedzieli, wynajęta ekipa trudniąca się przeprowadzkami.

Bardzo szybko przyszła odpowiedź z Polski dotycząca Rozalii Wolf, matki Jakuba. Polska policja poinformowała, że Rozalia Wolf wypadła z okna swojego mieszkania na trzecim piętrze kamienicy przy ulicy Gdańskiej w Łodzi, ponosząc śmierć na miejscu.

Zdarzyło się to w lipcu 2002go. Śledztwo wykazało, że był to nieszczęśliwy wypadek podczas mycia okien. Rozalia Wolf mieszkała sama.

Po wypadku znaleziono w mieszkaniu dwadzieścia tysięcy dolarów w gotówce, oraz skrupulatnie prowadzone notatki z których wynikało że zmarła dosyć regularnie taką sumę dolarów pobierała ze swojego konta dewizowego. Bank potwierdził prawdziwość notatek pani Rozalii. Okazało się, że w ciągu niespełna dwóch lat pani Rozalia pobrała w ten sposób niemal pięćset tysięcy dolarów. Na koncie pozostało jeszcze około trzystu tysięcy.

Stwierdzono, że pieniądze na koncie Rozalii Wolf pochodzą z jednorazowej wpłaty dokonanej z przez pewnego adwokata za Sztokholmu i pochodzą ze sprzedaży domu syna Rozalii.

Polscy śledczy chcieli się z nim skontaktować, ale ani adwokat który przysłał pieniądze, ani szwedzka policja nie wiedziały gdzie on przebywa. Śledztwo nie wyjaśniło na co zmarła wydawała te pieniądze.

Po jej śmierci polska policja zrobiła standardowy wywiad środowiskowy. Mieszkała sama. Mąż zmarł jeszcze w latach osiemdziesiątych. Jedyny syn przebywa za granica. Od dawna nie odwiedził matki. Sąsiedzi zeznali, że pani Rozalia absolutnie nie prowadziła wystawnego życia. Nie uważano ją za osobę majętną. Raz lub czasami dwa razy w roku syn przysyłał jej paczkę z różnymi artykułami spożywczymi, czasem z odzieżą.

Pani Rozalia sprzedawała część sąsiadom. Nigdy nie żądała za sprzedawane rzeczy wygórowanych pieniędzy.

Jedna z sąsiadek pracująca w kasie na Dworcu Kaliskim, zeznała, że Rozalia Wolf od dwóch lat mniej więcej, regularnie, raz w miesiącu kupuje bilet na pociąg osobowy do Torunia. Zapytała ją kiedyś żartobliwie czy nie mogłaby się za nią wstawić u Ojca Dyrektora, ale pani Rozalia całkiem poważnie stwierdziła, że jeździ odwiedzać grób siostry.

Policja sprawdziła tą informację. Na żadnym toruńskim cmentarzu nie znaleziono grobu jej siostry. Stwierdzono, że siostra Rozalii Wolf zmarła w 1995 i jest pochowana w Nowej Hucie.

Ponieważ śmierć Rozalii Wolf uznano za wypadek, policja nie zadawała sobie trudu z szukaniem pieniędzy pani Rozalii.

Po otrzymanej od polskiej policji informacji o jej śmierci i prowadzonym wtedy dochodzeniu, postanowiono że należy sprawę Rozalii Wolf i zniknięcia jej syna podejrzanego o potrójne morderstwo połączyć.

Obydwaj śledczy, polski i szwedzki doszli do jednoznacznego wniosku, że Jakub Wolf ukrywa się w Polsce, najprawdopodobniej w Toruniu, pod zmienionym nazwiskiem, a matka dowoziła mu tam jego pieniądze ulokowane na jej koncie.

Polska policja otrzymała od Szwedów wszystkie dane o Jakubie, jego odciski palców oraz jego aktualne fotografie z dokumentów szwedzkich. Kopie fotografii rozdano policjantom w Toruniu.

Wkrótce nadeszła druga wiadomość z polskiej policji. Osobę bardzo podobną do tej na zdjęciu otrzymanym ze Szwecji, czyli zdjęciu Jakuba Wolfa, znaleziono potrąconą na lokalnej drodze numer 553 prowadzącej z Torunia do miejscowości Różankowo. Mężczyzna leżał na poboczu miedzy drogą a biegnącymi równolegle torami kolejowymi. Żył ale był nieprzytomny gdy przejeżdżający rowerzysta znalazł go około szóstej nad ranem w poniedziałek dziewiątego września 2002go.

W szpitalu do którego go odwieziono nie znaleziono przy nim żadnych dokumentów ani pieniędzy. Mężczyzna był ubrany w drogie, markowe zagraniczne ubranie. Wezwana policja stwierdziła, że po wypadku został on najprawdopodobniej okradziony.

Zmarł dwa dni później nie odzyskawszy przytomności.

Sporządzono stosowną dokumentację dotyczącą zmarłego. Wykonano fotografie i pobrano odciski palców. Sprawdzono w bazie osób zaginionych. Informacja ze zdjęciem i z prośbą o rozpoznanie zmarłego umieszczona była w lokalnych gazetach i telewizji. Nie uzyskano żadnej odpowiedzi. Został pochowany jako NN na koszt miasta.

Teraz po otrzymaniu fotografii Jakuba i jego odcisków palców stwierdzono ponad wszelką wątpliwość, że zmarły w wyniku obrażeń wypadkowych mężczyzna jest poszukiwanym obywatelem Szwecji Jakubem Wolfem.

W ten sposób dochodzenie w sprawie zamordowania trzech kobiet w szwedzkiej miejscowości Ekängen zostało przez szwedzką policję zamknięte z powodu śmierci głównego i jedynego podejrzanego.

Stefan wrócił z pracy dopiero po siódmej wieczorem. W domu nikogo nie było. Domyślił się, że Ingrid jest z córką i Helen w ich starym domu i wciąż pakują rzeczy do wywiezienia. Postanowił do nich pojechać.

Gdy wychodził z domu zadzwonił telefon. Dzwoniła przyjaciółka Ingrid z zapytaniem kiedy ktoś przyjedzie odebrać Zuzię. Stefan dowiedział się, że Ingrid miała ją odebrać około trzeciej. Zdziwiło go to trochę, że tego nie zrobiła. Zawsze była dokładna jeśli chodzi o punktualność.

Stefan pojechał najpierw odebrać córkę i potem razem z nią pojechali do starego domu po Ingrid.

Przed willą na podjeździe stała wynajęta przez Ingrid furgonetka. Stefan kazał czekać Zuzi w samochodzie. Potem podszedł do furgonetki i zajrzał do środka. Samochód załadowany był w połowie.

„Czemu się tak grzebie z tym pakowaniem?” – pomyślał nieco zły na żonę.

Ruszył zdecydowanie w stronę drzwi willi. Były zamknięte. Nacisnął dzwonek. Odczekał chwilę i nacisnął go ponownie. Nikt nie podchodził otworzyć drzwi. Zdenerwował się jeszcze bardziej gdy sobie uprzytomnił, że jego klucze do tego domu zostały w mieszkaniu.

Wściekły na siebie i na żonę ruszył do samochodu. Będąc już przy samochodzie zauważył, że okno od strony kuchni jest niedomknięte. Zawrócił. Postanowił wejść do willi przez okno.

Ingrid leżała dwa metru od okna. W koło głowy była niewielka kałuża krwi. Kiedy przerażony pochylił się nad nią, poruszyła się. Mówił coś do niej, ale nie było z nią kontaktu. Podbiegł do telefonu.

Karetka przyjechała po dziesięciu minutach. Policja kilka minut później gdy Ingrid leżała już na noszach.

Trzy dni później Ingrid odzyskała przytomność. Ponieważ miała złamaną podstawę czaszki i pękniętą kość potylicy z rozległym obrzękiem mózgu lekarze nie zgodzili się na przesłuchanie jej przez policję. Nastąpiło to dopiero po dwóch tygodniach. Jej zeznania nic nie wniosły do sprawy. Ingrid zeznała, że pakowała różne kuchenne drobiazgi do kartonów. Towarzysząca jej Helen odnosiła kartony do samochodu. Co się stało potem nie potrafiła powiedzieć.

Tak na dobrą sprawę to policja nie spodziewała się uzyskać od niej niczego zaskakującego. Już tego samego dnia gdy tylko zabrano Ingrid z willi do szpitala, policja rutynowo przeszukała miejsce przestępstwa.

W stojącej na podjeździe furgonetce znaleziono klucz do kół ze świeżymi śladami krwi. Była to krew Ingrid. Również na jednym z kartonów, tym stojącym najbliżej tylnych drzwi samochodu znaleziono krwawy odcisk dłoni.

Od Stefana policja dowiedziała się o tym, że jego żonie pomagała Helen Gustafsson. Policja szybko ustaliła adres zamieszkania Helen. Jeden ze śledczych udał się tam. Nie zastał jej w domu.

Dopiero po dwóch dniach bezowocnych prób odszukania Helen, prowadzący dochodzenie dostali zezwolenie na dostanie się do jej mieszkania.

Znaleźli Helen w łazience, w wannie.

W szarej już wodzie, na dnie wanny miedzy jej stopami leżała suszarka do włosów.

Wynik sekcji zwłok potwierdził to co było oczywiste. Śmierć nastąpiła na skutek porażenia prądem o napięciu 230 volt. O ile bezpośrednia przyczyna śmierci była znana od początku, to znalezienie odpowiedzi na pytanie dlaczego suszarka znalazła się w wannie nie było takie oczywiste.

Policja wzięła pod uwagę trzy możliwe scenariusze. Pierwszy zakładał, że był to wypadek spowodowany lekkomyślnością. Wiadomo, że nie należy używać suszarki do włosów siedząc w wannie.

Drugi scenariusz zakładał, że osoba trzecia wrzuciła suszarkę do wanny. Tak więc było to morderstwo.

Trzeci scenariusz zakładał, że Helen sama, świadomie włożyła suszarkę do wanny, absolutnie nie w celu suszenia włosów. Jej celem było odebranie sobie życia.

Bardzo szybko odrzucono dwa pierwsze scenariusze. W czasie przeszukania mieszkania Helen znaleziono zostawiony przez nią list pożegnalny napisany przed wejściem do wanny. Nie był to list w dosłownym tego słowa znaczeniu. Był to ostatni zapis w zeszycie w którym robiła różne notatki.

Nie był to pamiętnik. Zapiski były nieregularnie robione. I dotyczyły różnych spraw. Helen zapisywała w tym zeszycie przepisy kulinarne, przez jakiś czas notowała w nim swoje wydatki.

Było w nim kilka adresów do różnych osób. Przesłuchano je w późniejszym terminie. Nic nie wniosły do sprawy.

Za to inne zapiski okazały się przełomowe w sprawie wyjaśnienia zabójstwa trzech kobiet. Były te zapiski tak interesujące, że śledczy w błyskawicznym tempie ściągnęli wszystkie dostępne informacje o Helen.

Helen Gustafsson urodziła się w 1960tym roku w Motali. Wychowywała ją samotna matka, osoba despotyczna.

W miarę dorastania córki dochodziło bardzo często do nagłych awantur domowych między matką a Helen.

W 1978tym, osiemnastoletnia wówczas Helen po kolejnej awanturze zabiła w nocy śpiącą matkę siekierą. Po zabójstwie oddała się w ręce policji.

Przed sądem otrzymała obrońcę z urzędu. Broniła ją wzięta adwokatka Hanna Ek. Przekonała sąd, że w chwili zabójstwa matki, Helen miała ograniczoną zdolność rozpoznania znaczenia czynu.

Na podstawie badań przeprowadzonych w zakładzie psychiatrycznym, do którego skierowano Helen stwierdzono również, że Helen chorobliwie nienawidzi kobiet, szczególnie starszych.

Najprawdopodobniej spowodowane było to despotycznym stosunkiem matki w stosunku do niej. Na potwierdzenie tego Adwokat Hanna Ek przytoczyła przed sądem szereg zdarzeń z lat szkolnych, kiedy to Helen była w stałym konflikcie ze starszymi nauczycielkami.

Raz doszło nawet do rękoczynów. Helen, na pierwszy rzut oka bez powodów zaatakowała nauczycielkę matematyki. Uderzyła ją w głowę kilka razy metrowej długości liniałem pomocnym przy rysowaniu na tablicy. Tylko szybka interwencja innych uczniów przerwała wybuch agresji Helen.

Zdarzenie to na prośbę nauczycielki zostało zatuszowane.

Sprawę zabójstwa matki sąd potraktował jako czyn dokonany w stanie silnego wzburzenia, w stanie ograniczonej zdolności pojmowania szkodliwości czynu. Sąd skazał ją na pobyt w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym.

Helen wyszła ze szpitala w 1988mym. Duży wpływ na to, że uznano ją za wyleczoną miała mecenas Hanna Ek. To ona, przez cały czas pobytu Helen w szpitalu utrzymywała z nią kontakt.

Hanna Ek ustanowiona została kuratorem Helen. Dzięki jej staraniom Helen uznana została jako trwale niezdolna do pracy. Uzyskała rentę chorobową. W bardzo niskim wymiarze, ale wystarczającą na skromne życie.

Hanna Ek sprawiła, że Helen mogła dorobić trochę, sprzątając mieszkania u ludzi z kręgu znajomych pani mecenas. Robiła to na czarno, nie płacąc podatków. Zjawisko w Szwecji prawnie zabronione, ale w wielu kręgach społeczeństwa akceptowane.

Zapiski pozostawione przez Helen, chociaż chaotyczne, często w wielu miejscach niedokończone, ujawniły że mimo pomocy jaką na przestrzeni lat uzyskała od mecenas Hanny Ek, nie była jej za to w najmniejszym stopniu wdzięczna. Wręcz przeciwnie. W wielu miejscach swoich zapisków Helen nadmieniała, że ma ochotę zabić Starą Papugę, jak nazywała swoją adwokatkę. Mierziła ją okazywana jej dobroć, którą odczuwała jako wywyższanie się nad nią.

W jednym miejscu napisała:

„Ten młody Polak wpadł w jej sidła i ona zjada go powoli jak modliszka. Żal mi go. Jak roztrzaskam jej łeb, to za jednym razem wyzwolę jego i siebie. Chwila wyzwolenia się z pod jej jarzma zbliża się.”

Śledczy nie potrafili ustalić kiedy dokładnie zrobiony był ten zapis. Helen nie datowała swoich zapisków. Nie były robione w chronologiczny sposób. Czasem nowsze zapiski robione były w wolnych miejscach na wcześniejszych stronach.

„Spotkałam matkę na przystanku autobusowym. Zagadałam do niej. Powiedziałam jej że mamy wspólnych znajomych. Nie wierzyła mi. Obiecałam pokazać jej zdjęcia na których jesteśmy razem z innymi ludźmi. Zaprosiłam ją do domu Papugi. Zaraz w kuchni dałam jej w łeb patelnią. Długo oglądałam z bliska jej mordę. W jej torebce znalazłam dokumenty. To nie była moja matka, tylko jakaś Elizabeth Qvist. Szkoda, że to nie matka. Całą przyjemność z rozbicia jej łba diabli wzięli”

Ten zapis znaleziony został między przepisami kulinarnymi. Śledczy porównali odszukane zdjęcia matki Helen ze zdjęciami Elizabeth Qvist. Opinie co do tego czy obie kobiety na zdjęciach były podobne do siebie były między nimi podzielone.

Inny zapisek wspominał o niewymienionej z nazwiska kobiecie która pewnego razu z zaciekawieniem przyglądała się dłuższy czas domowi w Ekängen. Helen akurat była w nim. Wyszła do kobiety przed dom i zaczęła z nią rozmawiać. Dowiedziała się, że kobieta rozgląda się za kupnem domu w tej okolicy. Zaprosiła ją do środka, mówiąc, że ten właśnie dom jest na sprzedaż.

Śledczy domyślili się, że chodzi o trzecią ofiarę, czyli Liliannę Kovać.

Znaleziono również zapiski w których Helen ubolewała, że Jakób postanowił sprzedać mieszkanie.

„Nowy właściciel może znaleźć te trzy cholery. Nie wiem czy to dobrze, czy źle?” – pisała w innym miejscu.

Dalej ucieszyła się gdy Jakób zapytał ją czy zgodziłaby się zająć domem po jego sprzedaży nowemu właścicielowi.

„Nie wiem dlaczego, ale szybko się zgodziłam. Poznałam ich. Zaproponowałam zająć się też ogródkiem” – pisała między notatkami na temat cen kwiatów ogrodowych.

Interesowały ją białe wysokie lilie. Uważała, że byłoby to z jej strony dowcipne zasadzić je w miejscu pogrzebania zwłok ofiar. Ubolewała gdy dowiedziała się w sklepie ogrodniczym, że cebulki tych kwiatów musi zakopać dosyć głęboko, co najmniej na pięćdziesiąt centymetrów. Wiedziała, że w miejscu w którym chciała je zasadzić nie mogła sobie na to pozwolić aby kopać tak głęboko. Zrezygnowała z tego pomysłu.

Jej praca u Stefana Kowalewskiego i Ingrid Andersson nie miała stałego charakteru. Na początku kiedy Ingrid była w ciąży bywała u nich pomagać w domu częściej. Potem bywała tam sporadycznie. Dzwonili po nią gdy potrzebowali jej pomocy na przykład przed świętami.

Nie lubiła tej rodziny. Uważała, że jest sztuczna. Napisała w którymś miejscu, że przypominają poprawnie pokazaną szczęśliwą rodzinę z seriali amerykańskich

„Takich rodzin nie ma. Ingrid nic nie wie o życiu. Nie umie wychowywać córki. Na wszystko jej pozwala. Matka tak nie powinna postępować. Nie znoszę tej wiecznie uśmiechniętej baby”

Napisała to w zaraz po tym gdy została zaproszona na drugie urodziny ich córki Susann.

Wiadomość o tym że mała dokopała się do zwłok przyjęła ze spokojem. Ciekawiło ją jak to wszystko potoczy się dalej. Z jej zapisków nie wynikało aby się bała, że prawda wyjdzie na jaw.

”Nic już nie mam. Zabrali mi moją tajemnicę. Zaczynać od początku, czy skończyć z tym?”

Jakimś sposobem dowiedziała się, że o morderstwo podejrzewany jest były właściciel domu.

„Dobrze mu tak. Żadnej wdzięczności za to że wyzwoliłam go od tej strasznej baby”

Ten zapis napisany był bardzo niewyraźnym pismem. Dalszy ciąg był trudny do odczytania

„Przyjechała do domu bez zapowiedzi. Znalazła mój zeszyt na stole w kuchni. Czytała go. Zrobiła mi awanturę. Była jak moja matka. Na szczęście miałam w szafce pod zlewozmywakiem przyszykowaną od dawna siekierę”

Biegli rzeczoznawcy ocenili, że ten fragment Helen napisała w stanie dużego wzburzenia.

W przedostatniej notatce Helen z pogardą odniosła się do, jak to napisała histerycznej postawy Ingrid po odkryciu zwłok.

„Sprzedać dopiero co kupiony dom, bo baba histeryzuje. Bardzo nierozsądnie. Już nie mogę patrzeć na tą rodzinę. Inni też mnie drażnią. Muszę się stąd wynieść. Tylko dokąd? Muszę to zrobić bo zwariuję, albo rozwalę jej leb”

Ostatnia notatka napisana była dużymi literami. Dwa zdania na całą stronę

„Mam już wszystkiego dość! Pocałujcie mnie w dupę”

Dochodzenie w sprawie zabójstwa trzech kobiet zostało umorzone z powodu śmierci sprawcy. Już po raz drugi. Tym razem jednak definitywnie.

Ingrid szybko wracała do zdrowia. Została wypisana ze szpitala. Lekarze twierdzą, że nie powinna mieć żadnych komplikacji po zadanych ciosach w głowę.

Ich nowy dom w starej dzielnicy Vimanshäll w Linköping został szybko oddany do użytku. Stefan do przeprowadzki wynajął profesjonalną firmę, która nie tylko przewiozła wszystkie rzeczy na miejsce, ale też rozpakowała i poustawiała wszystko zgodnie z życzeniami Ingrid.

Wprowadzili się do domu oddanego pod klucz. Ciągle jeszcze osłabiona Ingrid nie musiała w nim nic robić. W dalszym ciągu była na zwolnieniu lekarskim. Wykorzystywała to zajmując się córką.

Mała całymi dniami bawiła się w ogrodzie na tyłach domu. Pewnego dnia Stefan po przyjściu z pracy zastał żonę siedzącą w ogrodzie z gazetą w ręku. Po przywitaniu się zapytał

„Gdzie jest Zuzia?”

„Tam za krzewami przy klombie”

Stefan spojrzał w tamtym kierunku. Dojrzał córkę zawzięcie kopiącą szpadelkiem pod krzewem róż

„Co ty tam tak kopiesz, Zuziu?” – zapytał

„Siukam rąćki z pierścionkami”

KONIEC

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *