Ktoś mądry powiedział, że po każdej wojnie narody i państwa szykują się do następnej, takiej samej pod względem wojskowym i technicznym, jak ostatnia. Żeby daleko nie szukać przypomnę o gazach bojowych użytych w czasie Pierwszej Wojny Światowej. W Drugiej Wojnie Światowej właściwie wszystkie uczestniczące w niej armie były w lepszy lub gorszy sposób przygotowane na obronę przed atakami gazowymi. Z różnych powodów gazy w zasadzie nie były w tej wojnie użyte.
Po użyciu bomb atomowych w Japonii, opracowano szereg sposobów obrony zmniejszających skutki rażenia tej broni. Na szczęście skuteczność tych sposobów została sprawdzona tylko w symulacjach komputerowych.
Użycie broni atomowej jest w tej chwili raczej mało realne. Oczywiście taktyczna broń atomowa może zostać użyta do zniszczenia na przykład konwojów morskich czy lotniskowców. Wtedy też okaże się jak błędne jest stawianie na kosztowne formacje wodne w przyszłej wojnie.
Każdy z nas zapewne widział w telewizji zdjęcia z ostatnich wydarzeń w starciach zbrojnych między Armenią i Azerbejdżanem. Obydwie strony dysponują w miarę nowoczesnymi czołgami. Na ekranie telewizorów mogliśmy obserwować ich unicestwianie dokonywane gdzieś, z dobrze chronionego bunkra zza biurka za pomocą joysticka, tak jak w grach komputerowych. Czołgi straciły już swoje znaczenie.
Wspomnę teraz o minach przeciw piechocie.
Jeszcze na początku Drugiej Wojny Światowej stawiano na miny z silnym ładunkiem, które zabijały osobę stąpającą na nią. Jednak już pod koniec wojny zaczęto wytwarzać miny ze zdecydowanie mniejszym ładunkiem. Chodziło o to, aby mina nie zabiła tylko zraniła żołnierza, urywając mu na przykład nogę. Jaki zysk osiągano używając takie miny?
Otóż żołnierz zabity, mówiąc cynicznie, nie stanowi problemu. Jego dowódca wysyła standardowy list do rodziny w którym pisze o bohaterskiej śmierci żołnierza. Dołącza często masowo produkowany medal lub Krzyż Zasługi z odpowiednim dyplomem i po sprawie.
Żołnierz, któremu mina „tylko” urwała nogę staje się dużym problemem. Trzeba go ratować. Wysłać do szpitala polowego. Opieka nad nim wiąże się z kosztami. W końcu trzeba go wycofać ze służby. Odesłać do domu.
I tam dopiero zaczynają się problemy. Trzeba mu zapewnić dalszą opiekę medyczną, trzeba mu dać choćby minimalną rentę inwalidzką, ale jest jeszcze coś „gorszego”.
Gdy przyjeżdża do rodzinnej miejscowości jest źródłem defetyzmu. Jego widok na ulicy zacznie wzbudzać niechęć to prowadzenia nawet najbardziej „sprawiedliwej” wojny. Zaczynają się tworzyć oddolne naciski nawołujące rząd do pójścia na ustępstwa, podważające sens bronienia się przed wrogiem. Chęć, za wszelką cenę uniknięcia widoku wracających rannych żołnierzy.
W magazynach wielu armii świata znajdują się miny pułapki, często skierowane do dzieci. Często są to miny zabawki. Zrzucane z samolotów lub podrzucane przez dywersantów, mają ten sam cel co miny urywające nogi. Szerzyć defetyzm.
Fotografie w prasie i telewizji, przedstawiające dzieci z pourywanymi rączkami będą najlepszą bronią przeciwnika, wsadzoną w ręce rodzin okaleczonych dzieci, zmuszającą rząd do ustępstw w imię zakończenia masakry.
A jak będzie z bronią biologiczną, lub mniej prawdopodobną chemiczną?
Mogą to być wirusy, bakterie lub grzybice. Najbardziej znane to wąglik i ospa. W czasie zimnej wojny opracowano zmodyfikowane warianty tych i innych chorób zakaźnych.
W zasadzie stały się obecnie bezużyteczne. Użycie ich stałoby się od razu znane. Naukowcy natychmiast doszli by do źródła, to znaczy do tego, z czyjego laboratorium zakażenie wyszło.
Po za tym w rozwiniętych krajach szybko opanowano by te choroby.
Droga do sukcesu agresora musi być inna. Stworzenie takiego wirusa który ma długi czas wylęgania się. Zanim u zarażonego pojawią się objawy (jeśli pojawią się) zaraża on innych. Wirus musi być śmiertelny dla organizmów słabych. Nie może jednak zabijać szybko. Musi powodować wiązanie na długi czas środków medycznych (opieka lekarska, sprzęt).
Covid 19 jest przykładem ataku ze strony wrogiego ośrodka. Powodzenie ataku polega na jak najdłuższym ukrywaniu się agresora. W tym celu agresor zakłada straty własne spowodowane własną bronią biologiczną (Każdy agresor liczy się ze stratami własnymi. Nic nowego. Są wkalkulowane w działania zaczepne)
Państwa zaatakowane mają swoje podejrzenia. Z różnych przyczyn nie chcą być tymi pierwszymi którzy je ujawnią. Trzeba by zareagować, a to oznacza konflikt w skali światowej. Nikt nie jest na niego przyszykowany. Rządy państw liczą na znalezienie rozwiązania po cichu.
W tej chwili jesteśmy na skraju światowej paniki. Państwa są osłabiane, nie tylko ekonomicznie. Morale staje się coraz gorsze (patrz: opór przeciwko restrykcjom higienicznym. Dochodzi do starć służb porządkowych z przeciwnikami restrykcji). Służba zdrowia wielu krajów jest na progu załamania.
Uważam, że w najbliższym czasie dojdzie do ataku biologicznego skierowanego na siły zbrojne wielu krajów.
Czym się to skończy? Tak jak w każdej powieści kryminalnej należy zadać sobie pytanie, kto na tym korzysta. Które Państwo?
Prędzej czy później ujawni się samo. Zaoferuje cudowny lek i szczepionkę. Sceptykom pokaże, że wyleczyło własnych obywateli.
W zamian za udostępnienie zażąda dużych ustępstw w wielu sprawach. Zażąda i otrzyma możliwość hegemoni nad podbitymi w ten sposób narodami. Poprzez dostarczoną szczepionkę, która będzie zmanipulowana, sprawi, że ci co ją otrzymają, zachowają życie ale staną się pasywni i posłuszni woli nowych władców Świata.
Nie wspomniałem nic o wojnie psychologicznej i informacyjnej. Działania w tym zakresie są prowadzone równolegle z głównymi działaniami biologicznymi.
To właśnie front działań psychologicznych „urabia” podatne grupy społeczne zarówno przeciw szeroko pojętym szczepieniom jak i osłabia ekonomię społeczeństw nakłaniając je poprzez naciski różnych „aktywistów” na wydatki związane z wątpliwymi działaniami na rzecz ochrony środowiska.
Likwidacja elektrowni atomowych jest przykładem takich działań.
Uzależnienie nas od Internetu, telewizji cyfrowej i radia cyfrowego, z jednoczesnym likwidowaniem przekazu analogowego, sprawia, że celnie skierowany atak dywersantów wygasi zarówno Internet jaki i inne środki masowego przekazu, umożliwiając jednocześnie przekazywanie własnych informacji.
Celny atak na centra sterowania energetyką sprawi przerwy w dopływie energii elektrycznej bez potrzeby niszczenia całej infrastruktury. Dotyczy to też na przykład dostawy wody w miastach i transportu.
Co robić? Nie wiem. Ale jestem pewien że wszystkie dotychczasowe przygotowania obronne były i są niestety, ukierunkowane na działania zbrojne znane z przeszłości.
Wydano olbrzymie sumy i szkolono załogi lotniskowców, które można zniszczyć jedną celną taktyczną bombą atomową. Zbudowano tysiące nowoczesnych czołgów, które facet siedzący przy biurku z kawą w jednym ręku i joystickiem w drugim zniszczy jak w grze komputerowej.
Nie przygotowano się na przyszłą (może już obecną) nowoczesną wojnę biologiczną. Mam na myśl nie tylko tworzenie szczepionek przeciw znanym możliwym chorobą zakaźnym, ale przede wszystkim podjęcie daleko idących działań wywiadowczych mających na celu „trzymanie ręki na pulsie”, jeśli chodzi o pracę w laboratoriach medycznych potencjalnych przeciwników.
Mam nadzieję, że zaatakowane kraje są świadome ataku i podjęły wspomniane działania. Nie jesteśmy o nich informowani.
Jestem pewien, że gdy zaatakowani będą mieli stuprocentową pewność co do tego kto jest agresorem, zastosują wszelkie dostępne im środki, łącznie z bronią nuklearną, aby zatrzymać agresję. Pozostaje nam tylko czekać i być czujnymi.
KONIEC